logo
Niedziela, 09 grudnia 2018 r.
imieniny:
Anety, Leokadii, Wiesława, Walerii, Piotra – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Raniero Cantalamessa OFMCap
Czy chcesz być świętym?
Szum z Nieba
 
fot. William Farlow | Unsplash (cc)


Gdy mówimy o świętości, najpierw należy odciążyć to słowo od lęku, jaki w nas budzą błędne koncepcje świętości. Owszem, świętość może być związana z nadzwyczajnymi zjawiskami i próbami, ale nie może być z nimi utożsamiana. Skoro wszyscy ludzie są powołani do świętości, to znaczy, że jest ona dostępna dla każdego i jest składnikiem zwykłego chrześcijańskiego życia. Święci są jak kwiaty – jest ich o wiele więcej niż tylko te, które postawiono na ołtarzu. Ileż z nich kwitnie i umiera w ukryciu, gdy już nasyciły swą wonią całe otoczenie! A ile takich rosnących w ukryciu kwiatów rozkwitało w przeszłości i kwitnie obecnie w Kościele?
 
Według św. Pawła, ochrzczeni są „świętymi z powołania” (por. Rz 1,7) i „powołanymi do świętości” (por. 1Kor 1,2). Paweł często odnosi się do ochrzczonych, zwracając się do nich określeniem: „święci”. Wierzący są „wybrani”, aby byli „święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4). Jednak świętość nie jest tutaj sprawą legalną, rytualną lub moralną (jak w Starym Testamencie), lecz ma wymiar ontologiczny. Znajduje się nie w naszych rękach, ale w naszym sercu. Nie zależy od zewnętrznych uczynków, ale jest wewnętrzna i można ją definiować jako miłosierdzie i miłość dobroczynną. Pośrednikami Bożej świętości nie są już: miejsca (świątynia jerozolimska czy góra Garizim), rytuały, przedmioty lub prawa, ale konkretna Osoba – Jezus Chrystus. Bycie świętym polega nie tyle na oddzieleniu się od czegoś, ale na zjednoczeniu z Jezusem Chrystusem. W Jezusie Chrystusie świętość Boga samego dociera do nas poprzez osobę, a nie przez jej dalekie odbicie. Dwa razy w Ewangeliach skierowano do Jezusa pewien okrzyk: „Ty jesteś Świętym Boga!” (por. J 6,69 i Łk 4,34). Apokalipsa nazywa Chrystusa po prostu: „Świętym” (por. Ap 3,7), a liturgia powtarza to, głosząc w naszym Gloria: Tu solus Sanctus – „Tylko Tyś jest święty”.
 
Na czyją świętość liczysz?
 
Wchodzimy w kontakt ze świętością Chrystusa, która jest nam przekazywana na dwa sposoby: przez zawłaszczenie i przez naśladowanie. Z tych dwóch pierwsze jest ważniejsze, ponieważ dokonuje się przez wiarę i przez sakramenty. Świętość jest przede wszystkim darem, łaską i dziełem całej Trójcy. Ponieważ, zgodnie z powiedzeniem apostoła, należymy do Chrystusa bardziej niż do samych siebie (por. 1Kor 6,19-20) – wynika stąd, że podobnie, świętość Chrystusa należy do nas bardziej niż nasza własna świętość. „Sprawy Chrystusa – mówi bizantyjski teolog Nicholas Cabasilas – są nasze bardziej niż my sami”. Jest to skok naprzód lub śmiałe posunięcie, które musimy uczynić w swoim życiu duchowym. Zazwyczaj nie odkrywamy tego na początku, ale pod koniec naszej duchowej podróży, kiedy wszystkie inne sposoby zostały już wypróbowane i widzimy, że nie zaprowadziły nas zbyt daleko.
 
Paweł naucza nas, jak dokonać tego „śmiałego posunięcia”, kiedy uroczyście oświadcza, że nie chce liczyć na własną sprawiedliwość lub świętość, która wynika z przestrzegania Prawa, ale tylko na sprawiedliwość, która pochodzi z wiary w Chrystusa (por. Flp 3,5-10). Chrystus, jak mówi Paweł, stał się dla nas „naszą sprawiedliwością, uświęceniem i odkupieniem” (por. 1Kor 1,30). Ponieważ stał się „dla nas”, możemy zatem uznać Jego świętość za naszą – z wszystkimi tego skutkami. Święty Bernard również podejmuje to śmiałe posunięcie, kiedy woła: „Wszystko, czego brakuje w moich własnych zasobach, przyjmuję [dosłownie: uzurpuję] dla siebie z serca Pana!”. „Uzurpowanie” sobie świętości Chrystusa jest „zdobywaniem królestwa niebieskiego gwałtem” (por. Mt 11,12)! To odważne posunięcie powinniśmy często powtarzać w swoim życiu, szczególnie w momencie Komunii eucharystycznej.
 
