logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Stanisław Łucarz SJ
Pycha i ubóstwo w Duchu
Zeszyty Karmelitańskie
 


Gdy mówimy o grzechu...

Grzech jest pojęciem bardzo wieloznacznym. Lokuje się on bowiem na różnych poziomach życia duchowego, skażając je. Każdy zaś z tych poziomów inaczej się wyraża, stąd też i grzech, który je dotyka ma inny charakter. Gdy mówimy o grzechu, myślimy najczęściej o grzechach jako myślach, słowach czy uczynkach, które są przekroczeniem prawa Bożego. Z takich rzeczy się spowiadamy i być może wydaje nam się, że to wyczerpuje naszą grzeszność. Tymczasem grzech jest czymś o wiele głębszym. Pismo Święte mówi często o grzechu jako pewnej rzeczywistości, która istnieje poza myślami, słowami, czy uczynkami. Św. Paweł pisał o grzechu, który manewruje nawet prawem Bożym, który bierze podnietę z Prawa, o grzechu, „który we mnie mieszka”, dodając, że to zło, które czynię, już nie ja czynię, ale właśnie ów grzech mieszkający w moich członkach. Wszystko to brzmi bardzo tajemniczo i przypuszczam, że niewielu z nas to rozumie. Ową wieloznaczność i tajemniczość pojęcia „grzech” widać w szczególny sposób w przypadku tzw. „grzechów głównych”. Grzechy główne bowiem same w sobie nie są konkretnymi uczynkami. Wyraz temu daje tradycja chrześcijaństwa wschodniego, która nie nazywa ich grzechami, ale używa greckiego słowa logismoi, aby zaznaczyć, że nie chodzi tu o grzechy takie jak inne. (A propos chrześcijaństwo wschodnie wylicza nie siedem, ale osiem owych logismoi.) Słowo logismos oznacza roztrząsanie, rozważanie, rozumowanie, argument, powód... W żadnym słowniku greki klasycznej nie znajdziemy znaczenia grzech. To bardzo zastanawiające. Nasi bracia ze Wschodu każą nam się oderwać od typowego dla Zachodu praktycyzmu i spojrzeć w głąb, dostrzec, że pod grzechami konkretnymi, z których się spowiadamy, kryje się coś jeszcze. Zapewne i my słyszeliśmy, że grzechy główne są przyczyną grzechów konkretnych, ale na jakiej zasadzie?

Siedem grzechów głównych

Aby zrozumieć naturę grzechów głównych, a zwłaszcza pierwszego i podstawowego z nich – grzechu pychy – trzeba się cofnąć do początku i modelu wszystkich grzechów, jakim jest grzech pierworodny opisany w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju. Z braku miejsca nie możemy wdać się tu w jego dokładną analizę, stąd też skupimy się tylko na samej jego istocie. Polega ona na tym, że człowiek dał się oszukać szatanowi i to w najczulszym punkcie dotyczącym natury Boga. Szatan przekonał człowieka, że Bóg nie jest miłością, że jest zagrożeniem, rywalem człowieka oraz do tego, że jeśli człowiek zerwie układ z Bogiem i stanie na własnych nogach, sam będzie jak Bóg, sam będzie decydował o tym, co jest dobre, a co złe. Za grzechem pierworodnym stoi pierworodne kłamstwo tego, który kłamcą był od początku. Ponieważ kłamstwo to, w które człowiek uwierzył, dotyczy miłości, a miłość Boga dostępna jest jedynie przez wiarę, człowiek zamknął sobie drogę do miłości Boga, co więcej, zamknął w swym sercu drogę do Boga jako miłości. Człowiek zaś stworzony z miłości i dla miłości, nie może bez niej żyć. Życie człowieka bez miłości staje się absurdem. Słowo Boże nazywa taki stan człowieka bez ogródek – „śmiercią”. Tak żyć po prostu nie można, człowiek musi być kochany. Dlatego po odcięciu się od bezwarunkowej miłości Boga człowiek stwierdza z przerażeniem, że może być niekochany, że może być niegodny miłości. Traci grunt pod nogami, zaczyna czuć się zagrożony i to w tym, co dla niego najważniejsze. Jest to pierwsza reakcja człowieka po grzechu. Pismo Święte mówi: „poznali, że są nadzy”. Rodzi się wstyd, który w gruncie rzeczy jest lękiem o własną godność, ostatecznie o godność bycia kochanym. Poprzez ten specyficzny lęk człowiek mówi: „Nie mogą mnie pozbawić mojej godności, mojego honoru, poczucia, że jestem kimś, nie mogą mnie sprowadzić do rangi zwierzęcia”. W pewnym sensie spełnia się tu kłamliwa obietnica szatana: poprzez lęk o siebie i o swoją godność człowiek staje w centrum swojego świata, on sam dla siebie staje się najwyższą, ale jednocześnie zagrożoną wartością. Zyskuje pewne atrybuty boskości, ale nie czynią go one Bogiem, lecz bożkiem dla samego siebie. Tekst święty mówi dalej, że „zrobili sobie wtedy przepaski”.

