logo
Poniedziałek, 04 lipca 2022 r.
imieniny:
Elżbiety, Teodora, Aureli, Malwiny, Zygfryda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marian Grabowski
Naśladowanie Jezusa
Liturgia.pl
 
fot. Lawrence Jing | Unsplash (cc)



Każdy z nas chrześcijan ma jakieś wyobrażenie tego naśladowania. Mieć musi. Słuchając kazań niedzielnych dobre pół wieku, najczęściej słyszałem taką wykładnię słów Jezusa o braniu swego krzyża i naśladowaniu Go: godzić się na swoje codzienne dolegliwości, a cierpienia i razy losu znosić pokornie i w cichości. Czy naprawdę o tym mówi tu Jezus?

Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają mnie tłumy?” Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.

I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Potem mówił do wszystkich: „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. (Łk 9, 18-24)

Gdy Piotr rozpoznaje Jego zadanie, rozpoznaje Jego tożsamość, Jezus reaguje zadziwiająco. Momentalnie odsłania przed uczniami rozumienie własnej śmierci. Zna ją uprzedzająco. To, co o niej mówi, mamy za wiedzę wlaną, wiedzę boską. A przecież jest to wiedza człowieka. Człowiek Jezus musiał wiele rozmyślać nad swoją śmiercią, nad śmiercią Jezusa Chrystusa, nad śmiercią Jezusa – Syna Bożego. Wyczytał z Pism opis śmierci Pomazańca i rozpoznał ją jako swoją własną. Niezwykła otwartość na sprawę swego końca.

Musiał zaprzeć się siebie, bo żaden człowiek nie chce myśleć o swojej śmierci, chociaż każdy z nas wie, że jest nieuchronna, że jest jedynym pewnym faktem z naszej przyszłości. Ponieważ się jej lękamy, więc nie rozważamy tej jedynej pewnej dla nas sprawy. I nic o niej uprzedzająco nie wiemy.

Codzienne branie krzyża. Krzyż jest tu symbolem, który wyrasta pewnie z zapamiętanego obrazu ukrzyżowanego skazańca, albo kogoś wleczonego na ukrzyżowanie. Cierpienie nieuniknione i śmierć nieuchronna. Symbol losu każdego z ludzi.

Jeśli tak, to zachęta do codziennego brania swego krzyża jest zachętą do rozmyślania o swojej śmierci, o swoim własnym cierpieniu. Rozmyślania antycypującego i cierpienie, i śmierć, rozmyślania uporczywego, rozmyślania wbrew lękowi przed tym, o czym myślę.

I związana z tym obietnica. Obietnica umierania, które będzie podobne do umierania Jezusa. Umieranie, w którym skupi się cały sens mojego życia – moja godzina. Umieranie, które będzie definitywnym wyrazem tego, kim jestem, kim chciał mnie Bóg. Obietnica momentu w moim losie – Gdy koniec życia szepce do początku: „Nie stargam Cię ja – Nie! – Ja… u-wydatnię!…”.


Marian Grabowski
liturgia.pl | 19 czerwca 2010

 
Zobacz także
Roberto Gutiérrez OCD
Jest pewne, iż, z punktu widzenia historycznego, dla chrześcijan niedziela przed dniem odpoczynku była dniem radości, wesela: zanim został uznany odpoczynek niedzielny, Didaskalia Apostolskie już mówiły: „W pierwszy dzień tygodnia wszyscy bądźcie radośni”. 
 
Zbigniew Nosowski

Wiara zadomowionych koncentruje się wokół stabilnej świątyni, wiara poszukiwaczy jest wiarą pielgrzyma. Kościół w Polsce powinien przeorientować duszpasterskie priorytety – aby służyć już nie tylko zadomowionym, lecz także by szukać z szukającymi. Jest taka historia na samym początku Ewangelii św. Marka. Jezus naucza w Kafarnaum, zbiegają się do Niego tłumy, przynoszą Mu licznych chorych i opętanych. On zaś ich uzdrawia i wyrzuca złe duchy.

 
ks. Przemysław Bukowski SCJ
Dojrzałość to umiejętność odpowiedzialnego radzenia sobie z własnym życiem. Jednak nie jest ona samotną grą do pustej bramki. Dojrzałym jest się dzięki innym, ale i wobec innych. To inni uczą nas bowiem bycia dojrzałymi, a jednocześnie to my sami wobec nich bierzemy za nią odpowiedzialność. Dojrzałość wyznacza pewną miarę naszego osobistego człowieczeństwa, tego, do czego to człowieczeństwo ma dorosnąć, w czym ma się spełnić, jak zaowocować dla innych.
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm