logo
Sobota, 22 września 2018 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Wons SDS
Grzech i cierpienie
 


Grzech i rana po grzechu
 
Nie ma człowieka, który by nie zgrzeszył i nie ma człowieka, który by nie cierpiał z powodu grzechu. Nie ma grzechu, który nie powoduje zranienia. Symptomy ludzkiego bólu z powodu grzechu są w pewnym stopniu podobne u wszystkich: narastający smutek, uczucie przygnębienia, niepewność, moralne, psychiczne i duchowe zagubienie. Te lub inne symptomy zawsze są obecne. Mogą natomiast być tłumione. Wtedy ujawniają się w inny sposób - po czasie, nieraz w sposób gwałtowny i zaskakujący jak ukryta choroba. W doświadczeniu cierpienia z powodu grzechu jesteśmy sobie bardzo bliscy – jesteśmy „bliźniakami”. Nikt z nas nie obronił się przed bolesnym wejściem w ten stan. Każdy z nas nosi w sobie dotkliwe przeżycie grzechu ... i rany, które pozostawia on po sobie.
 
Naszym grzechem ranimy nie tylko siebie, ale także innych, najbardziej tych, którzy żyją najbliżej nas. I odwrotnie: ranią nas i zadają nam cierpienie grzechy drugich osób. W dramacie pierwszych rodziców, Adama i Ewy, zawiera się dramat każdego z nas: najbardziej ranią się grzechem osoby ze sobą związane. Najbardziej boli rana zadana najpiękniejszym i zażyłym więzom. Najmocniej krwawi rana zadana naszej relacji z Bogiem.
 
Św. Jan w swoim pierwszym liście odwołuje się do tego trudnego doświadczenia i pokazuje, że dotyczy ono każdego z nas. Przestrzega przed „pułapką zaprzeczania” tej prawdzie. Mówi prosto i dosadnie: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1 J 1,8). Jan przestrzega, że zaprzeczanie prawdzie o grzechu jest postawą bardzo niebezpieczną. Okłamywanie samego siebie, niedopuszczenie do siebie prawdy, że „zgrzeszyłem”, prowadzi do zakłamania. Rany, do których nie potrafimy się przyznać, będą pogłębiały nasze cierpienie. Więcej. Rany nie odkryte i nie leczone potrafią śmiertelnie zakażać życie. Z odkrywaniem prawdy o grzechu i o ranach po grzechu, związany jest nieraz silny ból. Nie jest łatwo zgodzić się na ten ból i świadomie się z nim spotkać. Rodzi się pokusa, aby nie przyznać się do bólu, który przypomina o ranie...
 
Nie sam fakt popełnionego grzechu i rany, które on po sobie pozostawia są źródłem największego bólu. Powodem największego cierpienia, które może się pogłębiać, jest tłumienie bólu, który wywołuje rana grzechu. Człowiek wchodzi wtedy w stan powiększonego cierpienia – w stan trwania w grzechu. Trwanie w stanie grzechu męczy i rani najdotkliwiej. Chodzi o postawę, przez którą człowiek zwodzi i oszukuje samego siebie; nie chce przyznać się w swoim sumieniu do zła, którego się dopuścił. Najbardziej obolałym staje się człowiek wtedy, gdy długi czas pozwala się maltretować przez poczucie grzechu, przez zranienia i krzywdy, które wyrządził grzech.
 
Nie wolno nam zapominać, że na przedłużaniu tego stanu bardzo zależy Złemu. Zły czyni wszystko, aby człowiek zamknął się w stanie grzechu i w cierpieniu, które on wywołuje. Chce utrzymać człowieka w tym stanie, aby się wewnętrznie dręczył, smucił, rozczarował aż do zniechęcenia sobą, aż do odrzucenia siebie. Zły stara się o to, aby człowiek nie wykrzyczał własnego grzechu i pozostał w matni grzesznego cierpienia.
 
W naszym rozważaniu będziemy przyglądali się człowiekowi w stanie grzechu. W świetle słowa Bożego, będziemy chcieli zobaczyć absurdalność tego stanu i jego bolesne skutki. Chciejmy spotkać się z człowiekiem, który cierpi z powodu grzechu i trwania w grzechu.
 

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
ks. Tomasz Jaklewicz
Świat nie chce dziś słuchać o grzechu. Wyznanie „jestem grzesznikiem/grzesznicą” brzmi w ustach wielu jak stwierdzenie, że „jestem równy gość” czy „normalna babka”. Nie przejmuję się zasadami, ale sam je ustalam, bo jestem wolnym człowiekiem. Grzech nie budzi już często ani wstydu, ani poczucia winy, ani grozy. I to jest prawdziwy dramat.
 
ks. Tomasz Jaklewicz
Nie sam fakt popełnionego grzechu jest źródłem największego bólu. Powodem największego cierpienia, które może się pogłębiać, jest tłumienie prawdy o stanie grzechu. Trwanie w stanie grzechu męczy i rani najdotkliwiej. Chodzi o postawę, przez którą człowiek zwodzi i oszukuje samego siebie; nie chce przyznać się w swoim sumieniu do zła, którego się dopuścił...
 
ks. Michał Olszewski scj
Wiele razy dodawało się na końcu zdania: „jak Bóg pozwoli”, czy „jeśli Bóg zechce”. Dzisiaj człowiek uzurpuje sobie bezwzględne prawo do rozporządzania samym sobą i nie chce słuchać, że jest jakiś Boży plan dla każdego z nas, który gwarantuje szczęśliwe życie doczesne i wieczne. Nie jest to też wyssane z palca, ale sam Bóg o tym mówi na kartach Pisma Świętego. Przytoczyć tu trzeba choćby za Jeremiaszem: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1, 5). Czy za Izajaszem: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem. Wezwałem cię po imieniu, tyś Moim!” (Iz 43, 1)
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama