logo
Piątek, 22 lutego 2019 r.
imieniny:
Piotra, Małgorzaty, Marty, Nikifora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Leon Knabit OSB
Weselcie się tak, żeby inni z wami się radowali!
eSPe
 


Weselcie się tak, żeby inni z wami się radowali!

Mieszka w Tyńcu i nosi benedyktyński habit. Występuje w licznych programach telewizyjnych. Prowadzi festiwale muzyczne. Głosi rekolekcje. Pisze książki. Ma czas dla każdego. Jednym słowem: ojciec Leon Knabit OSB.

Proszę Ojca, czy w Tyńcu, we wspólnocie mniszej jest miejsce na radość?

Oczywiście.

Czym to się wyraża?

Tym, że - powiem trochę przekornie - są rekreacje, czyli godziny kiedy się gromadzimy wspólnie. W czasie tych rekreacji jest naprawdę bardzo wesoło, radośnie, pogodnie, dużo rozmów, dużo żartów, śmiechu. Gdyby poza tym czasem rekreacji, w czasie modlitwy i pracy nie było radości, można by przypuszczać, że radość rekreacji jest sztuczna. A jednak jest to radość prawdziwa, niezafałszowana.

Co możemy jeszcze powiedzieć na temat radości autentycznej?

Tak jak prawda jest zgodnością mowy, zgodnością słowa z rzeczywistością, tak radość to jest zgodność stylu życia, sposobu życia z tym, co Pan Bóg człowiekowi przeznaczył. Jeśli wolą moją jest czynienie woli Bożej i udaje mi się dzięki łasce Bożej coraz lepiej tę wolę Bożą spełniać, czyli moją wolę dopasowywać do Jego woli, to wtedy jest to powód nie tylko do radości, ale do szczęścia! To jest prawdziwe szczęście i radość, że znalazło się swoją drogę, że na tej drodze pomimo własnych ułomności, słabości, Pan Bóg wciąż wychodzi mi naprzeciw, wciąż mnie kocha. W takiej sytuacji to rzeczywiście można ze spokojem powiedzieć: hulaj dusza, piekła nie ma. Oczywiście stary człowiek wciąż się odzywa i chce pomóc nam w szukaniu takich radości, które są poza tą drogą, które często wabią, mamią i ciągną do siebie. Nie jest jednak zbyt trudno zorientować się, o co tu właściwie chodzi i nie dać się nabrać. Trzeba płacić cenę opanowania, powściągliwości, ale za to radość jest pewniejsza, jeśli mogę tak powiedzieć - lepszego gatunku.

Życie dostarcza nam wielu smutnych doświadczeń - cierpienia, niepokoju, nieszczęścia. Czy pomimo to można być człowiekiem radosnym? Czy to jest jakiś ideał, do którego powinniśmy dążyć, czy raczej nie powinniśmy stawiać sobie radości jako pewnego celu w życiu?

Radości na pewno nie wolno mieszać z wesołkowatością. Radość może iść w parze nawet z cierpieniem. Radość i smutek się wykluczają, ale radość i cierpienie się nie wykluczają. Dlatego patrząc na kogoś, kto bardzo mocno cierpi, współczuję mu, ja też cierpię razem z nim, zwłaszcza gdy nie mogę mu pomóc. Ale jeśli ja temu człowiekowi o tyle pomagam, że jakoś staram się pomóc mu zrozumieć jego sytuację, stawiam go - bez wielkich słów - w perspektywie paschalnej, wykazując, na czym tak naprawdę polega przejście od cierpienia do pokoju i od smutku do radości, to wtedy towarzyszy nam świadomość, że spełnia się wola Boża. Można powiedzieć, że tak jakby awansem ja tę radość Panu Bogu daję. Mówię wówczas drugiej osobie: Wiem, że w tej chwili jej nie doświadczasz, ale wiem, że to z całą pewnością wyjdzie na dobre i że się wszystko dobrze skończy, byle w Bogu. I dlatego radość: nie jako główny czynnik, jak coś, do czego należy dążyć, ale może jako funkcja życia człowieka, który na serio traktuje Boga i na serio traktuje siebie, na serio traktuje drugiego człowieka. Wtedy nie można nie być radosnym.

Smutek, którego doświadczamy, wynika często z tego, że ktoś drugi się smuci, coś przeżywa. Bywa, że to jeszcze bardziej nas boli, dotyka i sprawia, że czujemy się źle. Chcielibyśmy wówczas pomóc owej osobie, przydać jej nieco radości. Czy możemy powiedzieć o sposobach czy metodach, dzięki którym możemy innym sprawiać radość?

Bardzo często zwyczajne bycie z drugim człowiekiem, bo problemy ludzkie i dramaty ludzkie są tak wielkie, zwłaszcza gdy natrafimy na człowieka, który jest w gorszej sytuacji egzystencjalnej niż ja (stracił rodziców, stracił nogę, ma raka) a ja w tej chwili mam rodziców, albo wtedy kiedy mam siedemdziesiąt lat, to że moi rodzice nie żyją jest czym naturalnym. Gdy jednak ktoś traci rodziców mając trzynaście, czternaście lat, wtedy jest bardzo trudno takiej osobie udzielać porad. Wówczas może się to zamienić w moralizatorstwo. Taki człowiek może mi powiedzieć: dobrze ci mówić, gdy ty jesteś o parę poziomów egzystencjalnie wyżej ode mnie, masz więcej spokoju. Zwyczajne bycie z tym człowiekiem, przyznanie się nieraz, że ja tego do końca też nie pojmuję, ale jestem z tobą, bo ufam Bogu i wierzę, i nie mogę ci nic dać, co by cię tak postawiło na nogi. Jestem z tobą, rozumiem, i nawet w twoim błąkaniu, w twoim szukaniu, w twoim, tak bym powiedział, buncie przeciwko rzeczywistości, przeciwko Bogu, jestem z tobą i próbuję cię zrozumieć. To taka cicha radość, która nie wiadomo skąd przychodzi, że się coś dobrego zaczyna dziać na płaszczyźnie nawet wielkiego dramatu. Właśnie, żeby nie mieszać radości z hałaśliwą wesołkowatością, ponieważ radość nie musi być ekstrawertycznym uzewnętrznianiem, podskakiwaniem hop, hop, alleluja. Jest czas i na taką radość, ale normalnie radość jest dużo głębszym składnikiem życia chrześcijanina we wszystkich jego trudnych i łatwych sytuacjach.

Dotknijmy wątku osobistego. Jeśli Ojciec sięga pamięcią wstecz, w historię swojego życia, co jawi się Ojcu jako radość, którą Ojciec pamięta do dzisiaj?

To było bardzo, bardzo dawno, wtedy nie myślałem jeszcze o seminarium, o kapłaństwie, ale zapamiętałem radość, która towarzyszyła nam, kiedyśmy kupiwszy w czasie wakacji (to chyba było między drugą a trzecią klasą szkoły podstawowej), kupiwszy Biblijkę, Małą Biblijkę, usiedli z mamusią przy stole i przeglądaliśmy ją od początku do końca. To było jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. Mamusia pokazywała, wyjaśniała, wszystko wiedziała, umiała i o Józefie i o małym Beniaminie, który się tam gdzieś odnalazł. Pamiętam, to chyba pierwsze z takich miłych, radosnych przeżyć, kiedy tak nam było bardzo dobrze, cieszyliśmy się tym wszystkim i to właśnie miało charakter też religijny, to była ta radość religijna. Natomiast radość taka bardziej zwyczajna, prozaiczna, to kiedy z babcią wychodziło się w lecie nad rzekę, albo jechało się do babci. Babcia była też (moja chrzestna matka przy okazji), znakiem i rozsadnikiem radości, takie ciepło, takie dobro. Jak babcia była z nami, to było bardzo dobrze, zawsze było coś takiego pogodnego, radosnego, coś nowego, co małego chłopaka interesowało, a wyjazd do babci nad Bug, 60 km od Siedlec, w których mieszkałem, rzeczywiście to była radość. Zresztą w ogóle wszystkie takie wakacyjne sprawy były radosne. Szkoła? - o tyle o ile, też była radosna na... przerwach, w czasie lekcji było rozmaicie.

A z okresu życia zakonnego... Patrząc nie tyle na radość emocjonalną, ale na tę duchową... - jakie wydarzenia może Ojciec przywołać?

To radość liturgii. Mnie właśnie liturgia pociągnęła i pierwsze zainteresowanie się sprawami Bożymi poza modlitwą w domu odmawianą, to było zaciekawienie Mszą świętą, której nawet wtedy jeszcze do końca nie rozumiałem. Dziś już jestem trochę bliżej tego "końca".

No właśnie, czy można przeżywać radość z liturgii, z modlitwy?

Jak najbardziej, zresztą to mówię nie tylko sam, ale patrząc na bardzo wiele rozmaitych grup młodzieżowych, z którymi się przez czterdzieści siedem lat życia kapłańskiego spotkałem, to widzę tak autentyczną radość u wielu, która zwłaszcza na tle bardzo częstej nudy w czasie liturgii, którą widzimy zarówno u starszych jaki i u młodszych ludzi, pokazuje jak może być i jak powinno być naprawdę.

Chciałbym teraz poprosić Ojca o komentarz do jednego z fragmentów Pisma Świętego, w którym pojawia się mowa o radości. Przeczytam go: "Bo królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym". No właśnie, co to jest radość w Duchu Świętym?

