logo
Wtorek, 25 września 2018 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
rozmowa z Zuzanną Celmer
Grzeczne dzieci sobie nie radzą?
List
 


Zuzanną Celmer z autorką książek na temat małżeństwa i rodziny, rozmawia Marta Wielek


Czytałam kiedyś o eksperymencie, który przeprowadzono w jednym z przedszkoli. Poproszono maluchy, by odpowiedziały na pytanie: "jaki jesteś?". Większość dzieci ograniczała się do stwierdzenia: "jestem grzeczny", albo przeciwnie: "jesteś mnie grzeczny". Jakby nie znały innego określenia, które opisywałoby je lepiej. Podczas innego badania pytano małe dzieci o ich marzenia. Okazało się, że większość marzy o tym, żeby być grzecznymi...

A czy pytano te dzieci o to, jak rozumieją słowo "grzeczny"?

Tego niestety nie wiem, ale to rzeczywiście ciekawe. Co myśli dziecko, kiedy słyszy, że jest grzeczne?

Rzecz w tym, że z takiego komunikatu mogą wynikać dla dziecka bardzo różne informacje. Najczęściej jest mu miło, bo jest to wyraz akceptacji. Dużo jednak zależy od tego, w jakiej atmosferze dziecko się wychowuje i jakie okoliczności towarzyszą temu komunikatowi. Jeśli dziecko często słyszy pochwały i ma poczucie, że jest akceptowane przez rodziców, to określenie "jesteś grzeczny" buduje jego poczucie własnej wartości, podobnie jak inne, np.: "jesteś mądry", "jesteś zdolny" albo "dzielny chłopczyk" czy też "pomocnica mamusi"...

Jeśli natomiast dziecko dość często słyszy, że jest niezgułą, że mogłoby się zachowywać tak jak siostra czy brat, że ma dwie lewe ręce itp., to komunikat "jesteś grzeczny" oznacza dla niego tyle, że w tym akurat momencie udało mu się dopasować do oczekiwań rodziców. Wskazuje mu kanon zachowań akceptowanych przez rodziców, który powinien sobie przyswoić. Ono musi się temu podporządkować, dlatego że rodzice zapewniają mu poczucie bezpieczeństwa. Dla małego dziecka jest wręcz kwestia: przeżyć albo nie – fizycznie i emocjonalnie. Rodzice są dla niego niemal jak bogowie, wszystko potrafią, wszystko wiedzą, wszystko od nich zależy. Dziecko ogromnie chce być przez nich kochane i zrobi wszystko, by poczuć się kochane.

Dlatego właśnie dzieci marzą o tym, żeby być grzeczne?

Samo słowo"grzeczny" nie miałoby tak wielkiego znaczenia dla dziecka, gdyby nie emocje, które mu towarzyszą. Wypowiadają to słowo ważni dla dziecka dorośli i przywiązują do niego dużą wagę.

Co zatem mają namyśli dorośli, kiedy oczekują od dziecka, by było grzeczne?

Można powiedzieć, że esencją grzeczności jest to, że rodzice nie mają z dziećmi kłopotu. Grzeczne dzieci nie rozrabiają, słuchają tego, co się do nich mówi, przestrzegają zaleceń, nakazów czy prawideł wychowawczych, które narzucają im rodzice... Krótko mówiąc: są to dzieci, które odpowiadają zapotrzebowaniu rodziców na to, jakie – zgodnie z ich wyobrażeniem – dzieci być powinny. Takie mniej więcej jest potoczne rozumienie grzeczności.

A istnieje jakieś mniej potoczne?

Jest taka teoria osobowości, która nazywa się analiza transakcyjna. Łatwa do praktycznego zastosowania. Otóż opisuje ona trzy stany naszego Ja, tworzące naszą osobowość. Określa się je jako Rodzic, Dorosły, Dziecko.

Stan Rodzic to system wartości, w którym dorastaliśmy. Obejmuje on cały przekaz kulturowy, ale też zasady i zachowania właściwe dla naszych rodziców. Przyswajamy sobie ich wartości poprzez obserwację, słuchanie tego, co mówią między sobą i do innych, a także poddawani ich intencjonalnemu wychowaniu. W ten sposób uczymy się, co należy mówić, jak się odnosić innych, w co wierzyć, co odrzucać. Stan Dziecko to świat emocji, zadziwień, radości, rozpaczy, cierpienia, szczęścia... Na nasze emocjonalne przeżywanie tego, co nam się przydarza, ogromny wpływ ma sposób, w jaki sposób się nami opiekowano w okresie niemowlęcym, a nawet prenatalnym. Czy czuliśmy się potrzebni, oczekiwani, czy nasze potrzeby były zaspokajane? Trzeci stan – Dorosły – zbiera i analizuje własne doświadczenia, co pozwala zweryfikować dane zawarte w Rodzicu i Dziecku.

Jeśli przyjmiemy tę teorię za punkt wyjścia, to można powiedzieć, że dziecko grzeczne jest dzieckiem przystosowanym. Czyli takim, które najczęściej kieruje się zestawem danych zawartych w Rodzicu. Stamtąd czerpie wiedzę o tym, jak się ma zachowywać w domu, jak się prezentować na zewnątrz, co ma mówić, a czego nie... Kiedy np. przychodzą goście i mama mówi: "Zosiu, powiedz wierszyk, zaśpiewaj" itp. albo przeciwnie: "Siedź w pokoju i nie wychodź, bo jeszcze zrzucisz coś ze stołu albo powiesz coś głupiego", dziecko dostaje czytelny przekaz na temat tego, jak się ma zachowywać, by zyskać wsparcie, życzliwość, aprobatę, bliskość innych ludzi.

Czy to źle?

Jest to niewątpliwie istotny czynnik socjalizacyjny. Grzeczność, rozumiana jako system reguł pomagających się odnaleźć w społeczeństwie, jest bardzo pożyteczna. Ale dziecko jest także spontaniczne, twórcze, a te cechy sprawiają, że "wyskakuje" niekiedy poza grzecznościowe reguły. Jeśli rodzice doceniają w swoim dziecku te wartości, uwzględniają je w wychowaniu, rozwija się ono zgodnie ze swoimi predyspozycjami, zdolnościami, potencjałem intelektualnym. Ale dla wielu rodziców grzeczność oznacza wyłącznie podporządkowanie. Wtedy nie ma miejsca na indywidualność, dyskusję, uwzględniane odmienności, ale domaganie się bezwzględnego posłuszeństwa.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
Natalia Brachowicz
Zastanawiam się, co ze szczęściem chociażby dzieci poczętych z gamet dawców, gdy za kilkanaście lat dziecko zapyta: jak to było? I kto naprawdę jest jego tatusiem? I czy gdzieś żyje jego rodzeństwo? I nie daj Boże, aby mu przyszło do głowy kogoś szukać! Nie są to problemy odległe i abstrakcyjne...
 
Natalia Brachowicz
Niemal od początku istotnym elementem kultu Matki Boskiej jest porównywanie Jej do najpiękniejszych roślin i kwiatów. Nigdzie nie zachował się opis urody Matki Boskiej, ale w wyobrażeniu wiernych była osobą niezwykle piękną i tylko za pomocą kwiatów można określić Jej urodę, co też Jej czciciele czynili od początku...
 
Natalia Brachowicz
Kościół katolicki we Francji żyje i działa, choć na powierzchni życia społecznego niewiele go widać. Częściej rzucają się w oczy puste kościoły niż wypełnione ludźmi miasteczko, w którym odbywa się jakaś letnia sesja Odnowy, animowana przez taką czy inną wspólnotę. Łatwiej jest zauważyć, że w normalnych parafiach spowiedź zanikła, niż to, że w niektórych sanktuariach odbywa się ona o każdej porze dnia i nocy...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama