logo
Czwartek, 11 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Luizy, Włodzmierza, Zuzanny, Klary, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jacek Stefański
Józef, patron ubogich
Idziemy
 
fot. Mateus Campos Felipe | Unsplash (cc)


Skoro św. Józef jest patronem Kościoła, to znaczy, że jego doświadczenie w podejściu do dóbr materialnych nie może być obce nikomu z nas.

 

Nietrudno jest kojarzyć św. Józefa z ubóstwem. Dla wielu z nas wizerunek ubogiego opiekuna Zbawiciela odnosi się wprost do bożonarodzeniowej sceny z Chrystusowym żłóbkiem, nad którym pochylają się Najświętsza Maryja Panna ze swoim przeczystym małżonkiem. Ten historyczny obraz dociera do nas częściowo z Ewangelii św. Łukasza, chociaż Ewangelista podaje inny szczegół, który każe nam odnieść ubóstwo Józefa i Świętej Rodziny nie tylko do sceny ze żłóbkiem. Spróbujmy zatem przyjrzeć się dokładniej Józefowi patronowi ubogich i lepiej zrozumieć, do czego odnosi się zawołanie „patron ubogich”.

 

Od żłóbka do świątyni

 

Święta Rodzina ze względu na spis ludności udała się z Nazaretu do Betlejem, miejsca narodzin króla Dawida. Podróż ta wynikała z Dawidowego pochodzenia św. Józefa. Trudno stwierdzić z pewnością, czy małżonek Najświętszej Dziewicy nadal miał bliskich krewnych w tej miejscowości, chociaż to, że skierował swoje kroki do gospody, a nie do domu kogoś z rodziny, sygnalizuje, że przynajmniej najbliżsi krewni opiekuna Zbawiciela już w Betlejem nie mieszkali. W związku z tym sam fakt udania się do gospody wcale nie uprawnia nas do wnioskowania, że Rodzina była uboga. A to z kolei jest ważną uwagą, bo nie ubóstwo jest podane przez ewangelistę Łukasza jako przyczyna, dla której Dziecię znalazło się w żłobie. Przyczyną był brak miejsca w gospodzie (por. Łk 2, 7). Widzimy więc, że obecność nowonarodzonego Chrystusa w żłóbku nie musiała być spowodowana ubóstwem. Czy możemy zatem ustalić ubogi stan Świętej Rodziny na innej, bardziej wyrazistej podstawie?

 

Łukaszowa Ewangelia podaje nam o wiele bardziej precyzyjną informację dotyczącą tego tematu. Gdy przenosimy się z Betlejem do świątyni jerozolimskiej, dowiadujemy się o przybyciu tam Józefa wraz z Matką Bożą i nowonarodzonym Dziecięciem. Ofiara złożona z tej okazji przez Świętą Rodzinę z nakazu Prawa jest wyszczególniona w Księdze Kapłańskiej w następujący sposób: „Jeżeli [matka] jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie” (Kpł 12, 8). Do tego przypisu odwołuje się Ewangelista. Nie wspomina natomiast o baranku, który w normalnych warunkach winien być złożony w ofierze. W ten sposób Łukasz daje do zrozumienia, że była to Rodzina uboga.

 

Od świątyni do żłóbka

 

Wnioskując zatem – na podstawie sceny ofiarowania Chrystusa w świątyni – że Święta Rodzina rzeczywiście była uboga, możemy teraz wrócić do betlejemskiego żłobu. W swoim arcydziele „Jezus z Nazaretu” Benedykt XVI zauważa, że żłób jest miejscem, do którego zwierzęta przychodzą po pokarm. Papież senior łączy ten fakt z Izajaszową wizją wołu rozpoznającego żłób swego pana i osła dostrzegającego swego właściciela (por. Iz 1, 3). W ten sposób żłób jako miejsce podawania pokarmu dla zwierząt, w którym znalazł się Król Wszechświata, staje się proroczym znakiem, o którym św. Jan Apostoł powie, iż Pan przyszedł do swojej własności, a swoi go nie przyjęli (por. J 1, 11). Inaczej mówiąc, Bóg Wcielony nie zostaje rozpoznany przez większość narodu, mimo że Żydzi powinni byli go rozpoznać. Zostaje zaś rozpoznany przez zwierzęta.

