logo
Czwartek, 17 września 2026 r.
imieniny:
Franciszka, Lamberty, Narcyza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marian Grabowski
Płacz Jezusa przy grobie Łazarza
Liturgia.pl
 
fot. Afrah | Unsplash (cc)


Łzy przy grobie przyjaciela. Płacz po zmarłych jest tu nieusuwalnym tłem. Jezus płacze w tłumie tak płaczących.

Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzie go położyliście?” Odpowiedzieli Mu: „Panie chodź i zobacz!” Jezus zapłakał. Żydzi zaś mówili: „Oto jak go miłował!” (J 11. 33 – 36)

Płacz po drogich zmarłych. Płacz tuż po śmierci bliskiego, płacz w chwilach uświadamiających nieodwołalność tego, co się stało, pochlipywanie tygodniami – łaskawe, bo łagodzi trudną naukę nowej rzeczywistości bez obecności tego, kto odszedł. Płacz z powodu wspomnień…

We łzach po stracie bliskiego odsłania się prawda o nas, o naszej relacji do zmarłego, do siebie. Z jednej strony łzy są miarą naszego egotyzmu – płaczę, bo odszedł ten, kogo obecność uszczęśliwiała. I równocześnie płacz jest wyrazem naszego rozpoznania obiektywnej cenności zmarłej osoby, wartości jej bycia w świecie. Zwykle oba elementy są nierozplątywalnie pogmatwane, obecne nieodróżnialnie.

I na tym tle płacz Jezusa, którego sens próbują uchwycić postronni Żydzi. Niezbyt to głębokie. Płacze, bo kochał. W rzeczy samej, nie płaczemy po tych, którzy nie są nam jakoś bliscy, których nie kochamy. Prawda, która niczego ze swoistości płaczu Jezusa nie oddaje.

Czytelnik, który rozmyśla nad całym zdarzeniem (J 11. 1 – 45), wie więcej od tamtych Żydów. Wie przynajmniej tyle, co uczniowie. Jezus czekał na śmierć Łazarza! Specjalnie zwłóczył. Porwani tym, czego dokonuje, nie myślimy zwykle nad obsesyjną myślą sióstr – Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Jezus nie był przy agonii Łazarza z całą premedytacją. Postępuje tak, bo nie traktuje śmierci Łazarza – tak jak ludzie traktują śmierć – jako coś definitywnego. Ta konstatacja jest ważna dla rozjaśnienia sensu Jezusowych łez. Łazarz umarł, ale raduję się, że mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli – mówi Jezus grubo przed przybyciem do Betanii.

Stojąc przed grobem Łazarza nie płacze łzami żalu, bo zwłóczył, nie płacze jak ktoś, kto nie zdążył zastać bliskiej sobie osoby przy życiu, kto nie zdążył się pożegnać. Nie płacze, jak ludzie zwykle tu płaczą, bo przygnębia ich nieodwołalność śmierci! Płacz Jezusa przy grobie Łazarza jest płaczem ludzkim, ale różni się nieskończenie od wszelkich łez, jakie w dziejach gatunku ludzie wylali nad grobami swych bliskich opłakując definitywność rozstania z nimi. Jezus nie płacze, że Łazarz umarł i już więcej go nie spotka.

Co można zrozumieć z sensu Jego płaczu? Co jest jego powodem? Czy w ludzkim świecie są gdzieś łzy chociaż podobne do łez Jezusa? Stajemy w obliczu tajemnicy przyjaźni obu mężczyzn (przyjaciel nasz – powie o Łazarzu). Nic o niej nie wiemy, ale niewątpliwie to o niej trzeba myśleć, gdy myśli się nad odpowiedziami na postawione pytania.

Jezus angażuje śmierć Łazarza, śmierć podwójną w sprawę swojej misji, w sprawę objawienia siebie. Wskrzeszenie Łazarza oznacza, że będzie on musiał jeszcze raz umrzeć! Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, którego wskrzesił z martwych. (J 12.10) Jezus angażuje śmierć Łazarza w sprawę swojej śmierci i swego zmartwychwstania. Czyż Łazarz wychodzący z grobu nie jest ikoną zmartwychwstania Jezusa? Nie bójmy się spytać – jakie Jezus ma do tego prawo? Jest to prawo przyjaźni.

Nie wiemy, z jakim rozumieniem swej śmierci umierał Łazarz. Natomiast wiemy, że w prawdziwej przyjaźni istnieje zgoda na oddanie siebie przyjacielowi, zgoda na rozporządzenie sobą dla realizacji wspólnej sprawy. Nie musi być wypowiadana, ale należy do jej istoty. Przyjaciel, który za chwilę zaangażuje śmierć i życie swojego przyjaciela w sprawę swojej misji, nie może nie być wzruszonym jego niewymowną zgodą na całkowite rozporządzenie sobą, nawet swoją śmiercią.

Jezus płacze.

Marian Grabowski
liturgia.pl | 8 kwietnia 2011

(frag. książki Pomazaniec)

 
Zobacz także
Stanisław Łucarz SJ
Jezus nie zgodził się na to, aby Mu nałożono prawdziwą, złotą koronę królewską i dano do ręki złote berło, żeby Go odziano prawdziwym królewskim płaszczem purpurowym, ale przyjął bez protestu koronę z ciernia, trzcinę zamiast berła i strzęp czerwonego żołnierskiego płaszcza. Zamiast korony chwały, przyjął koronę hańby. Jest więc swoistym wyrazem niezrozumienia najgłębszych intencji naszego Pana zdejmowanie Mu korony cierniowej i nakładania korony ze złota, której On nigdy ani nie nosił, ani nie chciał, co więcej, przed którą się bronił. 
 
Jacek Salij OP
Niezwykłe treści kryją w sobie słowa, jakie Elżbieta wypowiedziała do Maryi: "Błogosławiona jesteś między niewiastami"! Słowa te pochodzą ze Starego Testamentu. Dwa razy zostały tam wypowiedziane, dwukrotnie w znamiennych okolicznościach. Mianowicie w jednym i drugim przypadku tymi słowami uczczone zostały kobiety, które miały odwagę z narażeniem własnego życia zabić wodza wojsk nieprzyjacielskich, śmiertelnie zagrażającego ludowi Bożemu.
 
ks. Rafał Mińkowski

Jeden denar był w czasach Pana Jezusa dziennym wynagrodzeniem za pracę robotnika. Sześć tysięcy denarów odpowiadało co do wartości jednemu talentowi. Zadłużony sługa, który winien był dziesięć tysięcy talentów, nigdy nie byłby w stanie spłacić tak wielkiego długu. To wyolbrzymienie ma ukazać wielkie miłosierdzie Boga, który wyciąga nas z rzeczywistości grzechu, jeśli oddamy Jemu należną cześć i tak jak ów sługa wyznamy: Okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam.

 

___________________