logo
Piątek, 12 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jakub Szymański
Antychrześcijańskość masońskiego rytuału
Któż jak Bóg
 


Nadejście Antychrysta?

Na drugim zaś stopniu dowiaduje się z kolei, iż szczególnym miejscem jest jednak świątynia Jerozolimska, której rolę zaczyna odgrywać loża masońska, a mason ma pracować nad "zamienieniem" całego świata w odbudowaną świątynię Jerozolimską. Dla wyjaśnienia trzeba tu dodać, że w normalnej egzegezie Chrześcijańskiej od zawsze uważano, iż gdy pojawi się Antychryst, jedną z rzeczy, których dokona, będzie właśnie odbudowanie zburzonej świątyni Jerozolimskiej – tymczasem właśnie masoneria przyjmuje to jako jeden z celów swego działania, kojarząc wręcz każdą lożę masońską z ową wspomnianą świątynią i nie ograniczając się do tego jedynie, ale twierdząc jeszcze, iż i cały świat ma się skojarzyć z ową "świątynią Jerozolimską". Możnaby zatem zapytać, czy nie jest to po prostu ukryta deklaracja o przygotowywaniu przez masonerię świata właśnie na nadejście Antychrysta?

Kandydat wstępuje zatem na drugim stopniu po krętych schodach do owej "świątyni". Co zaś tam znajduje?

Śmierć (!)

Otóż na trzecim masońskim stopniu kandydat znajduje... śmierć (!) w postaci budowniczego świątyni Jerozolimskiej - Hirama Abiffa. Owa zaś postać, w którą wciela się podczas rytuałów kandydat, symbolizuje masoński "ideał", jak i zarazem masoński "sakrament". Kandydat bowiem przychodząc z zewnętrznego świata, który "leży w ciemnościach" (gdyż wg masonów Chrześcijaństwo to "ciemności" lub "przesąd") zostaje "podniesiony do nowego życia w oświeconej masonerii". W taki sposób, iż odgrywając rolę owego Hirama Abiffa, odgrywa właśnie jego śmierć i "zmartwychwstanie". A rytuał ów stanowi wyłączenie takiego zagubionego człowieka z Chrztu Chrześcijańskiego i włączenie go w masoński "sakrament", który, mówiąc po prostu, jest ukrytą obietnicą ... zmartwychwstania w śmierci, czyli obrania drogi ku wiecznemu potępieniu. Jaki zaś inny sens ma jeszcze owo alegoryczne "zmartwychwstanie Hirama", będzie za chwilę dopowiedziane.

Na razie wystarczy jednak tyle względem opisu owych złowieszczych ceremonii trzeciego stopnia.

Inne ciekawe praktyki

Teraz należy też wspomnieć i o innych masońskich praktykach, które na kolejnych stopniach dodatkowo mają odseparować masona od chęci powrotu do Kościoła Chrześcijańskiego. Zatem masoński kandydat jest też zobligowany podczas przyjmowania na jeden z kolejnych stopni masonerii do odegrania roli "pielgrzyma", mającego do czynienia ze "złym zakonnikiem", który będzie chciał podstępnie dowiedzieć się od niego masońskich haseł, czy znaków, które będzie starał się wydobyć namową, przekupstwem, czy nagłym atakiem. Oczywiście takie scenki, w których bierze udział masoński kandydat, są odgrywane tylko po to, aby wyrobić w nim nawyk nieufności do Kościoła Katolickiego, i wskazać, iż jest On podstawowym wrogiem dla masonerii.

Dalej jest zresztą jeszcze "ciekawiej", bowiem mason ma w ogóle zostać uodporniony na jakiekolwiek wpływy podczas jego zetknięć w świecie zewnętrznym z przedstawicielami Kościoła, co np. ma być osiągnięte przez przyzwyczajenie do "odpowiedniego" postrzegania takich sytuacji, jakiego to uczy się kandydata poprzez uczestnictwo w ceremoniach masońskich. Mianowicie na jednym ze stopni kandydat ma do odegrania rolę "rycerza Constansa" (czyli: stałego - to bowiem oznacza owo słowo w języku łacińskim, i o tę cechę chodzi, aby wyrobić u kandydata przez ów rytuał, jednakże oczywiście w jej przekręconym i złym sensie). Kandydat jest bowiem odciągany od masońskiego "czuwania" poprzez różne pokusy, którym ma się oprzeć, a z których największą jest ta, iż odwiedza go mnich (!), który stara się go namówić do tego, aby dla zbawienia własnej duszy kandydat porzucił owo "masońskie czuwanie" i udał się wraz z nim do pustelniczej celi, gdzie będzie mógł żyć pobożnie.

Kandydat odrzuca jednak tę propozycję, gdyż woli działać "w interesie dobra ludzkości", zaś nieprzyjemność owej sceny ma być podkreślona przez to, iż mnich na odchodnym grozi jeszcze masońskiemu kandydatowi wiecznym potępieniem. Kandydat ma jednak wytrwać przy swoim postanowieniu i niedługo zresztą później zginąć "dla dobra owej ludzkości" w bitwie. Tak zatem jest postrzegana wg masońskich rytuałów "największa pokusa", z jaką może zetknąć się mason. A co w odniesieniu do świata rzeczywistego przekłada się właśnie po prostu na to, iż jeżeli mason zetknie się np. z księdzem, który będzie się go starał nawrócić, czy też wskazać mu na zgubność masońskiej drogi, to jednak trafi na kandydata już przygotowanego na taką sytuację, który poprzez wyrobienie w nim "świadomości" masońskiej będzie wiedział, zgodnie z masońskim "ideałem", jak odrzucić takie "kuszenie". W taki to zatem sposób poprzez masoński rytuał uczy się uczestniczących w nim ludzi, jak sami sobie mają zamykać drogę do zbawienia.

Co w zamian?

I znowu możnaby zapytać, a co w takim razie masoneria oferuje w zamian, za taką nieobliczalną i złowieszczą zamianę? Tzn. co w zamian za "Prawdziwe Zbawienie"? I można odpowiedzieć, iż oprócz utraty tego, co Najważniejsze, czyli Zbawienia w Prawdziwym Kościele, masoneria proponuje jedynie udział w pokrętnym i mrocznym rytuale, i w stowarzyszeniu parodiującym "kościół". Gdyby bowiem np. jakiemuś postronnemu obserwatorowi udało się jakoś trafić na kultowe zgromadzenie masońskich "kapłanów", miałby być może w pierwszej chwili w ogóle problem z określeniem gdzie się znajduje. Widząc bowiem stroje owych "kapłanów", mniej zorientowany człowiek, mógłby po prostu pomyśleć, iż oto ma do czynienia z jakimiś "tradycyjnymi" przedstawicielami Kościoła Katolickiego, czy jakimś zgromadzeniem zakonnym.

Taki bowiem masoński "kapłan" nosi albę i stułę (choć oczywiście z masońskimi oznaczeniami - co okazuje się po bliższym przyjrzeniu), jest odziany w długi płaszcz (kroju takiego prawie, jak biskupie płaszcze w Średniowieczu), a na głowie ma biskupią mitrę (!) - przy czym może się na niej znajdować znak podwójnego krzyża masońskich templariuszy (oznaczający tam dualizm), lub tzw. krzyż słoneczny (oznaczający "świetliste bóstwo słoneczne"), albo nie mieć żadnych oznaczeń. Ponadto taki masoński "kapłan" (szczególnie ów "najwyższy") może mieć również masoński pastorał. Szok takiego postronnego obserwatora przy zetknięciu z tak przebranymi indywiduami mógłby się też jeszcze nagle powiększyć, skoro okazałoby się jednak, iż są to w istocie masoni, a "modlitwy" odprawiane (czy też raczej odczyniane) przez nich w takich strojach dotyczą np. tego, iż: "jak odeszły Babilon i dobry Tyr, tak i obecne pokolenie (masonów) również zniknie, ale dzika róża zakwitnie na rozbitych murach Tyru, a mech rozerwie kamienie Babilonu, gdyż piękność jest wieczna, i masoni skłaniają się przed wieczną pięknością".

Niewinne masońskie "modlitwy"

Co zaś miałyby oznaczać owe "niewinne" masońskie "modlitwy", zanoszone przez ich "kapłanów"? Otóż Babilon zawsze w prawdziwej egzegezie oznaczał królestwo Antychrysta - przy czym w masonerii pojmowane jest to odwrotnie, jako królestwo przyszłego "mesjasza", który ma nadejść. Ponadto ów "dobry Tyr" to wskazanie na masoński "ideał" - tzn. Hirama Abiffa, brązownika z Tyru, który praktycznie w masońskich rytuałach stanowi substytut oczekiwanego przez masonerię "mesjasza". A szczególną rolę pełni też rytuał, odnoszący się do "zmartwychwstania" Hirama Abiffa, do czego w owej "modlitwie" również jest aluzja, poprzez wspomnienie o "dzikiej róży, która zakwitnie na murach Tyru i mchu, który rozerwie kamienie Babilonu". A zatem to, co w Apokalipsie św. Jana jest wspominane jako powrót złego królestwa-bestii (czyli Babilonu [Ap 17,3-11]) prześladującego Chrześcijan, i następnie największego aktu zwodzenia Antychrysta, parodiującego "zmartwychwstanie", tak, aby wzbudzić fałszywą wiarę pośród tłumów, i pociągnąć je poprzez to na zatracenie (Ap 13,3-10) - jest już teraz obecne w "modlitwach" zabiegających o to masońskich "kapłanów". Te zatem poprzebierane cudaki (pokracznie "naśladujące" poprzez swe zewnętrzne stroje Kościół Prawdziwy) chcą po prostu stanowić inny "kościół", oczekujący innego "mesjasza", który to jednak przez Pismo Święte właściwie został nazwany: ohydą spustoszenia. Jaki bowiem "mesjasz" - taki "kościół".

Jakub Szymański

   
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Miłosz Studziński
Nauczanie i wychowanie to dwa podstawowe obszary aktywności, w których uczestniczy uczeń szkoły. Konieczność zachowania równowagi pomiędzy obydwoma elementami omawianej diady – jakkolwiek oczywista dla każdego trzeźwo myślącego nauczyciela – sprawia trudności nie tylko świeżo upieczonym pedagogom, ale także wytrawnym belfrom zaprawionym w edukacyjnych bojach. 
 
Miłosz Studziński
Spójrzmy na kwiaty. Tak wiele ich jest, a każdy jest piękny na swój własny sposób. Jak bardzo byłoby zabawne i nierozsądne, gdyby konwalia zazdrościła róży jej wspaniałości, kiedy sama wdzięcznie wygląda. Podobnie jest z ludzkimi powołaniami. Każdy z nas może ofiarować Bogu swój własny, wyjątkowy sposób miłowania Go...
 
Andrzej Wronka
Albo wierzę, że jest Boża Opatrzność i poprzez modlitwę, pracę nad sobą mogę i powinienem wypraszać dla siebie i innych łaski, albo wierzę, że Pan Bóg nie ma tu nic do powiedzenia, a to, co mnie spotka w przyszłym tygodniu, z kim się pogodzę, a z kim pokłócę, zależy od ułożenia bezrozumnych planet i bezdusznych gwiazd...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm