logo
Środa, 30 września 2020 r.
imieniny:
Geraldy, Honoriusza, Wery, Hieronima, Felicji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Dariusz Jaros
Przez dziurkę od klucza
Obecni
 


Piekło

Niestety, wolny człowiek może odrzucić łaskę Bożą ukazaną w stworzeniu i w Chrystusie. „Nie możemy być zjednoczeni z Bogiem, jeśli nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego miłości […] Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem ” (KKK 1033). Bóg nikogo nie wyklucza. Człowiek sam niestety może nie przyjąć „miłości prawdy” (2 Tes 2,10).

Wiara w istnienie piekła dla wielu wydaje się problematyczna. Wydaje się im nie do pogodzenia z radosnym i wyzwalającym orędziem Ewangelii, z chrześcijańską solidarnością z każdym cierpiącym człowiekiem. Trzeba jednak podkreślić, że nie tylko Stary Testament, ale i sam Jezus w Nowym Testamencie bardzo jednoznacznie ostrzega złych, bezbożnych i pogrążonych w grzechu przed możliwością potępienia (zob. Mt 5, 29-30; 10,28; 23,15 i in).

W oparciu o Pismo Święte Kościół odrzucił tzw. apokatastazę, czyli naukę o odnowieniu na końcu czasów całości stworzenia i przywróceniu stanu doskonałej szczęśliwości, obejmując również potępionych i demony. „Jeśliby Bóg miał w końcu włączyć do swego królestwa wszystkich, także i tych, którzy opowiedzieli się zdecydowanie przeciwko Niemu, to czy można by jeszcze mówić o zachowaniu wolności, a zatem i godności człowieka?”

Z całą stanowczością trzeba stwierdzić, że istnienie wiecznego piekła nie kłóci się z prawdą o wiecznej miłości Boga do każdego człowieka. Bóg bowiem szanuje naszą wolność i nie zmusza nikogo do uszczęśliwiającej wspólnoty z Nim.

Osobiste „patrzenie” na wieczność

W życiu codziennym lepiej jest widzieć osobiście, niż dowiadywać się o czymś tylko z relacji innych. Każdy przekaz jest subiektywny. Kto patrzy, zwraca uwagę na to, co dla niego jest ważne, interesujące, piękne i mówiąc o tym przedstawia pewną część. Patrząc osobiście widzimy bezpośrednio – znamy daną rzeczywistość już nie tylko ze słyszenia, ale o wiele lepiej, bo oglądamy na własne oczy (por. Job 42,5). Choć to oczywiste, jednak czasami może się jakby nie sprawdzać. Gdy chodzi o oglądanie dzieł sztuki, wiele spraw na przykład na obrazie może zostać nie zauważone przez laika. Potrzebujemy znawcy, który zwróci uwagę na ważne elementy. Trudno jednak specjaliście wyjaśniać obraz komuś, kto w ogóle go nie widział. Koneser sztuki na ogół spostrzega znacznie więcej. Ale czasami zupełny ignorant może zauważyć coś, na co nigdy nie zwróciłby uwagi znawca.

Jak możemy zatem sami patrzeć na wieczność?

Po pierwsze, przez wiarę i osobistą relację z Chrystusem. „Wiara pozwala nam już w sposób uprzedzający doznawać radości i światła wizji uszczęśliwiającej, będącej celem naszej ziemskiej wędrówki” (KKK 163). Przez wiarę wchodzimy w kontakt z żywym, kochającym Jezusem Chrystusem i to jest „początkiem życia wiecznego” (KKK 163). „Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne” (J 6,47).

Po drugie, praktykując miłość bliźniego i pielęgnując relacje z bliskimi i przyjaciółmi. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Doświadczenie miłości wzajemnej daje nam przedsmak tego, czym jest niebo. Mówi się, że gdy kochamy i jesteśmy kochani, to czujemy się jakby wyrastały nam skrzydła. Zakochani będąc razem tracą też niejednokrotnie poczucie czasu, bo inne sprawy stają się mniej ważne. Jakby czas zatrzymał się dla nich w miejscu. Niebo jest utrwaleniem oraz niewyobrażalnym wzmocnieniem i podwyższeniem tego stanu wzajemnej miłości i szczęścia.

Po trzecie, poznajemy wieczność przez wnikanie w tajemnicę własnego wnętrza, to znaczy we własną duszę. Wsłuchanie się w nasze najgłębsze potrzeby, aspiracje, ale także w braki, prowadzi nas do odkrycia poruszeń duszy, która jest nieśmiertelna i może być do końca spełniona jedynie w wieczności. Można to zobrazować przykładem: każdy człowiek lubi, jeśli jest szczerze chwalony. Moim zdaniem, nie trzeba się tego zbytnio i z fałszywą pokorą wstydzić, bo ta potrzeba naszego serca jest znakiem chwały, którą Bóg przygotował w niebie. Ale należy szukać chwały, która pochodzi od Boga, nie tyle od ludzi (por. J 5,44). Tak moglibyśmy prześledzić wszystkie nasze dobre pragnienia i uzmysłowić sobie, że niebo będzie polegało między innymi na tajemniczym i przeobfitym ich spełnieniu. Może nie zrealizuje się to dokładnie tak, jakbyśmy sobie to wyobrażali, ale jednak prawdziwie. Prawdą jest bowiem, że będziemy przemienieni, dlatego i niektóre aspiracje się zmienią.

 
Zobacz także
Krzysztof Osuch SJ
Dlaczego matka zmarłego syna miała przestać płakać? To oczywiste. Możemy kontemplacyjnie przypatrzeć się dalszym słowom i gestom Jezusa: „Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli, i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań». Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce”…
 
Herbert Oleschko

Stwórcą wszystkiego, a zatem także świata aniołów, jest jeden Bóg (Katecheza 4.4). Nie widział Go żaden człowiek, aczkolwiek aniołowie przebywający w niebie posiadają dar oglądania Bożego oblicza „według właściwej im wiary” (Katecheza 7.11). Bóg pozostaje niewidzialny dla oczu ludzkich, bo człowiek nie jest w stanie znieść widoku Boga. Prorocy tak naprawdę oglądali nie Boga, ale obraz Chwały Boga. 

 
Herbert Oleschko
O ile dzisiaj powszechnie wierzymy w opiekę osobistego Anioła Stróża nad każdym człowiekiem, to nie mamy żadnych przekazów dotyczących Anioła Stróża Jezusa. Nie znaczy to bynajmniej, że aniołowie nie byli w życiu Syna Bożego obecni. Wręcz przeciwnie – czuwali przy Świętej Rodzinie i dyskretnymi podpowiedziami pomagali wypełnić plany Boże. Prześledźmy to po kolei.
 
 
___________________
 
 reklama