logo
Wtorek, 25 września 2018 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Rafał Myszkowski OCD
Modlitwa na wdechu
Głos Karmelu
 


„Ab-ba”, zagaworzyło niemowlę i niebo zamrugało tysiącem gwiazd
„Tata”, zadźwięczał głos malca i ziemia potoczyła się jak kolorowa piłka
„Tatusiu”, zapiszczał chłopiec i ptak zatrzepotał skrzydłami
„Tato”, zabrzmiał głos młodzieńca i złączyły się dłonie
„Ojcze”, zadumał się mężczyzna i wieko się zamknęło
„Ojcze nasz”, wyszeptał starzec i cisza się spełniła
„Ojcze nasz, który jesteś w niebie”, powiedziało wiele głosów
i niebo się otwarło
 
Wprowadzenie
 
Pewien kapłan, aby zilustrować młodzieży potrzebę modlitwy, zaproponował, aby każdy z uczestników spotkania wstrzymał oddech jak najdłużej potrafi. Chociaż każdy się starał jak najdłużej wytrzymać, w końcu wszyscy w niewielkim odstępie czasu z ulgą łapali powietrze. Pewnie każdy z nas tego próbował. Wszyscy chyba wiemy również, jak dużą ulgę sprawia widok kogoś, kto po zakrztuszeniu odzyskuje normalny rytm oddechu. Możemy zatem sobie wyobrazić, co przeżywają aniołowie, gdy przez wiele lat patrzą na kogoś, kto się nie modli, nie oddycha tchnieniem, jakie jest źródłem jego istnienia… 
 
To dziwne, że tak bywa, a przecież wszyscy dobrze wiemy, że to jest możliwe…
 
Chciałbym w niniejszym artykule zaprezentować jedno z najnowszych odkryć techniki modlitewnej opracowanej w Instytucie Badań nad Zaburzeniami Życia Modlitwy. 
 
Technika ta wydaje się być alternatywnym sposobem dostarczenia życiodajnego tchnienia modlitwy dla mężczyzn, którzy z powodów od siebie niezależnych nie są w stanie „modlić się usty” (high-preying, hard-preying, strong-preying itp.), co wymaga wyrzucania przez pewien czas (od 15 sekund do 20 minut) wraz z wydechem dużej ilości słów. Z pewnością technika ta będzie również nieocenioną pomocą dla kobiet zmagających się z hiperelokwencją. 
 
Krótka historia badań
 
Pomimo rozwiniętych na szeroką skalę zabiegów o charakterze naukowym, o nowym odkryciu zadecydowała obserwacja banalnego wprost zjawiska. Nie pierwszy raz postęp ludzkości wydaje się zależeć od anegdotycznego upadku jabłka na głowę Newtona. Otóż, jeden z badaczy, próbując opisać rozwój modlitwy u dorosłego osobnika wyznania katolickiego, doszedł do wniosku, że należy rozpocząć niejako od prehistorii modlitwy, a tejże, jak się okazało, nie da się uchwycić bez zatrzymania się nad pierwszymi artykułowanymi dźwiękami, jakie wypowiada niemowlę. Jest to dźwięk „ba”, lecz nade wszystko wdechowe „ab”. Obydwie sylaby układają się w słowo „ab-ba”. W naszym kręgu kulturowym wydechowa sylaba „ba” kojarzona jest przy zwielokrotnieniu („ba-ba-ba”) z żeńskim osobnikiem chrześcijańskim w starszym wieku mającym zwykle nieocenione zasługi dla przekazywania małym dzieciom zdolności modlitwy. Gdy niemowlę wypowiada te sylaby, przeważnie nie zwraca się uwagi na wdechowe „ab” tylko na wydechowe „ba-ba” i mówi się: „O! Babcię woła”. Przy dokładniejszej obserwacji reakcji niemowlaka towarzyszących artykułowaniu wdechowego „ab” zostały zauważone przejawy błogostanu. W związku z tym, jeden z uczonych trafnie wskazał na zaskakującą zbieżność ze starożytnym tekstem znajdującym się w jednym z listów św. Pawła z Tarsu, w którym tenże myśliciel z dwiema sylabami charakterystycznymi dla okresu niemowlęcego, tj. „ab-ba”, powiązanymi ze znaczeniem słowa „Ojcze”, utożsamia istotę modlitwy, będącą typowym przejawem dziecięctwa Bożego (Rz 8, 15).  
 
Zastosowanie wyników badań do życia codziennego
 
Zdobycze naukowej analizy niejako same narzuciły zastosowanie w życiu codziennym. Została opracowana prosta metoda korzystania z łatwo przyswajalnego nawyku w postaci przyjmowania wraz z oddechem (zwłaszcza z wdechem) myśli o kochającym nas wszystkich Bogu Ojcu. Oczywiście skuteczne działanie opisywanej metody gwarantowane jest przy równoczesnym zastosowaniu częstej lektury Ewangelii oraz przyjmowaniu co najmniej raz na tydzień (w niedzielę) skondensowanej formy miłości Chrystusa zwanej Eucharystią. 
 
Zalecenia szczegółowe
 
W sytuacji zwykłego pośpiechu, np. porannego, w drodze do pracy zalecane jest wypowiadanie wraz z wdechem sylaby „ab”, po której (na skutek szybkiego ruchu) zaraz następuje sylaba „ba”. Umysł w tym czasie, wraz z dochodzeniem do wczesnoporannego stanu poczytalności, przetwarza myśl o nieuchronnie zbliżających się obowiązkach na poczucie pewności, że Ten, który dał oddech, da również potrzebną energię.
 
Niezwykle interesujący efekt przynosi zastosowanie powyższej metody w stanach wzburzenia spowodowanego natknięciem się na szybko wypowiadane zarzuty. Powstrzymanie się od natychmiastowej riposty oraz wypowiedzenie wraz z wdechem dziecięcego westchnienia wraz z towarzyszącym temu odruchowi odchyleniem głowy do tyłu (i jakby trochę do góry), daje możliwość nabrania pogodnego dystansu i dostrzeżenia w rozmówcy osobnika, który również jest zdolny (a wręcz powołany) do wspólnego wołania: „Abba – Ojcze”.
 
Wreszcie, prawie samo narzuca się zastosowanie naszej metody w chwilach odpoczynku, na łonie natury, w ramionach małżonka czy małżonki, po świątecznym obiedzie rodzinnym itp., polegające na wypowiadaniu „Abba” wraz z głębokimi wdechami i wydechami, którym towarzyszy spokojny przepływ myśli i uczuć pełnych wdzięczności do Stwórcy.  
 
Osobny zbiór zastosowań stanowi posługiwanie się sylabami „ab-ba” w momentach intensywnego cierpienia. Wówczas, przy prawie całkowitym braku możliwości wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa, w najprostszym „Abba” kondensuje się niejako całe istnienie człowieka. Umysł prawie wtedy nie działa, obezwładniony wraz z wolą intensywnym odczuciem bólu. Dokonuje się jednak coś nawet bardziej istotnego niż w innych stanach: modlitwa, wraz z przenikającymi przez umysł i serce westchnieniami „Abba”, już nie jest wołaniem, lecz całkowitym oddaniem siebie.   
 
Podsumowanie
 
„Metoda” modlitwy słowem „Abba” nawiązuje do najważniejszych kart chrześcijańskiego objawienia. Modlitwa jest oddechem i bez niej wszystkie ludzkie słowa stają się mało znaczącym bełkotem. Westchnienie „Abba” płynie z samego serca Zbawiciela. Podzielił się On z nami tym westchnieniem, wypowiedzianym w aramejskim słowie „Abba” podczas radosnego uniesienia, jakie opanowało Go pewnego dnia wśród tłumów w samym środku posługiwania ludziom łaknącym pociechy i zdrowia: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11, 25). Tchnął również te słowa, umierając na Krzyżu, kiedy składał w ręce Boga Ojca całego siebie posłusznego aż dotąd (Łk 23, 46; Flp 2, 8). Nie jesteśmy obcymi lub przechodniami (Ef 2, 19), abyśmy nie mogli przyswoić sobie tego samego zwrotu, skierowanego do Boga. Otrzymaliśmy Ducha, który z naszych bezradnych, dziecięcych wysiłków formułuje wołanie najszybciej przebijające niebiosa i pieszczące policzek kochającego Boga.

Uwaga!
 
Metoda powyżej opisana powinna być stosowana, jak to już zostało zaznaczone, przy jednoczesnym korzystaniu z działania osłonowego w postaci spokojnej lektury Ewangelii i uczestnictwa w Eucharystii. Jest rzeczą zrozumiałą, że wyraz „Abba”, będący niejako kodem dostępu do przestrzeni miłości Ojca otwiera modlitwę chrześcijanina zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym. Dla prawidłowego wykorzystania powyższej metody należy skontaktować się ze swoim kierownikiem duchowym lub katechetą, gdyż każda metoda niewłaściwie stosowana może zagrażać życiu lub zdrowiu. 
 
 
o. Rafał Myszkowski OCD 
 
Zobacz także
Czy piękny zwyczaj przyklęknięcia przed Najświętszym Sakramentem skazany jest na zapomnienie? Zauważyłem, że coraz mniej ludzi ucieka się do tego gestu. Ponadto, są i tacy, który po przyjęciu Komunii Świętej na chwile się zatrzymują i robią znak krzyża. Dlaczego?
 
Fr. Justin
Zdaję sobie sprawę, że śmierć sięga już teraz, w nasze życie, wyciska na nim znamię, zagraża mu na co dzień. Choroba, niepowodzenia, cierpienie są przesłańcami śmierci, dają nam poznać, że nasze życie nie jest ostatecznie w naszych rękach, że stale się nam z nich wymyka i ze kiedyś zostanie nam odebrane. Tam, gdzie próbuje się wyprzeć śmierć ze świadomości, przemilczeć ją, zatuszować, uczynić z niej tabu - jak to się często dzieje - tam gaśnie też prawdziwie ludzkie życie. Bo naprawdę po człowieczemu żyje tylko ten, kto śmierci patrzy prosto w oczy i akceptuje ją. Ale czy potrafimy tak żyć? Jaki jest sens życia stojącego w obliczu śmierci? Jaki ma sens śmierć w odniesieniu do życia?
 
Michał Gryczyński
Św. Filip Neri jest uznawany za twórcę szkoły życia wewnętrznego, a swoją duchowością wywarł piętno na pobożności salezjańskiej i wincentyńskiej. Organizował spotkania dla zaprzyjaźnionych kapłanów, co dało początek nowej wspólnocie, wspomnianym już oratorianom...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama