logo
Poniedziałek, 30 listopada 2020 r.
imieniny:
Andrzeja, Maury, Ondraszka, Konstantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Mirosław Rucki
Dałbyś się zabić za to, w co wierzysz?
Miłujcie się!
 


„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1-2). Przemawiając przez swojego Syna, Bóg uwierzytelnił wezwanie do nawrócenia znakiem Jonasza. Ten znak – zmartwychwstanie Jezusa – jest wyjątkowym, „nie do podrobienia” dowodem na to, że śmierć Jezusa miała moc odkupienia wszystkich naszych grzechów.
 
Każdy z nas ma w domu niesamowite relacje o tym niezwykłym wydarzeniu, wyjątkowym na skalę całego świata i całej historii ludzkości. Jeśli nie ma – to w każdej chwili może nabyć w księgarni lub nawet znaleźć w Internecie pisma Nowego Testamentu, napisane przez naocznych świadków Zmartwychwstałego. Relacje te mają najbardziej wiarygodny certyfikat uwierzytelniający: świadectwo życia i śmierci tych, którzy je napisali.
 
Po ludzku rzecz biorąc, każdy może napisać wszystko, co mu się podoba. Nawet dzisiaj w gazetach często podaje się wymysły zamiast faktów, i niejeden człowiek w to wierzy. Jednak nikt w świecie nie broniłby podanych przez siebie fałszywych informacji aż do śmierci. Dlaczego więc rzecznicy Zmartwychwstania woleli zginąć, ale nie wycofali się z głoszenia tego faktu?
 
Kościół jerozolimski w roku 60 n.e.
 
W roku 60, ok. 30 lat po śmierci Jezusa, większość dokumentów Nowego Testamentu była już napisana, a wszyscy ich autorzy jeszcze żyli. Kościół w Jerozolimie składał się z kilkudziesięciu tysięcy wyznawców pochodzenia żydowskiego, którzy niczym się nie wyróżniali z ogółu ludności żydowskiej stolicy. Tak samo, jak wszyscy inni Żydzi, wyznawcy Jezusa uczęszczali do Świątyni (Dz 5,42), a nawet składali tam śluby nazyreatu i związane z nimi żydowskie ofiary (Dz 21,26). Tak samo, jak inni Żydzi, spotykali się w domach prywatnych, łamiąc chleb (Dz 2,46). Przychodzili również do żydowskich synagog, by się modlić i czytać Pismo św. Ich zachowanie w niczym nie odbiegało od zachowań typowego Żyda w tamtych czasach. Jedyne, co ich wyróżniało, to była ufność, pokładana w Jezusie na podstawie wiedzy o Jego Zmartwychwstaniu.
 
W ciągu tych trzech dziesięcioleci środowisko żydowskie przyzwyczaiło się do istnienia wśród nich sekty nocrim, jak nazywano żydowskich wyznawców Jezusa. Ci, którzy uwierzyli ich świadectwu, nawrócili się i przyłączyli do nich; ci, którzy nie uwierzyli, tolerowali ich tak samo, jak tolerowali inne stronnictwa żydowskie tamtych czasów: zelotów, esseńczyków, saduceuszy, faryzeuszy itp. Jedynie elity arcykapłańskie widziały w wyznawcach Jezusa zagrożenie, ponieważ wielu kapłanów zaczynało wierzyć w Jezusa.

Nawrócenia kapłanów żydowskich
 
Dzieje Apostolskie relacjonują, że „bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę” (6,7). Dlaczego właśnie kapłanów?
 
Okazuje się, że zaczynając od roku 30, w którym ukrzyżowano Jezusa, kapłani żydowscy pracujący w Świątyni Jerozolimskiej byli świadkami dziwnych rzeczy, odbieranych jako znaki od Boga. O tych znakach opowiadają żydowskie Talmudy, jak również historycy nie związani z Kościołem.
 
Mianowicie w czasie obchodów żydowskiego święta Pojednania (Jom Kippur) arcykapłan składał ofiarę z dwóch kozłów – jednego wypędzano na pustynię, a drugiego zabijano w Świątyni. Te ofiary miały symbolizować przeniesienie grzechów całego narodu na zwierzę, które ponosiło zastępczą karę. Przez wieki co roku przed arcykapłanem stawiano dwa kozły, a on rzucał los, by określić, który z nich ma być wypędzony, a który zabity. Przez wieki ten los niezmiennie wypadał na kozła stojącego po prawej stronie. Kiedy więc w roku 30, kilka miesięcy po śmierci Jezusa, los wypadł inaczej, kapłani musieli się zaniepokoić. Tym bardziej musieli się niepokoić, kiedy to samo powtarzało się przez kolejnych 30 lat. Dla każdego musiało być jasne, że coś się zmieniło nieodwracalnie w stosunku Boga do składanych ofiar.
 
To przekonanie było spotęgowane innym znakiem. Arcykapłan, wypędzając jednego z kozłów na pustynię, przywiązywał szkarłatną szarfę na bramie Świątyni. Wierzono, że zastępcza śmierć kozła ofiarnego przyczyni się do przebaczenia grzechów i Bóg zasygnalizuje to ludowi zmianą koloru szarfy (Iz 1,18). I rzeczywiście, przez wieki, aż do 30 roku n.e., przywiązana na bramie szarfa zawsze zmieniała kolor na biały – natomiast od roku 30 pozostawała zawsze szkarłatna.
 
Odczucie braku przebaczenia i groźne przeczucie nadciągającej katastrofy było potęgowane również tym, że na siedmioramiennym świeczniku w Świątyni zgasł ogień. Świecznik ten (menora) był ustawiony przed miejscem Najświętszym i miał się palić nieustannie. Do obowiązków kapłanów należało uzupełnianie oliwy, tak by ogień nigdy nie gasł. I oto w roku 30 zgasł płomień na ramieniu świecznika znajdującym się najbliżej miejsca Najświętszego. Ale to jeszcze pół biedy, gdyż można było to wytłumaczyć zwykłym zaniedbaniem kapłanów. Problem polegał na tym, że nikt nie mógł go ponownie zapalić – mimo czyszczenia, wymiany oliwy i knotów jedno ramię pozostawało bez ognia przez 30 lat.
 
W tej sytuacji nie ma nic dziwnego w tym, że kapłani licznie się nawracali. Codziennie bowiem do Świątyni przychodzili apostołowie i inni wyznawcy Jezusa, którzy świadczyli o Jego Zmartwychwstaniu. Nie mając żadnej możliwości podważenia prawdziwości tego świadectwa, kapłani bez trudu kojarzyli znak Zmartwychwstania Jezusa z zanikiem znaków przebaczenia i obecności Boga w kulcie świątynnym. Dodatkowo do ich decyzji nawrócenia przyczyniało się zachowanie skorumpowanych elit arcykapłańskich. Nie zważając ani na Boga, ani na ludzi, arcykapłani knuli intrygi w celu zajęcia lepszych stanowisk.
 
1 2  następna
Zobacz także
ks. Marek Dziewiecki
Chrześcijaństwo to religia, która ukazuje najbardziej niezwykłą historię miłości we wszechświecie. To historia miłości Boga do człowieka. To historia Boga, który stworzył nas z miłości na własne podobieństwo. Gdy nadeszła pełnia czasów, Stwórca posłał nam swego Syna, byśmy na własne oczy zobaczyli, na miarę jakiej miłości i na miarę jakiej mądrości zostaliśmy stworzeni...
 
Magdalena Urlich
Co to właściwie jest „wiara w siebie”? To głębokie przekonanie, że jesteś kimś wartościowym i kompetentnym. Że możesz i potrafisz – próbować nowych rzeczy, uczyć się, rozwijać. To poczucie, że jesteś w czymś dobry. Że sobie poradzisz. Jest tu element akceptacji siebie – dostrzegasz swoje słabości, jednocześnie uznajesz się za wartościową osobę. I coś ekstra: siła do podejmowania wyzwań, bo wierzysz, że dasz radę. 
 
Jacek Salij OP
Dziennikarze kierujący się strategią uderz w pasterza chętnie stroją się w piórka przyjaciół Kościoła i nie szczędzą biskupom „dobrych” rad. Podobnie jak kiedyś przeciwstawiali „ciasnego” i „reakcyjnego” prymasa Wyszyńskiego dobremu papieżowi Janowi XXIII, tak dzisiaj różne złe rzeczy wypisują o polskich biskupach, których rzekomo nie obchodzi przykład wspaniałego papieża Franciszka...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー