logo
Sobota, 27 lutego 2021 r.
imieniny:
Gabrieli, Liwii, Leonarda, Anastazji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Piotr Szyrszeń SDS
Modlić się czy działać
Magazyn Salwator
 


 "Co robić? Zdarza się - przyznaję - że nie idę na Mszę Świętą niedzielną. Wydaje mi się, że to czas stracony. Po prostu nudzę się... A w domu dziecka malcy czekają. Wiem, że mogę dać coś z siebie, choć odrobinę miłości, radości. Wolę iść do nich...". To zdanie, które usłyszałem kiedyś od przygodnie spotkanej osoby, sygnalizuje problem, który dotyka wielu z nas. Wyraża sytuację, przed którą często stajemy: modlitwa czy działanie, oddanie chwały Bogu czy służba człowiekowi, a w konkretnej sytuacji: Eucharystia czy pomoc dzieciom. Ale czy można tak postawić ten problem? Czy rzeczywiście musi w nas następować takie rozdarcie?

Czy można w ogóle mówić o takim rozdarciu?  By odpowiedzieć sobie na to pytanie pragnę zaproponować pochylenie się nad człowiekiem, kapłanem i zakonnikiem, O. Franciszkiem Marią od Krzyża Jordanem, założycielem Zgromadzenia Salwatorianów. Nie obca była mu troska o drugiego człowieka, o jego zbawienie. Wyraził ją w następujący sposób: "Dopóki żyje na świecie choćby jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, nie wolno ci spocząć". Świadomy, że świat potrzebuje ludzi, którzy przyniosą mu Jezusa, chciał wszystkim, wszędzie i na wszelkie możliwe sposoby głosić Chrystusową Ewangelię. Ale równocześnie zwracał uwagę: "Jeżeli jednak chcemy nawrócić świat, musimy mieć ducha Chrystusa, gdyż to nie my nawracamy, ale Chrystus przez nas: dlatego musimy Mu pozwolić kierować sobą całkowicie i być z Nim ściśle zjednoczonym". Powiedział także: "Lepiej z modlitwą uratować jedną duszę, aniżeli bez modlitwy całą misję. Szybko się ludzie nawracają, ale równie szybko wracają do dawnych nałogów". Jednakże jego życie było ściśle związane z Eucharystią. Msza Święta stała w centrum jego życia, w centrum jego dnia. Spójrzmy, jaką rolę odgrywała ona w jego życiu.

"Kto chce czegoś wielkiego dokonać, musi być mężem modlitwy". Tę prawdę chrześcijańskiego życia potwierdzał swoim życiem. Wszystkie czynności jego dnia obracały się wokół Zbawiciela w tabernakulum. Do Niego spieszył często w ciągu dnia, aby otworzyć swoje serce. Siadał wtedy pokornie u stóp Zbawiciela i słuchał Jego słów. Rozmawiał ze swoim Mistrzem, jak zaświadczył jeden ze współbraci, z tak żywą wiarą, jakby miał Go przed sobą obecnego. Mówił z Nim, jak rozmawia się z człowiekiem. Modlił się z taką żarliwością, że drżały mu ręce. Po sposobie w jaki pozdrawiał Najświętszy Sakrament, mniemano że pozostaje w całkiem osobistym związku z Jezusem. I chociaż dużo czasu spędzał w kaplicy, to jeszcze przynaglał siebie: "Częściej ze samym Bogiem. Częściej przebywać przed tabernakulum sam na sam, wyzuty ze wszystkiego". Zachęcał siebie samego: "Idź z pełnym zaufaniem do twojego najlepszego Ojca, który potrafi wszystko. Bądź natrętny". Stwierdzał:  "Sama obecność przed Najwyższym Majestatem łatwiej zostanie wysłuchana niż nasze najusilniejsze modlitwy". I dlatego, jeśli tylko było to możliwe, pozostawał i oddawał się w ciszy swojej celi czy kaplicy niezakłóconemu obcowaniu z Bogiem.

Kto widział, jak Jordan wchodził do kaplicy domu macierzystego, łatwo dostrzegł, że był głęboko poruszony. Jego sposób klękania był dla innych wymownym kazaniem, wyznaniem wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jego spojrzenie skierowane na centralny punkt ołtarza pokazywało, co było dla niego wartością najważniejszą. Swój osobisty związek z Jezusem wyrażał postawą ciała, głęboką koncentracją i nabożeństwem w czasie modlitw wspólnych, a zwłaszcza w czasie Mszy Świętej.

Do 50. roku życia odprawiał Mszę Świętą osobiście dla wszystkich domowników. Skupienie, rozmodlenie, zwłaszcza gdy nadchodziła chwila konsekracji, były tak wymowne, że sam ich widok wzruszał obecnych. Później, na skutek wyczerpania nerwowego, zwykł był sprawować Eucharystię prywatnie. Wymawianie słów liturgicznych, zwłaszcza konsekracyjnych, było dla niego trudne. Po podniesieniu zazwyczaj uspokajał się. Nie gorszono się jednak tym stanem, bo zdawano sobie sprawę, że był to wynik nadmiernych prac, cierpień i przeżyć, jakich życie mu nie szczędziło. Starał się o to, żeby Msza Święta i wszystkie czynności liturgiczne były zawsze możliwie godnie sprawowane. Msza Święta była najważniejszym punktem dnia codziennego.
 

 
1 2  następna
Zobacz także
Jarosław Hebel
Wielu z nas, mężczyzn, zastanawia się jak być dobrym ojcem? Gdzie należy szukać wzorców? Czy w ogóle istnieje jakiś wzór ojcostwa? Postacią, która przemawia do dzisiejszego człowieka może być św. Józef. W Piśmie Świętym nie zostało zapisane żadne słowo św. Józefa, ale bogactwo tej postaci ukazane jest przez jej konkretne czyny.
 
Fr. Justin
W kościele staram się brać czynny udział we Mszy świętej. śledzę obrzędy. Nie wszystko jednak rozumiem. Przed kilkoma dniami nie potrafiłam odpowiedzieć na zarzut znajomej, że całowanie ołtarza przez księdza na początku i na końcu Mszy jest przesadą, więcej: bałwochwalstwem, bo cześć oddaje się martwemu przedmiotowi. Co Ojciec na to?
 
Ks. Mariusz Pohl
Wszystko, cokolwiek Bożego dzieje się w Kościele, jest dziełem Ducha Świętego. Dzięki Niemu Kościół może przeżywać obecność i spotkanie z Chrystusem – swoją Głową. A więc to, co kiedyś Jezus Chrystus zapoczątkował na ziemi w sposób widzialny, Duch Święty kontynuuje w Kościele w sposób niewidzialny, uobecniając na bieżąco dzieło Chrystusa. 
 
 
___________________
 
 reklama