logo
Niedziela, 17 października 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Marren (62.87.177.---)
Data:   2009-05-03 17:10

Czy osoba żyjąca w związku niesakramentalnym, może dostać rozgrzeszenie na łożu śmierci, kiedy umierając będzie nadal w tym związku?

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Tobiasz (---.limes.com.pl)
Data:   2009-05-03 19:14

Oczywiście, że tak, jeśli chce pojednania z Bogiem i żałuje za popełnione zło. W takiej wyjątkowej sytuacji żaden kapłan nie odmówi rozgrzeszenia. Chodzi o zbawienie wieczne tego człowieka umierającego. Życie w związku niesakramentalnym nie stanowi przeszkody, by pojednać się z Bogiem. Pozdrawiam.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogna (---.chello.pl)
Data:   2009-05-03 19:43

Tak. Można otrzymać rozgrzeszenie. "W takiej wyjątkowej sytuacji", kapłan nie tylko, że nie odmówi, ale nawet ten, pozbawiony na co dzień możliwości sprawowania posługi kapłańskiej (np. porzucił sutannę, czy habit), to na mocy samego sakramentu święceń, wyciskającego trwałe znamię w sercu człowieka, ma prawo udzielić absolucji (rozgrzeszenia) każdemu grzesznikowi. Tak wielkie jest Miłosierdzie Boże.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: m (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2009-05-04 08:20

Rozgrzeszenie można dostać, tylko to "łoże śmierci" może wyglądać inaczej niż to sobie wyobrażamy. Jeśli taka osoba zginie w wypadku, tracąc świadomość i nie dane jej będzie prosić o przebaczenie. Ryzykownie jest żyć w grzechu, zakładając, że na pojednanie z Bogiem przyjdzie czas.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dorota (---.pl)
Data:   2009-05-04 08:33

Mam pytanie uzupełniające. Jak się ma odkładanie pojednania z Bogiem do chwili agonii - do grzechu przeciw Duchowi Świętemu? Inaczej - żyję sobie w grzechu, ale wiem, że w ostatniej chwili przed śmiercią mogę się wyspowiadać, żałować za to, że sobie "w życiu nie żałowałem" i będzie dobrze?
Rozumiem, że w chwili śmierci mogę naprawdę żałować za swoje niecne życie, ale chodzi mi o odniesienie tego faktu - jako grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Przecież grzechy przeciw Duchowi nie będą odpuszczone? A może ja mylę jakieś pojęcia? Czy świadomy wybór życia w grzechu aż do momentu śmierci, nie jest właśnie grzechem przeciw Duchowi Świętemu?
Może to niewłaściwie rozumiem? Proszę o wyjaśnienie.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogna (---.chello.pl)
Data:   2009-05-04 08:39

Dorota,
Myślę, że przy takim sposobie życia, jaki podajesz przykładowo, człowiek nie będzie w stanie żałować w chwili zgonu. Mogę się jednak mylić bo niezgłębione jest Miłosierdzie Boże...

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dariusz Kowalczyk SI (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2009-05-04 08:57

Grzech przeciwko Duchowi Swiętemu polega nie na obiektywnej jego ciezkosci (z tego punktu widzenia rowniez Stalin moze dostapic milosierdzia), ale na subiektywnej zatwardzialosci i mowieniu w sposob swiadomy Bogu "nie". W takiej sytuacji Bog jest w pewnym sensie bezradny, bo Jego zaproszenie do nieba jest zdecydowanie odrzucane.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: KKK (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2009-05-04 08:58

Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1864:
"Kto by... zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego" (Mk 3, 29).
Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i do wiecznej zguby.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dorota (---.pl)
Data:   2009-05-04 09:32

