logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Zagrodzki CSsR
Duszpasterstwo młodzieży ”trudnej”
Kwartalnik Homo Dei
 


Nie chodzi zatem o duszpasterstwo młodzieży "trudnej", ale o duszpasterstwo młodzieży w ogóle?

Sprawa jest prosta: tam gdzie jest młodzież, trzeba się nią zająć, nie pytając o to, czy jest to młodzież "trudna", czy "łatwa". Młodzi ludzie są w naszych parafiach i poszukują duszpasterza, ale problem polega na tym, że jak społeczeństwo, tak i młodzież jest dzisiaj nieco inna, a my, duszpasterze, nie zawsze odpowiadamy na ich nowe potrzeby. Tak jakbyśmy nie chcieli się zgodzić na pewne procesy, które zachodzą, i często nie myślimy w kategoriach: "zróbmy coś, żeby ci młodzi ludzie się nie pogubili". Niestety, w wielu przypadkach brakuje takiego myślenia.

Jakież to procesy zachodzą, a my ich nie widzimy?

Powiem tak: w dużych korporacjach dniem i nocą ludzie siedzą przed ekranami komputerów i myślą o tym, jak sprzedać pewne towary. Sprzedają chłam, ale muszą sprzedać, więc myślą o tym, jak to zrobić, żeby ludzie niemal jedli im z ręki. Czy w nas jest taka sama determinacja? Proszę zauważyć, że my niekiedy wiele wysiłku wkładamy w organizowanie dużych spotkań dla młodzieży. Na przykład kapucyni organizują takie spotkania dla młodzieży w Wołczynie, w których bierze udział ok. 1200 osób. Jesteśmy tą liczbą zachwyceni. Koszt zorganizowania takiego tygodniowego spotkania dla młodzieży wynosi, powiedzmy, 80 tys. złotych, no, może nieco mniej lub więcej. Te spotkania są potrzebne. Ale popatrzmy też, ilu młodych ludzi mamy w szkołach, gdzie uczymy. Oni nie muszą nigdzie wyjeżdżać, bo są na miejscu. Okazuje się, że problemem jest przedstawienie im jakiejś propozycji, która odpowiadałaby na ich potrzeby. Klasycznym przykładem mogą być tutaj rekolekcje szkolne. Dlaczego po 18 latach katechezy w szkole rekolekcje szkolne w niektórych ośrodkach ciągle jeszcze są fikcją?

Musimy stawiać sobie pytanie: czy mamy propozycję dla młodzieży, a tym bardziej czy mamy propozycję dla młodzieży mocno zagubionej i poszukującej? Jeżeli dzisiaj młody człowiek ma słuchawki na uszach, jeżeli żyje w epoce teledysków, mtv i gier komputerowych, a obrazy muszą się dla niego zmieniać w sposób zawrotnie szybki, to z czym my do niego idziemy?

Czy wolno nam zgodzić się na to, aby młodzież narzuciła nam styl przekazywania Ewangelii? Czy mamy zacząć głosić, że "Jezus jest spoko"?

Nie, nie chodzi o to, żeby się dostosować do młodych ludzi i przekazywać Ewangelię tak, jak oni by sobie tego życzyli. Z drugiej strony, zawsze w historii katecheza była odpowiedzią na to, co się dzieje w świecie. Wiele dokumentów katechetycznych zawiera w sobie analizę czasów, w których żyjemy. My też musimy stawiać sobie to pytanie: co się dzisiaj dzieje z młodymi ludźmi? Jak znaleźć nośnik dla Ewangelii, która jest naszą fascynacją? Dobra Nowina jest zawsze taka sama. Ale pozostaje pytanie o to, w jaki sposób ją przekazywać. Bardzo często jesteśmy w tym względzie nieporadni jak małe dzieci.

Podam przykład: podczas szkolenia dla katechetów poprosiłem ich o zaproponowanie tematu na rekolekcje szkolne. Wskazano tematy takie jak np. "Trójca święta", "Kościół", "Dziecięctwo Boże". Takie tematy są ważne. Ale zaraz potem zapytałem ich: Jaki wpływ będą one miały na życie młodzieży? Proszę mnie przekonać, że młodzi ludzie stawiają sobie pytanie o Trójcę Świętą, a refleksja trynitarna będzie rozwiązaniem ich problemów. Oczywiście, że dogmat trynitarny ma olbrzymie konsekwencje dla codziennego życia, ale dążyłem do tego, aby proponujący tematykę rekolekcji ten związek sami dostrzegli. Pomijam problem samego sformułowania tematu rekolekcji. "Trójca Święta" - kogo to zainteresuje? Dla młodych ludzi, żyjących w świecie internetu, godnym uwagi tematem byłby np. "Życiowy enter", gdzie na plakacie znajdowałby się ponadto charakterystyczny znak "@" używany w adresach e-mailowych, albo "Przeskocz samego siebie" w czasach, kiedy sukcesy odnosił Adam Małysz, a oni jego skokami się fascynowali. Hospitowałem kiedyś lekcję katechezy w szkole. Katechetka opowiadała historię powołania Piotra dwa tysiące lat temu, ale nikt jej nie słuchał, gdyż jej słuchacze żyją dzisiaj. Gdyby ona tę historię w jakiś sposób "zrzutowała" na ich dzisiejszy świat, to sytuacja byłaby zupełnie inna. Tak mnie to wtedy poruszyło, że napisałem artykuł do "Katechety" pt. Katechetka marionetka, który ukazał się pod innym tytułem (ten był zbyt prowokacyjny...) Ale skojarzenie we mnie pozostało: za niewidoczną szybą stoi wymachująca rękami katechetka, a przed szybą znajduje się absolutnie inny świat młodych ludzi, i między nimi nie ma żadnej komunikacji. Bo kogo interesuje, że jakiś rybak 2 tysiące lat temu zostawił sieci?

Czyli problemem zasadniczym jest problem języka?

Tak, problem języka, czyli problem nośnika dla Ewangelii. Jako duszpasterze młodzieży musimy stawiać sobie pytanie: co wiemy o świecie młodych ludzi? Czy my ten świat poznajemy? Czy mówimy ich językiem? Kiedy uczę się np. języka angielskiego, to wraz z nim poznaję kulturę narodu, który nim mówi. Tak jest z każdym językiem, a nawet z poszczególnymi zwrotami. Kiedyś próbowałem przetłumaczyć na język angielski nasze powiedzenie "nie dla psa kiełbasa". Gdy powiedziałem to po angielsku Amerykanom, to oni tego nie mogli zrozumieć, bo ten zwrot nie jest osadzony w ich kulturze. To samo dotyczy pracy z młodzieżą. Kiedy nie mówimy ich językiem, oni tego nie rozumieją. A nie możemy mówić ich językiem, jeśli nie znamy ich kultury. Dlatego trzeba znać świat, w którym oni żyją. Tu nie chodzi o to, żeby z nimi bywać na dyskotekach, chociaż czasem i to może się okazać przydatne. Swoich studentów w ramach zaliczenia z katechetyki wysyłam na koncert rockowy, żeby zobaczyli, czym żyje młodzież. Młodzież będzie nas słuchać, kiedy przemówimy jej językiem, nie tylko w sensie używanych słów, bo nie zawsze warto je powtarzać, ale językiem w sensie obrazów, problemów, spraw, odwołaniem się do ich świata przeżyć. Tu dostrzegam pierwszy problem pracy z młodzieżą.
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Bóg pociąga nas do siebie swoim pięk­nem. Jeśli przez naturalne poznanie jesteśmy w stanie dojść do przeświadczenia, że Bóg istnieje, że jest jakaś pierwsza przyczyna tego świata i celowość, to jest to oddziaływanie Bo­żego wdzięku na nasz rozum. Każdy z nas w naturalny sposób, przez sam fakt stworzenia, jest otwarty na Boga. I już to jest łaską.

Z o. Tomaszem Grabowskim OP rozmawia Dariusz Piórkowski SJ
 
Aldona Rumińska
Gdy ustalamy prawa, jest oczywiste, że nie godzimy w nasze potrzeby i uczucia. Ale czy pamiętamy o innych? Czy zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób realizacja ustalonej przez nas zasady wpłynie na naszego sąsiada? Czy nie nastąpi kolizja potrzeb? Jeśli niewygoda dotyczy nas, najchętniej zaprowadzilibyśmy korektę ustalonego wyznacznika zachowania, bez końca przestawiając i zmieniając zapis na filarach naszych zachowań.
 
O. Leon Knabit OSB
Pamiętam, opinię jednego ze znajomych mojej rodziny, jeszcze sprzed wojny. Był to taki pan, który pochodził chyba nawet z jakiejś mahometańskiej rodziny, ale był bardzo "zeuropeizowany". Mówił – "Wiara tak jak kartoflanka, ta sama zupa, tylko każda gospodyni inaczej ją gotuje". Ułyszałem to jako małe dziecko, zanotowałem, ale za bardzo nie przekonał mnie, że tak jest...
 
 
___________________
 
 reklama