logo
Wtorek, 29 września 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Rafała, Gabriela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marek Wójtowicz SJ
Święta Matka od ubogich
Posłaniec
 


Życie pochłonięte służbą 
 
Wielu z nas zawdzięcza choćby małą cząstkę pogłębienia swojej wiary Matce Teresie z Kalkuty (1910-1997). Urodziła się w Skopje w rodzinie albańskiej. Jej właściwe nazwisko to Agnes Gonxha Bojaxhiu. Była żywą Ewangelią w XX w., bo całe swoje życie oddała najuboższym. Jan Paweł II podczas modlitwy Anioł Pański w niedzielę 7 IX 1997 r., dwa dni po jej śmierci, powiedział: Wiele razy miałem możliwość spotkania się z nią i zachowuję żywo w swej pamięci drobną postać osoby, której życie było pochłonięte służbą dla najuboższych z biednych: zawsze pełna niewyczerpanej wewnętrznej energii, siły, mocy miłości Chrystusa.
 
Źródłem duchowej siły Matki Teresy była żarliwa modlitwa i wielogodzinna adoracja Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. To przed Nim codziennie wypowiadała tajemnicę i pragnienia swego serca. Nad wejściem do kaplicy, gdzie mieszkają jej siostry w Kalkucie, umieszczono słowo Pragnę. Matka Teresa odpowiedziała na to pragnienie Jezusa służbą Panu w umierających nędzarzach. Była uważna na Jego głos. Gdy po odprawieniu rekolekcji w 1946 r. usłyszała w sercu natchnienie od Pana Jezusa, że ma opuścić wszystko dla Boga i dla umierających z głodu mieszkańców Kalkuty, odeszła po osiemnastu latach z zakonu Sióstr Loretanek. Założyła wspólnotę Sióstr Misjonarek Miłości, liczącą dzisiaj ponad cztery tysiące sióstr modlących się i pracujących na całym świecie w ponad stu krajach. Przyłączyli się do nich Misjonarze Miłości, kapłani i bracia oraz około czterdziestu tysięcy wolontariuszy, pociągnięci przykładem i dziełem nowej świętej Kościoła.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych
 
Matka Teresa w swoim życiu wypełniała z Ewangelii św. Mateusza: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (25, 40). Wybrała ubogich ze względu na Jezusa. Nie była jedynie filantropką, porwaną do działania widokiem ludzkiej nędzy. W odrzuconych i cierpiących widziała umęczonego Pana. Często powtarzała: Dzisiaj Chrystus jest w ludziach niechcianych, bezrobotnych, pozbawionych opieki, głodnych, nagich i bezdomnych. Ludzie ci wydają się bezużyteczni dla państwa i społeczeństwa; nikt nie ma dla nich czasu. To właśnie ty i ja jako chrześcijanie - godni miłości Chrystusa o tyle, o ile nasza miłość jest prawdziwa - jesteśmy tymi, którzy muszą ich odnaleźć i pomóc im; oni istnieją, aby ich odnaleźć.
 
Przez całe swe życie Matka Teresa obejmowała troską rodziny, broniąc przede wszystkim każdego dziecka poczętego w łonie matki. Obronę każdego życia rozumiała także jako służbę pokojowi na świecie. Przestrzegała ludzkość na konferencji ONZ w Kairze w 1994 r.: Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali?

Świadectwo wiary, nadziei i miłości
 
Patrząc na fotografie Matki Teresy, możemy odkryć jej żywe oczy, pełne ciepła, miłości i prostoty. Całe jej życie było świadectwem wiary, nadziei i miłości. Ona zachęca nas także dzisiaj: Przekazuj ludziom Jezusa nie słowami, lecz swoim przykładem, kochając Go, jaśniejąc Jego świętością i roznosząc miłość gdziekolwiek się znajdziesz.
 
Popatrzmy na życie św. Matki Teresy z perspektywy wieczności i naszego powołania do świętości. Świętość to pragnienie bycia w bliskości z Bogiem i naśladowanie Jego Syna przez czyny miłości i słowa pociechy kierowane do potrzebujących. Przejmijmy się choć jednym zdaniem z Ewangelii i wypełnijmy je właśnie dzisiaj, "tracąc" nasze życie dla Jezusa i naszych bliskich, abyśmy i my mieli w sobie więcej nadziei i pokoju serca.
 
Matka Teresa uczy nas także, jak powinniśmy patrzeć na naszą śmierć i umieranie: Śmierć jest powrotem do domu, a ludzie boją się tego, co będzie, i nie chcą umierać. Gdybyśmy chcieli umierać, gdyby nie było w tym tajemnicy, to byśmy się nie bali. Jest także niepokój sumienia: "Mogłem żyć lepiej". Często umieramy tak, jak żyliśmy. Śmierć jest tylko przedłużeniem życia, dopełnieniem życia. Śmierć to wyrzeczenie się ludzkiego ciała. Lecz serce i dusza żyją na wieki. Nie umierają.

Owocowanie świętości Matki Teresy
 
Kościół przeżywa swoją wiosnę, ilekroć rodzą się w nim nowi święci. To o św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza myślała Matka Teresa, gdy wybierała sobie imię zakonne. W sto lat od śmierci świętej karmelitanki, w 1997 r., odchodziła po nagrodę do Pana ta, która podobnie jak Mała Teresa w sercu Kościoła pragnęła być Miłością. Przez całe życie żywe w niej było pragnienie świętości. Lubiła powtarzać: Musimy dążyć do świętości nie dlatego, że pragniemy czuć się świętymi, lecz po to, aby Chrystus mógł żyć w nas pełnią swego życia. Owocowanie świętości Matki Teresy z Kalkuty, beatyfikowanej przez Jana Pawła II 19 X 2003 r. i kanonizowanej przez papieża Franciszka we wrześniu br., nadal trwa. Psalmista mówi, że ludzie pobożni zasadzeni w domu Pańskim rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga. Wydadzą owoc nawet i w starości, pełni soków i zawsze żywotni (Ps 92,15).
 
ks. Marek Wójtowicz SJ
Posłaniec Serca Jezusowego wrzesień 2016
 
 
fot. Michael_swan Mother Theresa
Flickr (cc)
 
Zobacz także
Aleksandra Wojtyna
Trudno jest pisać o bohaterach, bo wydaje się temu, kto pisze, że poskąpi im splendoru poprzez ubóstwo zasobów leksykalnych, których często nie starcza, by opisać czyjeś zasługi. Być może dlatego, gdy niegdyś pisano o bohaterach, posługiwano się poezją bogatą w metafory, która stoi zawsze najwyżej w sztuce pisarskiej. Tak się ma też sprawa z pisaniem o tych, którzy na Bogu oparli swe życie, przeszli przez świat, Boga mając przed oczyma.  
 
O. Jacek Salij OP
Małżeństwo sakramentalne jest – może być i powinno być – obrazem i realną cząstką miłości Chrystusa i Kościoła! Żeby to zobaczyć, wystarczy uważnie i z wiarą wczytać się w List do Efezjan. W obliczu tak niesamowitych perspektyw aż krępujemy się powiedzieć cokolwiek, człowiek zdobywa się tylko na okrzyk zachwytu, ale i niedowierzania: Czy to możliwe? W naszym ułomnym świecie?
 
Ks. Mirosław Cholewa
Zły duch nie lubi atmosfery modlitwy i uwielbienia, bardzo źle się w niej czuje, dlatego będzie próbował nakłaniać każdego człowieka do tego, by złorzeczył Bogu i ludziom. Klasycznym przykładem uwielbienia jest tu biblijny Hiob, który został dotknięty przez różne nieszczęścia, ale nie dał się sprowokować i nie złorzeczył Bogu: „Bóg dał i Bóg zabrał, niech Jego imię będzie błogosławione”.
 
 
___________________
 
 reklama