 

W tym kontekście bardzo wymowna jest scena z przypowieści o Łazarzu i bogaczu: ludzie w domu bogacza jedli i pili, podczas gdy jedynie psy zainteresowały się Łazarzem i lizały jego wrzody (por. Łk 16, 21). Wracając zatem do spostrzeżenia Benedykta XVI, możemy lepiej zrozumieć, dlaczego Ten, który leży w żłobie, urodzony w „domu chleba” (po hebrajsku: Bejt-lechem), nazwie siebie Chlebem Życia i stanie się pokarmem dającym największe bogactwo, jakim jest życie wieczne. Tak więc największe bogactwo zostaje związane z ubóstwem.

 

 

O jakie ubóstwo chodzi?

 

Dość popularne stało się w naszym czasie określenie „Kościół ubogich”, zwłaszcza od początku pontyfikatu papieża Franciszka. Ojciec Święty często nawiązuje do konieczności troski o biednych i przypomina władcom, aby w swoich ustawach i projektach nie zapominali uwzględnić bezdomnych, bezrobotnych i innych osób doświadczających ubóstwa. Ta troska jest też zadaniem Kościoła, czyli Mistycznego Ciała Chrystusa, bo Syn Boży powiedział: „Lisy mają nory, a ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć” (Łk 9, 58).

 

Jednak na ubóstwo związane z Osobą Pana Jezusa wskazuje jeszcze bardziej „program” życia chrześcijańskiego, który został wyznaczony przez Niego dla wszystkich chrześcijan: „Błogosławieni ubodzy w duchu, bo do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Czy tylko „w duchu”? Św. Łukasz podaje tę Chrystusową wypowiedź w trochę innym wydaniu, najprawdopodobniej wyrażoną przy innej okazji: „Błogosławieni [jesteście] ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże” (Łk 6, 20). Wobec tego życie ucznia Chrystusa musi być nacechowane ubóstwem materialnym i duchowym. Mylą się ci, którzy myślą, że ubóstwo, do którego nawiązuje Syn Boży (jako stan duchowy osoby pokładającej ufność w Bożej opatrzności), jest jedynie kwestią nieprzywiązania się do dóbr materialnych. Nie możemy przecież zapomnieć o słowach Chrystusa, że ten, kto chce być doskonały, musi sprzedać to, co posiada, i dochód rozdać ubogim, a wtedy będzie miał skarb w Niebie. Potem dopiero będzie mógł stać się uczniem Pana, idąc za Nim (por. Mt 19, 21).

 

Znani są ludzie bogaci materialnie, którzy zostali świętymi: król Ludwik IX, Elżbieta Węgierska, Pier Giorgio Frassati, s. Katarzyna Drexel. Należy jednak zauważyć, że ci ludzie mieli zamiłowanie do ubóstwa materialnego. Chojnie rozdawali swój majątek – do tego stopnia, że przez innych ludzi już nie byli uważani za bogatych, mimo że obfitowali w posiadłości materialne. Również i w tym sensie mamy mówić i myśleć o Kościele ubogich. Owszem, podstawową rzeczą jest nieprzywiązywanie się do rzeczy materialnych, ale nawet przy takiej postawie człowiek musi się uczyć wyrzeczenia, a zwłaszcza rozdawania tego, co posiada. W przeciwnym razie nawet „ubóstwo w duchu”, czyli wewnętrzne zdystansowanie od rzeczy materialnych, może stać się złudzeniem.

 

Przykład Józefa

 

Skoro św. Józef jest patronem Kościoła, to znaczy, że jego doświadczenie w podejściu do dóbr materialnych nie może być obce nikomu z nas. Jakże wyraźna była jego gotowość do natychmiastowego opuszczenia ojczyzny w warunkach wymagających wyrzeczenia się dorobku zawodowego, jak również warsztatu pracy. Czy zatem my, jako dzieci Kościoła, możemy myśleć, że skoro żyjemy w innych czasach, obarczeni innymi obowiązkami i uwarunkowaniami, nie musimy go naśladować? Doświadczenie pokazuje, że to właśnie brak naśladowania ubóstwa Józefa i jego Rodziny pod względem duchowym i materialnym przeszkadza w stawaniu się autentycznym sługą Pana. Widzimy to na podstawie spraw, których się boimy. Ostatnie dwa lata pokazały nam, jak przesadne – a nawet obłędne – stało się przywiązanie wielu ludzi do zdrowia fizycznego. Niewątpliwie człowiek boi się stracić to, do czego jest przywiązany. Dlatego też obawy u opiekuna Zbawiciela nastąpiły jedynie wówczas, gdy zastanawiał się nad odejściem od Matki Bożej, oraz wówczas, gdy przez trzy dni szukał dwunastoletniego Chrystusa. Poza tym natychmiastowa odpowiedź św. Józefa na każde Boże wezwanie, bez uwzględnienia żadnych ludzkich opinii, warunków życiowych i jakiegokolwiek zabezpieczenia fizycznego, pokazuje nam, jak przeżywać to ubóstwo, o którym Pan Jezus mówi, że jest drogą do posiadania królestwa niebieskiego.

 

W tym samym kontekście należy zrozumieć Chrystusowe słowa, że nie można dwom panom służyć. Owszem, Józef udał się do Betlejem z racji nakazu cesarskiego, ale gdy chodziło o wolę Bożą, nie było u niego żadnych wątpliwości: opiekun Zbawiciela wiedział, że trzeba słuchać Boga bardziej niż ludzi. Człowiekowi, którego życie jest uwarunkowane przywilejami finansowymi, zależnością od osób zamożnych oraz oczekiwaniami materialnymi, o wiele trudniej będzie nie tylko słuchać nakazu Bożego, ale również wykonać go. Tak więc działanie Józefa w milczeniu sygnalizuje – między innymi – że o ile różne namowy tego świata mogą wywierać presję, o tyle skuteczność presji jest większa w życiu tych, którzy chcą służyć dwom panom, a nawet tylko jednemu, który nie jest Bogiem.

 

Najubożsi

 

Troska o ubogich musi obejmować nie tylko ludzi żyjących w materialnym niedostatku. Dzieci nienarodzone, jak również ludzie w niebezpieczeństwie utraty zbawienia również są biedni. O wiele łatwiej jest wołać, aby możni tego świata nie zaniedbywali ludzi ubogich materialnie, bo nikt nie będzie miał nic przeciwko takiemu żądaniu. Inaczej będzie jednak, gdy ktoś będzie upominał się o naturalne prawo do życia dla nienarodzonych i gdy będzie ostrzegał ludzi przed ciężkimi grzechami. Mało tego, jest to fakt, który pomaga nam się przekonać, kto tak naprawdę sam staje się ubogi w duchu: ten, kto będzie mówił całą prawdę – nie tylko o zdrowiu fizycznym, ale również o zdrowiu moralnym oraz duchowym człowieka potrzebującego. W ten sposób można pozostać niezależnym od wpływów i oczekiwań ludzi tego świata, kierujących się popularnością oraz obliczających, co będzie się opłacać.

 

W postawie św. Józefa mamy więc przed sobą męża Bożego, który interesuje się tylko wolą i spojrzeniem Bożym na rzeczywistość. Okazuje się, że tylko taka postawa pozwoli nam pozostać nietkniętymi wobec tych, którzy są gotowi nas sowicie nagradzać, pod warunkiem że nie będziemy reagować na zło. Tego rodzaju pokusa może wpłynąć tylko na człowieka, który nie nauczył się bycia ubogim w duchu. Józef takim był i dlatego też wszystkie jego działania są moralnie dobre, wyraziste i jednoznaczne. Tak ma wyglądać również i nasze życie.

 

ks. Jacek Stefański
Idziemy nr 49/2021

 
Zobacz także
Sara Rynowska
Chrześcijanie świętują „święty dzień” – niedzielę. W naszej kulturze niedziela zawsze różniła się od innych dni. Była czasem, który spędzaliśmy z rodziną na rozmowie, zabawie, przy wspólnych posiłkach i oczywiście – na wspólnej Eucharystii. Była? Jak wygląda to dzisiaj?
 
Dariusz Piórkowski SJ
„Najważniejsze jest to, czego nie widać” – pisał ks. Twardowski. Rzeczywiście, zwykła szklanka jest zdatna do użytku dzięki pustej przestrzeni, którą tworzą jej specyficzne kształty. Podobnie lokum musi być puste, aby nowi mieszkańcy mogli je wyposażyć i w nim zamieszkać. Cały kosmos wypełniają nieogarnione przestworza. Nie można na okrągło gadać, gdyż w ten sposób nie zbuduje się międzyludzkiej relacji. 
 
Martinus Martin OCD

Kochać Jezusa tak, jak jeszcze nigdy nie był kochany i stać się zupełnie małą, to dla Teresy najkrótsza i najprostsza droga do Boga: mała droga, droga dziecięctwa duchowego. Zdążając tą drogą nie chodzi o to, aby dużo dawać, ale aby wiele przyjmować i wiele miłować. Na tej drodze trzeba zrezygnować z sukcesu i widocznych rezultatów, z zasług i duchowego postępu. “Choćbym miała dożyć osiemdziesiątki, i tak zawsze pozostanę ubogą”.

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm