logo
Sobota, 10 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Borysławy, Makarego, Michała, Fulberta – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Ojciec wiary niełatwej
Mateusz.pl
 
fot. Ian Dooley | Unsplash (cc)


„Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: „Abrahamie!” A gdy on odpowiedział: „Oto jestem”, powiedział: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę”

(Rdz 22, 1-2)

 

Chyba żadna inna scena w Starym Testamencie nie doczekała się tylu interpretacji, co ofiara Izaaka. Niektórzy psychoanalitycy, jak Alice Miller, twierdzą, że ta historia przygotowała grunt pod przyszłe wykorzystywanie dzieci. Izaak był zaledwie pionkiem w ręku dorosłych: Abrahama i Boga, którzy załatwiali swoje porachunki. Rembrandt na dwóch obrazach ukazuje patriarchę, który patrzy w niebo, a nie na swego syna, co zdaniem znawców ma wyrażać ślepe posłuszeństwo Bogu. Trudno zrozumieć to wydarzenie pomijając jego biblijny kontekst. Łatwo o nieporozumienie, jeśli przeoczymy fakt, że pomiędzy Bogiem a Abrahamem istnieje wzajemne zaufanie. Ponadto Bóg i czytelnik wie, że tocząca się akcja jest próbą. Patriarcha nie posiada tej wiedzy. O co więc chodzi?

 

W czytelniku szybko może zrodzić się pytanie, dlaczego ojciec Izaaka bez najmniejszej zwłoki odpowiada na wezwanie Jahwe. Zadziwiające jest również to, że autor nie wspomina ani słowem o uczuciowym stanie Abrahama. Dlaczego się nie burzy, nie interweniuje, nie spiera z Bogiem, jak uczynił to wcześniej błagając śmiało o ocalenie Sodomy i Gomory? Czy mamy tutaj do czynienia z innym Abrahamem? Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że chodzi o jego własnego syna, o najbliższą mu osobę.

 

Spokój Abrahama opiera się na dotychczasowym doświadczeniu. Prawdopodobnie słysząc wezwanie Boga, sięgnął pamięcią wstecz i zrozumiał, że już raz znalazł się w podobnej sytuacji. Przecież Saraj była zbyt stara, aby mieć dziecko. A jednak doszło do cudu. Izaak został poczęty, chociaż po ludzku ta możliwość wydawała się niedorzeczna. Poza tym, podczas zawarcia przymierza Bóg obiecał: „Oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki” (Rdz 17,8). Jeśli dotąd Jahwe spełniał swoje obietnice, dlaczego teraz miałby przeczyć samemu sobie? Okazałby się niewiarygodny, zmienny i pełen sprzeczności. Abraham nie miał pojęcia, w jaki sposób Bóg wybrnie z tej opresji, ale wierzył, że nastąpi coś nieoczekiwanego. Nawet nie wdaje się w jakieś wielkie rozważania w stylu: „Jeśli utracę Izaaka, to pewnie otrzymam następnego syna”. Przeciwnie, w trakcie drogi, odpowiadając na pytanie syna, mówi: „Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój” (Rdz 22,8). Ojciec wiary wiedział jedno: Jahwe nie może zwodzić i ma dobre zamiary. Jest to dokładne przeciwieństwo postawy węża podczas kuszenia pierwszych rodziców w Edenie. Pod jego wpływem Adam i Ewa zwątpili w życzliwość Stwórcy.

 

Czasem bywa tak, że stając przed nową sytuacją i wyzwaniem od razu snujemy najczarniejsze scenariusze. Że nie wyjdzie, że nawet nie warto próbować, że lepiej uciec, że trzeba dać sobie spokój, że zbyt wiele stracimy. Ale jeśli w takich momentach zatrzymamy się i spojrzymy wstecz, na pewno zauważymy podobne sytuacje, w których jednak nam się powiodło. Co więcej, wiele razy spodziewaliśmy się czegoś nieprzyjemnego, a po czasie okazywało się, że jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Zaufanie wypływa ze zdolności zauważania dobra w przeszłości. Tę umiejętność trzeba w sobie ciągle ożywiać i ją stosować. Dlatego Bóg nieustannie wzywa Izraelitów do wspominania wielkich wydarzeń w ich historii, by w konfrontacji z teraźniejszością i przyszłością, nie ulegli załamaniu, czy zniechęceniu. Chodzi o pewną ciągłość dobra lub, w języku biblijnym, o wierność Boga, która wydarza się w naszym życiu.

 

Wierność ma dwa oblicza. Nie można oddzielać Abrahama, który odważa się prawować z Bogiem w przypadku Sodomy i Gomory, od Abrahama, który bez najmniejszej obiekcji i w milczeniu wypełnia wolę Jahwe, godząc się na ofiarę ze swojego syna. Czy tak nie jest w naszym życiu? Przeżywamy czas, kiedy wierność domaga się milczącego przyzwolenia, czyli zaufania. Ale ta sama wierność w innych sytuacjach każe przypomnieć bliskiej osobie o jej powinnościach, na wzór Abrahama rozmawiającego z Bogiem: „Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? (Rdz 18,20)”. Nie byłoby to możliwe bez wzajemnego zaufania.

 

Intrygujący jest również cel całej opowieści. Bóg wystawia Abrahama na próbę, gdyż patrzy na niego przez pryzmat wielkiego planu dotyczącego całej ludzkości. Chce się dowiedzieć, czy Abraham będzie w stanie udźwignąć taką odpowiedzialność. Ale po co Bóg miałby kogoś testować i sprawdzać? Czyż brakuje Mu wiedzy? Czy urządza sobie z Abrahamem, a także z name, jakąś grę i komedię pomyłek? Wszystko wie, ale udaje, że jednak nie? Co oznacza wyznanie anioła na końcu sceny: „Teraz poznałem, że boisz się Boga”?

 

W 18 rozdziale księgi Rodzaju Bóg udaje się do Sodomy i Gomory, aby zbadać, czy prawdziwe są doniesienia, jakie do Niego dotarły. „Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się”(Rdz 18,22). Ciekawe, jest to, że Bóg chce zasięgnąć informacji. Na miejscu „na własnej skórze” doświadcza niegościnności mieszkańców i moralnego zepsucia.

 

W obu historiach Bóg rzeczywiście nie wie, jaki okaże się Abraham i mieszkańcy przeklętych miast. Tak wyobrażali sobie Izraelici. Próba miała objawić rzeczywistą kondycję człowieka, zdatność do wypełnienia misji. Jednakże próby nie można rozpatrywać jako testu na wytrzymałość, czy zaliczenia przepisów. Biblijna próba zawsze wydarza się tam, gdzie istnieje międzyosobowa relacja, aby sprawdzić wiarę.

 

Ta opowieść poucza nas również, że obietnice dane przez Boga, ale również przyrzeczenia, które składamy sobie nawzajem, nie zawierają gwarancji, że nic przykrego nie spotka nas po drodze. Co więcej, bardzo często obietnice szczęścia bywają zakwestionowane przez codzienne życie. Jednak w takich momentach ciągle chodzi o to samo: czy ufasz? Czy wierzysz, że ostatecznie będzie dobrze?

 

„Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać”(1 Kor 10,13). To oświadczenie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Zaufanie Bogu nie jest jedną z opcji, lecz jedyną możliwością. Chociaż w chwili próby tak trudną.

 

W rozpoczynającym się II Tygodniu Wielkiego Postu czytania ze Starego Testamentu na różne sposoby będą opisywały dramat człowieka, który przestaje ufać Bogu i schodzi na manowce. Tak naprawdę u podłoża każdego grzechu leży brak zaufania. Te same czytania będą wskazywały nam lekarstwo, które przywraca tę zdolność i pozwala powrócić na właściwą drogę.

 

Dariusz Piórkowski SJ
mateusz.pl | II Tydzień Wielkiego Postu, Niedziela, 8.03.2009

 
Zobacz także
Dariusz Kowalczyk SJ
W Polsce Popielec też jest bardzo popularny i wielu ludzi idzie tego dnia do kościoła. Tym, co tak przyciąga, jest prosty ryt posypania głów popiołem i słowa: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” albo „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Ryt ten wyraża kruchość życia i nieuchronne przemijanie, ale zarazem daje nadzieję, że jest Ktoś mocniejszy od śmierci. Zauważmy ponadto, że do rytu posypania popiołem może przystąpić każdy, również ci, którzy z różnych powodów nie przystępują do Komunii Świętej.
 
Szymon Bąk

Podobno według niektórych żydowskich opowiadań Adam i Ewa nie cieszyli się zbyt długo rajskim szczęściem. Wedle jednych miało to trwać niespełna dobę, natomiast Ci z większym dystansem do rzeczywistości mawiali, że pierwsi ludzie byli w raju, dopóki nie dojrzały jabłka. bNie ulega jednak wątpliwości, że po raz pierwszy spotykamy się na kartach historii zbawienia z próbą wyzbycia się odpowiedzialności za swoje czyny właśnie w raju.

 
Jan Gać
Schody święte? Tak, ale schody z Jerozolimy, które tam ciągle są, na swoim miejscu, schody uświęcone stopami Jezusa. Mowa tu nie o schodach z Antonii, które do Rzymu kazała przywieźć z Palestyny św. Helena, matka Konstantyna Wielkiego, i dla których papież Sykstus V w wieku XVI zlecił budowę kaplicy naprzeciw bazyliki św. Jana na Lateranie. Ale po schodach twierdzy Antonii mógł Jezus stąpać jeden jedyny raz, podczas procesu w pretorium Poncjusza Piłata; z publicznych schodów w Jerozolimie mógł korzystać na co dzień, gdy tylko przebywał w Świętym Mieście. 
 
 
___________________
 
 reklama