Chanel Santini Katolik.pl - Modlitwa o życie
logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Ireny, Katarzyny, Kleofasa, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Stanisław Kowalik
Modlitwa o życie
Cuda i Łaski Boże
 


 Był wczesny ranek 3 marca 1972 r. Pierwszy piątek miesiąca. Jak zawsze w pierwszy piątek, czternastoletni myśleniczanin Marek Biela poszedł do spowiedzi. Był ministrantem, lektorem oraz kantorem i dobrze wiedział, że miejscowy wikary ks. Jan Kruczek już około godziny 5. otwiera kościół i spowiada. Po spowiedzi Marek służył do Mszy św. odprawianej o godz. 6. i przyjął Komunię św. Był dobrze przygotowany na to, co miało się wydarzyć zaledwie kilka godzin później. 
 
Po Mszy św. Marek poszedł do szkoły. Był bramkarzem w szkolnym zespole piłki ręcznej i po lekcjach wraz z kolegami chodził na treningi do budynku myślenickiego "Sokoła". - Przed rozpoczęciem treningu nauczyciel kazał mi, żebym z pomocą kolegów poprawił źle założoną siatkę na bramce - relacjonuje Marek Biela. - Żeby to zrobić, musiałem podskoczyć i uchwycić się poprzeczki. Bramka nie była jednak przymocowana do podłoża, stała na macie do zapasów, i zadaniem kolegów było trzymać ją, żeby się nie przewróciła.
 
Marek podskoczył, chwycił się poprzeczki i... w jednej sekundzie bramka runęła na niego uderzając go w głowę. - Poczułem ból oraz ciepło. Byłem zdrowym i silnym czternastolatkiem i nie od razu straciłem przytomność. Pamiętam, że nauczyciel i koledzy podnieśli mnie i zaprowadzili do łazienki. Ustami, nosem i z uszu płynęła mi krew. Potem kazali mi położyć się na ławce w szatni przy sali gimnastycznej. Straciłem przytomność i to na długo. Na bardzo długo - dodaje.
 
To co działo się potem pan Marek zna tylko z opowiadań rodziców i czworga rodzeństwa. Chłopiec przeszedł bardzo ciężką operację, podczas której musiano dokonać trepanacji czaszki. Miał uszkodzony pień mózgu, krwiaka i obrzęk mózgu. Przez prawie sześć tygodni leżał nieprzytomny w szpitalu w Myślenicach. - W tym czasie cała moja rodzina, a szczególnie mój ojciec i mama - ludzie głębokiej wiary - nie ustawali w modlitwie o mój powrót do zdrowia. Tata zamawiał Msze św. przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Myślenickiej i wraz z całą rodziną, a szczególnie z moją kochaną mamą nieustannie się modlili. Rodzice wiedzieli, że wcześnie rano tego feralnego dnia byłem do spowiedzi i Komunii św. Ten fakt dodawał im sił. Uznali, że gdyby nawet wydarzyło się najgorsze, to byłem przecież w stanie łaski uświęcającej.
 
Kiedy przez kilka tygodni nie odzyskiwałem przytomności, lekarze powiedzieli rodzicom, że powinni raczej modlić się o moją śmierć niż o życie, gdyż po takim urazie i długim okresie nieprzytomności będę głęboko upośledzony i aż do śmierci będę wymagał stałej opieki. W wypisie ze szpitala można wyczytać, że przez długi czas byłem w stanie agonalnym.
Rodzice 14-latka nie dali jednak za wygraną. Nie modlili się o jego śmierć, tylko o życie i je wymodlili.
 
- Nie umarłem, żyję - choć nie bez kłopotów i trudności - a od chwili wypadku minęły już 33 lata - mówi Marek Biela.
 
Mężczyzna ma dziś 48 lat, żonę Anię i trójkę dzieci. Wspólnie z żoną i z pomocą rodziców wybudował dom. Choć komisja powypadkowa stwierdziła u niego 70-procentowy uszczerbek na zdrowiu, nie otrzymał za to żadnego odpowiedniego odszkodowania. Po ukończeniu liceum poszedł na studia, ale musiał je przerwać. Potem przyjął się do pracy, w której przepracował 25 lat. Pracowałby nadal, ale jego zakład upadł. Ma samochód i prawo jazdy. - Choć lekarz szkolny był innego zdania, dr Czerwiński z Krakowa - neurochirug, który mnie operował, wydał mi na nie stosowne dokumenty. Stwierdził, że skoro wyszedłem z takiego wypadku, to mogę mieć także prawo jazdy. A do odzyskania zdrowia przyczynili się nie tylko lekarze, ale przede wszystkim Ktoś Wyższy.
 
- W całym moim dotychczasowym życiu - pomimo moich wad i słabości - nieustannie widzę działanie Bożej Opatrzności a także nieustanne pomoc i opiekę Tej, której zawdzięczam wszystko, a przede wszystkim życie. Mimo tego, że nie wszystko mi się w życiu udało, tak jakbym tego chciał, za wszystko wciąż i nieustannie dziękuję, starając się bywać codziennie na Mszy św., wierząc i ufając, że Ona - Najlepsza z Matek wybłaga mi i mojej rodzinie u swego Syna a naszego Pana, to, czego nam najbardziej potrzeba - podsumowuje Marek Biela.
 
Ks. Stanisław Kowalik
 
foto: Marek Biela z ks. Stanisławem Kowalikiem, b. proboszczem parafii pw. w Myślenicach
 
Zobacz także
Damian Stayne
Gdy czytamy Pismo święte, myślimy sobie czasem: „O tak, amen. Piękne”. Ale czy naprawdę w to wierzymy? Przecież jeśli w coś wierzysz – robisz to! Tak naprawdę powinniśmy się modlić: „Panie, czytam ten fragment i nie wierzę. Wierzę tylko umysłem, ale sercem nie potrafię! Daj mi swoje objawienie, Panie!”. 
 
Damian Stayne
Pan Bóg nieustannie przypomina nam o swojej obecności, o tym, że każdego z nas pragnie zaprowadzić do szczęścia w niebie, że Jego miłosierdzie jest nieskończone i gładzi wszystkie grzechy. Pragnie jednak od nas całkowitego zaufania i zgody, aby mógł nas przemieniać swoją miłością i prowadzić do pełni zbawienia. Pan Jezus mówi nam o tym nieustannie poprzez głos sumienia, naukę Kościoła, Pismo św., a także poprzez różnego rodzaju wydarzenia, znaki i objawienia...
 
Agnieszka Turska
Któż o niej nie słyszał? Któż nie podziwiał jej za skromność i za oddanie się najbardziej potrzebującym? Któż wreszcie nie ubolewał z powodu jej śmierci? "Oni" szczególnie odczuli tę stratę. Całe życie walczyła nie o sławę, nie o bogactwo, ale o każdą najdrobniejszą istotę, o jej prawo do miłości, do godnej śmierci. Ile w niej było dobra, tyle niezrozumienia i zła atakowało ją z każdej strony. Na szczęście jej starania nie poszły na marne. Nauczyła Miłości wielu innych, którzy poszli w jej ślady. Dowody na to są widoczne w wielu miastach Indii, ja jednak chciałam dotrzeć do źródeł, do miejsc, które wpłynęły na taką, a nie inną postawę Matki.
 
 
___________________
 
 reklama