Czyli mogę trwać w grzechu, świadomie wybierając takie życie i zakładając, że w chwili śmierci wyspowiadam się i otrzymam rozgrzeszenie. Inaczej mówiąc (w kontekście przeczytanych odpowiedzi) mogę przez całe niemalże życie krążyć po "orbicie grzechu przeciw Duchowi Świętemu" i w ostatnich chwilach życia zmienić tą orbitę na "zbawienną" korząc się przed Bogiem w sakramencie pojednania? Ale przecież to jest ludzkie wyrachowanie? Ja wiem, że Bóg jest nie tylko Miłosierny ale i Sprawiedliwy i że jeśli nasz żal w chwili śmierci nie będzie doskonały czeka nas wtedy olbrzymia pokuta w czyśćcu. Ale czy to wszystkie jest naprawdę takie proste. Obawiam się że nadal czegoś tu nie rozumiem, lub źle interpretuję. Boże Miłosierdzie jest aż tak nieskończone? A może być tak, że Bóg uzna na końcu naszego życia, że jednak nie zasługujemy na łaskę pojednania z nim w ostatnich naszych ziemskich chwilach i umrzemy nagle, nie zdążywszy żałować za grzechy (np. w wypadku)? To będzie dla nas granica Bożego Miłosierdzia?
Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość dla moich pytań i toku rozumowania.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogumiła (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2009-05-04 09:37

Dorota, to są właśnie te pytania, na które nie znamy odpowiedzi "na pewno". Ale odpowiedzi trzeba szukać w kręgu takich myśli:

1. Grzech przeciw Duchowi Świętemu, to nie jakiś jeden konkretny grzech, tylko stan. Stan, w którym chcesz trwać w grzechu. Jeśli już nie chcesz (czy to po jakimś wydarzeniu, czy tuż przed śmiercią) no to nie ma grzechu przeciw Duchowi Świętemu, więc nie ma tego, co powtarzamy: Że nie będzie odpuszczony.

2. Tylko Bóg wie na ile to nasze "nie żałowanie sobie" jest bezczelne wobec Boga, a na ile jest naszym zagubieniem. Być może od tego również będzie zależało, czy Bóg pozwoli nam znaleźć czas na pojednanie przed czy w chwili śmierci. Jak pisała "m" - umiera się w różny sposób. Modlimy się "od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie". Dobrze, gdybyśmy mogli do "łoża śmierci" poprosić kapłana i wyspowiadać się. Ale możemy zginąć w wypadku, w pożarze, nie mając czasu na żałowanie za grzechy. Jeśli nie było we mnie ani odrobiny chęci pojednania z Bogiem - On przecież o tym wie. Bo z tego pytania wygląda, jakbyś martwiła się, że niektórym udało się Boga oszukać.

3. Oceniając innych, tych którzy "sobie pozwalają" warto popatrzeć też na siebie. Bo z czego się te pytania biorą? Z pewnej zazdrości, że inni mogą a ja nie mogę. A przecież każdemu "wolno" odrzucać Boga, mnie też. Jeśli Go nie odrzucam, bo nie chcę odrzucać, to skąd ten żal/pretensje/oburzenie? No po prostu, przyznajmy, żal nam jest, bo my też byśmy chcieli sobie "napozwalać". A tu, kurcze, nie można ;))) Czy więc aż tak bardzo różnimy się od tych, którzy robią to, czego my choć też chcemy, nie robimy, robiąc jednak z siebie męczenników?

4. To odczucie "niesprawiedliwości" Bożej świadczy też o tym, jak daleko nam do Boga. Ludzkie poczucie sprawiedliwości koniecznie chciałoby widzieć jakąś konkretną linię, żeby było pewne że wszyscy przed nią pójdą do nieba, a ci co za nią - do piekła. Do piekła nie tylko ci, którzy mnie skrzywdzili (bo że oni do piekłą, to jasne ;)) Bycie dobrą mnie męczy. Za to się należy niebo. Kto się nie męczy bo mu się nie chce - ma iść do piekła. I nawet nie o to chodzi, że gdyby ludzie tę linię rysowali, to być może ja też znalazłabym się już za nią. Chodzi o to, że teraz jest jakaś (podświadoma) walka między nami, nawet o Boga. A Bóg chce, żeby wszyscy byli w niebie. Dopóki my nie będziemy pragnąć tego samego, dopóki będziemy się oburzać lub mieć żal, że łotr na krzyżu za nic właściwie znalazł się w niebie, dopóki nie będzie to naszą radością - to daleko nam jeszcze do Boga. Kochać to chcieć tego samego co Bóg. Chcieć, by najgorszy zbrodniarz, takze ci, którzy nas czy naszych bliskich okrutnie skrzywdzili, żeby i oni znaleźli się w niebie. Wszelka "sprawiedliwość", która oczekuje dla kogoś piekła, jest po prostu brakiem miłości.

5. Ale nasze poczucie sprawiedliwości troszkę może udobruchać czyściec. No jednak, jak ktoś się mniej męczył na ziemi, to się pomęczy w czyśćcu. W ten sposób można by się całkiem uspokoić, gdyby nie odpusty. No bo ja się mam męczyć w czyśćcu całymi latami, a ktoś odmówi koronkę i już? I znów nie o to chodzi, że ja przecież też mogę tę koronkę i już. Chodzi o to, jak trudno nam jest naprawdę kochać. Jak bardzo nie umiemy wyjść z tego kręgu ludzkiego poczucia sprawiedliwości.
Właściwie to pierwszym aktem prawdziwego nawrócenia powinno być wybaczenie Bogu, że jest miłosierny dla wszystkich.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dziadek_Muminka (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2009-05-04 10:01

Niejako w uzupełnieniu powyższych wypowiedzi.
Kiedyś czytałem o możliwości otrzymania rozgrzeszenia osoby żyjącej w związku niesakramentalnym przed operacją zagrażającą życiu.
Jak to wygląda i jakie warunki w związku z tym powinny być spełnione, to już sprawa księdza i prosiłbym o wyjaśnienie tej kwestii.
Każdy z nas powinien modlić się o swoją szczęśliwą śmierć, aby dostąpić łaski przejścia do wieczności godnej Dziecka Bożego.
Reszta należy do Bożego Miłosierdzia.
Pozdrawiam :)

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dorota (---.pl)
Data:   2009-05-04 10:05

Do Bogumiły.
Dziękuję za odpowiedź, ale tak naprawdę uczucie niesprawiedliwości odczuwam czasem wobec ludzi, ale nie wobec Boga (przynajmniej mam świadomość, że Pan Bóg jest jedyną Istotą która tak naprawdę, cokolwiek się dzieje, jest najsprawiedliwsza na świecie, bo jest samą Miłością - to już jakiś czas temu do mnie dotarło). Ja raczej obawiam się, że ktoś mi bliski nie zdąży pojednać się z Panem, bo twierdzi, że na "chodzenie do kościoła i spowiedź będzie miał czas gdy będzie stary". Jedynie wiara w Boże Miłosierdzie daje mi nadzieję, że ta osoba otrzyma za życia łaskę pojednania. Myślę, że w podobnej sytuacji są całe rzesze ludzi (być może i ja się do nich zaliczam). Przeczytane wyżej wyjaśnienia, pozwalają mi mieć nadzieję, że grzech nieodpuszczalny (przeciw Duchowi Świętemu) jest tak naprawdę ostatecznie "rozpatrywany - zatwierdzany" :)) dopiero w chwili naszej śmierci, czyli nie jest przesądzany w jakiejś konkretnej chwili naszego życia ostatecznie i nieodwracalnie. Jeśli oczywiście dobrze pojęłam treść powyższych wypowiedzi.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Krystyna (---.ssp.dialog.net.pl)
Data:   2009-05-04 10:06

Z każdym ryzykiem wiąże się jakieś niebezpieczeństwo. Takim ryzykiem jest trwanie w związku niesakramentalnym.
Niestety, Śmierć przychodzi z wizytą nie zawsze 'zapowiedzianą' :(

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Jan Paweł II (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2009-05-04 11:25

Jan Paweł II, z encykliki 'Dominum et Vivificantem'.

6. GRZECH PRZECIW DUCHOWI ŚWIĘTEMU

46 Na tle wszystkiego, co dotąd zostało powiedziane, stają się bardziej zrozumiałe jeszcze inne wstrząsające słowa, jakie Chrystus wypowiedział. Można by je nazwać słowami o „nieprzebaczeniu”. Zostały one zapisane przez wszystkich Synoptyków, pozostają w związku ze szczególnym grzechem, który Ewangeliści nazywają „bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu”. Oto ich zapis w troistym brzmieniu:
Mateusz: „Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12, 31 n.).
Marek: „Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego” (Mk 3, 28 n.).
Łukasz: „Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone” (Łk 12, 10).
Dlaczego bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu jest nieodpuszczalne? Jak rozumieć owo bluźnierstwo? Odpowiada św. Tomasz z Akwinu, że chodzi tu o grzech „nieodpuszczalny z samej swojej natury, gdyż wyklucza to, czym dokonuje się odpuszczenie grzechów”38.
Wedle takiej egzegezy bluźnierstwo nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego; polega natomiast na odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego, działającego w mocy Chrystusowej ofiary Krzyża. Jeśli człowiek nie przyjmuje owego „przekonywania o grzechu”, które pochodzi od Ducha Świętego i które ma charakter zbawczy, to zarazem odrzuca „przyjście” Pocieszyciela — to „przyjście”, jakie dokonało się w tajemnicy paschalnej, a które zespolone jest z odkupieńczą mocą Krwi Chrystusa: Krwi, która „oczyszcza sumienia z martwych uczynków”.

Wiemy, że owocem takiego właśnie oczyszczenia jest odpuszczenie grzechów. Kto zatem odrzuca Ducha i Krew, pozostaje w „martwych uczynkach”, w grzechu. Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu polega więc w konsekwencji na radykalnej odmowie przyjęcia tego odpuszczenia, którego wewnętrznym szafarzem jest Duch Święty, a które zakłada całą prawdę nawrócenia, dokonanego przezeń w sumieniu. Jeśli Chrystus mówi, że bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie może być odpuszczone ani w tym, ani w przyszłym życiu, to owo „nie-odpuszczenie” związane jest przyczynowo z „nie-pokutą” — to znaczy z radykalną odmową nawrócenia się. Ta zaś oznacza odmowę sięgnięcia do źródeł Odkupienia, które „zawsze” pozostają otwarte w ekonomii zbawienia, w której wypełnia się posłannictwo Ducha Świętego. Paraklet ma nieskończoną moc czerpania z tych źródeł:
„z mojego weźmie” — powiedział Jezus. W ten sposób dopełnia On w ludzkich duszach dzieła Odkupienia dokonanego przez Chrystusa, rozdzielając jego owoce. „Bluźnierstwo” przeciw Duchowi Świętemu jest grzechem popełnionym przez człowieka, który broni rzekomego „prawa” do trwania w złu, we wszystkich innych grzechach, i który w ten sposób odrzuca Odkupienie. Człowiek pozostaje zamknięty w grzechu, uniemożliwiając ze swej strony nawrócenie — a więc i odpuszczenie grzechów, które uważa za jakby nieistotne i nieważne w swoim życiu. Jest to stan duchowego upadku, gdyż bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie pozwala człowiekowi wyjść z samozamknięcia i otworzyć się w kierunku Boskich źródeł oczyszczenia sumień i odpuszczenia grzechów.

47 Działalność Ducha Prawdy, zmierzająca do zbawczego „przekonywania o grzechu”, spotyka się w ten sposób z wewnętrznym oporem człowieka, jakby nieprzenikliwością sumienia, ze stanem duszy, która jakby utwierdziła się w wolnym wyborze: Pismo Święte zwykło nazywać to „zatwardziałością serca” (por. Ps 81 [80], 13; Jr 7, 24; Mk 3, 5). Takiemu nastawieniu umysłu i serca odpowiada poniekąd w naszej epoce utrata poczucia grzechu, której szereg swych kart
poświęca Adhortacja Apostolska Reconciliatio et paenitentia39. Już Papież Pius XII stwierdził, iż „grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu”40. Idzie ona w parze z „utratą poczucia Boga”. Czytamy w Adhortacji: „W rzeczywistości Bóg jest początkiem i ostatecznym bejem człowieka, który nosi w sobie Boże ziarno. Dlatego właśnie rzeczywistość Boga odsłania i rozjaśnia tajemnicę człowieka. Nie można zatem spodziewać się, że umocni się poczucie grzechu w odniesieniu do człowieka i wartości ludzkich, jeśli zabraknie poczucia obrazy wyrządzonej Bogu, czyli prawdziwego poczucia grzechu”41.

Kościół przeto nie przestaje błagać Boga o tę łaskę, ażeby nie zanikała prawość ludzkich sumień, aby nie tępiała ich zdrowa wrażliwość na dobro i zło. Prawość i wrażliwość jest głęboko związana z wewnętrznym działaniem Ducha Prawdy. W tym świetle szczególnej wymowy nabierają takie wezwania Apostoła, jak: „Ducha nie gaście”, „nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego” (2 Tes 5, 19; Ef 4, 30). Nade wszystko jednak Kościół nie przestaje z największą żarliwością błagać o to, ażeby w świecie nie narastał ten grzech, który Ewangelia nazywa bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu; ażeby, przeciwnie, grzech ten cofał się w duszach ludzkich — a pośrednio w całych środowiskach i w różnych społeczeństwach — ustępując miejsca otwartości sumień, nieodzownej dla działania Ducha Świętego. Kościół błaga, aby ten groźny grzech przeciw Duchowi Świętemu ustępował miejsca świętej gotowości przyjmowania misji Pocieszyciela, gdy przychodzi On, by „przekonywać świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie”.

48 Chrystus w swym pożegnalnym przemówieniu połączył te trzy zakresy „przekonywania”, jakie należą do posłannictwa Parakleta: grzech, sprawiedliwość i sąd. Razem też wyznaczają one obszar owego mysterium pietatis, które przeciwstawia się w dziejach człowieka grzechowi, mysterium iniquitatis42. Z jednej strony — tak to wyraża św. Augustyn — „miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga”, z drugiej „miłość Boga, posunięta aż do pogardzania sobą”43. Kościół nie zaprzestaje swej modlitwy i posługi, ażeby dziele sumień i dziele społeczeństw w wielkiej rodzinie ludzkości nie opadały w stronę bieguna grzechu, w stronę odrzucenia Bożych przykazań „aż do pogardy Boga” — ale wznosiły się w stronę tej miłości, w której objawia się Duch, który daje życie.

Ci, którzy pozwalają się Duchowi Świętemu „przekonać o grzechu”, pozwalają się również „przekonać o sprawiedliwości i o sądzie”. Duch Prawdy, który dopomaga ludziom — ludzkim sumieniom — poznawać prawdę grzechu, równocześnie też sprawia, że poznają prawdę tej sprawiedliwości, jaka wkroczyła w dziele człowieka wraz z Jezusem Chrystusem. W ten sposób ci, którzy „przekonani o grzechu” nawracają się pod działaniem Pocieszyciela, zostają przez Niego niejako wyprowadzeni z orbity „sądu” — tego „sądu”, jakim „władca tego świata został osądzony” (por. J 16, 11). Nawrócenie w Bosko-ludzkiej głębi tajemnicy oznacza zerwanie wszelkich więzów, jakimi grzech jest powiązany w całokształcie mysterium iniquitatis. Ci zatem, którzy się nawracają, zostają przez Ducha Świętego wyprowadzeni z orbity „sądu”, wprowadzeni zaś do tej Sprawiedliwości, która jest w Jezusie Chrystusie — gdyż ma ją od Ojca (por. J 16, 15) jako odzwierciedlenie świętości trynitarnej. Jest to sprawiedliwość Ewangelii i Odkupienia, sprawiedliwość Kazania na górze i Krzyża, która sprawia oczyszczenie sumień przez Krew Baranka.

Jest to z kolei ta sprawiedliwość, jaką Ojciec oddaje Synowi oraz wszystkim, którzy z Nim są zjednoczeni przez prawdę i miłość. W sprawiedliwości tej Duch Święty, który jest Duchem Ojca i Syna — który „przekonywa świat o grzechu” — objawia się i uobecnia w człowieku jako Duch życia wiecznego.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogna (---.chello.pl)
Data:   2009-05-04 16:50

"Czyli mogę trwać w grzechu, świadomie wybierając takie życie i zakładając, że w chwili śmierci wyspowiadam się i otrzymam rozgrzeszenie. Inaczej mówiąc (w kontekście przeczytanych odpowiedzi) mogę przez całe niemalże życie krążyć po "orbicie grzechu przeciw Duchowi Świętemu" i w ostatnich chwilach życia zmienić tą orbinę na "zbawienną" korząc sie przed Bogiem w sakramencie pojednania?" -

Dorota, źle odczytałaś moją odpowiedź. Nie możesz trwać świadomie i uparcie w grzechu, bo możesz nie zdążyć z nawróceniem, ze spowiedzią. Kilka cytatów z Pisma Św. ku rozwadze:
-------------------

"Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" Mt 24, 42-44.

"Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny" Mt 25,13.

"Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie Mk 13, 31-33.

"Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! Mk 13, 35-37

"Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym" Łk 21, 34-36.

"Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć" 1 P 5,8

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dorota (---.pl)
Data:   2009-05-05 07:32

Bogna dziękuję za wyjaśnienia. Moje wątpliwości dotyczą osoby (osób), które często tak rozumują, jak napisałam wcześniej. Mam wrażenie, że ktoś taki nie uświadamia sobie, że nie potrafi zrozumieć iż życie jest czymś niezwykle kruchym, że w każdej chwili może w niespodziewany sposób przyjść jego kres i nie zdążą (nie zdążę, nie zdążymy, nie zdążycie) pojednać się z Bogiem. W kontekście tego zastanawiam się jeszcze (ale to już takie filozofowanie) jak zdefiniować nieskończoność Bożego Miłosierdzia? A może źle to pojmuję, bo przecież jeśli spotka nas (ich, kogoś) niespodziewana nagła śmierć, to znaczy, że cierpliwość Boża skończyła się?
Dorota

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Jurek (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2009-05-05 11:30

Tak postawione pytanie, sugeruje, ze ta osoba stara się przechytrzyć Pana Boga, popełniając przy okazji grzech śmiertelny. W moim przekonaniu, taka osoba ma dwa wyjścia.
1. Zerwać z dotychczasowym życiem i żyć tak, jak Bóg przykazał
2. Odrzucić wiarę, że Boga nie ma i cieszyć się "pełnią życia".
Postawa Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, jeszcze nikomu na zdrowie nie wyszła.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogna (---.chello.pl)
Data:   2009-05-05 12:26

Dorota, to bardzo dobrze, że leży Ci na sercu troska o zbawienie świata, módl się o to codziennie np. Koronką do Miłosierdzia Bożego. Właśnie o tych, w stosunku do których masz wątpliwości. Ale nie próbuj go (ich) zbawiać sama, bo nie jest to Twoje zadanie. Raz na zawsze swoją Ofiarą na krzyżu uczynił to Jezus Chrystus. Nie bierz dosłownie na swoje barki zmartwienia czy zdążą, czy nie, bo każdy ma wolną wolę (także i rozum) i sam wybiera. Modlitwą możesz im pomóc powrócić na drogę Pana. Tu właśnie działa Boże Miłosierdzie - może ono sprawić, że grzesznik wróci do Boga. Nie wydaje mi się, żeby ten, który stara się żyć według Bożych przykazań, całym sercem uczestniczy w życiu Kościoła, nie miał w godzinie swej śmierci zwracać się do Zbawiciela. A to już wystarczy. Reszta należy do Boga. Jego cierpliwość się nie kończy. Bogu zależy na wszystkich i taka jest Prawda, ale do końca szanuje dar, którego udzielił człowiekowi, jego wolną wolę. Nikt z żyjących nie wie, bo jest to tajemnica zawarta tylko i wyłącznie pomiędzy Bogiem, a poszczególnym (pojedynczym) człowiekiem, co się dzieje w samym momencie zakończenia życia doczesnego. I nawet nie staraj się wnikać w tę tajemnicę... Nie jest Ci ona do niczego potrzebna. Módl się i rób swoje, resztę (powtarzam się) zostaw Panu Bogu. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę radości w poznawaniu ogromu Bożego Miłosierdzia.
Ps. Jeśli chcesz poczytać sobie coś więcej o Bożym
Miłosierdziu, proponuję wejdź tutaj.
nr 49 -> Czym ma być nowa wyobraźnia miłosierdzia?

