logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Antoni Skowroński
Kształtować pogodę ducha
Głos Ojca Pio
 


Myśląc o przeżywaniu radości, przypomniałem sobie ojca Romualda Szczałbę, 87-letniego staruszka, w moim przekonaniu żyjącego autentyczną radością. Zakonnik ten powszechnie znany jest z pogody ducha, której nie sposób u niego nie dostrzec. Ojciec Romuald wręcz emanuje radością, pomimo że od wielu lat dotknięty jest ciężkimi chorobami. Na pytanie: skąd w nim tyle zadziwiającej pogody ducha, odpowiada, że stawała się ona jego udziałem stopniowo, w miarę jak umacniała się w nim świadomość, że wszystko, co spotyka go w życiu, Boża Opatrzność dopuszcza dla jego dobra, jako pomoc dla zbawienia duszy. Jego pogodzenie się z własnymi słabościami, z – najtrudniejszą do przyjęcia – wolą Bożą, jego absolutnie autentyczna życzliwość dla ludzi i wyrozumiałość wobec grzeszników (współczucie zamiast osądzania) są chyba najlepszym przykładem tego, co dla człowieka jest prawdziwym źródłem radości.

Radości małe i duże
 
Radość w swej istocie jest uczuciem, kojarzy się zatem z czymś chwiejnym i niestabilnym. W przekonaniu większości z nas uczuciom ulegamy, ogarniają nas one i opuszczają. Wydaje się, że – w jakimś stopniu – dzieje się to niezależnie od nas, od naszej woli.
 
Pewne radości są krótkotrwałe. Ich źródłem może zdany egzamin, awans, spotkanie z lubianą osobą, ładna pogoda, itp. Istnieją też radości trwalsze, wynikające np. z dobrego stanu zdrowia, z posiadania dobrze urządzonego mieszkania, stałej, satysfakcjonującej pracy czy dobrych relacji w rodzinie.
 
Wspólną cechą tychże radości, jak i wszystkich innych uczuć, jest ich niestabilność – wystarczy, że zmieni się sytuacja i zniknie źródło, które było ich powodem. Wydaje się zatem, że trwała radość może wypływać jedynie z poziomu duchowego, a konkretnie ze stanu naszej świadomości przesiąkniętej wdzięcznością wobec Stwórcy za Jego miłość do nas, wyrażoną darami tak doniosłymi, jak dar życia i odkupienia.

Oczekiwania
 
Wydaje się, że wdzięczność wobec Boga żywią wszyscy wierzący. A jednak ludzi prawdziwie radosnych wokół nas jest jak na lekarstwo. Myślę, że wbrew pozorom powody braku stabilnej radości są wspólne dla większości osób.
 
Pierwszy z nich to szukanie źródeł radości w bodźcach zewnętrznych, tj. w opisanych powyżej sytuacjach życiowych czy w zachowaniach innych osób. Takie radości ze swej natury muszą być niestabilne, gdyż zmieniają się sytuacje życiowe – większe czy mniejsze trudności na pewno przypadną nam w udziale, a otaczający nas ludzie nigdy w pełni nie spełniają oczekiwań, jakie żywimy w stosunku do nich.
 
Licząc na spełnienie naszych oczekiwań przez inne osoby i sytuacje życiowe, tak naprawdę oczekujemy – świadomie albo nie – że świat, który nas otacza, uzyska stabilność – a zatem i przewidywalność (chodzi tu o pewność, że dobrą pracę będziemy mieć zawsze, a nasz współmałżonek czy dziecko zawsze zareaguje tak, jak do tego jesteśmy przyzwyczajeni). Tymczasem przemija postać tego świata – jak mówi Pismo Święte. Co więcej, przemianie powinniśmy podlegać my sami, nasze przekonania, przyzwyczajenia, pragnienia. Krótko mówiąc, spodziewanie się niezmienności i przewidywalności od życia jest jednym z tych oczekiwań, które uniemożliwiają nam przeżywanie radości. 

Frustracje
 
Ciągłym źródłem naszych frustracji są przeróżne przywiązania i uzależnienia, którym ulegamy. Najgorsze jest to, że tylko części z nich jesteśmy świadomi. Większość z nich skrywa się bowiem w podświadomości. I to właśnie jest przyczyna, która najbardziej utrudnia nam wejście w stan pokoju i pogody ducha. Im więcej nasza podświadomość kryje uczuć, lęków, pragnień, ambicji oraz przeróżnych błędnych przekonań – tajemnic, których się obawiamy, tym trudniej przeżywamy w czystej formie jakiekolwiek uczucia, gdyż wówczas wszystkie odbieramy jako potencjalne zagrożenia.
 
Uciekanie przed uczuciami nie pozwala nam pogodzić się z samymi sobą. W konsekwencji nie potrafimy zdobyć się na otwarte i szczere relacje z innymi ludźmi (by nie zdemaskowali naszych podświadomie skrywanych tajemnic), nie stać nas też na odwagę otwarcia się przed Bogiem.

Oszukiwanie siebie
 
Dobrym miernikiem uzależnienia od mechanizmu samooszukiwania jest analiza własnych reakcji na propozycje zrobienia zdjęć. Jak wielu spośród nas unika możliwości bycia sfotografowanym lub przeżywa w tych momentach stres? Jeśli nie godzimy się z najbardziej powierzchownym aspektem naszej osoby (czyli wyglądem), to czy jest możliwe, byśmy akceptowali całą resztę, a więc nasze uczucia, pragnienia, potrzeby itp.?
 
Nie akceptując siebie takimi, jakimi w rzeczywistości jesteśmy, udajemy przed sobą kogoś innego, próbujemy podtrzymywać w sobie obraz jakiegoś wyobrażonego – najczęściej wyidealizowanego – wizerunku. Dopóki tkwimy w takim stanie, dopóty nie ma szans, żebyśmy szczerze stanęli przed Bogiem i wyznali Mu zarówno wszystko to, czym grzeszymy, w czym niedomagamy, jak i to, co boli nas najbardziej, czego najmocniej pragniemy.
 
Bóg na takie nasze otwarcie czeka, nie tylko by udzielić przebaczenia grzechów, ale też uzdrowić te miejsca naszej osoby, które zostały najboleśniej zranione. Tylko wtedy, kiedy w pełni zawierzymy Stwórcy, będziemy mogli pogodzić się z tym, co najtrudniejsze: z niepowodzeniami, cierpieniem, przemijaniem i śmiercią. Wstąpienie na wcale niełatwą drogę rozwoju duchowego może stać się kolejnym powodem głębokiej, prawdziwej radości.
 
Pogoda ducha
 
Porzucenie nadmiernych ambicji i brak nadwrażliwości na krytykę ze strony innych charakteryzuje ludzi pogodzonych ze sobą. Nie mają oni poczucia krzywdy (rzekomo wyrządzanej im przez otoczenie) ani wrażenia, że są niedoceniani przez innych. Ich poczucie własnej wartości płynie z ich własnego wnętrza.
 
Widzimy zatem, że przeżywane przez człowieka uczucia w znacznym stopniu uzależnione są od stanu jego świadomości. Można je kształtować. Niewątpliwie radość jest darem, ale to po naszej, ludzkiej stronie leży staranie, by na nią się otworzyć i przyjąć. Tak o tym mówi św. Paweł: Błogosławiony Bóg, Ten, który nas pociesza w każdym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga (2 Kor, 1, 3-4).

Antoni Skowroński
„Głos Ojca Pio” (36/2005)
 
fot. Kapa65 Sun hat 
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Bartłomiej Dobroczyński

Zróbmy eksperyment myślowy i popatrzmy na spowiedź jak na zabieg medyczny, polegają­cy na wyrzucaniu choroby na zewnątrz. Zło moralne czy pamięć o wyrządzonej komuś krzywdzie wywołują u osoby mającej choć tro­chę wrażliwe sumienie konsekwencje natury psychologicznej czy duchowej. Oczywiście, najbardziej poszkodowany jest ten, kto został skrzywdzony. Ale także osoba wyrządzająca zło, w pewnym sensie sama skrzywdziła sie­bie.

 

 

 
ks. Jakub Kopystyński SCJ
W październiku Zbyszek powiedział: „Krysiu, jedźmy do Łagiewnik, bo tam są takie piękne Msze Święte”. Nie chciało mi się, ale mąż zachęcał: „Będzie kardynał”. A kardynała to jeszcze nie widziałam. I pojechaliśmy, ale ponieważ wyjechaliśmy dosyć późno, więc staliśmy w przedsionku. Drzwi były otwarte i zza tych ludzi zobaczyłam obraz Pana Jezusa i Jego oczy.

O niezwykłym spotkaniu i odkryciu Bożej obecności ks. Jakubowi Kopystyńskiemu SCJ opowiada pani Krystyna*.
 
ks. Jan Sochoń

Nadszedł czas Pięćdziesiątnicy. Wciąż jednak pozostajemy w aurze zmartwychwstania Chrystusa. Radujemy się, że otrzymaliśmy szansę przezwyciężenia grzechów, uczestnictwa w tajemnicy życia wiecznego. I że tego niezasłużonego daru zapewne nie zmarnujemy, wzmacniając nadzieję i odwagę, by nadal trwać w aurze życzliwości z nieba. Zostaliśmy – właśnie dlatego – szczególnie wyróżnieni. Wierzymy, że Jezus, jak to określa św. Jan, wyszedł od Boga, „pochodzi od Ojca” i że jest dla ludzi. Jest miłością.

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー