logo
Piątek, 25 września 2020 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Wojciech Rzeszowski
Powołanie jako dialog
Pastores
 



 
 W środowiskach formacyjnych słyszy się czasem wyznanie: Mam powołanie! Czy jednak powołanie można posiadać, mieć je w sobie? Czy nie przychodzi ono raczej „z góry”, często nawet w sposób zaskakujący i niezrozumiały? Jak pomóc osobom, które są przekonane, że jest inaczej?
Z powołaniem jest podobnie jak z planetami Układu Słonecznego, które nie funkcjonują samodzielnie, ale według określonego porządku (heliocentrycznego). Choć przez wieki uważano, że ziemia stanowi centrum wszechświata, to jednak Kopernik udowodnił, iż jest inaczej. Świat nie kręci się wokół Ziemi. Nie świeci ona nawet własnym światłem, gdyż sama w sobie jest ciemnością. To ziemia krąży wokół Słońca i „żyje” jego światłem. Podobnie jest z powołaniem. Nie rodzi się ono nigdy samoistnie i nie jest owocem ludzkich przemyśleń. Zawsze ma odniesienie do Boga.
 
Powołanie jest darem uprzedzającej łaski. To Bóg bezinteresownie wybiera, obdarza miłością i zaprasza, by pójść za Nim. Ludzka decyzja jest zawsze wtórna. Nie tyle rodzi się z inicjatywy człowieka, ile raczej stanowi odpowiedź na wcześniejszy wybór przez Boga. Każde autentyczne powołanie ma z natury „charakter relacyjny”, strukturę dialogiczną – oznacza (po)wołanie i odpowiedź (zob. PDV, 12.36). Aby wejść w dynamikę powołania, trzeba duchowej wrażliwości i pogłębionej relacji z Jezusem, dobrej znajomości siebie, emocjonalnej równowagi oraz wewnętrznej wolności. Przymioty te pozwalają usłyszeć i przyjąć Boże wezwanie, aby – jak Abraham – stać się pielgrzymem, który pozwala się prowadzić Bogu.
 

Słuch wiary i więź z Jezusem
 
Realizacja powołania domaga się dobrego „słuchu wiary” oraz wrażliwości na działanie Ducha Świętego. To On jest Reżyserem i pierwszym Formatorem, który zaprasza do dialogu i współpracy. Bez tych umiejętności powołaniowy dialog przeradza się w monolog. Zamiast prowadzić do osobistej i zażyłej więzi z Chrystusem, pozostaje powierzchowną, często jedynie zewnętrzną formą obrzędowości, która nie dotyka ludzkiego serca. Brak pogłębionej relacji z Jezusem stwarza poważne ryzyko, że wybór powołania będzie tylko ludzkim pomysłem na życie, a nie odpowiedzią na zaproszenie ze strony Pana.
 
Przyglądając się otaczającej rzeczywistości, można dostrzec, że kierowanie się „słuchem wiary” jest obecnie znacznie utrudnione. Cywilizacyjne przyspieszenie, ilość i różnorodność docierających bodźców oraz konsumpcyjny styl życia sprawiają, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, choruje na „wewnętrzną głuchotę”. Nie potrafią milczeć i pozostawać w świecie ciszy, trudno im słuchać samych siebie i drugiego człowieka, a tym bardziej Boga. Wielu nie jest w stanie zaangażować się w to, co aktualnie robi, oraz ma trudności z nazywaniem i wyrażaniem przeżywanych uczuć. Wszystko to pokazuje, jak bardzo młode pokolenie jest dziś zagubione, jak mało zna siebie i jak często brakuje mu duchowego zakorzenienia.
 
Współczesny człowiek potrzebuje powrotu nie tylko do Boga, ale również do samego siebie. Na pewno osoby powołane do kapłaństwa i życia zakonnego zaproszone są do tego, by uczyć się „być” i słuchać. Szkoła słuchania zaczyna się od nauki milczenia. Człowiek duchowy – jak uczy Paweł VI w adhortacji Evangelica testificatio – „uważa chwile milczenia za wymóg Bożej miłości i pewna samotność jest dla niego zwykłą koniecznością. Poszukiwanie bliskiego kontaktu z Bogiem niesie z sobą naturalną potrzebę uciszenia całej istoty” (46). Milczenie staje się przestrzenią duchowego dojrzewania, drogą do siebie i do Boga, drogą, po której On sam przychodzi. Nie jest ono nigdy celem samym w sobie, ale stanowi środek, swoisty pomost, dzięki któremu można przekroczyć próg tego, co zewnętrzne i powierzchowne. Postawa wyciszenia sprzyja budowaniu osobistej więzi z Jezusem i pogłębianiu duchowej wrażliwości. Dzięki niej można wyruszyć w pielgrzymkę wiary, która zawsze rozpoczyna się we wnętrzu człowieka. Nie wyraża się bowiem w działaniu zewnętrznym i nie zaczyna od wyjścia z domu. To, co najważniejsze, dokonuje się w sercu, w którym mieszka i przemawia Bóg.
 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Krzysztof Dyrek SJ
Już 40 lat temu John Courtney Murray SJ, jeden z czołowych teologów amerykańskich, pisał, że trzy śluby zakonne mogą być znakiem szczególnej miłości do Boga, ale także mniej lub bardziej świadomym wyrazem unikania trzech zasadniczych i podstawowych spotkań człowieka: z płcią odmienną, z pracą i niepewnością, jaka ona ze sobą niesie, oraz z wolnością i możliwością wolnego wyboru. Jak to jest możliwe? 
 
Krzysztof Dyrek SJ
Słowa Pana Jezusa o Synu Człowieczym, który przyszedł służyć, a nie władać, są wypowiedziane w kontekście sprzeczki apostołów o przełożeństwo we wspólnocie. W Jezusie Chrystusie jest najdoskonalszy wzorzec sługi. On będąc w pełni świadomy swego obdarowania dobrowolnie oddał się do dyspozycji dla innych, a uczynił to po to, aby spełnić wolę swego Ojca. Warto może tu podkreślić, że „oddał” to coś więcej niż tylko „dał”… 
 
Krzysztof Dyrek SJ
Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś, że nie zna człowieka, który straciłby wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale za to zna kilku, którzy stracili ją po rozmowie z własnym proboszczem. Słowa te, co nie dziwi, wzbudziły spore oburzenie wśród duchowieństwa. Wyrażają one jednak pewną intuicję, której nie warto zbyt pospiesznie lekceważyć...
 
 
___________________
 
 reklama