logo
Czwartek, 27 luty 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Tato wywołuje u nas poczucie winy.
Autor: Mała Mi (---.multi.internet.cyfrowypolsat.pl)
Data:   2020-02-09 16:28

Męczy mnie relacja z moim tatą. 15 lat temu wyjechałam z domu do innego miasta na studia. Tata miał nadzieje, że po studiach wrócę do miasta rodzinnego. Nie wróciłam. Nigdy się z tym nie pogodził. Wydaje mi się że wraz z moim i rodzeństwa wyjazdem jego życie straciło cel. Jeszcze trudniej mu było kiedy zamieszkałam za granicą. Wróciłam w dużej mierze ze względu na niego. Miałabym wyrzuty sumienia, gdyby np. odebrał sobie życie (nie wiem czy to realne zagrożenie), albo przedwcześnie umarł. Tata czuje się opuszczony, niepotrzebny, często się obraża. Z utęsknieniem czeka na nasze przyjazdy, a gdy jesteśmy razem dłużej nie mamy o czym rozmawiać, albo dochodzi do konfliktów. Często spędza ten czas przed komputerem, a później czuje się urażony, że na tak krótko przyjechaliśmy i pojechaliśmy jeszcze do znajomych, zamiast całe wolne spędzić w domu rodzinnym. Oczekuje dość częstego kontaktu z naszej strony, jednocześnie sam zazwyczaj nie inicjuje kontaktu. Uważa, że rodzina powinna mieszkać blisko siebie, a u nas nie jest normalnie. Mówi nam, że jesteśmy zakompleksieni, bo pochodzimy z mniejszego miasta i dlatego tak bardzo chcemy mieszkać w większym. Często powtarza, że odzywamy się, kiedy coś od niego potrzebujemy, że go nie lubię, że jestem dla niego niedobra, dąży do fizycznego kontaktu i widzę, że jest mu trudno z tym, że nie chcę się do niego już przytulać. Taty słowa nie raz doprowadzały mnie do płaczu. Czułam się winna, że nie mieszkam blisko. Nie wiem gdzie jest granica i jak ją powinnam postawić, żeby nie pogarszać stanu. Tata nas bardzo kocha. Wiem, że wszystko by dla nas zrobił, ale wydaje że to miłość zaborcza. Kiedy jeszcze byłam na studiach moi rodzice starali się kontrolować moje życie. Intencje mieli dobre - bali się, że coś mi się stanie w dużym mieście, dlatego codziennie wieczorem dzwonili do mnie i sprawdzali czy jestem w domu. Teraz, jak przypomnę sobie ten okres, widzę jak bardzo byłam zależna od nich. Pamiętam sytuację, gdzie jako 20 latka pytałam się ich czy może przyjechać do mnie moja najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa. Byłam pełnoletnia, dzieliło nas 350km, a pytałam się ich o zdanie.. Nie zgodzili się. Powiedzieli też, że spytają się sąsiadów czy przyjechała. Zalałam się łzami i zadzwoniłam do niej, odwołać wizytę. Moje rodzeństwo nie pozwoliło sobie na taką ingerencję. Pod koniec studiów mama przestała ingerować w moje życie, a i ja zaczęłam stawiać granice.
Po powrocie zza granicy nie mogę znaleźć pracy i mieszkam z rodzicami. Widzę, że tata źle traktuje moją mamę, która wciąż go utrzymuje i wszystko cierpliwie znosi. Prawie każdego dnia ją obraża, wyzywa. Jest człowiekiem wykształconym, a zachowuje się bardzo niekulturalnie. Ostatnio już w ogóle stracił hamulce. Boję się, że jakiegoś dnia mamę uderzy (na razie grozi). Jest trudny w kontakcie i widzi winę we wszystkich, tylko nie w sobie. Zarzuca mamie, że nie ma dla niego czasu, że ich życie towarzyskie upadło. Mama pracuje od świtu do nocy, a w czasie wolnym realizuje swoje pasje. Rodzice mają duże koszty i kredyt frankowy, na które trzeba zarobić. Tata nie pracuje od wielu lat. Zajmował się domem, a utrzymywała nas mama. Tata ma pracę sezonową, ale różnie z nią bywa, maksymalnie pracuje 2 m-ce w roku. Moje miasto rodzinne jest upadłym miastem. Nie rozwija się, nie ma tu pracy. Inna sprawa - tata nawet jej nie szuka. Tata wiele lat temu przeżył poważną neurologiczną chorobę i psychicznie się po niej nie podniósł. Twierdzi, że choroba zrujnowała mu życie i że nie może znaleźć sobie miejsca po naszym wyjeździe, jednocześnie nie robi zupełnie nic by być osobą aktywną. Być może zmiany w zachowaniu to skutek choroby. Nie pamiętam takiego taty z dzieciństwa. Nie zawsze jest źle, ale bardzo często są napięcia i wybuchają konflikty. Oczywiście nie ma mowy o wizycie o psychologa, czy psychiatry. On nie widzi nic niestosownego w swoim zachowaniu i uważa, że to mama taktuje go jak psa, a dzieci wyrzekły się rodziny. Tata jest też zdołowany swoim wiekiem, choć nawet nie osiągnął jeszcze wieku emerytalnego. Wydaje się, że nie ma celu w życiu, mówi, że czegoś nie zrobi bo nie ma dla kogo, skoro my tu nie wrócimy, retorycznie pyta ile mu życia zostało... :(

 Re: Tato wywołuje u nas poczucie winy.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-02-17 20:00

Mała Mi, jesteś DOROSŁA. Chyba. A może tylko pełnoletnia. Masz pewnie ok. 34 lat, skoro 15 lat temu wyjechałaś na studia. Ludzie w Twoim wieku mają małżonków i dzieci, a Ty nawet pracy nie masz, bo ją rzuciłaś, bo podporządkowujesz się ojcu.
On nie ma prawa wymagać od Ciebie życia na jego zasadach. Wyrwij siestamtąd jak najszybciej, wróć za granicę czy wyjedź tam, gdzie będziesz miała szansę na pracę.
Sama widzisz, że on cię ignoruje i zależy mu w zasadzie tylko na tym, żeby mieć nad Tobą kontrolę. To chore. Za kilka lat zostaniesz sama i bez środków do życia.
Zastanów się, co jest dla Ciebie ważniejsze: ambicje ojca czy własne życie?
Sugeruję też terapię, grupową albo indywidualną.

 Re: Tato wywołuje u nas poczucie winy.
Autor: Duza Mi :) (---.pool85-56-99.dynamic.orange.es)
Data:   2020-02-17 23:49

Z jakiego powodu nazywasz sie Mala Mi?
Wyjechalas 15 lat temu. Teoretycznie moglabys miec juz nastoletnie dzieci. Moze jakby Twoj tata mial wnuki, to mialby dla kogo zyc? Wiem, że to nie tak łatwo, ale zdałam sobie ostatnio sprawę, że wielu młodych ludzi boi się wyfrunąć z domu i założyć własnej rodziny mówiac, że muszą dbać o rodziców. Poznałam ostatnio dziewczynę - jedynaczkę, która gdy dowiedziała się, że jej tata jest chory zamiast mu pomagać wyjechała do innego miasta. Poznała męża, założyła rodzinę, urodziła dzieci, założyła firmę i spełniła się jako matka i pracownik. Tata chorował, chorował i choruje nadal. Teraz gdy mama jest już słabsza przeprowadziła się z mężem i dziećmi bliżej swoich rodziców i zajęła się ojcem. Gdyby te 12 lat temu została na swojej wsi, nie miałaby ani rodziny, ani pieniędzy, a ojcu i tak by niewiele pomogła. To taki przykład, że nie zawsze "uciekanie" z domu to egoizm. Inna koleżanka została z rodzicami, ma teraz 55 lat, a jej rodzice zbliżają się do 80-tki. Chorują, chorują, ale żyją nadal, a jej uniemożliwili założnie rodziny.

 Re: Tato wywołuje u nas poczucie winy.
Autor: Mała Mi (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2020-02-18 16:42

Dzięki za odpowiedzi. Mój tata mną nie kieruje. Kiedyś faktycznie mocno ingerował, ale obecnie głównie chce, żebym była blisko. Przejściowo, ze względów ekonomicznych mieszkam z rodzicami. Pracy szukam w większych miastach, ale nie ma praktycznie odzewu :( W moim mieście nawet urząd pracy nie ma dla mnie ofert. Mam świadomość, że ludzie w moim wieku mają rodziny i dzieci. Mieszkałam blisko 15 lat samodzielnie, w dużych miastach, niestety nie poznałam nikogo z kim mogłabym założyć rodzinę. Faceci niestety bardzo luźno podchodzą do kwestii współżycia i odrzucają mnie już na starcie. Inna sprawa - ktoś mnie uwiódł i od 5 lat jestem nieszczęśliwie zakochana. Nie umiem się odkochać i wejść w nową relację, ale to już odrębna historia. Myślę, że tata byłby bardzo szczęśliwy, gdyby miał wnuki, ale to nierealne w najbliższej przyszłości.

 Re: Tato wywołuje u nas poczucie winy.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-02-18 20:48

Piszesz, że tato Tobą nie kieruje. A ja myślę, poważnie, że masz tylko takie wrażenie, a tak naprawdę przynajmniej po części mierzysz świat kategoriami, które są istotne dla ojca - i je przejmujesz. Sama piszesz, że tato wywołuje w Was (w kim) poczucie winy. Czyli jakoś kieruje Twoim przeżywaniem, Twoją wrażliwością, Twoim poczuciem odpowiedniości zachowań itd. Gdybyś była naprawdę niezależna psychicznie, to nie miałby tak dużego wpływu na Twoje myślenie i odczucia. Nie twierdzę, że nie miałby wcale - ale nie byłby to aż tak duży kłopot.

To, że nie umiesz się odkochać - to niby inna sprawa, ale wszystko się nawarstwia. Ma wpływ na Twoją kondycję. Myślę, że dobre byłoby dogłębne przepracowanie ze specjalistą trudnych doświadczeń: wieloletniego dyktanda rodziców i Twojej uległości, kłopotów z "odkochaniem się " itd. Po to, by Cię wzmocnić. Człowiek silniejszy nie jest aż tak bardzo podatny na szantaże emocjonalne, lepiej sobie z nimi radzi, wie, jak łapać dystans - a szantaże takie (wywoływanie poczucia winy, wmawianie, że tato nie ma po co żyć, skoro dzieci daleko itd.) są tytułowym problemem, prawda?

I na koniec.
Naprawdę nie jest teraz istotne to, że tato chce mieć wnuki!
Takie rzeczy nie zależą od dziadków i dziadkowie nie mają prawa do żadnych aluzji (nie twierdzę, że tato je czyni, niemniej dzieci nie są wprost po to, by swoim rodzicom dostarczać satysfakcji z wnuków). To kolejny wątek, w którym wydaje się, że przeceniasz wagę oczekiwań ojca i poniekąd, nie wiem, czy świadomie, ubolewasz nad tym, że szczęścia ojcu dać nie możesz.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: