logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Zagrodzki CSsR
Duszpasterstwo młodzieży ”trudnej”
Kwartalnik Homo Dei
 


Musimy przyjąć do wiadomości, że w oczach młodzieży już w punkcie wyjścia stajemy z nie najlepszą opinią. Oczywiście, że nie zawsze, ale bardzo często. Bo jak mogą patrzeć na nas dobrze, jeśli Jerzy Owsiak na jednym z Przystanków Woodstock mówi bez żenady: "No i co, Tadzinek, przyjechali, pomimo że ty ich od diabłów wyzywałeś" (aluzja do o. Rydzyka jest czytelna). Pamiętam, że kiedy na którymś Przystanku Woodstock została puszczona plotka, że o. Rydzyk jeździ maybachem, każdą rozmowę musiałem zaczynać od zdementowania tej plotki. A ile jest takich sytuacji wobec nagłośnienia lustracji księży, ich nadużyć seksualnych i wielu innych spraw! Młodzi tymi informacjami żyją i dlatego będą nas o te sprawy pytali.

Czy wobec tego jesteśmy zupełnie bezradni?

Cały problem polega na tym, aby im pokazać, że ukształtowany w nich obraz księdza nie jest prawdziwy. Jak to zrobić? - przede wszystkim autentycznością. Duszpasterze młodzieży muszą wiedzieć, że młodzież doskonale ich sprawdzi i "prześwietli". Młodzi od razu zauważą, że ksiądz przyszedł do nich w butach firmy Ecco na nogach i w garniturze za dwa tysiące złotych, bo oni przecież doskonale znają sklepy i orientują się w cenach. Kiedyś na rekolekcjach pewna dziewczyna zapytała mnie wprost: "Jakim samochodem Ojciec przyjechał? - bo przed rokiem ksiądz przyjechał BMW"

Ocenią również stopień naszego przygotowania do pracy, którą mamy wykonać. Ocenią, czy mamy rzetelną wiedzę na temat, o którym mówimy. Czy znamy świat, w którym oni żyją. Proszę zauważyć, ile razy wypowiadamy się na różne tematy młodzieżowe, nie wiedząc de facto, o co naprawdę chodzi. Podam przykład banalny. Kiedyś mój współbrat zapytał mnie o nazwiska znanych muzyków rockowych, więc mu powiedziałem: Jennis Joplin i Jim Morrison. A on za chwilę w czasie homilii mówi: "No i ten Jim Joplin..." Oczywiście młodzież natychmiast to zauważyła, a pewna dziewczyna powiedziała mi wprost: "Msza była o'key, tylko ten brat, co miał kazanie, mógłby się tych kilku nazwisk nauczyć". To też jest jeden z elementów świata, którym oni żyją: film, gazeta młodzieżowa, teatr, koncert, świat subkultur. My powinniśmy się tego świata nauczyć, żeby móc do niego nawiązać i żeby od razu tego świata (i siebie) nie przekreślić przez naszą ignorancję.

Może się zdarzyć, że przyjdzie na lekcję katechezy punkowiec z postawionym irokezem na głowie (jest to charakterystyczny rodzaj fryzury). Jeśli zaczniemy mu wypominać tę fryzurę, to on to przyjmie jako atak na siebie, bo ta fryzura świadczy o jego tożsamości. Odbierze to tak samo jak ksiądz potraktowany tak, jak ja kiedyś zostałem potraktowany, kiedy szedłem przez miasto w habicie: "No lala, ale się ładnie ubrałaś". To jak byśmy na to zareagowali?! Przecież ten strój, którego zapewne ten ktoś, kto skierował do mnie tamte słowa, całkiem nie rozumie, mnie identyfikuje. Ja nie jestem żadna lala, tylko zakonnik! Takie powiedzenie mnie obraża. Podobnie jako obrazę punk może odebrać aluzje do jego irokeza na głowie. Jako duszpasterz nie mogę tak reagować. Jako duszpasterz muszę zrozumieć cały jego świat i dopiero razem z nim ewentualnie mogę dochodzić do tego, co w jego życiu jest najważniejsze.

Wspomniał już Ojciec o swoim modelu pracy nazwanym siedmioma krokami. Na czym on polega?

Siedem kroków jest niczym zupa przygotowywana z siedmiu różnych produktów, które wrzucamy do jednego garnka. To znaczy, że każdy z nich jest jednakowo ważny. Najpierw jednak trzeba zacząć od spojrzenia na garnek. Wyobraźmy sobie garnek przecięty na pół. Kiedy spojrzymy od przodu, to jest to naczynie składające się z trzech ścian. Kolejne ściany są pewnym elementem pracy z młodzieżą.

Pierwszą ścianę nazwałem "zęby". Nazwa ta nawiązuje do historii opowiedzianej przez Marię Montessori. Na ulicy leży zdechły pies. Przechodzi kapłan, zasłania nos i odchodzi. Potem przechodzi lewita, odwraca głowę i mówi: "brzydko wygląda". Przechodzi Jezus i mówi: "Jakie ten pies ma ładne zęby". Jedną z podstawowych zdolności wymaganych od duszpasterza młodzieży jest zdolność do dostrzegania w niej dobra. Gil Gilbert, kapłan pracujący w dziewiętnastej dzielnicy Paryża z gangami, mówił, że na dnie każdego ludzkiego serca pali się światełko, i trzeba je zobaczyć. Myślę, że dotykamy w tym miejscu ważnego problemu. Z ust kapłanów niekiedy można usłyszeć słowa w odniesieniu do młodzieży: trudni, niedostępni, niezdyscyplinowani... Tymczasem trzeba umieć dostrzec w nich dobro, bo dopiero na tym można wszystko budować. To dobro trzeba również im pokazać, bo oni sami często tego potencjału dobra w sobie nie widzą. Moja praca z młodymi często polega na tym, że im pozwalam na podjęcie inicjatywy i potem nie przeszkadzam. Te ich pomysły trzeba zaakceptować i pozwolić im je realizować, pomimo że niekiedy nie będą one zrozumiałe przez wszystkich. Kiedy pracowałem jeszcze w Stalowej Woli z grupą tamtejszej młodzieży, zorganizowaliśmy rockową drogę krzyżową w kościele. Dla wielu starszych ludzi ta inicjatywa była gorsząca. "Szatany przyjechały" - komentowali.

Czy kolejne ściany też będą miały takie dziwne nazwy?

Drugą ścianę garnka nazywam "koszami" Kosz sam w sobie jest mato interesujący. Producenci koszy na ogółl nie robią wielkiej kariery medialnej. Jeśli jednak ktoś robi dobre i ładne kosze, to ludzie znajdą go nawet wtedy, gdy zaszyje się w głębokiej dżungli. To znaczy, że dobrego duszpasterza młodzi odnajdą sami w najbardziej oddalonym zakątku ziemi. Ważne jest jedynie, aby on był kimś, kto potrafi im przedstawić ewangeliczną propozycję w taki sposób, aby ona przemieniała ich życie.

Natomiast trzecią ścianę garnka, a zarazem trzecią istotną podstawę pracy z młodzieżą określam słowem "kaloryfer". Ten obraz wydaje się bardzo czytelny. Dobry wychowawca młodzieży to z jednej strony człowiek jak kaloryfer twardy, gdy chodzi o zasady (trzeba pamiętać, że młodzież lubi "zalewać", to znaczy wchodzić ze swoim światem w świat wychowawcy, gdy tymczasem powinno być na odwrót, czyli to świat wychowawcy ma przenikać w świat młodzieży), a z drugiej również, niczym kaloryfer, powinien być człowiekiem ciepłym i serdecznym, promieniującym dookoła ciepłem nieraz czulszym od ciepła matki, pokazując swoje ludzkie oblicze.
 
Zobacz także
s. Wioletta Ostrowska CSL, Małgorzata Stachera
Był taki pobożny rolnik, który wszystko powierzał Bożej Opatrzności i żarliwie modlił się o urodzaje, ale z tej pobożności zapomniał obsiać pola. Otóż ten rolnik istniał tylko w mojej wyobraźni, która go powołała do istnienia. A tak na serio: autentyczna wiara w Bożą Opatrzność wręcz domaga się naszego współdziałania
 
Abp Gianfranco Ravasi
Tradycja chrześcijańska nazwie pięć, pierwszych ksiąg Biblii, tak drogich i świętych dla judaizmu (który potem umieścił je w centrum synagogi w jednym zwoju, zawierającym je w całości), Pentateuchem, czyli Pięcioksięgiem. Jest to słowo pochodzenia greckiego, które dosłownie znaczy „pięć szkatułek”...
 
Danuta Bula
In verba magistri iurare – przysięgać na słowa nauczyciela. Zamiast podania racji swych wywodów, starożytni mawiali: „magister dicit” (nauczyciel tak powiedział). Kiedy nauczyciel staje się autorytetem dla swoich wychowanków? Dorośli ludzie, wspominając swoich nauczycieli, zwykle doceniają wiedzę opiekunów, czasem nazywają ich mistrzami. Jednocześnie stwierdzają, że jako młodzi ludzie w szkole nie byli w stanie uznać zakresu wiedzy i jej głębi. Potrzebowali do tego dystansu i doświadczenia.
 
 
___________________
 
 reklama