logo
Poniedziałek, 22 października 2018 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Józef Augustyn SJ
Rabbi, gdzie mieszkasz?
Mateusz.pl
 
fot. Studio Katolik ©


Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi, to znaczy Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego (J 1, 35-39).
 
Obraz dla obecnej kontemplacji: Wyobraźmy sobie Jana Chrzciciela, który najpierw patrzy w stronę Jezusa. Następnie zaś przywołuje dwóch uczniów i wskazując na Niego mówi: Oto Baranek Boży. Uczniowie posłuszni swojemu Mistrzowi idą za Chrystusem. Być może nawet dłuższą chwilę idą w milczeniu. Wsłuchajmy się z uwagą w tę ciszę pełną oczekiwania.
 
Prośba o owoc kontemplacji: W obecnej kontemplacji, odwołując się do zachęty Ignacego, mówmy Jezusowi, że chcemy zamieszkać u Niego, że chcemy zadowalać się tym samym pożywieniem, które On spożywa, pić ten sam napój, który On pije, odziewać się tak, jak On się odziewa. Powiedzmy Jezusowi, iż pragniemy z Nim za dnia pracować i czuwać na modlitwie nocą. Pragniemy uczestniczyć w Jego trudach, cierpieniach, upokorzeniach. Chcemy dzielić Jego los we wszystkim (por. ĆD, 93).
 
Spotkanie w milczeniu
 
Milczenie dwóch uczniów wyraża ich delikatność, nieśmiałość, oczekiwanie. Brak im odwagi, by zbliżyć się bez zaproszenia do Mesjasza, którego wskazał Jan Chrzciciel. Uczniowie wyczekują inicjatywy Jezusa.
 
Milczenie uczniów przygotowuje ich do spotkania i dialogu. To właśnie dzięki milczeniu możemy wyczuć wagę i głębię usłyszanych słów oraz możemy nadać właściwe znaczenie słowom, które sami wypowiadamy. Bez milczenia, ciszy, bez wewnętrznego skupienia nie jesteśmy w stanie zrozumieć sensu słów i nie jesteśmy też w stanie właściwie na nie odpowiedzieć.
 
Nasz dialog z Jezusem nie musi zawsze być wypełniony słowami, treściami i pojęciami. Może być również napełniony ciszą, skupieniem wewnętrznym, oczekiwaniem. Jezus przemawia do nas nie tylko słowami, ale także milczeniem. Jeżeli nasze słowa będą poprzedzone wewnętrznym skupieniem i ciszą, będą bardziej wiarygodne, bardziej prawdziwe.
 
Sam Jezus często trwał i modlił się także w milczeniu. Przypomnijmy sobie w tej kontemplacji milczenie Jezusa w różnych okolicznościach Jego życia: milczenie bezbronnego Dzieciątka w żłóbku betlejemskim, milczenie w ramionach Matki, milczenie przy pracy, milczenie na modlitwie, milczenie pośród Apostołów, milczenie w czasie procesu sądowego przed Sanhedrynem, przed Piłatem, przed Herodem, milczenie Jezusa na krzyżu, milczenie Ciała zdjętego z krzyża, milczenie Jezusa Zmartwychwstałego.
 
To samo milczenie Jezusa możemy odnaleźć dziś w Jego Mistycznym Ciele – w Kościele; w sakramentach świętych, szczególnie zaś w Eucharystii; milczenie Jezusa w ludziach chorych i cierpiących, milczenie Jezusa w ludziach mordowanych i krzywdzonych przez okrucieństwo wojen, milczenie Jezusa w prześladowanych za wiarę i sprawiedliwość, milczenie Jezusa w męczennikach wszystkich czasów. Kontemplujmy to milczenie Jezusa i dziękujmy Mu za nie. Wyraża ono bowiem Jego obecność, Jego otwartość, Jego delikatną i dyskretną miłość.
 
Prośmy również o pragnienie towarzyszenia Jezusowi naszą ciszą i skupieniem wewnętrznym w Jego milczeniu. Najwyższym sposobem kontemplacji Boga jest właśnie nasze milczenie razem z milczącym Jezusem. Prośmy, abyśmy w chwilach zagubienia i słabości szukali nie tylko trafnych słów dla wyrażenia naszych trudności, problemów i przeżyć, ale także milczenia, ciszy i skupienia. Trwanie w milczeniu i ciszy może być dla nas miejscem ukojenia w chwilach niepokoju, w udrękach wewnętrznych, w smutku. Trwanie w milczeniu przed Jezusem może stać się dla nas przygotowaniem do przyjęcia Jego Słowa.
 
Czego szukacie?
 
W pewnym momencie sam Jezus odwraca się i widząc ich wytrwałe kroczenie za Nim zadaje im pytanie: Czego szukacie? Są to pierwsze słowa, które Ewangelista Jan wkłada w usta Chrystusa. Czego szukacie? – jest to centralne pytanie, które Chrystus zadaje każdemu uczniowi, kiedy ten decyduje się szukać i naśladować Go.
 
W tej kontemplacji wsłuchajmy się w głos Jezusa pełen troski, miłości i prawdy. Jezus pyta każdego z nas osobiście: Czego szukasz? Czy jesteś świadom, dlaczego idziesz za Mną? Czego ode Mnie naprawdę oczekujesz? Jakie pragnienia wiążesz z moim życiem, z moją nauką, a zwłaszcza z moją śmiercią i zmartwychwstaniem? Dokąd chcesz dojść razem ze Mną?
 
Odkrycie najgłębszej motywacji w pójściu za Jezusem jest jednym z najważniejszych zadań ucznia. W życiu duchowym bowiem liczą się nie tylko same słowa, gesty i czyny, ale związane z nimi najgłębsze motywacje serca. To serce nadaje sens i znaczenie wszystkim działaniom człowieka.
 
Jednym z podstawowych niebezpieczeństw życia duchowego jest iluzja. Iluzja sprawia bowiem, iż szukanie Jezusa miesza się z szukaniem siebie samego.
 
Szukanie siebie samego może przybierać różnorodne formy zaspokajania własnych ludzkich potrzeb i pragnień. Możemy szukać Chrystusa jak zgłodniałe chleba rzesze, które bardziej były zainteresowane samym chlebem niż Jego królowaniem. Możemy też szukać Jezusa jak bogaty młodzieniec: nosił w sobie jakieś wielkie młodzieńcze ideały doskonałości, ale był zbyt zajęty sobą i swoim bogactwem. Nie potrafił zrozumieć, że życie prawdziwymi ideałami wymaga wyrzeczenia, trudu, ofiary.
 
Nie można być z Jezusem i jednocześnie prowadzić wygodne i pełne sytości życie bogacza. Możemy łudzić się jak bogaty młodzieniec, możemy mówić Jezusowi, iż szukamy i pragniemy Jego, a w rzeczywistości możemy tak naprawdę szukać tylko siebie samych i swojej osobistej samorealizacji.
 
Nasze pójście za Jezusem winno budować na prawdzie. Na początku naszego poznawania, miłowania i naśladowania Jezusa nie musimy mieć koniecznie niezwykle czystej, idealnej motywacji. Wystarcza nam ta, którą mamy na dziś. Trzeba ją poznać i przyjąć. I chociaż daleko jej do doskonałości, to jednak wystarcza, aby wybrać się w drogę z Jezusem. Trwanie z Nim, słuchanie Jego Słowa, kontemplacja Jego Osoby, będzie jednocześnie pogłębiać nasze wewnętrzne motywacje związania z Nim.
 
Wielu młodych ludzi, analizując motywy swojego życiowego powołania, (np. powołania do kapłaństwa czy życia zakonnego), czuje się mocno zaniepokojonych, kiedy odkrywa, że są one uwikłane w ich ludzkie słabości, zranienia i grzechy.
 
Pytają wówczas z niepokojem: Czy ja mam powołanie? Ludzkie ograniczenia, grzechy i słabości nie przekreślają autentyczności powołania. Każde powołanie Boga jest darem, który nie wyklucza słabości i ubóstwa. Powołany winien je jednak uwzględnić w rozwijaniu i realizacji otrzymanego wezwania Bożego.
 
W obecnej kontemplacji prośmy, abyśmy poznali, na czym naprawdę opiera się nasze pragnienie poznawania, miłowania i naśladowania Jezusa. Prośmy, abyśmy nie obawiali się naszych słabości i ograniczeń, które objawią nam niedoskonałość naszych pragnień duchowych. Z drugiej jednak strony prośmy, abyśmy cenili sobie te pragnienia, które są już w nas.
 
Rabbi, gdzie mieszkasz?
Na pytanie Jezus: Czego szukacie? uczniowie, zgodnie ze swoją semicką mentalnością, odpowiadają pytaniem: Rabbi, gdzie mieszkasz?
 
Towarzyszenie Jezusowi w milczeniu i ciszy rodzi w uczniach coraz głębsze zainteresowanie Jezusem; zainteresowanie Jego życiem, Jego Osobą, Jego mieszkaniem. To zainteresowanie staje się ich siłą, motorem pójścia za Nim.
 
Bardzo ważne jest pierwsze słowo odpowiedzi uczniów: Rabbi – Nauczycielu. W tym słowie zawiera się w jakimś sensie odpowiedź: Szukamy Nauczyciela, szukamy Mistrza, szukamy Pana. Szukamy Przewodnika. Szukamy Tego, który objawi nam, kim jesteśmy, jak mamy żyć, jak mamy kochać.
 
Szukanie Jezusa oznacza zawsze de facto szukanie całościowej wizji swojego życia, jest szukaniem własnej tożsamości. Stąd też nasze szukanie Jezusa staje się tym bardziej wytrwałe i wierne, im bardziej jesteśmy świadomi potrzeby Nauczyciela, Przewodnika, Lekarza dla naszego życia.
 
Pytaniem: Gdzie mieszkasz? uczniowie w sposób niezwykle delikatny wyrażają pragnienie, by mogli nie tylko poznać Jezusa jako Mistrza i Nauczyciela, ale również, aby mogli pozostać razem z Nim na stałe.
 
Uczniowie dyskretnie proszą Jezusa, aby mogli razem z Nim stworzyć nie tylko jedną szkołę, ale także jeden dom. Chcą uczyć się nie tylko słuchając Jego nauki, ale także uczestnicząc w Jego osobistym życiu.
 
Uczniowie chcą zintegrować całe swoje życie wokół jednego celu, wokół jednej osoby. Wzorem osobowej tożsamości ma stać się dla nich Jezus.
 
A czego ja pragnę od Jezusa? Czy moje pragnienia związane z Osobą Jezusa są rzeczywiście ściśle określone? Czy rzeczywiście pragnę uporządkować całe moje życie wokół Osoby Jezusa? Co w moim sposobie modlitwy, refleksji nad sobą, w sposobie rachunku sumienia świadczyłoby o tym, iż Jezus jest wzorem mojej osobowej tożsamości; że chcę ukształtować moje życie w oparciu o Jego życie?
 
Powierzmy Jezusowi owoc naszych refleksji i modlitwy: dziękujmy Mu za rodzące się w nas pragnienia pełniejszego poznawania Go, ściślejszego związania się z Nim oraz wierniejszego naśladowania Jego życia. Prośmy, aby świadomość naszej słabości nie tylko nie rodziła w nas zniechęcenia, ale, wprost przeciwnie, przynaglała nas do wierniejszego szukania Go.
 
Chodźcie, a zobaczycie!
 
Jezus nigdy nie pozostaje nieczuły na najgłębsze tęsknoty i pragnienia ludzkiego serca. Zawsze na nie odpowiada. Stąd tak wiele znaczy już samo zainteresowanie Osobą i życiem Jezusa, samo pragnienie poznawania Go, miłowania i naśladowania.
 
Prośmy w tej kontemplacji raz jeszcze, abyśmy doceniali, pielęgnowali i rozwijali w nas pragnienia związane z Osobą i życiem Jezusa.
 
Jezus przyjmując i realizując pragnienia uczniów nie odsłania przed nimi całej ich przyszłości, ale zaprasza do wspólnej drogi. Chrystus mówi: Chodźcie, a zobaczycie! Pragnie utrwalić w swoich uczniach pierwsze zaufanie, które okazali Mu nazywając go Rabbim. Idąc za Mną wiernie – zobaczycie, gdzie mieszkam, doświadczycie mojej obecności, mojej przyjaźni, mojej miłości. Idąc za Mną, zrozumiecie wszystko: kim Ja jestem, kim wy jesteście, jaki jest najważniejszy cel waszego życia.
 
Zauważmy, że w tej scenie powołania uczniów Jezus nie wspomina jeszcze o misji, którą później im powierzy. Pragnie bowiem, aby na początku całą swoją miłosną uwagę uczniowie skoncentrowali tylko na Jego Osobie; aby z wielką uwagą wsłuchiwali się w Jego Słowa, wpatrywali się w Jego czyny, nasycali się Jego obecnością. Uczeń nie poświęci się z oddaniem misji Jezusa, jeżeli nie przyjmie najpierw całym sercem Jego Osoby, Jego słów i czynów. Istotę misji, jaką Jezus powierza uczniom, wypełnia właśnie Jego Osoba: Jego życie, nauka, śmierć i Zmartwychwstanie.
 
Istotą życia chrześcijańskiego nie jest najpierw praca apostolska, misyjna, choćby była podejmowana na bardzo odpowiedzialnych odcinkach. Istotą życia chrześcijańskiego jest związanie się z Jezusem, całkowite powierzenie się Jemu. W tej kontemplacji prośmy gorąco o jasną i głęboką świadomość pierwszeństwa naszego bycia z Jezusem, naszego mieszkania u Jezusa, przed działaniem dla Niego. Jezusowi nie chodzi najpierw o to, byśmy oddawali Mu owoce naszego życia, ale abyśmy oddali Mu całe nasze życie.
 
Gdyby w naszym życiu było więcej troski o pracę dla Jezusa niż o mieszkanie z Jezusem, łatwo ryzykowalibyśmy popadnięcie w herezję czynu – jak mówi Pius XII. Istota herezji czynu polega na próbie zaspokajania własnych ludzkich potrzeb przy pomocy pracy apostolskiej. Jeżeli nie szukalibyśmy najpierw samego Jezusa, to wówczas działanie dla Niego łatwo mogłoby stać się parawanem dla szukania siebie samych. Intensywność i szczerość naszej osobowej więzi z Jezusem gwarantuje czystość intencji w naszej posłudze bliźnim.
 
Chcę i pragnę naśladować Jezusa
 
Jeśli uczeń Jezusa przyjmuje osobowe wołanie Mistrza i idzie za Nim, to tym samym musi odwrócić się od siebie samego.
 
Zauważmy, iż każdy z nas rodzi się z piętnem samolubstwa i egocentryzmu. Od pierwszych dni naszego życia jesteśmy zamknięci w sobie i jednocześnie niezdolni wyjść z siebie o własnych siłach. Trudności i niepokoje trapiące człowieka codziennie z powodu jego samolubstwa, niedołęstwa, nieumiejętności i pychy – pisze T. Merton – wytwarzają w nim pragnienie, żeby ktoś inny mógł go prowadzić i wspomagać swoją radą.
 
Jezus swoim zaproszeniem: Chodźcie, a zobaczycie wzywa uczniów, aby odkryli samolubstwo, niedołęstwo, nieumiejętność i pychę. Owo odkrycie sprawi, iż spontanicznie zapragną przyjąć Jezusa jako Przewodnika, który ich poprowadzi; jako Lekarza, który ich uleczy, jako Pasterza, który będzie ich ochraniał; jako Mistrza, który będzie ich uczył.
 
Nasza potrzeba Przewodnika, Mistrza, Lekarza wypływa więc z sytuacji egzystencjalnej, w jakiej się znajdujemy. Stąd też słowa Jezusa: Chodźcie, a zobaczycie trzeba nam odkryć jako odpowiedź na nasze najgłębsze potrzeby, pragnienia i tęsknoty. Jezus nie przychodzi do nas jako Ktoś z zewnętrz. Potrzeba Jezusa mieszka w nas. Ona jest częścią naszego ludzkiego serca.
 
Jeżeli wyrażamy pragnienie autentycznego naśladowania Jezusa w całym Jego życiu, wówczas – podobnie jak On – winniśmy przyjąć otwartą postawę wobec zniewag i upokorzenia, wobec cierpienia i krzyża oraz wobec ubóstwa i posłuszeństwa. Nasze zamieszkanie u Jezusa i powierzenie Mu całego naszego życia wyraża się więc w tym, iż pragniemy przyjąć wszystko, co przyniesie nam kroczenie po Jego śladach. Jezus nie każe nam szukać cierpień, upokorzeń czy zniewag, ale po prostu ufnie przyjąć te, które staną na naszej drodze.
 
Jeszcze raz powróćmy do modlitwy ofiarowanej nam na drugi tydzień przez św. Ignacego Loyolę.
 
Odwieczny Panie wszystkich rzeczy. Oto przy Twej łaskawej pomocy składam ofiarowanie swoje w obliczu nieskończonej Dobroci Twojej i przed oczami chwalebnej Matki Twojej i wszystkich świętych dworu niebieskiego. Oświadczam, że chcę i pragnę i taka jest moja dobrze rozważona decyzja, jeśli to tylko jest ku Twojej większej służbie i chwale, naśladować Cię w znoszeniu wszystkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie, tak zewnętrznym jak i duchowym, jeśli tylko najświętszy Majestat Twój zechce mię wybrać i przyjąć do takiego rodzaju i stanu życia (ĆD 98).
 
Józef Augustyn SJ
mateusz.pl 
 
Zobacz także
Dorota Mazur
Sensem zmartwychwstania jest życie. We wcieleniu Jezusa postawione jest ono w konfrontacji ze śmiercią, ponieważ jedynie w tym kontekście triumf życia zabłysnąć może pełnią chwały. Ta konfrontacja życia i śmierci jest człowiekowi potrzebna, bo dzięki temu zaczyna traktować życie na serio. Niestety, dziś ludzie daleko odsuwają myśli o śmierci. Śmierć staje się czymś coraz mniej rzeczywistym. 
 
Wacław Oszajca SJ
Zwyczajność przychodzenia Boga do ludzi pewnie zdumiewa, choć nie powinna. Przecież przez dwa tysiące lat z Bogiem i ludźmi dzieje się to, co działo się w Izraelu. Przecież Jezus zmartwychwstał, to znaczy przyjął taki sposób istnienia, który pozwala mu istnieć zawsze i wszędzie ze wszystkimi ludźmi i w każdym zakątku kosmosu. Dowodem na to jest istnienie Kościoła, sakramenty, liturgia i życie chrześcijan. 
 
Artur Rychta OCD
Nie szata zdobi człowieka. Ani mury, ani struktury. Prawdą jest, ze musimy mieć bliską relację z Bogiem. Akcentuję „musimy”, bo bez intymności z Bogiem życie konsekrowane nie ma po prostu sensu i prowadzi raczej do dewiacji i patologii niż do uświęcenia i naśladowania Jezusa. 

Z o. Cyprianem Morycem, bernardynem, doktorem historii sztuki na KUL i opiekunem wspólnoty „Jezus Żyje” działającej przy Uniwersytecie Marie Curie-Skłodowskiej w Lublinie, rozmawia Artur Rychta OCD
 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama