logo
Piątek, 01 lipca 2022 r.
imieniny:
Ottona, Bogusza, Haliny, Mariana, Teodoryka – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Józef Majewski
Czy kłaniać się telewizji?
Więź
 


Część teologów uważa, że oglądanie Mszy w telewizji może być prawdziwym uczestnictwem w sakramentalności Eucharystii. Przeszkodą w takim udziale – podkreśla się – nie może być niemożność przystąpienia do Komunii, wszak wiadomo, że autentyczna partycypacja w sakramentalności Mszy nie musi wiązać się z przyjmowaniem konsekrowanych postaci chleba i wina.

Prawidziwa czy nie?
 
Książkę ks. Andrzeja Draguły "Eucharystia zmediatyzowana" czytałem podczas wakacyjnego wypoczynku, w miejscach raczej nieprzywykłych do obecności dysertacji naukowych, tym bardziej tej – trzeba wiedzieć – teologicznej rozprawy habilitacyjnej. W miejscach tych – namioty, las, jezioro, Kaszuby – problematyka dzieła zielonogórskiego księdza cieszyła się wielkim, wręcz ogromnym zainteresowaniem moich znajomych i przyjaciół, teologicznych laików. Już sam tytuł – Eucharystia zmediatyzowana – prowokował wiele pytań. Dyskutowaliśmy, spieraliśmy się. Chyba nieczęsto zdarza się, że temat teologicznej rozprawy naukowej tak bardzo zaprząta głowy i serca laików (wiernych).
 
W środku sosnowego lasu pod kaszubskim niebem pytaliśmy więc: Czy Msza w telewizji lub w radiu to prawdziwa Msza? Czy oglądanie Mszy w telewizji (słuchanie w  radiu) ma charakter liturgiczny i  sakramentalny? Czy i w jakim zakresie oglądanie lub słuchanie transmisji Eucharystii jest uczestnictwem we Mszy? Jak należy się zachowywać podczas takiego oglądania czy słuchania – czy wypada przełączać kanały, wychodzić z pokoju, rozmawiać, otwierać drzwi gościom, pić i jeść? Czy opowiadanie dowcipów w trakcie transmisji liturgii to coś grzesznego – choćby wtedy, gdy program widzimy przypadkowo w pubie, którego właściciel ogląda go sobie za barem, wyłączywszy fonię? A może, biorąc pod uwagę możliwość jej odbioru w takich właśnie „nieprzystojnych” warunkach, grzeszny jest sam pomysł relacjonowania Mszy w telewizji? Czy spełniamy przykazanie kościelne o konieczności uczestniczenia we Mszy w  niedzielę i święta nakazane, gdy w te dni bierzemy udział jedynie w Eucharystii zmediatyzowanej?
 
Jak z uśmiechem powiedział jeden z uczestników naszych kaszubskich eucharystyczno-medialnych rozmów, pozytywna odpowiedź na ostatnie z postawionych pytań bardzo uprościłaby życie wielu takim jak my wczasowiczom. W końcu kościół znajdował się daleko, a komputery blisko, w kilku naszych namiotach.

Uczestnik, widz, słuchacz, odbiorca...? 
 
Właściwa odpowiedź na powyższe pytania, prowokowane przez współczesny technologiczny rozwój mediów i nasze od nich uzależnienie – twierdzi Draguła – domaga się najpierw teoretycznego namysłu nad innymi: w czym uczestniczę – o ile uczestniczę – oglądając w telewizji Mszę świętą lub słuchając jej w radiu? Czy uczestniczę – o ile uczestniczę – w Eucharystii, czy też może tylko w jej transmisji? Czy jednak w transmisji można w jakikolwiek sposób uczestniczyć? Jak nazwać to, czego jesteśmy świadkami, oglądając Mszę czy słuchając Mszy? Kim wtedy jesteśmy: uczestnikami, widzami, słuchaczami, odbiorcami? Na ile nasza obecność przed radiem czy telewizorem może mieć charakter aktywnego uczestnictwa? Co mamy w konsekwencji robić: zachowywać się „jak w kościele”, „jak podczas normalnej Mszy” czy może tak, jak zwykliśmy się zachowywać, gdy oglądamy telewizję lub słuchamy radia? Tym też pytaniom poświęcona jest książka Eucharystia zmediatyzowana.
 
Ks. Draguła własne odpowiedzi i rozwiązania umieszcza w kontekście propozycji wielu innych naukowców. Wydaje się, że Eucharystia zmediatyzowana to pierwsza tak poważna i bogata historyczno-systematyczna synteza światowych badań nad relacją między Mszą a mediami, umieszczona – co istotne – w szerokiej perspektywie relacji między religią a kanałami, środkami i mechanizmami komunikowania społecznego.
 
Mówiąc najbardziej ogólnie, książka, na którą składają się cztery rozdziały, ma dwie zasadnicze części: teoretyczną (trzy pierwsze rozdziały) i praktyczną (rozdział ostatni). W tej drugiej autor patrzy na Eucharystię zmediatyzowaną z punktu widzenia duszpasterskiego. Wielkie wrażenie na czytelniku robi wszechstronność ks. Draguły, który – bardziej lub mniej swobodnie, ale zawsze starannie – porusza się po drogach wielu dziedzin, jak teologia, filozofia, kulturoznawstwo, antropologia komunikacji, mediologia, nauka o ikonie, malarstwo czy teatrologia.
 
