logo
Czwartek, 06 maja 2021 r.
imieniny:
Beniny, Filipa, Jakuba, Judyty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Wojciech Rzeszowski
Powołanie jako dialog
Pastores
 



 
 W środowiskach formacyjnych słyszy się czasem wyznanie: Mam powołanie! Czy jednak powołanie można posiadać, mieć je w sobie? Czy nie przychodzi ono raczej „z góry”, często nawet w sposób zaskakujący i niezrozumiały? Jak pomóc osobom, które są przekonane, że jest inaczej?
Z powołaniem jest podobnie jak z planetami Układu Słonecznego, które nie funkcjonują samodzielnie, ale według określonego porządku (heliocentrycznego). Choć przez wieki uważano, że ziemia stanowi centrum wszechświata, to jednak Kopernik udowodnił, iż jest inaczej. Świat nie kręci się wokół Ziemi. Nie świeci ona nawet własnym światłem, gdyż sama w sobie jest ciemnością. To ziemia krąży wokół Słońca i „żyje” jego światłem. Podobnie jest z powołaniem. Nie rodzi się ono nigdy samoistnie i nie jest owocem ludzkich przemyśleń. Zawsze ma odniesienie do Boga.
 
Powołanie jest darem uprzedzającej łaski. To Bóg bezinteresownie wybiera, obdarza miłością i zaprasza, by pójść za Nim. Ludzka decyzja jest zawsze wtórna. Nie tyle rodzi się z inicjatywy człowieka, ile raczej stanowi odpowiedź na wcześniejszy wybór przez Boga. Każde autentyczne powołanie ma z natury „charakter relacyjny”, strukturę dialogiczną – oznacza (po)wołanie i odpowiedź (zob. PDV, 12.36). Aby wejść w dynamikę powołania, trzeba duchowej wrażliwości i pogłębionej relacji z Jezusem, dobrej znajomości siebie, emocjonalnej równowagi oraz wewnętrznej wolności. Przymioty te pozwalają usłyszeć i przyjąć Boże wezwanie, aby – jak Abraham – stać się pielgrzymem, który pozwala się prowadzić Bogu.
 

Słuch wiary i więź z Jezusem
 
Realizacja powołania domaga się dobrego „słuchu wiary” oraz wrażliwości na działanie Ducha Świętego. To On jest Reżyserem i pierwszym Formatorem, który zaprasza do dialogu i współpracy. Bez tych umiejętności powołaniowy dialog przeradza się w monolog. Zamiast prowadzić do osobistej i zażyłej więzi z Chrystusem, pozostaje powierzchowną, często jedynie zewnętrzną formą obrzędowości, która nie dotyka ludzkiego serca. Brak pogłębionej relacji z Jezusem stwarza poważne ryzyko, że wybór powołania będzie tylko ludzkim pomysłem na życie, a nie odpowiedzią na zaproszenie ze strony Pana.
 
Przyglądając się otaczającej rzeczywistości, można dostrzec, że kierowanie się „słuchem wiary” jest obecnie znacznie utrudnione. Cywilizacyjne przyspieszenie, ilość i różnorodność docierających bodźców oraz konsumpcyjny styl życia sprawiają, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, choruje na „wewnętrzną głuchotę”. Nie potrafią milczeć i pozostawać w świecie ciszy, trudno im słuchać samych siebie i drugiego człowieka, a tym bardziej Boga. Wielu nie jest w stanie zaangażować się w to, co aktualnie robi, oraz ma trudności z nazywaniem i wyrażaniem przeżywanych uczuć. Wszystko to pokazuje, jak bardzo młode pokolenie jest dziś zagubione, jak mało zna siebie i jak często brakuje mu duchowego zakorzenienia.
 
Współczesny człowiek potrzebuje powrotu nie tylko do Boga, ale również do samego siebie. Na pewno osoby powołane do kapłaństwa i życia zakonnego zaproszone są do tego, by uczyć się „być” i słuchać. Szkoła słuchania zaczyna się od nauki milczenia. Człowiek duchowy – jak uczy Paweł VI w adhortacji Evangelica testificatio – „uważa chwile milczenia za wymóg Bożej miłości i pewna samotność jest dla niego zwykłą koniecznością. Poszukiwanie bliskiego kontaktu z Bogiem niesie z sobą naturalną potrzebę uciszenia całej istoty” (46). Milczenie staje się przestrzenią duchowego dojrzewania, drogą do siebie i do Boga, drogą, po której On sam przychodzi. Nie jest ono nigdy celem samym w sobie, ale stanowi środek, swoisty pomost, dzięki któremu można przekroczyć próg tego, co zewnętrzne i powierzchowne. Postawa wyciszenia sprzyja budowaniu osobistej więzi z Jezusem i pogłębianiu duchowej wrażliwości. Dzięki niej można wyruszyć w pielgrzymkę wiary, która zawsze rozpoczyna się we wnętrzu człowieka. Nie wyraża się bowiem w działaniu zewnętrznym i nie zaczyna od wyjścia z domu. To, co najważniejsze, dokonuje się w sercu, w którym mieszka i przemawia Bóg.
 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Elżbieta Ruman
Ja Pana Boga traktuję jako Ojca doskonałego. Takiego, który ukocha najmocniej, ale jednocześnie wymaga i jest konsekwentny. I nie robi żadnych błędów. My, ziemscy ojcowie, ulegamy słabościom, emocjom, popełniamy błędy i choć jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to więcej w nas podobieństwa niż obrazu. Podobieństwo, ale nie dokładne odbicie.
 
Z Jerzym Zelnikiem, aktorem, rozmawia Elżbieta Ruman
 
Elżbieta Ruman
Przysłowie polskie mówi „Bóg się takim brzydzi, kto się ojca wstydzi”. Myśl wyrażona w tym przysłowiu mówi nie tylko o stosunku Boga do nas, ale również o tym, że brak ojca jako autorytetu i osoby godnej czci, utrudnia kształtowanie się obrazu Boga jako Osoby godnej czci najwyższej, dzięki której my też jako Jego obraz jesteśmy godni szacunku i ten szacunek w pierwszym rzędzie odbieramy właśnie od Boga.  
 
Elżbieta Ruman
Artykuł został usunięty, ponieważ redakcja Tygodnika Powszechnego zakończyła współpracę ze wszystkimi serwisami internetowymi, także z naszym.

Zapraszamy do czytania innych ciekawych artykułów w naszej czytelni.
 
___________________
 
 reklama