logo
Piątek, 25 września 2020 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Chmielewski SDB
A co? Nie można się nawrócić?
Don Bosco
 
fot. Bernard Hermant | Unsplash (cc)


Katecheza jest dziś w Polsce wyzwaniem. Pośród ludzi, którym sprawa ta spędza sen z powiek, są salezjanie.

 

"Odkrył Amerykę" - powiecie. "Chodzi przecież o wychowanie młodzieży". "Bez obrazy - odpowiem - chodzi też o tożsamość salezjańską, o salezjańskie być albo nie być". Tak, tak! Salezjanie to owoc pasji katechetycznej ks. Bosko! Katecheza jest wpisana w naszą tożsamość. Jeśli "choruje" katecheza, salezjanie nie mogą spać spokojnie.

 

Ks. Bosko "zaczął wszystko" od… katechezy z Bartłomiejem Garellim. Jego bycie księdzem, spowiednikiem, wychowawcą, kaznodzieją, zakonodawcą, pisarzem, jego pasja misyjna były konsekwencją jego pragnienia bycia katechetą młodzieży. Na pierwszym miejscu stawiał jej zbawienie. Oddał się młodym. Dla nich wiódł uczciwe i święte życie. Aby do nich dotrzeć, wynajdywał tysiące sposobów. Opowiadanie, zabawa, książka, wspólnota, sakramenty. Tak katechizował.

 

Punktem wyjścia jego katechezy były rzeczy bliskie chłopcom. Odwoływał się do natury, historii, doświadczeń poszczególnych osób, aby potem w umiejętny sposób przeprowadzić słuchaczy w stronę prawd wiary. Kanwą jego przepowiadania był też rok liturgiczny, następujące po sobie okresy i święta. Używał prostego języka. Tak przemawiał, pisał książki i katechizmy dla młodzieży. W takim stylu działały założone przez niego "szkoły katechetyczne".

 

Pasję katechetyczną zaszczepił salezjanom. Wpoił im, że katecheta to przede wszystkim wychowawca. Nie tylko uczy, ale stara się poznać charakter i osobowość wychowanków, traktuje ich z dobrocią i łagodnością. Jest cierpliwy, unika wzburzenia, poniżania ich, jest sprawiedliwy wobec wszystkich. Jest dobrze przygotowany do zajęć. Przejrzyście tłumaczy treści, odwołując się do fragmentów z Biblii, do opisów cudów, żywotów świętych i przykładów z życia. Słuchacze znajdują w jego argumentach uzasadnienia dla swej wiary. Używa prostego języka, zwraca uwagę na wiek i możliwości poznawcze chłopców. Szuka kontaktu z każdym (dlatego klasy nie mogą być zbyt liczne, a uczniowie lepiej, aby byli w równym wieku), ale szczególną troską otacza tych, którzy mają trudności z zachowaniem porządku. Często odpytuje uczniów, wszystkich i bez wyjątku. Zależy mu, aby odpowiadali precyzyjnie, używając zapamiętanych formuł. Dobrze wykorzystuje czas katechezy. Nie odbiega od tematu przez zbędne dygresje. Używa tylko przykładów, które ilustrują omawianą prawdę wiary. Ubogaca katechizm informacjami z zakresu historii zbawienia i Kościoła. Tak chłopcy odkrywają działanie Opatrzności Bożej.

 

Tego dziedzictwa nie da się wprost przenieść w czasie. Zresztą, to nie miałoby sensu. Jednak pasja katechetyczna musi dziś wybrzmiewać tam, gdzie są salezjanie. Wtedy wciąż dziać będą się cuda. Nie wierzycie?

W pewnej szkole zawodowej na północnym zachodzie Polski dyrektor zatrudnił nauczyciela etyki. Wcześniej uczniowie gremialnie rezygnowali z katechezy. Potem do szkoły przyszedł nowy katecheta. Młody salezjanin. Szybko zdobył sympatię niektórych chłopców. Ich wzajemne relacje wyszły daleko poza szkołę. Byli razem na grzybach, na łódkach, w kinie. Ksiądz czekał w salce przy parafii. Grali w ping-ponga, pili herbatę, gadali. Zimą pojechali na zjazd ewangelizacyjny. Po szkole poszła wieść, że "się dzieje". Coraz liczniejsi chłopcy chodzili z księdzem na stadion i do kina, bywali w parafii. W końcu przyszli na katechezę. Wtedy wkroczył dyrektor szkoły. Miał rację. Prosili o etykę, więc zatrudnił nauczyciela. Teraz zostawili go samego. "Tak być nie może…" - tłumaczył im na godzinie wychowawczej. Zanim skończył, jeden z chłopców zapytał: "A co dyrektorze! To już nie można się nawrócić?". Zostali. Wiosną katecheta założył w tej klasie dwie róże "Żywego Różańca". Nikt nie mówił, że to dla starszych pań.

 

ks. Marek Chmielewski SDB
Don Bosco, styczeń 2020

 
Zobacz także
Fr. Justin
Niedawno czytałem tekst, w którym autor zacytował dekret Soboru z Florencji z r. 1439 o ty,. że przynależność do Kościoła katolickiego jest absolutnie konieczna do zbawienia. Jednocześnie zauważył, że Kościół, nie "odrzucając" wcale tego dekretu soborowego, doszedł do przekonania, że "każda osoba może się zbawić, która prawdziwie żyje zgodnie ze swoim sumieniem". Świetnie, ale co z autorytetem nauki tego ekumenicznego Soboru? Jeśli jest ona tak daleko od celu, czy katolicy mogą wyraźnie odrzucić taką naukę?
 
ks. Adam Rybicki
Życie, w którym pokus się nie uwzględnia, to życie dość wygodne, wesołe, beztroskie. Za pokusę uważa się coś miłego albo po prostu nazywa się ją okazją. Życie ludzkie, mimo rozwoju technologii, w swoim ludzkim, etycznym, moralnym wymiarze pozostaje zawsze to samo. Chrystus jest ten sam, „wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8), i pokusy są te same, tylko my – jak pisze autor Listu do Hebrajczyków – „daliśmy się uwieść różnym i obcym naukom” (por. Hbr 13,8). 
 
Beata Gonczar
Spójrzmy na kwiaty. Tak wiele ich jest, a każdy jest piękny na swój własny sposób. Jak bardzo byłoby zabawne i nierozsądne, gdyby konwalia zazdrościła róży jej wspaniałości, kiedy sama wdzięcznie wygląda. Podobnie jest z ludzkimi powołaniami. Każdy z nas może ofiarować Bogu swój własny, wyjątkowy sposób miłowania Go...
 
 
___________________
 
 reklama