Ja bym powiedział, że ten tekst jest jak gdyby, z całym szacunkiem dla tekstu Pisma Świętego, podsumowaniem tego, co mówiliśmy dotąd. Radość w Duchu Świętym... Duch Święty nas uświęca. Wiadomo, że uświęca zawsze cała Trójca Święta, ale my przypisujemy poszczególne czynności Osobom Bożym. Jeśli Pan Bóg objawił nam swoją Trójcę, to po to, żeby ta Trójca coś miała do działania, każda Osoba z osobna. Proszę popatrzeć: jeśli Duch Święty jest Duchem Uświęcicielem, tym naszym Adwokatem, Parakletem, bo niekoniecznie Pocieszycielem, ale coś więcej jeszcze, to znaczy, że On doprowadzi do takiej sytuacji, że ja odpowiadam na Jego wezwania i poddaję się Jego słodkiemu tchnieniu. Wtedy właśnie moja wola coraz bardziej zbliża się do woli Bożej i znajduję w tym właśnie radość, że wiem na pewno, ponieważ wola dąży do dobra psychologicznie, poznaję Boga wciąż na nowo, dzięki światłu Ducha Świętego. On nas wszystkiego nauczy jako Najwyższe Dobro. I teraz ja mogę do tego Dobra się zbliżać, jakoś jestem wciąż na etapie osiągania, szukania, znajdowania, to są takie dziwne drogi człowieka do Boga. To jest tak, jak z człowiekiem, który skarb wielki znalazł, znajduje, albo już jest bardzo blisko. Podobnie, jak się rozwiązuje krzyżówkę: hasło trzeba znaleźć i jest nagroda - wycieczka do Rzymu i czuję, że jeszcze mam trzy słowa, dwa, coraz bliżej i już. Ja bym powiedział, że dla chrześcijanina, to jest radość pełna takiego cudownego, wewnętrznego napięcia, bo to jest zmierzanie do pełni w Chrystusie, przez Ducha Świętego. Proszę popatrzeć na ludzi bardzo cierpiących, na świętych - to są ludzie pełni wewnętrznej radości.

Poproszę o ostatnie słowo, jakie chciałby Ojciec skierować do młodych ludzi. Oczywiście o radości...

Ciśnie się na usta święty Paweł. Mnie, który z Biblią obcuję na co dzień, niedoskonale, ale często, to od razu: weselcie się, jeszcze raz mówię weselcie się, ale odróżniajcie radość, która się cudownie mieści w ramach przykazań Bożych, nawet bym posunął się troszkę dalej - obowiązującego konwenansu, zachowanie się, odnoszenie się wzajemne do siebie chłopców do dziewcząt, dziewcząt do chłopców, odnoszenie się do starszych, opanowanie słowa. Odróżnijcie to od tego, co jest takim róbta co chceta i byciem na luzie. Życie na luzie w imię źle pojętej wolności sprawia potem wiele smutku innym ludziom. Weselcie się tak, żeby z wami inni radować się mogli!

Dziękuję bardzo za spotkanie i rozmowę.

rozmawiał ks. Józef Tarnawski SP

 
Zobacz także
Sławomir Rusin, Marcin Jakubionek
To prawda, w naszych czasach próbujemy wszystko analizować, sprowadzać do poziomu konkretu, ale uczymy się również interpretować głęboki sens narracji symbolicznych, jakimi są właśnie baśnie. Pierwotne myślenie, wspólne człowiekowi prehistorycznemu i współczesnemu, który głębiej doświadcza rzeczywistości, ma naturę symboliczno-obrazową. 

Z dr. Zenonem Waldemarem Dudkiem, psychiatrą, psychoterapeutą, rozmawiają Sławomir Rusin i Marcin Jakubionek
 
Ks. Roman Trzciński
Kościół jest wspólnotą, którą tworzą ludzie świeccy i duchowni, każdy ma jakiś swój dar i wzajemnie się uzupełniamy, tworzymy całość w budowaniu Królestwa Bożego. Ja bardzo potrzebuję modlitwy osób konsekrowanych, taka modlitwa jest dla mnie dużym wsparciem w walce duchowej w mojej codzienności. Wiem, że wiele sióstr zakonnych modli się za mnie...
 
Piotr S. Mazur
Wyjaśnienie, czym są uczucia i jakie jest ich miejsce w życiu człowieka zależy od rozumienia bytu ludzkiego. W myśli personalistycznej uznaje się człowieka za byt duchowo-cielesny, autonomiczny wobec przyrody i społeczności podmiot-osobę obdarzony nieredukowalną godnością, który jednak w swoim bytowaniu jest spotencjalizowany. Oznacza to, że do zrealizowania tego wszystkiego, co tkwi w jego osobowej naturze potrzebuje on istotnego wsparcia osób drugich. 
 
 
___________________
 
 reklama