logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dominik Jarczewski OP
Co to będzie za Dziecię?
Miesięcznik W drodze
 


Swoi natomiast nie potrafią Go rozpoznać…
 
Mateusz pokazuje bardzo wyraźny kontrast między postawą mędrców a postawą króla Heroda. Oni szukają, przemierzają daleką drogę, a mieszkający blisko, w Jerozolimie Herod odrzuca Mesjasza.
 
Tego Heroda to my znamy raczej z jasełek. A z drugiej strony, archeologia pokazuje go jako genialnego organizatora, budowniczego, który rozbuduje świątynię jerozolimską. To w końcu geniusz czy zakompleksiony wariat?
 
Myślę, że jedno i drugie da się pogodzić. Świadectwa pozabiblijne mówią nam, że Herod, przy całym swoim geniuszu, był niezwykle żądny władzy. Nie będąc z pochodzenia Żydem, potrafił zyskać przychylność imperium rzymskiego do takiego stopnia, że otrzymał koronę króla żydowskiego. I mając taki kompleks bycia nie-Żydem, nieakceptowanym przez lud, cały czas się lękał i trwożył, żeby nikt mu tej korony nie odebrał. Mamy liczne świadectwa mordów, których Herod dokonywał z lęku o władzę. Po kolejnym mordzie, dokonanym tym razem na jego dwóch synach: Aleksandrze i Arystobulu, sam imperator Oktawian August miał powiedzieć: „Lepiej jest być świnią Heroda niż jego synem”. Stąd też nie może nas dziwić jego zachowanie. Wiadomość o nowonarodzonym Królu wzbudziła nowe podejrzenia, lęki i kolejne wyroki śmierci.

Giną niewinni – święci „młodziankowie”. Tacy dziwni męczennicy, co nie wiedzieli nawet, za kogo giną…
 
Oni nie wiedzieli, ale Herod i mędrcy – tak. Ewangelia Mateusza bardzo jasno pokazuje, że Herod dokonuje mordu dzieci w obawie przed przyjściem Mesjasza. I młodziankowie oddają życie po to, aby ów Mesjasz mógł przeżyć i dokonać zbawienia. W tym sensie zostają włączeni w zbawczą misję samego Jezusa.
 
Jezus – Syn Boży zostaje po czterdziestu dniach ofiarowany w świątyni, a Maryja składa ofiarę oczyszczenia. O co chodziło z tym oczyszczeniem?
 
Kobieta, która urodziła dziecko, wchodziła w stan nieczystości rytualnej. W związku z tym po urodzeniu chłopca przez 40 dni przebywała w odosobnieniu. W tym czasie powracała do sił po porodzie, ale była też wyłączona z życia wspólnoty, również z kultu. Po czterdziestu dniach dokonywała rytualnego obmycia w mykwie i składała dwie ofiary: jedną – dziękczynną, drugą – przebłagalną. Według prawa miał to być baranek oraz gołąb lub synogarlica. Jeżeli ktoś był uboższy, mógł złożyć skromniejszą ofiarę, a więc parę synogarlic lub dwa młode gołębie. I ta ofiara, o której wspomina ewangelista Łukasz, była związana z zakończeniem tzw. nieczystości rytualnej w życiu Maryi.
 
Przy tej okazji należało też „wykupić” pierworodnego. Jezus został wykupiony, czy nie?
 
To osobna kwestia, bo według tego, co mówi nam Księga Wyjścia, wszystko, co pierworodne, należy do Boga i trzeba to wykupić. Księga Liczb podaje nawet dokładną cenę i jest to pięć szekli. Natomiast w Ewangelii Łukasza nie ma mowy o tego rodzaju opłacie. Jezus został tylko przedstawiony w świątyni Boga. Co to więc oznacza? Jezus nie przestaje przez całe swoje życie należeć do Boga. W scenie ofiarowania w świątyni możemy zauważyć nawiązanie do tego, że życie Jezusa jest w ręku Boga i zostanie w sposób szczególny Bogu oddane. To już taka subtelna aluzja do śmierci.
 
To dlatego już w tym momencie Symeon mówi Maryi o mieczu boleści?
 
Tak. Ale Symeon jest też bardzo ciekawą postacią z innego powodu. To starzec, który symbolizuje cały biblijny Izrael oczekujący  na Mesjasza. Wśród Żydów istniała tradycja, żeby imię i zawód przekazywać z ojca na syna. Z czym się to wiązało? Ano z tym, że istniało przekonanie, że jeżeli ja nie ujrzę Mesjasza, to będę mogła go zobaczyć oczyma moich potomków, moich prapraprawnuków. To oczekiwanie na Mesjasza było ogromne. Symeon również pragnął go zobaczyć. I Bóg obiecał mu, że on tego Mesjasza ujrzy – nie oczami syna, ale osobiście. Trudno więc się dziwić jego wzruszeniu.
 
Towarzyszy mu prorokini Anna. Taka ciekawa para staruszków…
 
Ciekawa para, bo taka też jest koncepcja w Ewangelii Łukasza, w której bardzo często obok mężczyzn występują kobiety. Sama Ewangelia zaczyna się przecież od dwóch zwiastowań: Zachariaszowi i Maryi.
 
Do świątyni powracamy w kolejnej scenie z życia Świętej Rodziny. Mija 12 lat i Jezus gubi się rodzicom. Jak to możliwe?
 
Pytanie tylko, czy rzeczywiście się gubi. Ale po kolei. Tekst mówi nam coś bardzo ważnego o relacjach panujących w rodzinie Jezusa. Otóż Jego rodzice mieli do Niego ogromne zaufanie. Nie pilnowali Go, nie trzymali za rękę, ale pozwolili przebywać w towarzystwie przyjaciół i byli przekonani, że razem z nimi powraca po zakończonych uroczystościach święta Paschy do Nazaretu. Dopiero później zorientowali się, że tak nie było. I zaczęli Go szukać. Jezus jednak się nie zagubił, tylko całkiem świadomie pozostał w Jerozolimie.
 
Dlaczego?
 
Jezus ma 12 lat. Dochodzi więc do bardzo ważnego etapu w życiu każdego Izraelity, w którym zaczyna świadomie przeżywać swoją więź z Panem Bogiem. Wiąże się to z rytem bar-micwy, podczas której młody Żyd samodzielnie czyta i komentuje księgę Prawa. Prawdopodobnie wizyta w świątyni zbiegła się z tym przełomowym momentem w życiu Jezusa. Poczuł się nie tylko dorosłym Izraelitą, ale zdał sobie sprawę z niezwykłej więzi, która łączy go z Bogiem. Myślę, że tak Go to zafascynowało, iż pozostał w świątyni, a ściśle rzecz biorąc, w jej krużgankach, gdzie spotykali się uczeni. I może właśnie w tym momencie Jezus odkrył swoje powołanie do bycia nauczycielem. Pozostaje zatem w świątyni, rozmawia, dyskutuje. I to jest też zadziwiające, że zachowuje się nie jak uczeń, czyli nie siedzi u stóp nauczycieli, ale – między nimi, jak równy. Wszyscy są zadziwieni…
 
Ale nikt Mu nie przeszkadza.
 
Ponieważ widzą, że ten chłopiec jest niezwykły, absolutnie przerasta rówieśników swoją mądrością. Jezus jak gdyby zapomina, że jest dwunastoletnim chłopcem, że jest synem Józefa i Maryi i że powinien z nimi wrócić do Nazaretu. Na pewno nie zrobił tego celowo, nie chciał ich zdenerwować ani sprawić im bólu. Dopiero gdy Maryja przywołuje Go do porządku i mówi: To, co uczyniłeś, sprawiło nam ból, martwiliśmy się o Ciebie, Jezus orientuje się, że to Jego głębokie doświadczenie wewnętrzne nie było tak obecne w życiu Józefa i Maryi. Chciał rozpocząć już swoją publiczną działalność, głosić, być nauczycielem. Słowa Maryi przekonują Go, że jeszcze jest na to za wcześnie, że będzie musiał poczekać.
 
To zdarzenie prowokuje jeszcze inne pytanie. Jezus został w domu Swojego Ojca, a jego rodzice zapomnieli, kim On naprawdę jest?
 
Jezus dla Józefa i Maryi też był tajemnicą. Wiedzieli od początku, że uczestniczą w jakimś niezwykłym Bożym planie, ale myślę, że Jezus ich nieustannie zaskakiwał. Bo z jednej strony, zachowywał się tak samo jak inni mali chłopcy. Zresztą Ewangelista bardzo zwięźle nam przekazuje, że Jezus „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2,52), czyli podlegał normalnym prawom dojrzewania. Ale z drugiej strony rodzice Jezusa przeczuwali, że mają do czynienia z Kimś niezwykłym. Jednak na razie nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, kim jest ich syn. Musieli się tego dopiero nauczyć.
 
To odkrywanie zawarte jest w powtarzających się słowach, że „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19).
 
To ważne dla nas, bo pokazuje, w jaki sposób dojrzewa człowiek wiary. Dużo się dzieje: pojawiają się nowe postaci, nowe słowa i wszystko to staje się dla Maryi przestrzenią medytacji. Tekst Łukaszowy mówi dosłownie, że Maryja „gromadziła wszystkie te sprawy”, czyli dodawała jedne do drugich. I dopiero wszystkie te wydarzenia razem wzięte zaczynały tworzyć w jej sercu obraz, który wskazywał na Boże działanie i tajemnicę, w której ona uczestniczy. Tajemnicę, w którą trzeba się zagłębić. To oczywiście jest zaproszenie i dla nas, aby z jednej strony rozważać Boże słowo, bo w nim znajduje się prawda o tajemnicy Mesjasza, a z drugiej strony, również wydarzenia naszego życia czynić przestrzenią medytacji i spotkania z Bogiem.
 
Dominik Jarczewski OP    
W drodze 484bis/2013 (numer specjalny)
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Joanna Świątkiewicz
Małżeństwo to szczególny rodzaj więzi - intymnością dzielimy się z ukochaną osobą. Smak wspólnego życia nie polega na roztropnym dawkowaniu swoich tajemnic, tylko na powierzeniu siebie w sposób wyjątkowy - w rozmowie z Joanną Świątkiewicz mówi Ksawery Knotz OFMCap, duszpasterz małżeństw i rodzin.
 
Ks. Krzysztof Różański
Człowiek wypowiada się najpełniej przez miłość. Dzięki niej rozwija się, staje się piękny, głęboki, odkrywa najwyższe poziomy własnego człowieczeństwa. Miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną zmierza z natury ku jedności, wyrażającej się i dopełniającej także w sferze cielesnej (stają się jednym ciałem – Mt 19,5). Ludzkie zachowania w sferze seksualnej związane są więc ze swej natury z miłością. Oderwanie jednego od drugiego powoduje nieład moralny, grzech. 
 
ks. Jan Krajczyński
Jednym z czynników, który sprawia, że wyłącznie zróżnicowane podejście duszpasterza do niezliczonej różnorodności poszczególnych sytuacji nieregularnych może nadać procesowi rozeznawania sytuacji osób rozwiedzionych żyjących w nowym związku charakter działania poprawnego metodologicznie i skutecznego, są okoliczności, które wprost dotyczą wiernych znajdujących się w takiej sytuacji i wpływają na ich działanie.
 
 
___________________
 
 reklama