logo
Wtorek, 26 marca 2019 r.
imieniny:
Dory, Olgi, Teodora, Emanuela, Małgorzaty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Nadzieja - wątła, niepozorna, ale zadziwia!
Szum z Nieba
 
fot. Jan Tinneberg | Unsplash (cc)


Charles Peguy napisał: „Co mnie zadziwia to nadzieja, mówi Bóg. / I nie mogę wyjść z podziwu. / Ta drobna nadzieja taka niepozorna. / Ta wątła dziewczynka nadzieja. / Nieśmiertelna”. Ta wątła dziewczynka staje się nadzieją chrześcijańską, jeśli do naszego „jeszcze nie”, czyli do niespełnienia – dodamy Chrystusowe „już”, czyli Jego zwycięstwo nad śmiercią.
 
Nadzieje i wielka nadzieja
 
Benedykt XVI w Spe salvi stwierdza: „człowiek ma różnorakie nadzieje, małe i większe – różne w różnych okresach życia. […] Kiedy jednak te nadzieje spełniają się […], staje się ewidentne, że człowiek potrzebuje innej nadziei, która idzie dalej”. Nadzieja ograniczona do perspektywy horyzontalnej w gruncie rzeczy nie jest nadzieją. Człowiek na płaszczyźnie czysto naturalnej nie jest bowiem w stanie znaleźć spełnienia. Jakże prawdziwe są słowa św. Augustyna: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Wielka nadzieja nie może być ludzkim wymysłem. Musi nam być dana, objawiona. Nieskończoną nadzieję może dać skończonej istocie jedynie sam Bóg. Chrześcijanin to ktoś, kto uznaje w Jezusie ostateczne Słowo Boga dające Nadzieję.
 
Nadzieja Abrahama i dom Odysa
 
Paweł Apostoł wysławia nadzieję Abrahama: „On wbrew nadziei uwierzył nadziei, że zostanie ojcem wielu narodów...” (Rz 4,18). Abraham był życiowym bankrutem, ale usłyszał słowo: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej...” (Rdz 12,1). Nie znał ani celu, ani samej drogi, ale oparł się na obietnicy. Człowiek nadziei jest bowiem człowiekiem obietnicy. Nadzieję Abrahama możemy lepiej zrozumieć, zestawiając go z Odysem. Bohater homerowskiej opowieści nie usłyszał żadnej obietnicy. On jedynie pamiętał swój dom rodzinny i chciał do niego wrócić. Jego wędrówka nie zmierza ku jakiejś nowej ziemi obiecanej. Chrześcijańska nadzieja wiąże się z nową koncepcją czasu. Nie ma w niej myślenia o czasie jako o wielkim kole. Nadzieja Biblii jest liniowa: od starego do czegoś nowego. „Są dwie możliwości – mówi ks. Tischner – nadzieja wedle pamięci – nadzieja Odysa – i wtedy masz zamknięty sens życia; albo pamięć wedle nadziei, a wtedy masz historię...”.
 
Rozpacz i zuchwalstwo
 
Są dwie fundamentalne formy braku nadziei: rozpacz i zuchwalstwo. Rozpacz to stan duchowy, w którym człowiek wypowiada „nie” dla jakiejkolwiek perspektywy wzrostu. Ojcowie Kościoła, opisując ten stan, mówili o gnuśności (łac. acedia), która jest przeciwieństwem wielkoduszności. Ten, kto poddaje się gnuśności, nie ma żadnej chęci, aby stawać się na miarę Bożego powołania. Druga postawa, zuchwalstwo, polega na przekonaniu, że dzięki własnym wysiłkom osiągnie się spełnienie. Św. Augustyn używa w tym przypadku określenia „perversa securitas”, co można by przetłumaczyć jako perwersyjne poczucie zabezpieczenia. Zuchwalca, pogrążony w samo zadowoleniu, neguje prawdę, że jego egzystencja jest darem Boga. Rozpacz i zuchwałość, choć wydają się całkowicie różnymi postawami, to spotykają się na wspólnej płaszczyźnie. Zarówno człowiek pogrążony w rozpaczy, jak i zarozumialec – rezygnują z przyszłości, jaką Bóg przygotował dla ludzi.
 
W szkole nadziei
 
Gdzie możemy uczyć się nadziei? Benedykt XVI wskazuje na trzy miejsca: modlitwa, cierpienie, wizja Sądu Ostatecznego. Jeśli jestem sam i nikt nie jest zainteresowany tym, co mam do powiedzenia, to Bóg jeszcze mnie słucha. Tak było z wietnamskim kard. Nguyen Van Thuan, który spędził w więzieniu 13 lat, z czego 9 w izolacji, a potem napisał książkę: „Modlitwy nadziei”. Drugim źródłem nadziei jest cierpienie, którego nie daje się uniknąć. Akceptacja cierpienia staje się wówczas nie aktem rezygnacji, ale dojrzewaniem do zjednoczenia z Chrystusem. „Ta zdolność do cierpienia zależy jednak – zauważa Benedykt XVI – od rodzaju i od miary nadziei, jaką nosimy w sobie i na jakiej budujemy”. Papież wskazuje jeszcze na perspektywę Sądu Ostatecznego jako miejsce uczenia się nadziei. Ta perspektywa daje nam bowiem nadzieję na ostateczne spełnienie zarówno sprawiedliwości, jak i miłosierdzia, których pragniemy.
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Szum z Nieba nr 145/2017 
 
Zobacz także
Ks. Mariusz Pohl
Jakże często dzisiaj Jezus przechodzi blisko nas, jak często mamy różne okazje, by się z Nim osobiście spotkać, a jednak brakuje nam tej odwagi i gotowości ryzyka, by pójść za Nim, by coś w swym życiu zmienić. Brakuje nam też zaufania do tych, którzy mówią o Jezusie. Dziś rolę św. Jana Chrzciciela, który wskazał i świadczył o Jezusie, pełni Kościół. Jego świadectwo jest w całej pełni wiarygodne i prawdziwe, ale jakby trochę mało przekonujące. Cóż, Kościół będzie pewnie musiał się trochę zastanowić, w czym jest za mało podobny do Jana Chrzciciela, ale to już inny temat.
 
 
ks. Andrzej Draguła
Przedrostek cyber- zadomowił się już w każdej chyba dziedzinie życia: od cyberpunka przez cyberprzestrzeń, cyberseks, cyberprzestępczość czy cybersport aż po cyberduchowość. Wszystko może być dzisiaj „cyber”: pieniądze, rozrywka i modlitwa. Intuicyjnie wyczuwamy, co się kryje za tym przedrostkiem, ale może dobrze byłoby jednak zajrzeć do słowników, a te są dosyć lakoniczne w definiowaniu tego, co jest „cyber”: „pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na ich związek z informatyką, a zwłaszcza z Internetem”.  
 
Ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Kochać grzesznika, winowajcę, kogoś, kto wyrządził mi wielką krzywdę, oznacza, że pomimo tego, iż na jego widok mogą się spontanicznie rodzić we mnie negatywne uczucia – to jednak decyzją i mocą mojej woli przebaczam mu z całego serca. Jakże wielką duchową mocą dysponuje człowiek, gdy kocha i przebacza...
 
 
___________________
 
 reklama