logo
Czwartek, 04 marca 2021 r.
imieniny:
Adrianny, Kazimierza, Wacława, Eugeniusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tomasz Grysa
Bez nagrody
Wieczernik
 


Osobisty związek z Chrystusem

Kiedy się mówi o powołaniu chrześcijańskim, często podkreśla się konieczność osobistego związku z Chrystusem, posłuszeństwa Jego woli i – przede wszystkim – szczerej miłości do Boga i do ludzi. Często także w ogóle przedstawia się chrześcijaństwo jako religię miłości - i słusznie, bo przykazanie miłości to "pierwsze i największe przykazanie". Miłość istotnie jest esencją powołania chrześcijańskiego.

Miłość nie jest kochana


Myliłby się jednak ten, kto sądziłby na tej podstawie, iż Bóg powołuje człowieka do jakiegoś bliżej nieokreślonego stanu szczęśliwości, w którym miłość rozwiązuje wszystkie problemy i przymnaża samych przyjaciół. "Miłość nie jest kochana", jak mówił św. Franciszek, a to oznacza, że chrześcijanina też spotka w życiu wrogość, niezrozumienie i poczucie, że cały trud poszedł na marne. Nie może być zresztą inaczej, bo sam Chrystus zapowiedział to przed swoją męką i zmartwychwstaniem:
 
Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (J 15,18-19).
Ta "nienawiść świata" to nie jest na szczęście wrogość wszystkich ludzi niewierzących, ale nienawiść sił wrogich Bogu. Mogą to być konkretni ludzie, organizacje czy pewne struktury, które okazują się nieprzyjazne chrześcijaninowi. Gdy przez dłuższy czas przebywa się w takim środowisku, może się pojawić wyrzut wobec Boga: "Ja się tak dla Ciebie poświęcam i co z tego mam?". Takie pytanie może pojawić się w duszy każdego człowieka, żyjącego czy to w rodzinie czy w celibacie, we wspólnocie lub samotnie, osobę duchowną czy świecką.

Pytanie o nagrodę
"Co z tego wszystkiego mam?" - przypomina to jako żywo pytanie Piotra skierowane do Jezusa: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? (Mt 19,27). Od samego początku pojawia się więc pytanie o nagrodę za apostolską pracę. I nic dziwnego - za pracę należy się zapłata, zgodnie ze słowami Chrystusa: zasługuje robotnik na swą zapłatę (Łk 10,7). O ile jednak w kontekście rozesłania siedemdziesięciu dwóch uczniów Jezus mówi o zapłacie w znaczeniu utrzymania apostołów Dobrej Nowiny, o tyle w odpowiedzi na pytanie Piotra nie ma mowy o żadnej nagrodzie doczesnej:
 
Zaprawdę powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy (Mt 19,28-29).
To, co jest nam obiecane to życie wieczne. Taki jest sens ostatniej części słów Chrystusa, gdzie spójnik i (po grecku "kai") nie ma funkcji łączącej, lecz wyjaśniającą i powinien być tłumaczony jako czyli: "stokroć tyle otrzyma, czyli życie wieczne odziedziczy". To jest nagroda dla tego, kto poszedł za Jezusem.
 
1 2  następna
Zobacz także
Fr. Justin
Proboszcz nie zgodził się, aby ojcem chrzestnym był protestant, zamożny przyjaciel rodziny. Zmartwieni rodzice zwrócili się do mnie ze swym problemem. Jakie są obowiązki rodziców chrzestnych?
 
o. Mateusz Hinc OFMCap
Czy można zrealizować powołanie wywodząc się z rodziny z problemem alkoholowym? Na pierwszy rzut oka tak postawione pytanie wydaje się być retoryczne, bo odpowiedź jest przecież jasna: można. To nie ulega wątpliwości. Oczywiście mówimy o sytuacji, kiedy sam kandydat nie jest uzależniony, gdyż wtedy odpowiedź byłaby przeciwna. Jednak sprawa nie może zakończyć się wyłącznie na daniu pozytywnej odpowiedzi. Byłoby to wysoce nieuczciwe. Dlaczego? 
 
ks. Grzegorz Strzelczyk
Wierzymy, że Jezus przeżył po ludzku szczęśliwe życie. Że – gdybyśmy mogli cofnąć się w czasie i z premedytowaną wścibskością zadali mu fundamentalne pytanie: „Czy jesteś szczęśliwy?” – potwierdziłby bez wahania. Oczywistość tego założenia, niestety, umożliwia pomijanie pytania, które w sobie kryje. A to jest jak najbardziej poważne: Czy Bóg, który stał się człowiekiem, jako człowiek właśnie, w ludzkim ciele, psychice, życiu, doświadczeniu, był po ludzku szczęśliwy? 
 
 
___________________
 
 reklama