Tu rodzi się pycha jako pewna strategia ukrywania tego, o co się w nas boimy, i zdobywania ludzkiej miłości. Jej podstawą jest więc lęk o własną godność niegwarantowaną już przez bezwarunkową miłość Boga i postawienie w centrum swego świata własnego zalęknionego i obolałego ja. Tak naprawdę człowiek po grzechu pierworodnym nie ma wyboru. Czy chce, czy nie chce, musi być pyszny, bo przecież musi być kochany. Inaczej jego życie staje się bezsensowne, staje się wegetacją...

Ten podstawowy lęk każe mu używać wszelkich sposobów, by zachować godność, honor, by zdobyć miłość, albo przynajmniej niektóre jej atrybuty. Pycha jest w istocie postawą wymuszania na innych takich zachowań, bym czuł się kochanym, bym był kimś dla innych. A ponieważ serce człowieka zaspokaja tylko bezwarunkowa miłość Boga, na którą drugiego człowieka nie stać, stąd też owo wymuszanie miłości, czy jej atrybutów, jest studnią bez dna. Ciągle jej za mało. Widać tu wyraźnie, jak pycha jest źródłem innych grzechów. Nie są one niczym innym jak jej strategiami do osiągnięcia celu głównego, który zawsze pozostanie nieosiągalny. Drugi człowiek przez to, że nosi w sobie Boże podobieństwo, jest obietnicą miłości bezgranicznej, ale obietnicą nigdy nie spełnioną do końca. Jest więc źródłem nadziei i frustracji jednocześnie. W tym kontekście zrozumiałym staje się słynne zdanie czołowego przedstawiciela dwudziestowiecznego egzystencjalizmu ateistycznego J. P. Sartre'a: „Drugi człowiek to piekło”.

 
1 2  następna
Zobacz także
ks. Marek Dziewiecki
Wyjaśnienie istoty szóstego grzechu głównego wymaga najpierw rozróżnienia dwóch odmiennych znaczeń, jakie posiada słowo "gniew". Otóż w języku polskim słowo to odnosi się najpierw do przeżyć emocjonalnych, a te ze swej natury nie podlegają ocenie moralnej. Ponieważ uczucia same w sobie nie są dobre ani złe...
 
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Sposobów jest dziesiątki, można wąchać, połykać, wstrzykiwać... Amfetamina, ecstasy, grzyby, kleje, kokaina, LSD, marihuana, opiaty, sterydy, barbiturany, benzodiazepiny i co tam jeszcze… A wszystko, żeby poczuć euforię, błogostan, przypływ nadludzkiej energii, doświadczyć „czegoś niesamowitego”, a tak naprawdę uciec od tego, co tu i teraz, od życia...
 
ks. dr Johannes Gamperl
Modlitwę wiernych można porównać do postawy św. Jana Apostoła, który w czasie ostatniej wieczerzy położył swoją głowę na piersiach Pana i kierował do Niego pytania. Można ją porównać do postawy kobiety z Ewangelii, która dotknęła szaty Jezusa i została uzdrowiona. Jest podobna prośbie grzesznej kobiety, która swoimi łzami zrosiła stopy Jezusa i swoimi włosami je otarła. Zostały jej odpuszczone liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała i w tej miłości, prosząc, podeszła do Pana.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー