logo
Sobota, 23 października 2021 r.
imieniny:
Edwarda, Marleny, Seweryna, Jana Kapistrana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Michał C. Kacprzak
Nic co zwierzęce...
Fronda
 


Nic co zwierzęce...
 
Walka z Szatanem Według Biblii Szatana, satanizm jako wyemancypowana, pragmatyczna filozofia mógłby równie dobrze nazywać się humanizmem. Nie nazywa się tak ze względu na swą nadbudowę religijną. W świetle owego twierdzenia jednak wszystkich mieniących się humanistami można by nazwać laickimi satanistami. 
  
Czym jest satanizm w swym filozoficznym aspekcie? Najkrócej mówiąc, jest kultem doczesności, cielesności, doraźnych doznań, najczęściej natury ekstatycznej, wreszcie sukcesu materialnego. Wszystko, co nie służy wyżej wymienionym celom, jest przez satanizm potępiane lub po prostu rugowane. Satanizm dobrze wpisuje się w materialistyczny światopogląd czasów współczesnych, w dionizyjskie tendencje postmodernizmu, w ideologię sukcesu. Jako że jest permisywny i akceptuje postawę konsumpcjonistyczną, znajduje swoje potwierdzenie na gruncie liberalnego „wyścigu szczurów". A że gloryfikuje egoizm i egocentryzm, wszystkie trendy asertywistyczne, bardzo dzisiaj popularne, idealnie z nim harmonizują. Satanizm łączy więc w sobie główne tendencje współczesności, podnosząc je dodatkowo do rangi religii czy kultu. Wszystko, co przyziemne, egoistyczne i cielesne, znajduje tu potwierdzenie, zostaje okraszone rytuałem magicznym, przez co zyskuje nowy, wyższy status. Nic więc dziwnego, że ta „religia a rebours" (S.Przybyszewski, Synagoga Szatana) cieszy się dzisiaj popularnością, zwłaszcza wśród młodzieży, najbardziej chłonącej nowe trendy.
 
Biblia Szatana powstała w USA pod koniec lat 60. Napisał ją Anton Szandor La Vey, założyciel Kościoła Szatana. Jak dowiadujemy się ze wstępu, „po dziadkach jest [on] pochodzenia gruzińsko-rumuńsko-alzackiego, a na dodatek jego babka była Cyganką". Od dzieciństwa był niespokojnym duchem; jako chłopiec przewodził swym rówieśnikom w czasie zabaw w wojsko, szkoły średniej nie skończył, przystąpił do trupy cyrkowej, w której był pomocnikiem tresera zwierząt, grał na organach, aż wreszcie został asystentem magika. Otoczony zmysłowym światem sceny, już wtedy, jak pisze, zaczął dostrzegać hipokryzję świata mieszczańskiego: „Widywałem mężczyzn uganiających się za roznegliżowanymi dziewczynami tańczącymi na zabawach odpustowych. Następnego dnia [...] obserwowałem tych samych mężczyzn, jak siedzieli pokornie w kościelnych ławach ze swoimi żonami i dziećmi, prosząc Boga, aby wybaczył im i oczyścił ich z cielesnych żądz. W następną sobotę znów pojawiali się na zabawie lub w jakimś innym miejscu uciech cielesnych. Wtedy zrozumiałem, że Kościół katolicki opiera się na hipokryzji i że ludzka zmysłowa natura wyjdzie na jaw bez względu na to, jak bardzo jest oczyszczona i wysmagana przez religię". W wieku dwudziestu jeden lat La Vey założył rodzinę, wstąpił na Wydział Kryminologii w City College of San Francisco, aby potem podjąć pracę policyjnego fotografa. Tu również zetknął się z najmroczniejszymi stronami życia, po raz kolejny przekonując się, że na świecie nie ma miejsca na dobro, altruizm czy idealizm: „Widziałem najbardziej krwiożercze i mroczne strony ludzkiej natury. Ludzi zastrzelonych przez szaleńców, zadźganych nożem przez przyjaciół; małe dzieci leżące w rynsztoku, potrącone przez zbiegłych z miejsca wypadku kierowców. Było to odrażające i wpędzające w depresję. Zadałem sobie pytanie: «Gdzie jest Bóg?». Zacząłem nienawidzić świętoszkowatego podejścia ludzi do przemocy — zawsze mówili: "Taka jest wola Boża»". Zrezygnował z tej pracy, zaczął grać na organach w nocnych klubach i uczestniczyć w spotkaniach okultystycznych. W Noc Walpurgii w 1966 r. ogłosił założenie Kościoła Szatana. Za fundament posłużyły mu tradycje takich satanistycznych sekt, jak Klub Ognia Piekielnego czy Zloty Świt.
 
