logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Bp Stanisław Stefanek
Blisko Chrystusa, blisko człowieka
Msza Święta
 


Nie sposób nie zapytać też o radości kapłaństwa. Tych też jest przecież wiele. Gdyby Ksiądz Biskup miał je wymienić, co jest najpiękniejsze w kapłaństwie?
 
Jeśli przeżyje się 50 lat w kapłaństwie, można już dojść do pewnych potwierdzeń. To co było planowane, intuicyjnie przewidywane, przeszło wystarczający okres próby i stało się faktem. Na przykład w pewnym czasie wchodziłem w całą przestrzeń nowej posoborowej liturgii, a dziś mogę już stwierdzić, ocenić, jak ona funkcjonuje, jak pomocna jest wiernym w Kościele. Zatem dłuższy okres daje kapłanowi pewnego rodzaju szansę spojrzenia z odległości, z dystansu na skuteczność jego misji. Muszę powiedzieć, że w dalszym ciągu są mi najbliższe dwa tereny działalności kapłana: ołtarz i konfesjonał. Od ołtarza przez tyle lat nikt mnie nie odepchnął, w dalszym ciągu mam do niego przystęp, i to częsty, bywa nawet trzykrotny w ciągu dnia. Natomiast mało spowiadam, a uwielbiam konfesjonał, bo tam jest to indywidualne spotkanie z drugim człowiekiem. Ciągle marzę, żeby wystarczyło mi czasu i sił na posługę w konfesjonale.
 
Dzisiaj wielu ludzi, związanych z Kościołem i tych nie związanych z nim, media katolickie i świeckie podejmują temat życia i pracy kapłanów. Próbują podpowiadać, jakich kapłanów świat oczekuje. Księże Biskupie, jaki powinien być współczesny kapłan?
 
Z jednej strony media mogą irytować, dlatego że ci, którzy się wypowiadają, nie mając zielonego pojęcia o teologii Kościoła, postrzegają go tylko w wymiarze społecznym, często widzą w nim firmę, która obsługuje jakiś program ludnościowy. Nie mając rozeznania, zgłaszają zapotrzebowanie na funkcjonariuszy tej firmy. Osobiście z cierpliwością patrzę na to towarzystwo. To pewnego rodzaju negatyw, odbicie, które i we mnie może się znaleźć. Mnie też może ponieść w kierunku tego właśnie poziomego polskiego poszukiwania. Dziennikarz w swoim niezorientowaniu pokazuje, w którym miejscu i ja mogę być „niesprawny”, to znaczy źle funkcjonuję. Stąd ważny problem pozytywnego obrazu. Kościół uzbroił nas w kilka bardzo ważnych dokumentów, które począwszy od Soboru Watykańskiego II wytyczają drogę kapłańskiej formacji. Postawiłbym tu dwa postulaty – te stare: po pierwsze – blisko Chrystusa i po drugie – blisko człowieka. Na pewno jest to droga szczególnego uświęcenia, i to w oparciu o głębokie życie religijne. Im więcej jest tych pokus poziomego myślenia o księdzu, tym bardziej musi on być „pionowy”! Bóg – ja, ale równocześnie wchodząc głęboko w życie religijne, współczesny kapłan musi być wrażliwy na myślenie drugiego człowieka. Kiedyś od jednego z moich wykładowców usłyszałem takie stwierdzenie: ksiądz to ten, który w jednej ręce trzyma Pismo Święte, a w drugiej gazetę. Dzisiaj przestrzegałbym kapłanów, żeby nie zapominali o Piśmie Świętym! Może gazety też za często nie trzymają, za to klikanie po Internecie stało się prawie stałym zajęciem i tam próbują poznawać życie. Było by lepiej, gdyby jeden i drugi odszedł od tego Internetu, wszedł między grupę młodzieży i na żywym środowisku uczył się współczesności. Ale nic nie pomoże dziś księdzu, jeśli nie oprze się mocno o tę klasyczną duchowość kapłańską według zasady: alter Christus – drugi Chrystus. 
 
A biskup – przecież to też kapłan. Nawet więcej – według nauki Kościoła to pełnia kapłaństwa. Dzisiaj dają się słyszeć zarzuty, że biskupi są daleko od ludzi, od ich problemów, że są niedostępni, że patrzą z góry na swoją owczarnię. Taka diagnoza jest trafna czy przesadzona?
 
Po stronie biskupa mogą pojawiać się takie gesty dość mile widziane, jak przyjęcie kwiatka czy posadzenie na ładnym krześle. Ale społeczność parafii też ma swój udział w tym „izolowaniu” biskupa. Wyobraźmy sobie sytuację, że biskup wysiada z samochodu, mówi do oczekujących: „Cześć!” i klepie przyjaźnie po plecach jednego, trzeciego i czwartego… Pewnie zaraz pojawiłyby się komentarze: skąd on się tu zjawił? Wierni mają uprzednią wyobraźnię, utrwaloną zwyczajem, według której biskup to postać hierarchiczna, taka monumentalna. Tego całkowicie się nie wyeliminuje. Poza tym trzeba pamiętać, że posługa biskupa zawsze jest jakby o jedno piętro wyżej. To wcale nie znaczy, że lepsza, ale bardziej centryczna. Biskup przybywa do całej parafii – stąd na przykład nie siada w konfesjonale, przybywa do całej grupy młodzieży – stąd bierzmuje wszystkich przygotowanych do tego sakramentu, a nie idzie na jakąś konkretną lekcję religii, rozmawia z piętnastoma, dwudziestoma kapłanami całego dekanatu – a nie z jednym księdzem. Biskup musi znaleźć czas i sposób na przedzieranie się przez ten z natury wysoki poziom ogólnych czynności duszpasterskich i schodzenie w konkretnych przypadkach do pojedynczego człowieka, nieraz do bardzo osobistych posług. Nie jest to łatwe w dzisiejszej kulturze, nawet tej zlaicyzowanej. Ale te wspomniane ataki pod adresem biskupów wcale nie mają na celu zbliżenia ich do wiernych. To nie są „życzliwe sugestie”: bądź bliżej wiernych. To jest po prostu krytyka w ramach niszczenia wszelkich autorytetów.
 
 
Zobacz także
Wanda Błeńska, Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB
Trzeba życie brać na co dzień, tak jak idzie. Akceptować zawsze okoliczności, które są, ludzi, których spotykamy, to wszystko nas kształtuje i my kształtujemy innych. No przecież jak rozmawiamy z kimś, możemy komuś pomóc, dać nadzieję. Dużo zależy od nas, co wybieramy z życia, co chcemy zapamiętać...
 
Wanda Błeńska, Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB
Festiwal DLA JEZUSA w Piekarach Śląskich. Wokół sceny ostatnie przygotowania do koncertów. Adam Grabolus krąży i czuwa nad tym wszystkim, co w jego mocy. Ksiądz Adam Pradela ze spokojem modli się o to, co nie jest w mocy samych organizatorów. Na scenę wchodzi Adam Szewczyk z gitarą. A nad scenę... wspina się skromny człowiek w niebieskiej festiwalowej koszulce z napisem DLA JEZUSA...
 
Anna Łach
Pamiętam Piotrka z liceum, nie chodził ze mną do klasy, ale często go widywałam na korytarzach. Udzielał się chyba w kółku teatralnym. Niezły był z niego aparat - znaczy jajcarz, zgrywus, jak kto woli. Co prawda, był też stałym bywalcem nieoficjalnej szkolnej palarni, ale budził sympatię...
 
 
___________________
 
 reklama