Wiara i uczynki
 
Powiedzenie, że uczestniczymy w świętości Chrystusa, jest jak stwierdzenie, że uczestniczymy w Duchu Świętym, który od Niego pochodzi. Dla św. Pawła być lub żyć „w Chrystusie Jezusie” jest równoznaczne z byciem lub życiem „w Duchu Świętym”. Św. Jan z kolei pisze: „Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha” (1J 4,13). Dzięki Duchowi Świętemu Chrystus mieszka w nas, a my mieszkamy w Chrystusie.
 
To Duch Święty nas uświęca. Nie Duch Święty ogólnie, ale dokładnie ten sam Duch Święty, który był w Jezusie z Nazaretu, który uświęcił Jego człowieczeństwo, który przebywał w Nim jak w alabastrowym naczyniu i który został wylany przez Jezusa na Kościół – z krzyża i podczas Pięćdziesiątnicy. Z tego powodu świętość, która jest w nas, nie jest drugorzędnym lub innym rodzajem świętości, ale jest świętością samego Chrystusa. Jesteśmy prawdziwie „uświęceni w Jezusie Chrystusie” (por. 1Kor 1,2). Podobnie jak podczas chrztu ciało człowieka jest zanurzone i obmyte w wodzie, tak też i dusza jest ochrzczona, by tak rzec, w świętość Chrystusa: „Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego” (1Kor 6,11). A mówi to św. Paweł w odniesieniu do chrztu.
 
Oprócz tych podstawowych kanałów (wiary i sakramentów) – naśladowanie Chrystusa, dobre uczynki i osobiste wysiłki również muszą znaleźć swoje miejsce. Nie jako odmienne środki, ale jako przejawy naszej wiary i sposoby przełożenia jej na działanie. Opozycja „wiara kontra uczynki” jest bezpodstawnym problemem, podtrzymywanym głównie ze względu na polemikę. Dobre uczynki bez wiary nie są „dobrymi” uczynkami, a wiara bez dobrych uczynków nie jest prawdziwą wiarą. Oczywiście „dobre uczynki” nie oznaczają przede wszystkim (tak jak w czasach Lutra) odpustów, pielgrzymek i praktyk pobożnościowych, ale są raczej przestrzeganiem przykazań, zwłaszcza nakazu braterskiej miłości. Jezus powiedział, że na Sądzie Ostatecznym niektórzy zostaną wykluczeni z królestwa, ponieważ nie przyodziali nagich i nie karmili głodnych. Nikt nie jest usprawiedliwiony przez swoje dobre uczynki, ale nikt też nie jest zbawiony bez nich. (…)
 
Dwa rodzaje świętości
 
Naśladowcy Chrystusa (powołani przez Boga nie za to, co zrobili, ale przez Jego zamysł i łaskę, oraz usprawiedliwieni w Panu Jezusie) – zostali uczynieni synami i córkami Boga przez chrzest wiary, stali się uczestnikami Jego Boskiej natury i naprawdę są przez Niego uświęceni. Dlatego muszą zachować i doskonalić w swoim życiu tę świętość, jaką otrzymali od Boga.
 
Ponieważ, według Marcina Lutra, średniowiecze popełniło błąd, podkreślając przyjmowanie Chrystusa wyłącznie jako wzór – on sam skupił się na innym aspekcie, podkreślając, że Chrystus jest darem, a dar ten przyjmuje się przez wiarę. Współcześnie wszyscy zgadzamy się z tym, że nie powinniśmy ustawiać tych dwóch perspektyw w opozycji do siebie, ale mamy zachować ich jedność. Chrystus jest przede wszystkim darem, który należy przyjąć przez wiarę, ale jest także wzorem do naśladowania w naszym życiu. Sam wpaja nam tę myśl w dwóch Ewangeliach: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15), „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11,29).
 
Po co tu jesteś?
 
Matka Teresa miała rację, odpowiadając na pytanie dziennikarza, jak się z tym czuje, że cały świat uważa ją za świętą: „Świętość nie jest luksusem, jest koniecznością”.
 
Filozof Blaise Pascal sformułował zasadę trzech poziomów wielkości:
 
1) poziom ciał i rzeczy materialnych,
2) poziom inteligencji,
3) poziom świętości.
 
Niemal nieskończona odległość oddziela poziom inteligencji od poziomu ciał, ale dystans „nieskończenie bardziej nieskończony” oddziela poziom świętości od poziomu inteligencji. Geniusze nie potrzebują wielkości na poziomie materialnym – ona niczego nie może im dodać ani ująć. W ten sam sposób święci nie potrzebują wielkości intelektualnej, ponieważ ich własna wielkość znajduje się na innym poziomie. „Są rozpoznawani przez Boga i aniołów, a nie przez ciała czy przez zaciekawione umysły. Bóg sam im wystarcza”. Ta zasada pozwala nam oceniać rzeczy i ludzi wokół nas we właściwy sposób. Większość ludzi zatrzymuje się na pierwszym poziomie i nawet nie podejrzewa istnienia tego wyższego. Spędzają więc swoje życie zaabsorbowani gromadzeniem bogactw, zabieganiem o piękno fizyczne lub zwiększaniem swojej władzy i wpływów.
 
Inni wierzą, że najwyższą wartość i poziom wielkości znajdą w inteligencji. Starają się zasłynąć w dziedzinie literatury, sztuki i myśli filozoficznej. Tylko nieliczni wiedzą, że istnieje trzeci poziom wielkości: świętość...
 
Ta wielkość jest wyższa, ponieważ jest wieczna i jest lepsza w oczach Boga (co jest prawdziwą miarą wielkości), a także jest spełnieniem tego, co najszlachetniejsze w ludziach: ich wolności. Jest niezależna od tego, czy urodziliśmy się silni czy słabi, piękni czy nie, bogaci czy biedni, inteligentni lub niezbyt lotni. Natomiast od nas zależy, czy jesteśmy uczciwi czy nieuczciwi, dobrzy czy źli, święci czy grzeszni. Muzyk Charles-François Gounod, który sam był geniuszem, powiedział kiedyś: „Kropla świętości jest warta więcej niż ocean geniuszu”. Dobrą wiadomością dotyczącą świętości jest to, że ludzie nie muszą wybierać tylko jednego spośród trzech poziomów wielkości. Mogą być święci w każdym z nich. Byli i są święci wśród bogatych i biednych, silnych i słabych, geniuszy i niewykształconych – nikt nie jest wykluczony z wielkości trzeciego rodzaju. Będąc mnichem, św. Bernard prowadził bardzo pracowite życie: przewodniczył kolegiom kościelnym, godził biskupów i opatów, zorganizował krucjatę. Jak pisze jego biograf, święty co pewien czas zatrzymywał się i – jakby wchodząc w dialog z samym sobą – zadawał sobie pytanie: „Bernardzie, jaki był twój cel w przybyciu tutaj? Dlaczego odszedłeś od świata i wstąpiłeś do klasztoru?”.
 
My też możemy go w tym naśladować. Możesz powiedzieć na głos swoje imię (to jest pomocne) i zadać sobie pytanie: „Dlaczego jestem chrześcijaninem? Po co jestem kapłanem, zakonnicą, mężem/żoną? Czy robię to, co mam zrobić na tym świecie?”.
 
o. Raniero Cantalamessa OFMCap
Fragmenty homilii zatytułowanej „Powszechne powołanie do świętości”, za: ZENIT, SPIRITUALITY AND PRAYER, tłum. Anna Lasoń-Zygadlewicz. 
 
Zobacz także
Jacek Salij OP
Pan Jezus jest prawdziwym człowiekiem. Skoro jednak jest On zarazem Synem Bożym, pojawia się pytanie, czy nie wynikają z tego jakieś realne konsekwencje dla Jego człowieczeństwa. Innymi słowy, czy we wszystkim jest On takim samym człowiekiem, jak my. Zauważmy najpierw, że Jezus był człowiekiem niewyobrażalnie piękniej niż my. Jego człowieczeństwo nie było bowiem w żaden sposób zdeformowane grzechem.
 
Marek Wójtowicz SJ
Droga człowieka do źródła swojego życia, czyli Boga, z racji tego, że jesteśmy osadzeni w konkretnym czasie i miejscu, posiada swój zewnętrzny, materialny charakter. Jesteśmy ludźmi i nasz Stwórca pragnie, abyśmy szli do Niego poprzez wszystkie pokłady naszego człowieczeństwa. Wcielenie Jezusa jest namacalnym potwierdzeniem wielkiej wartości naszego ziemskiego życia, które chociaż cały czas „uduchawiane” i nakierowywane na wieczność, to jednak aby wyrazić i rozwinąć się, potrzebuje całej fizyczności, czyli mówiąc najprostszym językiem – ciała. 
 
ks. Roman Słupek SDS
Poznanie Boga nie jest tylko kwestią teoretyczną, nie jest zarezerwowane dla wąskiego grona sympatyków. To zaproszenie dla każdego, bo każdy jest przez Boga powołany do życia wiecznego. Poznanie Boga, doświadczanie Obecności, wchodzenie z Nim w głęboką relację daje życie. Stawka jest większa niż życie...
 
 
___________________
 
 reklama