logo
Wtorek, 25 września 2018 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Przebywanie z Bogiem
eSPe
 


O modlitwie w ciszy opowiada ks. Andrzej Muszala, teolog i bioetyk, który modlitwy wewnętrznej uczył się we francuskiej wspólnocie Notre Dame de Vie, a dziś dzieli się tym doświadczeniem z innymi w kościele św. Marka w Krakowie oraz w Pustelni św. Teresy z Lisieux na jednym z beskidzkich szczytów.
 
Czym jest modlitwa w ciszy?
 
Po pierwsze to nie jest modlitwa „po cichu”. Różaniec czy litanie odmawiane po cichu to modlitwy słowne, tylko że po prostu po cichu. A „modlitwa w ciszy” oznacza zaniechanie mówienia. Skoro mówimy, że modlitwa jest rozmową z Panem Bogiem to znaczy, że trzeba tę drugą stronę dopuścić do głosu. W ciszy odkładamy na bok wszystkie nasze intencje, słowa, myśli. Po chwili skupienia otwieramy Pismo Święte i wtedy Bóg zaczyna mówić. Wystarczy jedno czy dwa zdania, które się rozważa. To ma doprowadzić do najważniejszego momentu – zawierzenia, czyli całkowitego oddania się Bogu. Teologicznie trzeba by powiedzieć: „w akcie wiary”, „w akcie miłości”. Człowiek może walczyć ze sobą, czasem z wolą Bożą, tak jak Jezus w Ogrójcu, ale ostatecznie mówi: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się zawsze dzieje”. Podsumowując, modlitwa w ciszy to jest przebywanie z Bogiem, które prowadzi do całkowitego oddania się Bogu.
 
Do wewnętrznego wyciszenia potrzebujemy też ciszy na zewnątrz?
 
W Ewangelii jest napisane, że jak chcesz się modlić, to wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi, módl się w ukryciu (por. Mt 6, 6). Zamknięte drzwi to jest symbol – tu nie chodzi o fizyczne drzwi, tylko o bramy swoich zmysłów a zwłaszcza wzroku i słuchu. Gdy przeczyta się tekst Pisma Świętego i wzrok ukierunkowany jest na Słowo Boże, to później – jak mówi św. Teresa od Jezusa – oczy jakby samoczynnie się zamykają. Jezusa, którego widzieliśmy w Słowie, zaczynamy szukać w swoim wnętrzu. Dlatego trzeba dodać, że modlitwa w ciszy jest modlitwą wewnętrzną – prowadzi do wnętrza człowieka, do kontaktu z Bogiem, który mieszka w nas od zawsze. Tę żywą obecność mamy od momentu chrztu – ten skarb przechowujemy w naczyniach glinianych (por. 2 Kor 4, 7). Trudno, żeby przynajmniej raz dziennie do niego nie zaglądać.
 
Mówimy o ciszy zewnętrznej a jak radzić sobie z natłokiem myśli – żyjemy w codzienności jako studenci czy pracownicy, jako dzieci i rodzice, z różnymi problemami, które zaprzątają nasz umysł?
 
Najlepiej modlić się rano. Potwierdzam to jako bioetyk. W miarę upływu godzin organizm ludzki funkcjonuje podobnie do komputera – pracuje, zbiera informacje i działa coraz wolniej. Wtedy trzeba się wyłączyć, zresetować a poprawne działanie powróci. Bóg tak nas stworzył – my resetujemy się poprzez sen. Rano mamy o wiele mniej rozproszeń.
 
Jeśli nie możemy modlić się rano, to można to zrobić w dowolnym czasie w ciągu dnia. Żeby natłok myśli nie zabrał nam tego czasu modlitwy, można 10-15 minut wcześniej zacząć czytać Pismo Święte lub jakąś dobrą lekturę duchową. Chodzi o to, żeby umysł zajął się sprawami Bożymi, bo wtedy te wszystkie myśli zejdą na drugi plan. Potem można rozpocząć modlitwę w ciszy przez pół godziny lub więcej.
 
Dla kogo jest ta modlitwa? Pytam zarówno o predyspozycje człowieka jak i duchowe oczekiwania.
 
Te oczekiwania są trochę niebezpieczne, bo modlitwa jest dla Boga.

Czyli trzeba odwrócić nasze myślenie o modlitwie?
 
No właśnie. Nie idziemy na modlitwę dla siebie. To jest podstawowy błąd. Często ludzie modlą się dla siebie – żeby się dobrze poczuć, żeby Bóg ich umocnił, żeby mieli jakieś światło, co mają robić. Jezus w Ogrójcu nie dostał przecież żadnego światła, cierpiał, ale poszedł tam dla Ojca. My idziemy na modlitwę dla Boga. Ludzie gonią od jednej grupy do drugiej, szukają przeżyć, chcą „poczuć Ducha”. To jest przejaw egoizmu a nie szukania Boga.

Czy tej modlitwy trzeba się nauczyć?
 
Apostołowie mówią do Jezusa „Panie, naucz nas się modlić” (por. Łk 11, 1), szukają kompetentnego przewodnika. Jezus ich najpierw poucza na ten temat, a potem robi im ćwiczenia z modlitwy (np. na górze Tabor), ale oni nawet jednej godziny nie potrafili wytrzymać. Modlitwa nie jest improwizacją.
 
Mamy cudowne tradycje, np. Ojców Pustyni, Ignacego Loyolę, szkołę karmelitańską czy św. Dominika. Każda idzie trochę inną drogą – Ignacy kładzie większy nacisk na rozmyślanie, a karmelici na to, żeby jak najszybciej dojść do aktu wiary – aktu oddania się. Ale wszyscy spotykają się w tym samym punkcie, że na modlitwie chodzi o to, żeby całkowicie powierzyć siebie Bogu. Więc śmiało można korzystać z tego całego bogactwa, tylko warunek jest jeden – niech stoi za tym jakiś Doktor Kościoła, jakiś kompetentny święty – to jest znak, że ta nauka potwierdzona jest przez Kościół, a nie oparta na jakichś eksperymentach. Jestem bardzo zaniepokojony np. tzw. medytacją chrześcijańską. To jest coś bardzo niebezpiecznego – człowiek koncentruje się na sobie i jeszcze miesza do tego techniki wschodnie. Brak tu czegoś najbardziej istotnego – oddania siebie całkowicie i bez zastrzeżeń Bogu, a za to poszukiwanie jakiegoś „relaksu”, „uspokojenia”. W modlitwie wewnętrznej nie można eksperymentować, ale formować się w szkołach mistrzów.
 
1 2  następna
Zobacz także
O. Jacek Salij OP
Często ludzie, którzy wracają do wiary, mówią mi tak: "Wy, księża, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak trudno jest człowiekowi niewierzącemu przyjść do Kościoła. Kiedy byłem niewierzący, bałem się nawet wejść do budynku kościelnego - Kościół wydawał mi się czymś przestarzałym, czułem się w nim obco, ożywały we mnie różne przesądy antykościelne". Otóż żeby zobaczyć i docenić wspaniałość wiary oraz to, jak wielkim darem Bożym dla nas jest Kościół, trzeba po prostu wejść do środka. Dobrze oddaje to metafora witraża. Z zewnątrz witraż wydaje się bezsensowną plątaniną szkła, ołowiu i kurzu. Dopiero kiedy jesteśmy w kościele i z tej perspektywy patrzymy na witraż, możemy zachwycić się jego pięknem...
 
O. Leon Knabit OSB
Wśród wielu osób, które uznają wartości religijne, dokonuje się dzisiaj duży zwrot ku medytacji. Wszędzie, gdzie Kościół Katolicki propaguje medytację, stwarza warunki umożliwiające zastanowienie się nad sensem życia, pojęciem człowieka, Boga - tam zawsze są ludzie, którzy przychodzą i są łasi na tego rodzaju możliwości.
 
o. Rafał Myszkowski OCD
Pewien kapłan, aby zilustrować młodzieży potrzebę modlitwy, zaproponował, aby każdy z uczestników spotkania wstrzymał oddech jak najdłużej potrafi. Chociaż każdy się starał jak najdłużej wytrzymać, w końcu wszyscy w niewielkim odstępie czasu z ulgą łapali powietrze... Możemy zatem sobie wyobrazić, co przeżywają aniołowie, gdy przez wiele lat patrzą na kogoś, kto się nie modli, nie oddycha tchnieniem, jakie jest źródłem jego istnienia… 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama