logo
Piątek, 05 marca 2021 r.
imieniny:
Aurory, Euzebiusza, Hadriana, Fryderyka, Oliwii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Seminarium jest drogą
eSPe
 


O potwierdzaniu powołania na poszczególnych etapach seminaryjnej formacji, a także o wychodzeniu z seminarium mówi bp Grzegorz Ryś, rektor krakowskiego seminarium w latach 2007-2011.
 
Wstąpienie do seminarium nie zawsze kończy się święceniami. Dlaczego?
 
Fakt, że ktoś przyszedł do seminarium nie oznacza, że ma powołanie do kapłaństwa. Choć pewnie powszechnie tak się myśli. Gdy zostałem rektorem, przeczytałem na nowo adhortację Pastores dabo vobis. Jan Paweł II wyraźnie mówi, że powołaniem do kapłaństwa są święcenia. Powołanie to jest zawsze wydarzenie. Myśmy zredukowali powołanie do osobistych pragnień, rozeznania wewnętrznego, poszukiwania osobistego spełnienia, pewnych predyspozycji osobowych. To wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze. Powołanie to jest łaska plus zadanie. Łaskę człowiek otrzymuje w sakramencie. Zadanie wtedy, gdy biskup daje mu misję kanoniczną, kieruje na parafię i tak dalej.
 
W tym wydarzeniu, oprócz własnych pragnień, bardzo istotne jest też rozeznanie Kościoła i jego potrzeb. Rektor seminarium w imieniu Kościoła prosi biskupa o to, żeby wyświęcił kandydatów na kapłanów. Kościół ich musi chcieć. Oni mogą mieć wszystkie wewnętrzne predyspozycje i oczekiwania, ale jeśli Kościół ich nie będzie chciał, to nie zostaną powołani do kapłaństwa.
 
Ktoś, kto przychodzi do seminarium jest powołany dopiero na drogę do kapłaństwa. I ani on, ani przełożeni nie wiedzą, po co przyszedł. Czy po to, żeby zostać kapłanem? Po sześciu, siedmiu, ośmiu, dziewięciu latach? Czy może przyszedł na tydzień albo na cztery lata? Z pewnością trzeba zrobić wszystko, żeby powód zdecydowania się na drogę do kapłaństwa był sensowny i żeby był przeżywany w wierze.
 
Zawsze tak tłumaczyłem klerykom, bo to uwalnia z presji, która na nich spada na samym początku – przyszedł, klamka zapadła i drzwi się zamknęły. Nic się nie zapadło ani nic się nie zamknęło! Otwarła się pewna istotna droga. Jest to przede wszystkim droga wiary. Dobrze, jeśli ktoś na tę drogę przychodzi – jest na nią wezwany i to wezwanie odczytuje. Jeśli nie przyjdzie, to nic mu się „za to” nie stanie, ale nie podejmie tego, co ostatnio tak podkreśla papież Franciszek – jeśli chcesz wierzyć, to musisz się ruszyć. Zaryzykować.
 
Bardzo niedobrze, gdy kleryk od pierwszego do szóstego roku ma w sobie ciągłe przekonanie, że czeka go wyłącznie kapłaństwo. Równie niedobrze, jeśli środowisko z zewnątrz oddziałuje w ten sposób i właściwie zmusza do kapłaństwa. Kapłaństwo musi być wybrane w wolności. To ma głębokie uzasadnienie teologiczne, ale też jest bardzo sensowne od strony psychologicznej, ludzkiej.

Jeśli powołanie to wydarzenie, to czym jest seminarium na drodze przygotowania do tego wydarzenia?
 
Seminarium jest drogą. Na niej są ważne momenty, które dają człowiekowi możliwość rozeznania, czy to faktycznie jest jego droga. Pierwszym jest rok propedeutyczny, czyli czas ściśle ewangelizacyjny. Dzisiaj młodemu człowiekowi bardzo potrzebne jest odnalezienie samych podstaw wiary w osobistym spotkaniu z Jezusem Chrystusem, w modlitwie myślnej, w medytacji nad Pismem Świętym, w adoracji Najświętszego Sakramentu. To jest ogromnie potrzebne. Albo wypracuje własną drogę modlitwy już na całe życie, albo nie ma co dalej bawić się w tę drogę. Co nam z księdza, który się nie modli, który jest niewierzący, albo który jest wierzący teoretycznie, czyli opowiada cały czas o Bogu, ale sam z Nim nie rozmawia?
 
W kolejnych latach formacji seminaryjnej rozeznanie jest związane z rozmaitymi wymiarami możliwej przyszłej posługi kapłańskiej – lektorat skoncentrowany na głoszeniu Słowa Bożego, akolitat – na Eucharystii, a potem diakonat i ostatecznie prezbiterat. Nie brakuje sytuacji, w których człowiek stawiany jest przed decyzją. Ta decyzja musi też wynikać z rozeznania, czy to jest jego droga, czy idzie nią dalej.
 
Jestem przekonany, że program formacyjny jest owocem długiego rozwoju w Kościele. Najważniejsze, żeby na każdym z etapów właśnie tym etapem człowiek żył. Jeśli jest lektorem – niech żyje Pismem Świętym, a nie myśli o tym, że za rok jest akolitat. Może będzie, może nie będzie. Wydarzeniem wołającym o rozeznanie jest także przyjęcie stroju duchownego.
 
Dla kogo jest seminarium? Najpierw musi się zrodzić pragnienie bycia kapłanem, czy ono nie jest konieczne, żeby wstąpić do seminarium?
 
Myślę, że to pragnienie jest potrzebne. Ono nie musi być absolutnie pewne, ale gdzieś w człowieku musi przynajmniej pojawić się pytanie, czy to jest jego droga. Seminarium jest miejscem, gdzie to można rozeznać, także przy pomocy Kościoła. Nie ma co wchodzić do seminarium dla sportu. „Nie mam co ze sobą zrobić, to może spróbuję takiej drogi”. Nie w ten sposób.
 
Czyli seminarium nie można traktować jako miejsca i czasu ogólnego rozeznania powołania?
 
Myślę, że nie. Na to jest czas wcześniej. Pierwszym etapem pracy osób, które zajmują się duszpasterstwem powołań, jest skierowanie młodych na myślenie o swoim życiu w kategoriach powołania. Żeby nie myśleli tylko w ten sposób: „Co bym chciał? Gdzie się spełnię? Jakie mam predyspozycje?”. Ale żeby chcieli popatrzeć na swoje życie w świetle wiary – jest osobowy Bóg, który do czegoś woła. To jest powołanie.

Łatwo wstąpić do seminarium?
 
Na wstępie człowiek poddawany jest pewnemu rozeznaniu – nie wszyscy są przyjmowani. Ale nie jest tak, że na progu wymaga się już stuprocentowej pewności. Ważny jest motyw i to, na ile zgłaszający się jest uczciwy w szukaniu tego, co jest istotą kapłaństwa.
 
1 2  następna
Zobacz także
Kacper Romaniuk

Dla mnie priorytetem jest, żeby być autentycznym. Skoro jestem sercaninem i mam jakieś konkretne zadania, chcę to zrobić najlepiej jak potrafię. 

 

„Czy myślałeś o tym, żeby zostać sercaninem?” Takim hasłem sercanie zapraszają młodych do swojego Zgromadzenia. Jednak, co to właściwie znaczy być księdzem? Jak rozeznawać powołanie? O tych i podobnych sprawach z ks. Franciszkiem Wielgutem SCJ, odpowiedzialnym za duszpasterstwo powołań w Polskiej Prowincji księży sercanów, rozmawia Kacper Romaniuk.

 
ks. Mariusz Rosik
Jezus rozmawia z uczonym w Piśmie, który jest zatroskany o osiągnięcie życia wiecznego. Najpewniejsza droga – tłumaczy Jezus – to zachowanie przykazania miłości Boga i bliźniego: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego” (Łk 10,27). 
 
ks. Krzysztof Porosło
Jezus jest jedynym w swoim rodzaju Lekarzem, ponieważ zna się On na wszystkich rodzajach chorób: cielesnych, psychicznych i duchowych. Ze wszystkich chce i może nas uzdrowić, ponieważ On nie tylko jest kimś, kto potrafi rozpoznać przyczyny tych chorób, ale również potrafi zastosować najlepsze lekarstwa, a najczęściej On sam staje się tym Lekarstwem na nasze uzdrowienie.  
 
 
___________________
 
 reklama