Wachlarz proponowanych dziś teologicznych odpowiedzi na pytanie o liturgiczno-sakramentalny status Mszy transmitowanej w telewizji czy radiu jest bardzo szeroki. Stanowiska wchodzą ze sobą w napięcia, debaty i spory. I o nich w dużej mierze traktuje Eucharystia zmediatyzowana. Oto niewielki wycinek żywych obecnie sporów, konkretnie tych, które skupiają się wokół pytania: czy transmisja Mszy pozwala na jakiekolwiek uczestnictwo w jej sakramentalności?

Opinie teologów
 
Część teologów uważa, że oglądanie Mszy w telewizji może być prawdziwym uczestnictwem w sakramentalności Eucharystii. Przeszkodą w takim udziale – podkreśla się – nie może być niemożność przystąpienia do Komunii, wszak wiadomo, że autentyczna partycypacja w sakramentalności Mszy nie musi wiązać się z przyjmowaniem konsekrowanych postaci chleba i wina. Mamy przecież obowiązek uczestnictwa we Mszy w niedziele i święta, ale nie przyjmowania Komunii we wszystkie takie dni. Dla wielu jednak teologów niemożność przystąpienia do Stołu Pańskiego jest wystarczającą przyczyną, by wręcz negować sens jakiejkolwiek medialnej transmisji Eucharystii. Msza „bez możliwości przystąpienia do Komunii nie jest Mszą” – pisze Charles Wackenheim, dodając: „Spektakl nie może zastąpić «jedzenia» i «picia», które są integralną częścią Wieczerzy”. Z kolei franciszkanin Tom Richstatter formułuje dobitne porównanie: „Jeśli ludzie głodują w jakimś kraju, to nie wysyłamy do nich telewizyjnych obrazów szczęśliwych ludzi będących w trakcie jedzenia, aby mieli zastępcze doświadczenie posiłku. Wysyłamy do nich prawdziwy pokarm”.
 
Inni teologowie jednak nie godzą się z absolutną niemożnością uczestnictwa w Wieczerzy poprzez Komunię podczas transmisji Mszy. Postulują możliwość tzw. konsekracji na odległość, telekonsekracji, a w konsekwencji – teledystrybucji, telekomunii. Na przykład Jean-Marc Chappuis z uniwersytetu w Genewie dowodzi, że transmitowanie Wieczerzy Pańskiej tylko i wyłącznie dla samego oglądania (słuchania) nie ma większego sensu. Stoimy przed alternatywą: albo zaakceptujemy naturę telewizji (radia) i zrezygnujemy z transmisji Eucharystii, albo wykorzystując naturę tego medium, przyjmiemy prawdziwą telekomunię, czyli konsekrację chleba i wina na odległość, w miejscach, gdzie transmitowana Wieczerza jest oglądana/słuchana. Jeśli to drugie „albo” nie wchodzi w rachubę, to należałoby zrezygnować z jakichkolwiek transmisji Mszy. Negacja rzeczywistego zaistnienia Eucharystii na odległość sprawia, że każda transmisja jest – wbrew naturze Mszy – jedynie wydarzeniem kulturowym, traktowanym przez odbiorców jak inne spektakle telewizyjne i audycje radiowe, a na to nie możemy sobie pozwolić. Chappuis posuwa się do szokującego (jakże medialnego!) – ale dającego do myślenia – porównania: transmitowana Wieczerza Pańska bez możliwości przyjęcia Komunii przypomina filmy erotyczne, które potęgują pożądanie seksualne, niemniej jednak nie umożliwiają jego zaspokojenia.
 
1 2  następna
Zobacz także
Karol Milewski SCJ
Człowiek ma z pewnością wiele powodów do strachu. Ich podłożem jest ten, który powstał u zarania dziejów: „Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?». On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się»” (Rdz 3,8-10). Od tej pory strach wkracza na świat. 
 
Alina Petrowa-Wasilewicz
Pompa funebris – tak w dobie staropolskiej określano uroczystości pogrzebowe. Pogrzeb był najważniejszą prezentacją zmarłego – jego dorobku i zasług, świadczył o pozycji społecznej, wpływach i bogactwie. Ceremonia musiała być wystawna i zapadająca w pamięć, wszak był to ostatni akord, podsumowujący życie. Później należało zamawiać Msze Święte, zatroszczyć się o nagrobek, nawiedzać kościół lub cmentarz. 
 
 
 
Błażej Tobolski
tale jesteśmy w drodze. Czasem wydaje nam się, że zbliżamy się do jej końca. Ale okazuje się, że mamy za sobą jedynie jakiś etap wędrówki i zaraz rozpoczynamy następny. Ciągle „na walizkach”. Nigdzie nie możemy dłużej zagrzać miejsca. Nawet jeśli sądzimy, że w końcu jesteśmy „u siebie”, coś popycha nas, by ruszać dalej. Dokąd? Do życia wiecznego. A jedyna droga wiedzie do niego przez krzyż Chrystusa. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm