logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Roman Bielecki OP
Spróbujmy porozmawiać inaczej
Miesięcznik W drodze
 


Spróbujmy tak tylko powiedzieć, to natychmiast narazimy się na falę krytyki i obelżywych komentarzy. Bo jak ojciec jest taki cwaniak, to niech sam spróbuje posiedzieć na bezrobociu. A my naprawdę musimy zadawać sobie powyższe pytania po to, by ocalić naszą relację z Bogiem.

A co z tymi, którzy są samotni? Lata mijają i nic. Też są smutni.

W takich wypadkach nie chowajmy się za tajemnicę, mówiąc, że nie wiemy, dlaczego tak się dzieje. Trzeba stwierdzić, że tak jest, to jest opis tej sytuacji. Jesteś sam, choć bardzo chcesz być z kimś. Jeżeli możesz szukać, jesteś przystojny, niczego ci nie brakuje i dalej jesteś samotny, to masz odpowiedź.

To jest bardzo mocne stwierdzenie. I nie chodzi o wyrokowanie o ludzkich sercach, ale trzeba mieć odwagę powiedzieć, że być może nie znajdziesz nikogo, kto cię pokocha, i do końca życia zostaniesz sam. A ja mogę ci obiecać jedynie to, że jeżeli z całą odwagą i smutkiem zadasz sobie pytanie, czy przypadkiem nie masz być sam, to osiągniesz pokój, choć oczywiście będzie on naznaczony cierpieniem.

To okrutne.

Ale tylko tak jesteś w stanie zobaczyć swój krzyż, który masz nieść, nawet za cenę niezrozumienia, dlaczego tak się stało. W perspektywie zaufania Jezusowi jesteś gotowy przyjąć go bez obwiniania siebie, że może za mało chodziłeś po klubach nocnych, niewystarczająco często zapraszałeś kogoś do łóżka.

A kiedy smutek zaczyna być grzeszny?

Wtedy, kiedy nie dopuszczam do siebie momentów radości i bronię stanu ducha, w którym nikomu i w żaden sposób nie dam się pocieszyć. Wolę mówić, że świat jest zły i niedobry, a ja jestem skrzywdzony. I zapadam się coraz bardziej w sobie.

Bóg to jest ogromna dynamika i energia. On nie lubi całej tej naszej celebracji siebie, swojego nieszczęścia, jako jedynego i wyjątkowego. Przedłużamy je i wyolbrzymiamy często w sposób sztuczny, wmawiając sobie, że jeśli damy się pocieszyć, będzie to dowód niewierności wobec własnych przekonań i doświadczeń. A w którymś momencie trzeba powiedzieć: Dziś z tym kończę i chcę zacząć żyć dalej.

Pan Jezus przez całą Ewangelię wypycha nas z takiej podszytej strachem medytacji nad złem tego świata i kręcenia się wokół siebie. Weźmy niesamowite w swej dramaturgii sceny męki Jezusa. Kiedy w Ogrójcu atmosfera robi się gęsta, a uczniowie tracą nadzieję i uciekają w sen, On nagle mówi "Wstańcie, chodźmy!". To jest kontrapunkt tej sceny. Musimy stanąć twarzą w twarz ze złem. Teraz. To jest chrześcijaństwo. Bo nagle człowiek się prostuje i jest w stanie dokonać rzeczy, o które by się nigdy nie podejrzewał.

Ale dalej się boję.

To nic nie zmienia. Bo kiedy już wejdziemy na drogę zaufania, to wtedy zaczną się dziać w naszym życiu cuda Pana Boga, a my zaczynamy być świętymi. Ludzie się z nas śmieją i obgadują za plecami, a my mówimy, że to nic. I nie jest to z naszej strony dowód nonszalancji, ale element współczucia wobec tych, którzy nas oskarżają. Zaczynamy rozumieć, i to bez żadnej wyższości, że im musi być w życiu strasznie niewygodnie i że bardzo cierpią, skoro muszą tak mówić. To my zaczęliśmy patrzeć na życie z poczuciem wewnętrznego spokoju serca, na różnych poziomach doświadczając intymności z Bogiem. Nie zawsze z poczuciem Jego obecności, ale w łączności z Nim samym, nawet jeżeli odbywa się to w pustce emocjonalnej.

Mówisz o braku poczucia obecności Boga. Czy wiara bez tego nie jest sucha?

Obecność, w sensie poczucia, może nam narobić wiele szkody. Stare wygi duchowości mówią, że lepiej żeby się nic nie działo, niż żeby się działo za dużo. Opowieści o ojcach pustyni przynoszą historię o tym, jak mnisi odesłali szatana, który pojawił się pod postacią anioła, mówiąc mu, że oni nie wzywali anioła. To znaczy nie dali się oszukać. Diabeł jest w tej historii symbolem tego, co stworzone. Do poczucia, które należy do porządku stworzenia, łatwo się przywiązać. I można być zwiedzionym i sfrustrowanym, kiedy go nie ma. A Bóg jest Bogiem, jest ponad rzeczami stworzonymi, ponad odczuciami. A jednak po ludzku potrzebujemy Jego bliskości. I jest na to sposób.

Tym, którzy mają w domach krzyże z Jezusem, proponuję powtórzenie gestu Jana Pawła II z Wielkiego Piątku, kiedy nie mógł już iść w drodze krzyżowej. Wtedy był tylko przytulony do krzyża. Zróbmy podobnie i nie wstydźmy się tego gestu. Co czujemy, kiedy Chrystus na krzyżu znajduje się w bliskości klatki piersiowej, ust i głowy? To jest właśnie Bóg. Z drewna, twardy, z gwoźdźmi. Jeśli chcesz poczuć Boga, to tak zrób. Niby to trochę prymitywne, ale to przecież jest bliskość. Myślę, że podobnym ćwiczeniem duchowym jest wielkopiątkowa adoracja krzyża. Każdy może podejść, klęknąć, objąć i ucałować. Szalenie intymny moment. Zamiast nieustannego mówienia ludziom o tym, jaki jest Pan Bóg, trzeba ich uczyć konkretnych gestów, które zbliżą do Niego.

Na przykład przez śpiew. Napisałeś kiedyś, że wielkopostne nabożeństwo gorzkich żali w najpiękniejszy sposób opisuje to, co stało się z Chrystusem na krzyżu i co dzieje się z ludźmi w ich ostatnich godzinach.

To jest nabożeństwo, które porusza, bo odnajdujemy w tej narracji nasz los, nasze upokorzenie i nasze lęki. Nie ma w nim agresji, nie ma siłowej odpowiedzi na życiowe poniżenie. W tym nabożeństwie pada pytanie o to, czy chcesz, żeby twoje cierpienie nie było zwierzęce, nie doprowadziło cię do samobójstwa, żeby wołało do nieba jak krew Abla i Jezusa, który idzie przez gorzki żal. Jeśli tak, to musisz przyjąć postanowienie bycia do Niego podobnym i odziać się w Niego. Codziennie mamy milion takich okazji, jeśli tylko chcemy. Ktoś nas poniża, ktoś upokarza, ktoś nas niszczy decyzjami, kpi, podważa sensowność naszych zachowań i działań. Jak niedużo nam trzeba, żeby znaleźć się w przedsionkach piekła. Zaczynamy analizować, zastanawiać się, mierzyć i ważyć. I dochodzimy do wniosku, że możemy oddać i się zemścić, a możemy przejść przez cały dzień w purpurowej szacie głupca i modlić się za prześladowców.

Jeżeli człowiek utożsami się z gorzkimi żalami, to zobaczy Jezusa, który przeszedł tę drogę, ale też ciągle nią idzie, z nami. Nasz los to postać Szymona z Cyreny. Kogoś wziętego z łapanki, niewinnego i zagonionego na siłę do pomocy skazańcowi. Wbrew sobie podnosi krzyż i zaczyna go nieść. Jest upokorzony i ośmieszony. Ale idzie. Choć tak naprawdę to Jezus trochę niesie i on trochę niesie. Idą razem. To o nas. Wszyscy myślą, że przegrywasz i że cię nie ma. A ty wygrywasz. Bo to jest pascha, nowe życie.

Rozmawiał Roman Bielecki OP
W drodze 3 (475)/2013
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Irena Świerdzewska

Serce człowieka nie znosi pustki. Każdy z nas jest powołany do miłości: małżeńskiej i rodzicielskiej, duszpasterskiej w przypadku kapłanów, konsekrowanej, miłości bliźniego dla tych, którzy pozostali bezżenni. Kiedy miejsce miłości do Boga i do drugiego człowieka zaczynają zajmować sukces, kariera, hobby, inne osoby, zaczynamy powoli oddalać się od samych siebie, od miłości, od wierności, którą przyrzekaliśmy. Zaczyna się równia pochyła.

 

– Wystarczy nie robić nic, aby kryzys w naszym życiu stał się równią pochyłą – mówi s. Anna Maria Pudełko AP, w rozmowie z Ireną Świerdzewską

 
ks. Sławomir Kamiński SCJ
Co zrobić, aby dopomóc naszemu wewnętrznemu sercu pozostać w dobrej kondycji? W tym względzie przychodzi nam z pomocą Jezus, który w Ewangelii sformułował konkretne wskazania. Wydaje się, że jednym z pierwszych jest gotowość słuchania. Nie przypadkiem ewangelista Marek, w przeciwieństwie do Mateusza i Łukasza, poprzedził wskazanie dotyczące miłości Boga i bliźniego słowem „słuchaj” (Mk 12,28-31). 
 
wywiad z bratem Luciano Manicardi
W wyjątkowości Jezusa z Nazaretu objawia się uniwersalna prawda: najbardziej godnym mieszkaniem Boga nie jest świątynia zbudowana z kamienia, lecz ciało ludzkie. Bóg rzekł: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam. Obraz jest darem Bożym, podobieństwo natomiast jest zadaniem dla człowieka...
 
 
___________________
 
 reklama