Kim jest Szatan dla La Veya? Jest dla niego „duchem postępu, inspiratorem wszystkich wielkich ruchów, które wniosły wkład w rozwój cywilizacji i postęp ludzkości. Jest duchem buntu wiodącego do wolności, ucieleśnieniem wszystkich herezji, które prowadzą do wyzwolenia". Taka nieortodoksyjna wizja Szatana pojawiała się już wcześniej w kulturze europejskiej, przypomina na przykład postać Blake'owskiego Orka - boga-buntownika, boga-rewolucjonisty. Szatan byłby tu więc uosobieniem buntu wobec rzeczywistości, z którą nie sposób się pogodzić, a na naprawę której nie ma pomysłów. W zasadzie oznacza to porzucenie pozytywnych ideałów, jeżeli nie można ich zrealizować, i przypomina zawołanie: „Jeżeli nie możemy ich pokonać, przyłączmy się do nich!". Przygnieciony rzeczywistością, zapewne wrażliwy człowiek kapituluje wobec potęgi mrocznej strony egzystencji. Jednocześnie brak formacji duchowej oraz odpowiedniego przygotowania teologicznego, czy choćby filozoficznego, pcha go w objęcia ciemności. Owszem, Szatan jest buntem, ale buntem niekonstruktywnym. Niezgoda sama w sobie nie jest niczym złym, ale za niezgodą Szatana kryje się jedynie nicość, jego własna pustka. Bunt Diabla nie jest buntem w imię czegoś lepszego, ale - w imię niczego, w najlepszym razie: w imię chaosu. Przeczenie jest tu dla siebie środkiem i celem zarazem, ma charakter immanemny.
 
Zważywszy, że ideologia satanistyczna wypisuje na swych sztandarach stricte egoistyczne hasła, zakładanie wspólnoty wydaje się czymś dziwnym, a w każdym razie na pewno niekoniecznym. „Ale główny cel wspólnoty polegał na zgromadzeniu podobnie myślących osób i połączeniu ich energii przy przywoływaniu ciemnych sił natury, które zwane są Szatanem" - pisze założyciel tegoż Kościoła. A sens zaś tego aktu jest taki, że wszystko, co było do tej pory skryte, wstydliwe, bo odzierające człowieka z jego godności, zostaje wyniesione na piedestał, mówi się o tym bez ogródek, w sposób często grubiański i wulgarny. „Żyję jak zwierzę na polu, radujące się swoim cielesnym życiem!" - brzmią słowa Inwokacji do Szatana, tekstu, który wygłaszany jest na wstępie satanistycznego rytuału. Z zawartych w Biblii Szatana deklaracji wynika explicite, że zgłaszając swój akces do tego kultu, człowiek przestaje już być człowiekiem, staje się zwierzęciem, zwierzęciem gnanym instynktem, podporządkowanym materialnym potrzebom. Umysł, intelekt stanowią tu tylko narzędzie do osiągania fizjologicznego zaspokojenia - mamy tu do czynienia jedynie z „duszą zwierzęcą" (Arystoteles). „Ludzka nadbudowa", abstrahująca od materialności, zdolna do transcendo-wania poza przyziemny świat fizjologii, tworząca pojęcia prawdy i fałszu, zostaje odrzucona jako zbędna.
 
Wróćmy jednak do samej książki. Zyskawszy dużą popularność (podobno w studenckich campusach jest bardziej popularna niż sama Biblia), książka La Veya stanowi zaplecze ideologiczne dionizvjsko-hedonistvcznvch ruchów na całym świecie, wzmacniających swój potencjał dzięki coraz nowszym rzeszom wiernych, zwłaszcza młodych, rozczarowanych hipokryzją świata dorosłych, a być może także chwiejną postawą Kościoła chrześcijańskiego. 
 
Wreszcie - sterowanych przez media, które ukazując świat w krzywym zwierciadle, uwypuklając to, co mroczne, destrukcyjne, a pomijając lub bagatelizując to, co pozytywne i jasne, zachęcają do zejścia na drogę ciemności, poddania się Szatanowi, jeżeli rzeczywiście - a jednoznacznie wynika to z medialnych przekazów - jest on niepodzielnym władcą tego świata. To właśnie media, absorbując umysły, uzależniając je od iluzorycznego, fałszywego świata, jaki kreują, wzmacniają poczucie osamotnienia, na które receptą może wydawać się właśnie satanizm ze swoim buntem wobec cywilizacji. Człowiek wyalienowany nie czuje się sprawcą ani kontrolerem wydarzeń, nie czuje się współuczestnikiem życia społecznego. Przeciwnie - wydaje mu się, że jest na tym świecie kimś obcym, zbędnym. Od tego już tylko krok do całkowitej negacji istniejącego porządku. Satanizm przychodzi tu z pomocą. Sataniście wydaje się, że wpływa na bieg wypadków poprzez swoje magiczne praktyki, a kontakt z mrocznymi siłami pozwala łudzić się nadzieją na kreowanie biegu rzeczy, przełamuje poczucie bezradności. Rytuały chrześcijańskie są już sublimatem, często całkowicie niezrozumiałym, transcendentne wartości zaś, do których chrześcijaństwo się odwołuje, po prostu nie są dzisiaj w cenie.
 
Prolog książki La Veya zawiera Dziewięć Twierdzeń Satanizmu - jasno sformułowanych elementów fundamentalnych: „Szatan reprezentuje zaspokojenie żądz zamiast wstrzemięźliwości" (1), „pełnię życia zamiast duchowych mrzonek" (2), „mądrość zamiast obłudnego oszukiwania samego siebie" (3), „przychylność dla tych, którzy na to zasługują" (4), „zemstę zamiast nadstawiania drugiego policzka" (5), „odpowiedzialność w stosunku do odpowiedzialnych" (6), afirmuje zwierzęcość w człowieku jako zwierzęcym gatunku (7), „reprezentuje wszystkie tzw. grzechy, ponieważ prowadzą do [...] zadowolenia" (8), a wreszcie dowiadujemy się, że „Szatan jest najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek Kościół posiadał, ponieważ przez wszystkie lata dawał mu zajęcie" (9). Treść prologu, a z nim satanizmu, jak łatwo zauważyć, w znacznym stopniu jest po prostu odwróceniem tradycyjnych chrześcijańskich wartości. O ile chrześcijaństwo nakazuje litość, współczucie, wyrozumiałość, o tyle satanizm odrzuca te wartości, intronizując zemstę, wyrachowanie, bezwzględność. I o ile tradycja chrześcijańska jednoznacznie potępia grzech, niejako ex definitione, o tyle satanizm popiera grzech jako źródło zaspokojenia. Największy kłopot pojawia się z interpretacją dziewiątego twierdzenia. Czyżby satanistom rzeczywiście zależało na losie Kościoła chrześcijańskiego, a Szatan był w istocie przyjacielem Boga, napędzającym klientów do Kościoła? Biblia Szatana, napisana językiem stylizowanym na biblijny, a w gruncie rzeczy językiem grafomańskim, jest próbą krytycznego, racjonalnego i z gruntu relatywistycznego spojrzenia na chrześcijaństwo. Wspomniałem o grafomanii, więc żeby nie być gołosłownym, kilka smaczków, jakie można tam znaleźć: „O! ludzie o spleśniałych umysłach, słuchajcie mnie, wy błądzące miliony!". Lub: „Spoglądam w szklane oko waszego przerażającego Jahwe, szarpię go za brodę; wznoszę szeroki topór i rozpoławiam jego wyżartą przez robaki czaszkę!". Albo: „Wysadzam w powietrze ohydne treści filozoficznie pobielonych grobów i śmieję się z sardonicznym oburzeniem". Po przeczytaniu takich bredni nie pozostaje nam nic innego, jak również „śmiać się z sardonicznym oburzeniem". Po rozprawieniu się z Jahwe i „wysadzeniu w powietrze ohydnych treści filozoficznych", z którymi autor, obawiam się, nigdy nie zawarł bliższej znajomości, twórca Biblii Szatana przechodzi, jako się rzekło, do niezwykle śmiałej i równie niezwykle siermiężnej krytyki chrześcijaństwa. Zauważa on, że wartości moralne mają charakter relatywny, nie są raz na zawsze dane i ulegają ewolucji. Podobnie jest z wartościami chrześcijańskimi. To, co kiedyś miało na polu etyczno-moralnym charakter zbawienny, może dzisiaj okazać się szkodliwe.
 
Autor wiele mówi o kłamstwie, a zakładając, że w kontekście jego wypowiedzi prawda ma charakter relatywny, trzeba przyjąć, że La Vey walczy tu z kłamstwem w imię prawdy pojętej na sposób pragmatyczny - innymi słowy prawdą jest to, co w danej chwili użyteczne. Chrześcijańska dogmatyka jest kłamstwem, ponieważ nie służy dobrze współczesnemu człowiekowi. Następnie nasz bohater zabiera się do krytyki miłości chrześcijańskiej. Nie należy kochać swoich wrogów - to wbrew naturze; należy ich nienawidzić. „Musisz nienawidzić swoich wrogów z całego serca i jeśli ktoś uderzy cię w policzek, TRZAŚNIJ go w jego! Pobij go na głowę, ponieważ samoobrona jest najwyższym prawem!" - głosi wskazówka dla satanisty. Autor dochodzi też do wniosku, że „namiętność i cielesne żądze" są prawdziwym określeniem miłości. Widocznie obcy mu był grecki podział miłości na cielesną - eros, przyjacielską - filia, i duchową - agape. Nie był on zaś obcy św. Pawłowi, który pisząc Hymn o miłości, myślał o agape. Ale La Vey, zgodnie ze współczesnymi tendencjami redukcjonistycznymi, sprowadza człowieka do rangi zwierzęcia, a wśród zwierząt rzeczywiście nie ma miejsca na agape. W końcu autor neguje istnienie transcendencji i świata nadprzyrodzonego, przeciwstawiając mu doczesność i życie jako zaspokojenie. Idea Chrystusa Zbawiciela także zostaje podważona: „Powiedz swojemu sercu «Ja jestem swoim własnym zbawicielem". Na deser autor serwuje nam Kazanie na Górze a rebours. Nie będę go streszczał, bo myślę, że każdy zna Kazanie na Górze. Niech więc odwróci każde z wymienionych tam błogosławieństw, a otrzyma mniej więcej kazanie La Veya.
 
W książce znajdujemy ciekawą uwagę: satanizm, jako wyemancypowana, pragmatyczna filozofia, mógłby równie dobrze nazywać się humanizmem. Nie nazywa się tak jednak ze względu na swą nadbudowę religijną. W świetle powyższego, wszystkich mieniących się humanistami można by nazwać laickimi satanistami. Zresztą La Vey, atakując chrześcijaństwo, a nawet wszelkie formy dotychczasowej religijności, występuje z pozycji ateisty i właśnie humanisty. Duchowości w tym niewiele, zgoła tyle co nic. Bóg jako eksterioryzacja ludzkiej potrzeby wszechmocy, a jednocześnie jako czynnik alienujący - wszystkie te tezy pojawiały się w XVIII i XIX w., a eksplikowane byty przez takich myślicieli jak Wolter, Feuerbach czy Stirner, a w końcu Nietzsche. Wszyscy oni byli myślicielami świeckimi. Diabeł z Biblii Szatana jest tak naprawdę człowiekiem, tyle że odartym z duchowego wymiaru. W istocie na gruncie tego systemu nie ma miejsca dla Demona jako bytu duchowego. To my jesteśmy demonami; o tyle, o ile jesteśmy drapieżnymi zwierzętami. A że dla La Veya jesteśmy wyłącznie takimi właśnie zwierzętami, nie ma wyjścia - wszystko, co nie jest diaboliczne (a w gruncie rzeczy: co nie jest zwierzęce), stanowi kłamstwo, mistyfikację, którą trzeba zniszczyć w imię wolności drapieżnika. Satanizm jest quasi-religią, bowiem cała jego magiczność i kultowość jawi się jedynie jako forma czysto świeckiej terapii psychicznej, mającej na celu wzmocnienie potencjału zwierzęcia. Pobrzmiewają tu słowa Nietzschego: „Lepszymi drapieżnikami stać się więc mają, bardziej przebiegłymi, mądrzejszymi, bardziej człowieczymi, albowiem człowiek jest najlepszym drapieżnikiem" (Tako rzecze Zaratustra). Podobnie jak w anarchistycznych hasłach, głoszących kult silnej jednostki, będącej poza dobrem i złem, poza prawem, zawarte jest hasło Stirnera: „Możesz być tym, na co pozwala ci twoja siła". Jak widać, grunt pod satanizm (czy humanizm - w tym punkcie nie ma większej różnicy) przygotowywali długo w zaciszach swoich pokojów filozofowie i myśliciele. Teraz zaś to, co było elitarne, a przez swój hermetyczny język czytelne jedynie dla nielicznych, zostało spopularyzowane i w formie quasi-religijnej podbija świat.
 
Wreszcie sprawa satanistycznego seksu. Jak łatwo się domyślić, stosunek satanizmu do praktyk seksualnych ma charakter permisywny. Nie dziwi to wcale, jeżeli zważyć, że człowiek dla satanisty jest zwierzęciem. Zwierzęta nie znają tabu, nie znają wstydu, dążą jedynie do doraźnego zaspokojenia; wszystko, co zrodzone z poczucia winy, grzechu, nie jest zwierzęce, ale ludzkie i jako takie jest przez satanistę rugowane. Trzeba jednak zauważyć, że także na tym polu satanizm zbytnio nie odbiega od klasycznych liberalno-humanistycznych standardów. „Możesz robić, co chcesz, ale tylko dopóty, dopóki nie gwałcisz cudzej wolności" - brzmi głos współczesnego liberała. La Vey pisze o tym tak: „Jeżeli próbujesz narzucić swoje pragnienia seksualne innym, którzy nie przyjmują z przychylnością twoich zabiegów, gwałcisz tym samym ich wolność seksualną. Dlatego też satanizm nie popiera gwałtu, molestowania nieletnich, kontaktów seksualnych ze zwierzętami lub jakiejkolwiek innej formy zachowania seksualnego, pociągającej za sobą uczestnictwo tych, którzy nie mają na to ochoty lub z powodu swojej niewinności bądź naiwności są zastraszani czy wprowadzani w błąd, a w rezultacie robią pewne rzeczy wbrew swej woli". A więc istnieją jednak pewne tabu, oczywiście zbieżne ze współczesnymi trendami, co dowodzi plastyczności satanizmu, a zarazem jeszcze raz uprzytamnia, jak bliski jest satanizm współczesnej ideologii liberalnej. Wszystkie zaś pozostałe praktyki, uważane dotychczas za dewiacje lub margines, znajdują na gruncie satanizmu pełne potwierdzenie, ba - aplauz. Onanista, masochista z sadystą, fetyszysta mogą liczyć na uznanie. Na kartach Biblii Szatana znajdujemy nawet zachętę do praktyk autoerotycznych - bożek Pan, rozmiłowany w seksie onanistycznym, staje się tu jednym z głównych bohaterów. Nie wątpię, że gdy książka trafia w ręce nastolatka, to ziarno pada na podatną glebę. A cóż bardziej oddziela ludzi od siebie, jeżeli nie właśnie tego typu praktyki - rozkosz doznawana w samotności. Satanizm więc idealnie wkomponował się w krajobraz permisywnej kultury współczesnej, która do praktyk masturbacyjnych ma przyzwalające podejście. Są nawet bardzo popularni na świecie artyści, którzy na ruchach masturbacyjnych oparli całą swoją choreografię.
Myślę, że w tym podejściu do człowieka, jako do zwierzęcia, tkwi zasadniczy błąd, który właśnie na polu seksualnym ujawnia się w całej swej szpetocie. 
 
Otóż człowiek tak naprawdę nie jest wcale silnym drapieżnikiem, obdarzonym przez naturę mocą i zdecydowanymi instynktami. Przeciwnie - natura gorzej wyposażyła fizjologicznie nasz gatunek niż inne ssaki. Wszystko, czym jesteśmy dzisiaj, całą naszą potęgę zawdzięczamy nie instynktom, nie cielesnej sile, ale rozumowi i właśnie człowieczeństwu. Człowiek to Mengelweise (Carl Schmitt) - kaleka istota, której nie dano instynktownej umiejętności znalezienia się w świecie. Wszystko to człowiek musi sam sobie wypracować mocą własnego umysłu lub przejmując sprawdzone schematy kultury. Jeżeli tego nie uczyni, niechybnie przepadnie, właśnie jako kalekie zwierzę. Nie twierdzę, że człowiek nie ma zwierzęcych potrzeb, ale są one niejako osłabione. Instynkt seksualny nie służy mu tylko do prokreacji, ale także do zaspokajania przyjemności. Człowiek, któremu zostanie wpojone, że jest jedynie zwierzęciem, bez wskazania mu żadnych pozytywnych wartości, podporządkuje swoje życie zaspokajaniu wyłącznie cielesnych potrzeb, ograniczy swe człowieczeństwo, zredukuje je do poziomu zwierzęcego. Ale o ile zwierzę tak właśnie w naturalny sposób jest zaprogramowane i zyskuje na tym, multiplikując swój genotyp, o tyle dla człowieka oznacza to porażkę, bo dla niego paradoksalnie naturalnym stanem jest kultura. Nie przekaże genotypu, bo jego zabezpieczone przez sterylizację i antykoncepcję praktyki seksualne będą jałowe, niczego nowego nie stworzy, niczego nie wniesie, pochłonięty do granic karmieniem zwierzęcia w sobie. Człowiek jako zwierzę, i tylko zwierzę, jest całkowicie bezużyteczny, jałowy i pusty — jest martwy, martwy jako człowiek, bo żyje już tylko jako zwierzę. Jeżeli Diabeł istnieje, to tak zmodyfikowany człowiek byłby jego największym sukcesem. Bowiem diabeł „od początku był zabójcą i ojcem kłamstwa" (J 8,44). Właśnie w tym tkwi istota tej książki - ukazuje ona człowieka w sposób fałszywy: to, co w nim fragmentaryczne, przedstawia jako całość, pomijając element duchowy i redukując go do poziomu zwierzęcia.
 
Michał C. Kacprzak
 
Anton Szandor La Vey, Biblia Szatana, Wydawnictwo Książki Niezwykłej MANIA, Wrocław 1996.
 
Zobacz także
ks. Andrzej Grefkowicz
Opętanie następuje w sytuacji paktu podjętego z szatanem. Czyli wtedy, kiedy osoba zwraca się do swojego złego ducha i dla jakichś własnych korzyści decyduje się na oddanie mu siebie. Bywały i inne sytuacje, kiedy ktoś dla bardzo prozaicznych korzyści zwracał się do złego ducha i prosił o to czy o coś innego, w zamian oddając mu siebie. Mówi się też o sytuacjach paktu domniemanego. Są to sytuacje, gdy ktoś podejmuje się funkcji wróżbity i wróży, nabywając tego rodzaju umiejętności, albo bioenergoterapeuci...
 
ks. Andrzej Grefkowicz
Zagrożenia duchowe kryją się czasami za zupełnie niewinnymi formami współczesnej kultury. Schemat zawsze jest ten sam. Wszystkie duchowe pułapki koncentrują się wokół jakiejś istotnej ludzkiej potrzeby – zdrowia, bezpieczeństwa, rozrywki. Rozwiązanie problemów jest zwykle proste, a obietnice nieprawdopodobnie kuszące...
 
Jarosław Szczepanowski
Co to jest właściwie New Age? Tego nikt nie wie! Są różne interpretacje, wszystkie jednakże dość pokrętne, a żadna z nich nie ma nic wspólnego z logiką. Nazwę, tzn. nowa era, wyjaśnia astrologia: na przełomie nowego tysiąclecia kończy się era Ryb, trwająca już około dwóch tysięcy lat i utożsamiana przez astrologię z Chrystusem...
 
___________________
 
 reklama