logo
Środa, 26 września 2018 r.
imieniny:
Kosmy, Damiana, Justyny, Łucji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Monika Białkowska
Szatan i przekupki
Przewodnik Katolicki
 


Dobrze, że rozmawiamy o teologii. Dobrze, że się o nią spieramy. Byle tylko znać granice i wiedzieć, kto ma ostatnie słowo.
 
Ponoć w czasach pierwszego soboru w Konstantynopolu pod koniec IV wieku nawet przekupki na bazarach spierały się o pochodzenie Ducha Świętego. Ostatecznie sobór uznał, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, a zdanie przekupek miało na to wpływ znikomy lub żaden. Ale sam fakt, że o tym rozmawiały, już był dobry: o ile później przekupki owe miały w sobie na tyle pokory, by przyjąć głos Kościoła jako naukę dla siebie.
 
Diabeł istnieje
 
Myślę o tamtej starej historii, przyglądając się gorącym ostatnio sporom o to, czy generał jezuitów wierzy w osobowego Szatana, czy może tylko w bezosobową „ideę zła”. A przy okazji również przysłuchując się pytaniom o to, ile wspólnego z jego poglądami ma jego przyjaciel – papież Franciszek.
 
Zacznijmy więc od kwestii kluczowej i uspokojenia najbardziej zaniepokojonych: papież Franciszek nigdy nie podważał prawdy, że Szatan jest realną osobą. Mówi o tym wystarczająco często, byśmy mogli mieć tę pewność. W październiku 2013 r. w homilii mówił: „Obecne pokolenie, jak i wiele wcześniejszych, były skłonne wierzyć, że diabeł jest mitem, jedynie jakąś postacią, ideą zła. Ale diabeł istnieje i musimy z nim walczyć. Mówi o tym św. Paweł, nie ja. Mówi o tym słowo Boże. (…) Jest prawdą, że diabeł istnieje! I nie mamy prawa tego upraszczać, mówiąc: «Wszyscy oni nie byli opętani, a jedynie chorzy psychicznie». Nie! Diabeł jest obecny na pierwszej stronie Pisma Świętego. I Pismo Święte kończy się też obecnością diabła, zwycięstwem Boga nad diabłem!”.
 
Papież nie kwestionuje istnienie diabła (świadomie nie piszę „wierzy”, bo zawiera się w tym pojęciu również zaufanie) – Kościołowi więc, wbrew wieszczeniom niektórych, nie grozi rychły upadek.
 
Diabeł symboliczny?
 
Pomijając więc sprawę Franciszka i nierozsądnych wątpliwości, które pod adresem papieża wysuwają niektórzy publicyści zupełnie nieznający jego nauczania w tym temacie, przypomnijmy, co rzeczywiście powiedział w głośnym wywiadzie dla „El Mundo” generał jezuitów, Arturo Sosa Abascal SJ. Pytany o to, czy zło jest wytworem ludzkiej psychiki, czy pochodzi od wyższego bytu, odparł: „Zło jest częścią tajemnicy wolności. Jeżeli byt ludzki jest wolny, może wybierać między dobrem a złem. My, chrześcijanie, wierzymy, że jesteśmy tacy na obraz i podobieństwo Boga. A Bóg jest wolny. Jednakże Bóg zawsze wybiera czynienie dobra, ponieważ jest cały dobrocią. Mamy takie figury symboliczne jak diabeł, aby wyrazić zło. Uwarunkowania społeczne także reprezentują taką figurę. I są ludzie, którzy zachowują się tak, a nie inaczej, ponieważ są w takim otoczeniu, gdzie bardzo trudno czynić coś przeciwnego”.
 
Burza wybuchła w całej Europie. Diabeł – postacią symboliczną? Jakże to tak?
 
Nie pomogły tłumaczenia rzecznika generała, że ojciec Sosa nie kwestionuje istnienia szatana i wierzy w to, co głosi Kościół. Nie pomogło tłumaczenie, że „Język ludzki wykorzystuje symbole i obrazy. Bóg jest miłością, a więc mówienie, że Bóg symbolizuje miłość, nie jest zaprzeczeniem Jego istnienia. Podobnie: diabeł jest złem. Mówienie, że diabeł symbolizuje zło, również nie jest zaprzeczeniem jego istnienia”. O. Sosa stał się celem ataków. Głośno krytykowali go również polscy publicyści. Jego wypowiedź stała się tematem sporów przekupek na współczesnym konstantynopolitańskim bazarze, choć wszelkie spory uciąć powinno stwierdzenie: „Wierzy w to, co głosi Kościół”. Uciąć powinno, mimo wszelkich niepokojów: bo to stwierdzenie jest kluczem do wyrażenia jedności z Kościołem. A nawet gdyby wypowiedziana została herezja, wyznanie wiary w to, czego Kościół naucza jest powrotem do jedności prawdy. Herezji jednak nie było, a jedynie nieumiejętna językowo wypowiedź.
 
Teologiczne prowokacje

Może to i dobrze, kiedy teologia schodzi z uniwersyteckich katedr i biskupich ambon, kiedy staje się tematem rozmów nie tylko przy rosole. Dzięki temu człowiek żyjący daleko od katedr i ambon pozna trochę pojęć, nauczy się czegoś nowego, w swoją wiarę zaangażuje choć odrobinę emocji i intelektu, a nie tylko nogi, które prowadzą go utartą ścieżką na niedzielną Mszę św. Tematów do teologicznych dyskusji w innym temacie niż istnienie Szatana dostarczał ostatnio ten sam generał. Jakiś czas temu oskarżono go przecież o relatywizowanie słów Jezusa i burzenie nauki Kościoła o małżeństwie, gdy mówił, że w czasach Chrystusa „nikt Go nie nagrywał”, w związku z czym przypisywane Mu w Nowym Testamencie zdania, również te dotyczące małżeństwa, „muszą być interpretowane”. Można czuć niepokój. Tym bardziej że są to wypowiedzi kogoś, kto z urzędu ma w Kościele autorytet i powinien być świadomy, że słuchają go nie tylko eksperci, ale w znamienitej większości ludzie nieposiadający teologicznego wykształcenia. Udzielił on przecież wywiadu dla gazety, a nie przed komisją rozprawy doktorskiej. Można jednak szukać wyjaśnień, dlaczego tak się wypowiedział i co rzeczywiście miał na myśli. Co chciał wydobyć i podkreślić. Współczesne przekupki na bazarze, w tym również polscy publicyści, woleli jednak zaatakować jezuitę tak, jakby jego słowa były równe słowom papieża i wieszczyć rychły upadek Kościoła (zapewne za jego przyczyną). Co gorsza, jak u przekupek na bazarze, ataki te dotyczyły nawet nie samych kwestii merytorycznych (to przecież trudniejsze), ale i tego, że generał to przyjaciel Fidela Castro, a w ogóle to jezuici chodzą w swetrach i koszulach, zamiast w habitach.
 
Tyle mądrości
Trzeba odcinać się jasno od wątpliwych poglądów, ale można to zrobić bardziej merytorycznie, niż tylko emocjonalnie wyrażając swoje oburzenie. Przecież – nawet, jeśli niektóre sformułowania o. Sosy są naprawdę bardzo nieprecyzyjnie – ich odbicie się szerokim echem w świecie jest doskonałą okazją, by tłumaczyć sedno każdej ze spraw. By teologowie, biskupi, księża i katoliccy publicyści jasno i prosto wyjaśniali naturę Szatana i sposób jego działania. By tłumaczyli, dlaczego Jezusowi niepotrzebny był dyktafon, aby nie uległo zatarciu Jego nauczanie przekazywane w Piśmie Świętym i w związku z tym, aby podjęli się szerszego wyjaśnienia, jak powstawały Ewangelie. By opowiedzieli przy okazji również o innych ważnych w Kościele dyskusjach, które są już zamknięte. Choćby o tej na temat dziewictwa Maryi i tego, w jaki sposób przetrwała wiara, że jest dziewicą po narodzeniu Jezusa? (Tak, był taki czas, że był to w Kościele problem szeroko dyskutowany nie tylko na płaszczyźnie teologicznej, ale również i biologicznej, aż w końcu został on ostatecznie zdefiniowany, a dyskusje ucięte). Tyle ciekawych tematów! Tyle mądrości Kościoła – i wszystko na nic, bo współczesne przekupki na bazarze zamiast dyskutować o sweterkach i przyjacielu Fidelu, wolą głosić na podstawie dwóch zdań, że generał jezuitów popełnia herezję i Kościół prowadzi do upadku. Czasami dodając z przekąsem, że robi to zapewne do spółki ze swoim przyjacielem papieżem, też jezuitą. I to oni, publicyści, są współczesnymi prorokami ocalającymi Kościół przed sprowadzeniem go na manowce przez tamtą podejrzaną dwójkę.
 
Pokora przekupki

Przekupki na bazarze w Konstantynopolu miały swoją mądrość. Polegała ona na tym, że gdy sobór temat zamknął, one zamknęły go również. Nie głosiły, że mylą się biskupi. Nie głosiły, że papież jest heretykiem. Nie uważały siebie za zbawicielki Kościoła, które swoim gadaniem ocalają go przed niechybnym upadkiem. Papież mówi: diabeł istnieje. Generał jezuitów mówi: zgadzam się we wszystkim z nauką Kościoła. Jeśli przez nieuwagę wywołał dyskusję o Szatanie, to nie dlatego, że miał zamiar Kościół rozsadzić od środka. Wywołana przez niego dyskusja, nawet jeśli wzbudziła niepokój i pytania, może być przez nas dobrze wykorzystana. W pewnym sensie jest nawet dobra, bo nie pozwala nam zobojętnieć. W końcu dzięki takim dyskusjom rozumiemy i na własnej skórze doświadczamy, że nauka Kościoła nie jest zabytkiem zamkniętym w złotej szkatułce, ale sprawą wciąż żywą. A przy okazji wielu ponownie może przypomnieć sobie właśnie ten fragment nauki Kościoła, który mówi, że Szatan naprawdę istnieje. Dyskutujmy, rozmawiajmy, dziwmy się i uczmy: byle byśmy znali miarę i wiedzieli, do kogo należy ostatecznie odczytanie i orzekanie o tym, co jest ową nauką Kościoła: że należy ono do soboru i papieża, a nie do generała jezuitów czy najgłośniejszych nawet przekupek na współczesnym bazarze.
 
Monika Białkowska
Przewodnik Katolicki 25/2017
 
 
fot. Chen YiChun | Unsplash (cc) 
 
Zobacz także
Ks. Andrzej Orczykowski SChr
Na wstępie należy podkreślić, że Polacy na Wschodzie znaleźli się w wyjątkowej sytuacji, bowiem nie opuszczając terytorium swojego rodzinnego kraju - na skutek zmiany granic państwowych - stali się grupą osób określanych jako wewnętrznie przesiedleni i ich faktyczna sytuacja była nawet gorsza niż tych, którzy emigrowali. Gdy w krajach byłego Związku Radzieckiego zapanowała wolność religijna, widoczną stała się potrzeba opieki duszpasterskiej nad mieszkającymi tam Polakami...
 
Dominik Jarczewski OP
Trzeba poważnie potraktować słowa z Nowego Testamentu, że "cały świat spoczywa w mocy Złego" (1 J 5,19). Szatan wcale nie przesadzał, kiedy obiecywał oddać Jezusowi "wszystkie królestwa świata oraz ich przepych" (Mt 4,8). Zresztą ta walka rozpoczyna się w sercu każdego człowieka.

Z Aleksandrem Kozą OP rozmawia Dominik Jarczewski OP
 
Beata Legutko
W XIX w. Ars było małą miejscowością, liczącą zaledwie 230 mieszkańców. Do znajdującego się na obrzeżach małego kościółka przychodziło kilka osób, dlatego nie było tam nawet parafii. Młody kapłan Jan został tam mianowany proboszczem po trzech latach spędzonych w oddalonym ok. 30 km Ecully. Zapewne nie spodziewał się, że w tym miejscu spędzi 41 lat swojego życia. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama