logo
Czwartek, 24 września 2020 r.
imieniny:
Dory, Gerarda, Maryny, Hermana, Pacyfika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Antoni Wiesław Niemcewicz
Chłopiec w wysokiej trawie
materiał własny
 


Obrazki pielgrzymkowe
 
 Była może ósma, może trochę przed, jasny dzień. Wszyscy nieco zaspani. Ja także mało ożywiony. I śpiew się nie udawał, wcale nie donośny i gromki, i małego ducha. Urwał się po chwili i zamilkł, jakbyś powiesił pranie, które zawisło ciężko przy bezwietrznej pogodzie.
 
Szliśmy w milczeniu. Myśl krążyła po ulicach rodzinnego miasta, zamiast w sercu budować wiarę. Pola puste, na poboczu nikogo. Jednostajny i płaski odcinek, żadnego wzniesienia. Nikt nie rozmawia, nikt nie zachęca do modlitwy. Grupa muzyczna niesie instrumenty w futerałach, gitary i bębenki milczą. Pola wcale nie zachwycające. Monotonia.
 
Jeszcze kilka kroków, jeszcze kilka kroków. Chciałoby się usiąść na poboczu, odetchnąć, ale do postoju cztery kilometry, nawet połowy nie widać. Żeby jakieś wydarzenie, twarz, albo nawet kawałek deszczu, nic. Czasami tyle dzieci czeka, jadą rowerami za pielgrzymką, żartują, wynoszą na pobocze jedzenie i picie. A tu nikogo, jakby świat zapomniał o nas. Stawiam kroki, jak wszyscy, z nogi na nogę, ciężkie stopy, ciężkie buty, ciężkie myśli.
 
Patrzę z ukosa, na horyzoncie pustka. O, jakaś maleńka postać... Tak, chłopiec. Stoi w trawie, prawie go nie widać. Trawa wysoka a on pojedynczy i samotny, w krótkich spodenkach. Nie widać domostw. Nigdzie starszej osoby. Stoi może dziesięć kroków od szosy, dalej niż zwykle, nie macha rękami, jak opuszczony. Grupy mijają go bez słowa.
 
Podchodzimy bliżej, teraz widzę lepiej. Jest sam, ma może sześć, może pięć lat, drobne rączki, cienką szyję, krótkie spodenki, podkoszulek. Mały, czarny kundelek siedzi obok. Jest ranek a chłopiec cierpliwie, bez ruchu czeka.
O co chodzi? Nie stoi przecież bez celu. Teraz widzę: ma przy nodze wiklinowy kosz, wypełniony ogórkami. Sporo. Małe i nierówne, pozakrzywiane... Unia pewnie by ich nie uznała za ogórki.
 
Kto go wysłał? Sam na to wpadł? Podczas upałów ludziom chce się pić, słodycze i owoce wystawiane przed bogate domy i czerwone kompoty przy kutych furkach cieszą się powodzeniem, a tu pojedynczy chłopczyk, z koszem ogórków, których nikt nie chce.
 
Grupy przechodzą, jedna za grupą, chłopiec stoi, jakby się pomylił z tym czekaniem. Nikt nie sięga do kosza. On cierpliwie czeka. Nikt w jego stronę nawet nie spojrzy, w wysokiej trawie czeka na chwilę, ma swój plan... Może ktoś podejdzie i weźmie przynajmniej dla pozoru? Z litości? I podaruje obrazek święty?
 
Nikt się nie kwapi. Znów przechodzą grupy, w pośpiechu, nie zwracają uwagi, ale on nawet nie drgnie: chłopczyk i jego mały piesek, bez rasy. Czekają cierpliwie, wytrwale jak w boju... żeby coś dla pielgrzymów zrobić, maleńki gest, drobny, nic nie znaczący uczynek: ugościć jakoś na ubogiej, kieleckiej ziemi.
 
I nagle z grupy, która prawie przeszła, wybiega dziewczyna i zawraca. Podchodzi do chłopca.
- Mogę wziąć? - pyta.
Chłopiec nazbyt wyrazistym gestem przytakuje głową. Ożywia się i nachyla koszyk, żeby było łatwiej wybrać. Dziewczyna grzebie rękami, przewraca, szuka w koszyku... grymasi... ale znajduje odpowiedni. Odwraca się i podbiega za swoją czwórką.
I zaraz, z tego samego miejsca, wybiega inna dziewczyna, pośpiesznie, żeby nie stracić dystansu do idących - i biegnie ku chłopcu. Bez zastanawiania bierze dwa, trzy, cztery ogórki do ręki. Jest uśmiechnięta, radosna, jakby znalazła coś, na co czekała od wielu dni. A za nią jeszcze dwie, i znów jedna. I znów trzy osoby... I prawie cała grupa zawraca w miejscu, kieruje się gromadą ku chłopcu. Nie ma żadnego wahania - rozsmakowani pątnicy wybierają cały kosz w ciągu minuty. Wszyscy się zatrzymują, robi się harmider niemożliwy. Nikt nie pielgrzymuje, wszyscy jedzą ogórki. Cisną się jeden przez drugiego, żeby starczyło, żeby choć jednego uchwycić... Co, kto ma pod ręką, daje w zamian.
 
Powrót do porządku zajmuje sporo czasu, ale wszyscy dziękują chłopcu, jakby wyniósł smakowity tort. Machają rękami i pozdrawiają. Chłopiec stoi uśmiechnięty, w zdeptanej trawie. Trzyma tak wiele obrazków świętych, że nie mieszczą się w małych dłoniach, wpycha za pazuchę. Uśmiecha się i sam zagląda do kosza. Widać puste dno.
 
Serca są pełne dobroci i ciepła. Iskra przebiegająca szybko i niepostrzeżenie wypełnia przestrzeń między nami, jak spojrzenie anioła dobroci. Coś żywego biegnie od człowieka do człowieka. To zwykły ogórek - mówisz. A ja wiem, że tak wygląda drobna, wielka miłość.
 
Antoni Wiesław Niemcewicz
 
Zobacz także
o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap
Któż z nas nie ofiarował kiedyś róży bliskiej osobie? Te piękne, dostojne kwiaty tak dobrze prezentują się podczas wspaniałych uroczystości. Obojętne, czy będą to dystyngowane bacary, czy milusińskie mercedesy, czy też malutkie róże-szklanki. Wszystkie zachwycają kolorem, doskonałym w formie kwiatem, bogactwem liści, tylko kolce trochę przeszkadzają, choć i one dodają różom specjalnego uroku...
 
ks. Dariusz Salamon SCJ
Wydawałoby się, że życie w zamknięciu, w odosobnieniu, odarte ze zwykłych ziemskich radości musi być szare, beznadziejne, pozbawione szczęścia. Światło wiary otwiera jednak zupełnie nowe horyzonty. Wbrew logice świata – kraty, mury i samotność nie muszą być przeszkodami, aby przeżyć szczęście i wielką miłość.
 
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Wydaje się czasami, że w Polsce chcemy szybko i „na ślepo” przeszczepiać wszystko z Zachodu, bo tam jest dopiero prawdziwa demokracja? Dzisiaj w takich krajach, jak Francja, czy Kanada, jak na dłoni widoczny jest głęboki kryzys instytucji małżeństwa i rodziny, wzrost liczby rozwodów i aborcji oraz możliwość zawierania związku przez osoby tej samej płci, to ewidentne znaki dechrystianizacji społeczeństwa...
 
 
___________________
 
 reklama