logo
Piątek, 23 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Ilony, Jerzego, Wojciecha – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Amedeo Cencini FdCC
O kryzysach w powołaniu
 


z o. Amedeo Cencinim FdCC,
rozmawia ks. Krzysztof Wons SDS
 
 Chciałbym porozmawiać z Ojcem na temat kryzysu powołania. Dzisiaj daje on znać o sobie nie tylko w naszych klasztorach i seminariach, ale także w życiu codziennym, w naszych rodzinach. Dokument „Nowe powołania dla nowej Europy”[1] ukazuje ten problem jako fundamentalny: czytamy w nim, że dzisiaj daje się zaobserwować antropologiczny model człowieka bez powołania. Jak rozumieć tę nową, nieco smutną obserwację: człowiek staje wobec życia bez powołania?
 
Moim zdaniem jest to przede wszystkim problem koncepcji antropologicznej, uwarunkowanej oczywiście całym ciągiem bardzo złożonych sytuacji, doświadczeń historycznych przeżywanych w naszym „Starym Świecie”, na kontynencie europejskim. Oczywiście to samo widzimy w skali światowej, gdyż problemy zawsze się globalizują.
 
Wydaje mi się, że sytuację „człowieka bez powołania” determinuje kilka elementów: z jednej strony, stopniowy zanik wymiaru relacji, więzi w koncepcji człowieka. Z drugiej strony, bardzo ciekawe odkrywanie tego wymiaru na nowo, wizja antropologiczna, filozoficzna takich myślicieli, jak Buber, Lévinas – jako reakcja na sytuację, jaka wytworzyła się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat: człowiek staje się coraz bardziej autonomiczny, „techniczny”, w gruncie rzeczy samowystarczalny. Coraz mniej potrzebuje nawiązywania więzi z kimś drugim.
 
Tymczasem powołanie, nawet z czysto antropologicznego punktu widzenia, ma charakter relacyjny: nikt nie może sam siebie powołać. Powołanie możliwe jest tylko w obrębie istnienia otwartego na relację z kimś innym. Jeśli nie ma tego otwarcia, jeśli poczucie tożsamości nie wiąże się z przynależnością do jakiejś relacji, to oczywiście zabraknie podstawowych przesłanek filozoficznych, antropologicznych, pozwalających wejść w logikę powołania. Powołanie w swej istocie ma charakter dogłębnie relacyjny. Człowiek „techniczny” jest w gruncie rzeczy samowystarczalny. Otacza się urządzeniami technicznymi, między sobą a drugim człowiekiem zawsze stawia jakąś maszynę. Wielu młodym ludziom grozi dzisiaj ogromny analfabetyzm emocjonalny, gdyż więź z drugim człowiekiem zawierzają narzędziu: przechodzi ona przez telefon komórkowy, sms. Ostatnio miałem możność przekonać się na terapii, jak trudno jest im stanąć naprzeciw człowieka z krwi i kości. „Dopóki moje zakochanie przeżywałem z telefonem komórkowym, czułem się świetnie, a kiedy spotkałem tę osobę, była we mnie pustka, nie umiałem wyrazić swoich uczuć, jak gdybym nigdy ich nie doświadczał!”
 
 Kryzys relacji dotyczy także więzi z Bogiem…
 
Oczywiście! Na kryzys więzi z Bogiem warto spojrzeć jako na ostateczną konsekwencję właśnie tej sytuacji, jaka powstała w wymiarze antropologicznym. Drugą zasadniczą, moim  zdaniem, przyczyną wyjaśniającą kryzys w dziedzinie powołań, jest koncepcja sensu życia. Także i tutaj zasadniczy problem stanowi relacja. Dlaczego? Czym jest powołanie w swojej istocie? Powołanie rodzi się z pewnej elementarnej interpretacji sensu życia, z pewnej elementarnej gramatyki istnienia: ze zdolności do rozpoznania, że życie jest dobrem, na które nie zasłużyłeś, a które otrzymałeś. Jeśli życie zaś jest otrzymanym darem, to taki dar z samej swojej natury zmierza do tego, by stać się darem ofiarowanym. Życie jest dobrem, które otrzymaliśmy, i nikt nie może zaprzeczyć takiej interpretacji ludzkiego istnienia, bo nikt sam sobie nie ofiarował istnienia ani go nie zdobył. U źródeł mojego istnienia był ktoś inny, a sięgając wstecz, dochodzimy do Boga. A zatem ten dar, zgodnie ze swoją naturą dobra, daru, ma stać się darem ofiarowanym. Kiedy więc stajesz się dorosły, masz odpowiedzialność – a zarazem zdolność – by otrzymany dar przemienić w dar ofiarowany. Darem otrzymanym jest życie, a darem ofiarowanym – śmierć. W tym kryje się sens życia i sens śmierci. Co to znaczy: „powołanie”? jest to odpowiedzialne podjęcie związku między darem otrzymanym i darem ofiarowanym. Jest podjęciem decyzji, że moje życie, które otrzymałem, będzie coraz pełniej stawać się życiem ofiarowanym. Tutaj jest otwartość na powołanie, otwartość osoby, która czuje się wezwana radykalnym wezwaniem pochodzącym wpierw od samego życia, a dopiero potem od Boga.
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Ks. Krzysztof Wons SDS
Gdy byłem brzdącem, biegałem jak oszalały po podwórku i nie cieszyłem się wśród kolegów opinią świętego. Nikt mi nie mówił "pochwalonego", bo nie urodziłem się w koloratce. Wszyscy wiedzieli, że nie spadłem z nieba i że mieszkam w bloku na parterze. Na podwórko schodziłem bardzo szybko, po trzy schody, wolniej za to maszerowałem do szkoły. Każdy z moich kompanów założyłby się wówczas ze mną, że takiemu jak ja nigdy habitu nie uszyją...
 
Ks. Krzysztof Wons SDS
Człowiek prawdziwie wolny nie zatrzymuje się na doświadczeniu uzdrowienia czy uwolnienia – ono jest tak naprawdę dopiero początkiem prawdziwego życia. „Uwolniony” jest posłany, by nieść dobrą nowinę dalej – wszystkim „uwięzionym”. Pragnie on, aby i oni doświadczyli wolności. 
 
ks. Jarosław Czyżewski

Naprzeciwko Grobu Bożego jest dziedziniec, na którym znajduje się kamień nazywany omphalos (pępek). Według średniowiecznych kosmologów miało to być geograficzne i mistyczne centrum świata. Dla mnie Jerozolima jest miejscem spotkania. Z perspektywy wiary, to miejsce odkupienia człowieka. Tu Jezus uzdrowił niewidomego, tutaj ustanowił Eucharystię, tam objawił się uczniom po zmartwychwstaniu. Dlatego Ziemia Święta to Piąta Ewangelia przeżywana namacalnie. Życie tu zmienia spojrzenie na świat, na chrześcijaństwo.

 

Z o. Zacheuszem Drążkiem OFM rozmawia ks. Jarosław Czyżewski

 
___________________
 
 reklama