logo
Poniedziałek, 20 października 2014 r.
imieniny:
Ireny, Kleopatry, Witalisa, Jana Kantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Stanisław Ormanty SChr
Żywe jest bowiem słowo Boże, skuteczne...
Wydawnictwo Hlondianum
 


 
Format: B5
Objętość: 448 stron
Cena: 33,00 zł/egz.
 
Wydawnictwo Towarzystwa Chrystusowego Hlondianum
www.hlondianum.pl

 
Mt 18,21-35
 
Przypowieść o nielitościwym dłużniku
 
Ewangelista Mateusz dużo uwagi poświęca postawie przebaczenia win: chrześcijanie powinni zawsze sobie nawzajem przebaczać, rozumieć się, akceptować, tylko bowiem wtedy, poprzez wzajemne przebaczenie, wzrasta wspólnota. Nie jest ona skupiskiem ludzi doskonałych. Jest miejscem przebaczenia dokonywanego siedemdziesiąt siedem razy. Na potwierdzenie tego Jezus opowiada bardzo wyrazistą przypowieść nielitościwym słudze (Mt 18,21-35). Jeśli wspólnota nie przebacza, to nie oddaje czci Bogu. On darowuje nam ogromny dług i stawia nas w sytuacji umożliwiającej radosne umarzanie niewielkich należności, jakie jedni mają do spłacenia drugim.
 
Jeśli wspólnota pragnie żyć w jedności, rozwijać się, to musi się nauczyć przekraczać swoje słabości, a to jest niemożliwe bez przebaczenia.
Ten, kto grzeszy, jest bratem. Piotr mówi „mój brat”, czyli grzesznik jest członkiem wspólnoty; nie jest to żaden obcy ani wróg. Zatem od brata można się spodziewać większego zrozumienia.
 
Przebaczenie jest siłą pokonującą różnego rodzaju rywalizacje i antagonizmy. Tak samo, aby wyzwolić się od poczucia zgorszenia, potrzebne jest przebaczenie. Również, aby pozyskać zagubionego brata, potrzebna jest decyzja o przebaczeniu. Ponieważ człowiek zawsze może doświadczać niezliczonej liczby przebaczeń ze strony Boga, zatem powinien przebaczać zawsze drugiemu człowiekowi.
 
W życiu we wspólnocie wierzących dostrzega się nie tylko wielkość i piękno wspólnego życia, ale także nadchodzą momenty pewnego kryzysu, spowodowanego odkrywaniem słabości i grzeszności braci. Jedynym wyjściem z tej sytuacji, która ostatecznie uniemożliwia wspólne życie, jest praktykowanie braterskiego przebaczenia, o którym mówi Jezus w przeczytanym urywku Ewangelii. Tylko wtedy, gdy bracia we wspólnocie uznają się za grzeszników i wyznają to wobec Boga i siebie nawzajem, mogą przyjąć od Boga dar życia wspólnego. Wspólnota musi praktykować pojednanie i przebaczenie między wszystkimi członkami, by móc je otrzymać od Boga. Ten fragment Ewangelii niesie przesłanie, że życie we wspólnocie jest radością, ale też ofiarą, krzyżem. Słowa skierowane do Piotra, by przebaczać „siedemdziesiąt siedem razy”, są właściwie ostatnim przykazaniem skierowanym do wspólnoty wierzących w Ewangelii Mateusza, gdyż jest ona wspólnotą wzajemnego przebaczenia, wzajemnego godzenia się, tolerowania siebie, serdecznego i cierpliwego. W takiej społeczności, praktykującej przebaczenie od Boga, rodzi się pragnienie dzielenia się tym darem.
 
Piotr pomimo swojej wspaniałomyślności (przebaczyć aż siedem razy), usiłował ustalić granice przebaczenia. Na pytanie Piotra, ile razy ma przebaczyć, odpowiedź Jezusa jest jednoznaczna. Przebaczać trzeba zawsze.
 
Rabini uważali, że Bóg może człowiekowi przebaczyć ten sam grzech najwyżej trzy razy. Cztery braterskie przebaczenia między ludźmi uznawali za wielką wspaniałomyślność. Święty Piotr, powiększając liczbę przebaczeń, sądził zapewne, że czyni zadość wymaganiom wielkodusznego miłosierdzia, jakiego domagał się Jezus. Tymczasem Chrystus pragnie przebaczenia, które nie zna granic. Dla Żydów liczba siedemdziesiąt siedem to liczba symboliczna, nieograniczona; oznacza po prostu zawsze. Zatem gotowość przebaczenia ma być nieograniczona. Wobec Boga wszyscy jesteśmy dłużnikami i egzystujemy tylko dzięki Bożemu przebaczeniu i miłosierdziu. Dlatego w konkretach naszego codziennego życia mamy praktykować miłosierdzie – przebaczając i przyjmując przebaczenie, które powinno być bezgraniczne i bezwarunkowe. Przebaczając, nie można zastrzegać sobie prawa do wyższości nad innymi i do pogardy. Dawanie i przyjmowanie przebaczenia jest prawdziwą i szlachetną jałmużną.
 
Temat przebaczenia Jezus wzmocnił przypowieścią pełną dramatyzmu, w osobie dłużnika bowiem możemy rozpoznać siebie.
Główną rolę w tej przypowieści odgrywa pan (król) i pierwszy sługa; natomiast drugi sługa jest postacią drugoplanową, wywołującą określone zachowanie pierwszego sługi.
 
W ówczesnych warunkach społecznych zaciąganie długów było nagminne. Jeden sługa miał zaciągnięty niewielki dług wobec swojego współsługi: sto denarów, czyli wartość odpowiadającą stu dniówkom robotnika najemnego w Izraelu. Taki dług silnie kontrastuje z długiem sługi u pana – dziesięć tysięcy talentów to ogromna suma, niemożliwa do spłacenia; talent bowiem liczył sześć tysięcy denarów.
Mamy zatem wielki kontrast liczbowy. Wobec tak wielkiego długu sługa mógł liczyć jedynie na wielkoduszność i szczodrobliwość pana. I tu tkwi główna linia znaczeniowa tej przypowieści.
 
Najpierw Pan podejmuje decyzję sprzedania dłużnika wraz z żoną, dziećmi, całym majątkiem, zgodnie z ówczesnym prawem, taka bowiem transakcja miała na celu przynajmniej częściową rekompensatę poniesionej szkody spowodowanej niespłaconym długiem. Sługa może liczyć tylko na litość – jako ostatnią szansę ocalenia, dlatego też upokarza się i prosi o litość. Jest w rozpaczliwej sytuacji, i realnie patrząc nie ma szansy na spłacenie (oddanie) długu. Pan jednak ulitował się, okazał czułość, empatię, wzruszenie – tak to wyraża termin grecki (splagchnistheis). Kierowany taką miłością, uwalnia sługę od niewolniczego stanu i całkowicie daruje mu dług.
 
Druga scena przedstawia owego sługę wobec swojego kolegi, który winien był mu sto denarów. Reaguje w sposób negatywny, bezlitosny wobec niego. Jest całkowicie nieczuły, a przecież sam tyle doznał czułości, litości przebaczenia od swojego pana. Ta scena przedstawia absurdalny kontrast między wielkodusznością króla, który okazał wspaniałomyślność, darując dług, a bezlitosnym zachowaniem owego sługi, który nie potrafił okazać żadnego zrozumienia dla swojego współsługi. Kiedy pan dowiedział się o tym, wyraził wielkie oburzenie wobec sługi, któremu sam darował olbrzymi dług. Sytuacja staje się dramatyczna, pan bowiem wydaje wyrok na bezlitosnego sługę. Przypowieść kończy się stwierdzeniem, że zawsze należy z serca przebaczać bratu, bez żadnych wyjątków i ograniczeń. Właśnie brak przebaczenia generuje tę straszliwą reakcję, której ofiara stała się niegodziwym sługą. Jest to poważna przestroga dla tych, którzy nie chcą przebaczać.
 
Tym Panem jest sam Bóg, a dłużnikiem każdy człowiek. Z takiego stanu bycia dłużnikiem wybawić człowieka może tylko sam Bóg, Jego miłosierdzie. Drugi aspekt tej przypowieści to prawda w dysproporcji między jednym a drugim zadłużeniem sług. Otóż jest to obraz odzwierciedlający dysproporcję, jaką mają u nas nasi dłużnicy przez swoje zachowanie takie jak: nienawiść wobec nas, krzywdy, złość, niechęć ku nam; a jaką my sami mamy wobec naszego Boga. Trzeci aspekt tej przypowieści to sprawa wyroku; otóż pan wydał surowy wyrok na niemiłosiernego sługę, ale ten wyrok został wydany nie za brak sprawiedliwości, ale właśnie za brak miłosierdzia. Ciekawe jest to, że tak jak sługa domagał się całkowitego zwrotu stu denarów – podobnie król stosuje miarę przyjętą przez dłużnika. Król zmusza go do oddania co do grosza dziesięciu tysięcy talentów.
 
Jezus mówi, że przebaczenie chrześcijanina ma pochodzić „z serca”. Dopóki człowiek będzie tylko myślał o tym, ile razy ma przebaczać, to dojdzie w pewnym momencie do takiego wniosku, że wykorzystał już cały limit. I zacznie liczyć, ile razy przebaczył konkretnym osobom, i osiągnąwszy ów limit, przestanie przebaczać. A jeśli człowiek zamierza przebaczać tylko określoną liczbę razy, to jego przebaczenie nigdy nie będzie prawdziwe. Prawdziwe przebaczenie, płynące z serca, oznacza, że daruje się urazę natychmiast i całkowicie.

Zobacz także
ks. Tadeusz Hajduk SJ
Chcemy towarzyszyć Maryi idącej po zwiastowaniu do swojej krewnej Elżbiety i chcemy wniknąć w moment ich spotkania, przepełniony radosnym uniesieniem obydwu kobiet. Przyglądając się tej scenie, pragniemy uczyć się radości spotykania Jezusa także w sercu drugiego człowieka; chcemy uczyć się spotykać bliźnich tak, by każde spotkanie było nowym wylaniem Ducha Świętego, dającego owoc radości...
 
Fr. Justin
Mój brat twierdzi, że nie chce uprawiać jakiejś "formalnej religii" i należeć do jakiegoś Kościoła lub organizacji religijnej. Wiem jednak, że kocha Boga i żarliwie poszukuje prawdy i światła. Swoje zainteresowanie szybowcami i awionetkami uznaje za swego rodzaju pokusę odrywająca go od poszukiwania Boga. Nie rezygnuje ze wspinaczki duchowej. Boje się, że znajdzie sobie jakąś religię na szczeblu powszechnym. Nasza rodzina jest bardzo katolicka. I on takim był w dzieciństwie.
 
Krzysztof Osuch SJ
Są w naszym życiu szczęśliwe dni i całe lata, w których Ziemia jawi się nam jako dom wystarczająco bezpieczny, piękny i dostatni... Przychodzą też jednak takie okresy (czasem bardzo długie), w których czujemy się niepewni i zagrożeni. Zagrożenia przychodzą z różnych stron i bywają tak wielkie, że nagle staje się jasne, iż nikt z ludzi nie potrafi dać nam poczucia bezpieczeństwa i ukoić nasze skołatane serca. 
 


reklama