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Maciek (---.autocom.pl)
Data:   2009-05-05 14:24

Jeszcze do grzechu przeciw Duchowi Świętemu:
Padło tutaj stwierdzenie, że ten grzech jest stanem, w którym się znajduje dany człowiek (np. przez swoją zatwardziałość). A co w momencie, kiedy następuje nawrócenie, kiedy decyduje się wrócić? Czy wtedy na spowiedzi ma wyznać, że popełnił taki grzech?

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogna (---.chello.pl)
Data:   2009-05-05 17:21

Maćku, oczywiście, że tak. Z chwilą kiedy znika zatwardziałość serca, człowiek żałuje za wszystkie swoje grzechy, nie tylko ten (przeciw Duchowi Świętemu), Koniecznie wyznaje swoje grzechy podczas spowiedzi, zachowując wszystkie warunki sakramentu pokuty i pojednania. Po otrzymaniu rozgrzeszenia wychodzi ze stanu tego grzechu.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Marren (62.87.177.---)
Data:   2009-05-05 17:49

Drogi Jurku, jak i reszta biorących udział w tej dyskusji. Ja doskonale sobie zdaję sprawę z wykroczenia w którym jestem. Nie szukam usprawiedliwienia, boli mnie jednak to, jak większość z was stawia sprawę. Sugerowanie że ktoś chce oszukać Boga jest po prostu niesprawiedliwe. Życie w tym stanie jest ogromnym bólem, czego wy pewnie nie zrozumiecie i pewnie nie chcecie zrozumieć. Dla was sprawa jest prosta, odejdź i koniec. Pal diabli dzieci, żonę (w sumie to trudno ją tak nazwać, prawda?). Dostałem przynajmniej jedną odpowiedź, że w tej kwestii należy zwrócić się tylko do Boga.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: J (---.lightspeed.austtx.sbcglobal.net)
Data:   2009-05-05 18:07

"Dla was sprawa jest prosta, odejdź i koniec." -
A kto tak powiedział? Zerwij tylko z życiem w ciężkim grzechu. Nikt nie twierdzi, że sprawa prosta. Jednak możliwa.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Bogna (---.chello.pl)
Data:   2009-05-05 19:19

Marren, w rzeczywistości nie jest to forum dyskusji, tylko pomocy. Czyli posty, które zostały przysłane do tego wątku nie są dyskusją sensu stricte. Po przeczytaniu Twojego pierwszego i tego ostatniego wpisu, dochodzę do wniosku, że nieco zboczyliśmy z tematu głównego, czyli tego o co Ty pytałeś. Ale to nie bez powodu... Po prostu Dorota, swoim wpisem z 2009-05-04 08:33, w którym stawiając 'pytanie uzupełniające', zmieniła istotę tego o co zapytałeś.
Wracam wiec do Ciebie, do Twojego pytania. W swojej pierwszej odpowiedzi potwierdziłam taką możliwość, nawet wówczas, gdy kapłan nie jest godny, bo pozbawiony wszelkiej innej władzy kapłańskiej poza władzą odpuszczania grzechów w chwili zagrożenia czyjegokolwiek życia (sam siebie rozgrzeszyć jednak nie może). Nie wdawałam się w szczegóły, ale znam historię prawdziwą, prosto z życia. Kilka lat temu sąsiad żyjący w drugim, tym razem szczęśliwym, związku 'konkubinackim' (bez szczegółów był to tzw. wolny związek, w którym było dziecko - stanowili więc w pewnym sensie rodzinę), zachorował na raka. Choroba trwała kilka miesięcy. Zanim umarł w szpitalu, zdążył jeszcze wyspowiadać się, otrzymał rozgrzeszenie, przyjął Ciało Pańskie. Odszedł pogodzony z Chrystusem. A nieślubna "żona" też pogodziła się z Panem i żyje z Nim, wychowując dziecko.
Do czego zmierzam.
To sugerowanie, o oszukiwaniu Boga niezupełnie do Ciebie się odnosi - nie przyjmuj słów Jurka do siebie... To oszukiwanie Boga tyczy zatwardziałych, nie żałujących niczego grzeszników, którzy za nic mają Boga.
Jeśli idzie o Ciebie i wielu Tobie 'podobnych' ludzi, myślę, że w wielu przypadkach żałujecie tego iż grzechem ranicie Jezusa, ale póki co nie potraficie, z różnych względów, powodów zerwać z nim (grzechem).
Takich ludzi zaprasza pod swoje skrzydła Duszpasterstwo Osób żyjących w związkach niesakramentalnych i naprawdę uwierz, Kościół Was nie odrzuca i... tu właśnie można i trzeba prosić Boga o Jego miłosierdzie. mam nadzieję, że go nie poskąpi.
Pozdrawiam Cię serdecznie, szczęść Boże.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Dorota (---.pl)
Data:   2009-05-06 07:38

Marren bardzo Cię przepraszam, że moje dodatkowe pytanie wprowadziło takie zamieszanie. Nie było moim celem (absolutnie) ocenianie twojego postępowania. Zadałam pytanie, gdyż Twoje przypomniało mi o człowieku (ludziach) których znam i którzy są mi bliscy. Nie rozumiałam do końca pojęcia "grzech przeciw Duchowi Świętemu", a potem zastanowiła mnie ograniczoność czy bezkres Bożego Miłosierdzia. Bardzo biorę sobie do serca odpowiedź Bogny, a szczególnie wątek dotyczący powierzenia wszystkich ludzi (problemów) z którymi po ludzku nie potrafimy sobie poradzić - Panu Bogu w modlitwie nieustannej. Dziękuję za przypomnienie tego jakże oczywistego faktu. Wiem, że zawsze należy mieć nadzieję i nie zwracać (w miarę możliwości) uwagi na nasze ludzkie wątpliwości (bardziej pasuje - lęki). I nieco zmniejszyła się moja obawa, że grzech przeciw Duchowi Świętemu popełniony za życia - jest natychmiast niewybaczalny. Obrazowo trafiła do mnie "orbita" z której za życia ziemskiego można jednak wyjść. Trafnie na tej "orbicie" w momencie śmierci jest chyba ostatecznym przesądzeniem grzechu przeciw Duchowi.
Dziękuję wszystkim za trud wyjaśnień, a Panu Marrenowi życzę Łask Bożych, które są mu najbardziej potrzebne.
Dorota

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Michał (---.zabrze.net.pl)
Data:   2009-05-06 11:53

Na tytułowe: Można, można, a nawet trzeba.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: I. (---.10.11.vie.surfer.at)
Data:   2009-05-09 11:15

Współczuję Ci, sumienie Cię dręczy. Bóg Cię do czegoś wzywa.
Jeśli skrzywdziłeś swoją żonę sakramentalną - to może spróbuj się pojednać. Tak, żeby zminimalizować zakres krzywd, które prawdopodobnie wyrządziłeś zrywając dawny związek. A może to Ty się czułeś skrzywdzony i nie potrafisz wybaczyć? Może nie potrafisz wybaczyć sobie? Nie wiem, ale szukałabym w historii życia i niezałatwionych sprawach odpowiedzi na ten niepokój, który Cię dręczy.
Jeśli chcesz żyć z Bogiem w zgodzie szukaj, pukaj, a na pewno Ci się to uda. On znajdzie rozwiązanie przekraczające Twoją wyobraźnię i swego miłosierdzia nigdy Ci nie odmówi.

 Re: Czy na łożu śmierci można dostać rozgrzeszenie?
Autor: Inka (---.kalisz.mm.pl)
Data:   2009-05-10 10:27

Pytanie Twoje można też zrozumieć jako próbę kalkulacji: "Teraz sobie pożyję w taki sposób, na jaki mam ochotę, odrzucę niewygodne przykazania, a kiedy przyjdzie pora odejścia, to będę żałować i poproszę Boga o przebaczenie."
Czy wystarczy na to czasu? Czy w ogóle zauważę, że umieram? Jedynym pewnikiem jest Boże miłosierdzie, którego On nie odmawia proszącemu.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: