logo
Poniedziałek, 15 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Marii, Napoleona, Stelii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Katarzyna Jabłońska
Każdy powinien być mnichem?
Więź
 


Wszyscy powołani jesteśmy do małżeństwa – twierdzi dominikanin, o. Mirosław Pilśniak, wieloletni duszpasterz „Spotkań Małżeńskich” [1]. A Heinz Nussbaumer – znany austriacki dziennikarz, były rzecznik dwóch prezydentów Austrii – w książce Odkryć mnicha w sobie. Pielgrzymując na górę Athos [2] – przekonuje, że „każdy z nas nosi w sobie wymiar monastyczny”. Paradoksalnie, te dwa twierdzenia wcale się nie wykluczają. Przeciwnie – wzajemnie się dopełniają. Nasza psychofizyczno-duchowa konstrukcja sprawia, że „Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam (Rdz 2, 18) [3]. Człowiek jest istotą tęskniącą za drugim człowiekiem – tak został „posiany”, jak mawiał wybitny, zapoznany poeta, Andrzej Szmidt. Ta prawidłowość nie unieważnia sensowności celibatu, podobnie jak odkrycie mnicha w sobie nie unieważnia sensu życia w świecie. Nie tylko nie unieważnia, ale czyni to bycie w świecie jeszcze pełniejszym i bardziej intensywnym.
 
Sprawdzona przez wielowiekową tradycję droga monastycyzmu pociąga nie tylko osoby, które szukają pogłębienia swojej wiary, ale również tych, którzy „czują, że omija ich w życiu to, co naprawdę ważne”. To z kolei obserwacja benedyktyna, o. Christophera Jamisona, przełożonego opactwa w Worth, autora książki Odnaleźć schronienie. Monastyczna droga w codziennym życiu [4]. Inspiracją do jej napisania był – emitowany w maju 2005 roku przez telewizję BBC – reality show pod tytułem Klasztor. Jego bohaterami było pięciu mężczyzn – jeden z nich pracował właśnie nad rozprawą doktorską, inny w agencji reklamowej i na co dzień zajmował się przygotowywaniem zwiastunów do erotycznego czatu. Na czterdzieści dni i nocy zamieszkali w benedyktyńskim opactwie Worth i zachowywali reguły monastycznego życia. Przez ten czas towarzyszyły im kamery.
 
Program zgromadził ponadtrzymilionową publiczność, wzbudził także ogromne zainteresowanie monastycznym wymiarem życia. Odnaleźć schronienie o. Jamisona – podobnie jak Mnich we mnie – pokazuje życiodajny wymiar tej drogi nie tylko dla tych, którzy odkryli w sobie mnisze powołanie, ale dla każdego z nas. Ciekawe, że książka Nussbaumera zajmowała przez 25 tygodni czołowe miejsca na liście bestsellerów we wszystkich mediach austriackich; w wielu klasztorach niemieckojęzycznych i na samym Athos czytano ją podczas posiłków.
 
Przez całe wieki tradycja monastyczna była nauczycielką ars viviendi oraz ars moriendi – przypomina Nussbaumer, który od dwudziestu już lat spędza swoje letnie wakacje na Athos, podążając za intuicją chrześcijańsko-hinduistycznego filozofa, Raimondo Panikkara: „W tej mierze, w jakiej staramy się zwrócić swoje życie z powrotem do środka, każdy z nas ma w sobie coś z mnicha”.
 
Pójście drogą duchowości monastycznej oznacza porzucenie na jakiś czas swojej codzienności – wypełnionej zazwyczaj hiperaktywnością, pośpiechem i zgiełkiem – żeby poprzez spokój, milczenie, ciszę, a nade wszystko przez modlitwę odzyskać wewnętrzną równowagę i wolność, zgodność wyznawanych wartości i czynów. Klasztor ze swoją regułą milczenia i zwolnienia tempa życia sprzyja wniknięciu w siebie, pozwala doświadczyć sytuacji, kiedy to nie czas „ma mnie”, ale ja mam czas. Thomas Merton – nazywany ojcem pustyni XX wieku – słusznie zauważa: „Pośpiech rujnuje zarówno świętych, jak i artystów. Chcą szybkiego sukcesu i tak ponaglają, by go osiągnąć, że nie mają czasu na szczerość wobec siebie [5]”.
 
Stać się modlitwą
 
W sercu klasztornego i mniszego życia znajduje się, oczywiście, modlitwa, czyli przebywanie sam na sam z Bogiem. Podziwiani przez Nussbaumera mnisi z góry Athos gromadzą się na modlitwę o różnych porach dnia i nocy (to także reguła niektórych katolickich zgromadzeń zakonnych), a podczas codziennych zajęć praktykują modlitwę serca, zwaną również modlitwą Jezusową. Jest ona, jak pisze Nussbaumer:
 
„medytacyjną mantrą i drogą, na której już w tym ziemskim, doczesnym życiu mogą się spotkać czas i wieczność i na której można odnaleźć spokój w Bogu. Mnisi są przekonani, że człowiek sam nie potrafi dać ukojenia swemu niespokojnemu sercu, że potrzebne jest mu drzewo Boga, bo tylko w cieniu Jego drzewa nie będzie się bał własnego cienia [...]. A zatem miliony razy – w rytmie swego pulsu i oddechu – mnisi powtarzają w sercach znane od wieków słowa: Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną tak długo, aż nie wymaga to już wysiłku, aż się «samo» w nich modli. [...] Mnisi mówią, że w modlitwie serca modlący staje się modlitwą”.
 
Właśnie modlitwa Jezusowa dobrze uzmysławia, że celem modlitwy jest nade wszystko... modlitwa, czyli przebywanie w obecności Boga. Chociaż modlitwa jest celem samym w sobie, to jednak ma również wymiar „terapeutyczny” – przebywanie w obecności Boga pomaga zbliżyć się do samego siebie, pomaga odkrywać cel i sens swojego życia. Tradycja monastyczna oferuje więc współczesnemu człowiekowi coś niezwykle atrakcyjnego – pokazuje mu drogę do samego siebie. I choć nie jest to łatwa droga, okazuje się wiarygodna. Wielu doprowadziła do radykalnej i gruntowej przemiany życia. Ów bohater Klasztoru, który zajmował się przygotowywaniem zwiastunów do erotycznego czatu – mocno poruszony spotkaniem z Bogiem, jakie przyniósł mu czas spędzony w benedyktyńskim opactwie – zmienił pracę. Ta dotychczasowa pozostawała w sprzeczności z wartościami, którymi chciał teraz żyć, przeszkadzała mu w byciu sobą.
 
Jak twierdzi Merton:
 
„Problem świętości i zbawienia jest tak naprawdę problemem dowiedzenia się, kim jestem i odkrycia mego prawdziwego «ja». [...] Bóg pozwala nam być, kimkolwiek chcemy. Możemy być sobą lub nie, jak sobie chcemy. [...] Naszym powołaniem nie jest po prostu bycie, ale wspólna praca z Bogiem w tworzeniu naszego własnego życia, naszej tożsamości, naszego przeznaczenia. [...] wzywa się nas nawet do uczestnictwa, wraz z Bogiem, w trudzie tworzenia naszej tożsamości. Możemy uniknąć tej odpowiedzialności poprzez zabawę z maskami [...]. Lecz na dłuższą metę koszty i smutek z tym związane są bardzo wysokie”.
 
Wielcy mistrzowie duchowości nie kryją, że „wypracowanie naszej tożsamości w Bogu” wiąże się z trudem, nierzadko wręcz z cierpieniem. Oznacza bowiem często konieczność rezygnacji z tego, co samo w sobie jest wartościowe i piękne, co jednak nie służy odkrywaniu mego prawdziwego „ja”. To odkrywanie wiąże się jednak także z poczuciem pełni i radością. Autor Mnicha we mnie opowiada o niezwykłym spotkaniu ze starszym mnichem w jego położonej wysoko pustelni wśród innych eremów Świętej Góry:
 
„Przez całą noc trwał niemal nieruchomo w swojej niewielkiej kaplicy, powtarzając po tysiąckroć modlitwę serca mnichów z Athos, póki czerń nocy za oknem nie ustąpiła pierwszej szarości dnia. O tej wczesnej godzinie ten stary człowiek wyszedł przed drzwi, schylił się i zaczął się turlać w dół stoku”.
 
1 2  następna
Zobacz także
ks. Maciej Krulak
Widzimy w Wyznaniu wiary wielki chrześcijański optymizm - nadzieję, której nikt nie może zabrać. Wynikiem daru miłości Boga jest życie wieczne, którego z ufnością oczekujemy, a które rozpoczyna się już tutaj na ziemi. Bóg przebacza człowiekowi grzech, mimo wszystko...
 
ks. Alfons J. Skowronek
Opierając się na fragmentach historii dzieciństwa, wolno wyraźnie sugerować, że już we wczesnym stadium rozwoju każdej ludzkiej osobowości krystalizują się określone zarysy charakteru człowieka, już wtedy wykrywać i śledzić można kontury kształtującej się i dojrzewającej indywidualności, a nawet wielkości „projektu człowiek”, któremu kiedyś zlecony zostanie mandat sięgający dalekiej i nieznanej przyszłości.
 
Agata Bobryk

Z jednej strony Adwent wzywa do nawrócenia oraz kieruje myśli ku sądowi ostatecznemu, z drugiej to czas radosnego, pełnego nadziei oczekiwania – na wspomnienie narodzin Pana Jezusa oraz Jego powtórne przyjście w chwale. Ta charakterystyczna dwoistość Adwentu jest widoczna również w dawnych tradycjach i obyczajach. Niektóre adwentowe tradycje już zanikły, inne udało się podtrzymać. Jak dawniej przeżywano Adwent?

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm