logo
Środa, 14 listopada 2018 r.
imieniny:
Emila, Laury, Rogera, Serafina, Sydoniusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Aneta Pisarczyk
Otworzyć serce
wstań
 


Przebaczenie kosztuje, ale brak przebaczenia zabija. Zżera nas od środka niczym najgroźniejszy pasożyt. Przebaczenie toruje drogę łasce, zatwardziałe serce napędza nasz egoizm. Nie jest zatem zasadne pytanie o to, czy przebaczać. Trzeba nam raczej zastanawiać się nad tym, w jaki sposób to czynić.

Serce rozbite na kawałki
 
Przebaczenie innym często przysparza nam wiele trudności. Są w relacjach międzyludzkich takie rany, które jątrzą się latami. Są takie krzywdy, które trudno sobie wyobrazić, a co dopiero poczuć je na własnej skórze. Przeżywany ból doprowadza nas do szeregu trudnych emocji, począwszy od zagubienia, lęku, smutku, żalu, złości i gniewu, na nienawiści i chęci odwetu skończywszy. Z jednej strony te emocje trzymają nas z dala od osoby, która nas skrzywdziła, z drugiej jednak dzięki nim zajmuje ona wciąż dużo miejsca w naszych myślach. Często instynktownie czekamy, aż lawina trudnych emocji się przetoczy, a czas zacznie leczyć stare rany. Myślimy, że może wtedy będziemy mieli siłę, by przebaczyć. Przebaczenie jednak nie jest emocją, lecz aktem woli. Mogę czuć nienawiść i jednocześnie chcieć przebaczyć. Mogę czuć lęk, złość i chęć odwetu, a podążać za wskazaniami rozumu, który podpowiada przebaczenie. Taki akt jest początkiem uzdrowienia z ran. Nie musimy więc czekać z przebaczeniem, aż wypali się w nas to, co trudne. Tkwienie w żalu doprowadzić nas może do zatwardziałości serca. Tymczasem przebaczenie toruje drogę do zmiany.
 
Wiele osób nas rani, każda rana to zadra na naszym sercu. Przebaczenie jest jak lek na nasze zranienia. Brak przebaczenia wiąże nas w niezdrowy sposób z osobą, która nas skrzywdziła. To tak, jakbyśmy oddawali jej kawałek naszego serca. Serce chowające urazy jest niczym lustro rozbite na kawałki. Trudno z takim sercem czuć się bezpiecznym i szczęśliwym. Czasami myślimy, że osoba, która nas skrzywdziła, nie zasługuje na nasze przebaczenie. Myślimy, że tkwiąc w zatwardziałości serca, robimy jej na złość. Brak przebaczenia uderza jednak głównie w nas samych. Czy stać cię na to, żeby nie przebaczyć?

Poraniona rodzina
 
Zazwyczaj łatwiej nam zapomnieć urazy koleżance z pracy, sąsiadce, osobie ze wspólnoty niż tym najbliższym – rodzinie. Pielęgnujemy więc nasze żale do bliskich niczym najbardziej wymagające kwiaty. Jedne z nich są wynikiem rzeczywistej krzywdy, inne licznych nieporozumień, braku dialogu. Przez nie tracimy to, co najcenniejsze – szczęśliwe chwile spędzone z tymi, których kochamy. Niestety wciąż spotykamy skłócone rodziny. Jedni nie odzywają się latami, zrywają kontakt, inni dystansują się do siebie, coraz bardziej chowając za zdawkowymi rozmowami. Cierpią na tym wszyscy. Czasami dopiero śmierć lub choroba pojawiająca się w rodzinie potrafią otrzeźwić, potrząsnąć i zbudzić z letargu zatwardziałości. Bywa jednak i tak, że nawet śmierć nie zmienia niczego.
 
W poranionej rodzinie zranienia kumulują się w najmłodszych. Nie jest to proces łatwy do zaobserwowania. Jego skutki najbardziej widoczne są po latach. Rodzina, która daje zezwolenie na wykluczenie swojego członka w imię trwania w nieprzebaczeniu, odbiera dziecku należne mu poczucie bezpieczeństwa. Skąd bowiem mogę mieć pewność, że i ja nie zostanę wykluczony? Kiedy w rodzinie budują się koalicje przeciw komuś, kiedy tworzą się wzajemnie zwalczające się obozy, wtedy dziecko zaczyna postrzegać bliskość jako walkę, bycie w opozycji, przeciwko. Bliskość staje się zagrażająca. Czy tego chcemy uczyć? Urazy, żale i pretensje pojawiają się w każdej rodzinie. Zranienia mniejsze i większe są obecne w nas wszystkich. Nie chodzi więc o to, by zapewnić sobie i dzieciom życie w rodzinie bez konfliktów, lecz o to, jak je rozwiązujemy. Pamiętajmy też, że przebaczenie nie jest zgodą na zło. W sytuacji, gdy jesteśmy krzywdzeni, powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo własne i pozostałych członków rodziny. Czasami tego, który krzywdzi, należy odseparować, jednak nigdy nie powinniśmy go wykluczać.
 
Wezwanie do zmiany
 
Życie ofiaruje nam szczególne momenty, które mogą być początkiem pogłębionej refleksji oraz wejściem na drogę przebaczenia. Święta, uroczystości rodzinne, ważne rocznice, narodziny nowego członka rodziny, ślub dzieci, Pierwsza Komunia Święta wnuczka. Z drugiej strony jednak śmierć i to wszystko, co wiąże się z chorobą i umieraniem. Nasze życiowe lekcje. Warto z nich korzystać. Zatrzymać się. Posłuchać własnych myśli, emocji, pragnień. Spojrzeć w siebie. Zobaczyć i poczuć to, co nas boli. Zgodzić się na przeżywane cierpienie, ale też dać sobie szansę na wyjście z niego. Zobaczyć głębiej, prawdziwiej. Ofiarować to, co najtrudniejsze Panu Bogu. Wyrzec się zatwardziałości, nieprzejednania, chowania urazy. Otworzyć serce na bogactwo przebaczenia.
 
Gdy przebaczenie wydaje nam się trudniejsze niż wejście na Mount Everest, warto skorzystać z pomocy kogoś, kto poprowadzi nas na właściwą ścieżkę. Psycholog, spowiednik, doradca rodzinny – mogą służyć zawodowym doświadczeniem i zwykłą ludzką życzliwością. Nade wszystko warto zapatrzyć się w Tego, który przebacza nam nieustannie, który jest źródłem wszelkiego przebaczenia. Przyjmujesz Boże przebaczenie w każdej spowiedzi świętej? Podaj dalej – przebaczaj!
 
Aneta Pisarczyk
Wstań luty-marzec 1/2016
 
fot. Horwin Key 
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Dariusz Kowalczyk SJ
Jedną z metafor próbujących ująć istotę ludzkiego losu jest obraz drogi. Człowiek jest wędrowcem, pielgrzymem, znajduje się na jakiejś drodze. Skąd? Dokąd? Z jakiej przyczyny? W jakim celu? Zadając te pytania, doświadczamy zagrożenia nicością i bezsensem, ale też odnajdujemy w sobie dynamizm zmierzający ku życiu i spełnieniu. Odpowiedzi na pytanie o początek i koniec drogi, która podążamy, zależą od kształtu naszej nadziei, a zarazem określają tę nadzieję. 
 
ks.Mieczysław Piotrowski TChr
W obliczu śmierci rodzi się w człowieku lęk przed unicestwieniem na zawsze. W sposób instynktowny odrzucamy myśl o możliwości całkowitej zagłady własnej osoby,ale równocześnie stajemy bezsilni wobec nieuchronnej konieczności śmierci. Ten bunt przeciwko śmierci oraz pragnienie nieśmiertelności to nic innego, jak głos samego Chrystusa, który wzywa każdego z nas do przylgnięcia przez wiarę do Jego Osoby...
 
Monika Białkowska
Pierwsi chrześcijanie przed blisko trzysta lat żyli w środowisku, które nie sprzyjało życiu zgodnie z zasadami wiary. Nie mogli budować własnych kościołów. Nie mogli piastować stanowisk publicznych. Musieli się ukrywać, sprawując Eucharystię. W rodzinach rodzice często nie wiedzieli, że ich dzieci przyjęły wiarę. Za samo podejrzenie o bycie christianoi trafiali na krzyż albo na arenę z dzikimi zwierzętami. Oczywiście nie było również mowy o tym, żeby otrzymywali od cezara wolne w niedzielę, na świętowanie pamiątki zmartwychwstania Jezusa...
 
 

Zaduszki

___________________
 
 reklama