logo
Poniedziałek, 25 stycznia 2021 r.
imieniny:
Miłosza, Pawła, Tatiany  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Paweł Piwowarczyk
Kolory Bożego działania, czyli co czuje spowiednik
Przewodnik Katolicki
 


O komórce w konfesjonale, trzydziestu sekundach na spowiedź, spowiedniku jak automat do coca-coli i o tym „Czego ode mnie ksiądz chce?” oraz o wyjątkowej szkole, z o. dr. Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCap, założycielem Szkoły dla Spowiedników, kierownikiem duchownym, rekolekcjonistą osób konsekrowanych i świeckich rozmawia Paweł Piwowarczyk.

Czy pamięta Ojciec swój pierwszy dyżur w konfesjonale?

Nie był to jakiś szczególny moment. Siedziałem chyba tylko dłużej, niż trzeba było. Przez dwa godzinne dyżury.

Czy zdarzyła się sytuacja, w której chciał Ojciec uciec z konfesjonału?

Nie. Nieraz pojawia się tylko bezradność, bo po ludzku sytuacja czasem mnie po prostu przerasta. Ale wchodząc do konfesjonału, mam świadomość, że nie wchodzę tam sam. Jest ze mną Chrystus. Patron, który towarzyszy mi w życiu, św. Leopold Mandić, zwykł mawiać: „Jak mam stułę, nie boję się nikogo”. Z wielką pokorą powtarzam w duchu te słowa, jestem spokojny i wiem, że jeśli Bóg przysyła mi penitenta, to będzie taki, któremu zdołam pomóc.

Czy zdarza się, że Ojciec płacze w konfesjonale?

Zdarza się. Trudno się czasem nie wzruszyć, gdy wysłuchuje się człowieka przytłoczonego ogromnym cierpieniem lub doświadczającego wielkiego działania Bożego.

Są też sytuacje wywołujące zdenerwowanie u spowiednika…

Jednemu z penitentów zadzwoniła kiedyś komórka. Nie wyłączył jej. Przeprosił i odebrał telefon, „załatwił” swoją sprawę, a po chwili kontynuował spowiedź. Wzburzyło mnie to bardzo – „jak on traktuje ten sakrament!” – pomyślałem. Ale wykorzystałem sytuację do rozpoczęcia rozmowy dotyczącej tego, czym tak naprawdę żyje ten człowiek.

A Ojciec zabiera ze sobą komórkę do konfesjonału?

Zazwyczaj tak. Kilka tygodni po tej sytuacji zapomniałem nawet ją wyłączyć. Było mi głupio. W konfesjonale komórkę mam wyłączoną. Z drugiej strony jest mi ona czasem potrzebna. Zdarza się, że penitentowi potrzebna jest inna pomoc. Wtedy wyciągam komórkę i szukam numeru telefonu, np. do psychologa czy specjalistycznej poradni.

Co czuje kapłan po kilku godzinach spowiadania?

Dla mnie osobiście spowiedź jest jak normalne życie. To nie jest nic ekstra, to fragment mojej posługi, rodzaj wyjątkowego spotkania z człowiekiem. Wychodząc z konfesjonału, czuję zawsze ogromną wdzięczność wobec Boga. Przecież ludzie tu przychodzą, bo potrzebują przebaczenia, bardzo go pragną, a Bóg jest hojny i nim obdarowuje. Wspaniałe jest też to, że ktoś przychodzi po wielu latach i doświadcza tego daru. Oczywiście, że czasem pojawia się zmęczenie. W czwartki nieraz siadam o 17 i wychodzę czasem po 22, ale przecież przed wstąpieniem do zakonu wykonywałem inną pracę i też bywałem zmęczony.

Czym specyfika tej pracy różni się od innych?

Można powiedzieć, że to święta praca. Bóg działa wielkie rzeczy. Jak w każdą inną pracę wnosi się w nią również swoją słabość. Kiedyś w Wielkim Tygodniu przysnąłem w konfesjonale. Spowiadam i nagle słyszę słowa penitenta: „A teraz ksiądz zasnął”. Z czym jeszcze walczę? Staram się powstrzymywać od wybuchów agresji. Mój długoletni ojciec duchowny mówił mi, że jak spowiadam, to mam nie krzyczeć, bo przecież Bóg nie krzyczy.

Wygląda Ojciec na bardzo łagodnego. Trudno mi sobie wyobrazić jakąś nerwowość w konfesjonale…

Człowieka zdenerwować może przede wszystkim lekceważenie. Gdy penitenci traktują mnie jak automat do coca-coli: „Proszę księdza, proszę szybko, bo mi się śpieszy. Tyle się naczekałem. Jak ksiądz ma coś ważnego do powiedzenia, to ja mam trzydzieści sekund”. To jakieś odpersonalizowanie. Nie odnoszę tego do siebie, to raczej problem odnoszenia się do Boga. Niektórzy zaliczają tylko rytuał albo wykonują… polecenie żony. Szedłem kiedyś w stronę konfesjonału z panem, który poprosił o wyspowiadanie. Spytałem, czemu chce się spowiadać. A on na to, że mu żona kazała. Bogu dzięki za taką żonę, ale lepiej, gdyby pan sam sobie kazał.

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Ks. Piotr Szyrszeń SDS
Często stajemy przed dylematem: modlitwa czy działanie? Jednak czy można w ogóle mówić o takim rozdarciu? By odpowiedzieć sobie na to pytanie pragnę zaproponować pochylenie się nad człowiekiem, kapłanem i zakonnikiem, O. Franciszkiem Marią od Krzyża Jordanem, założycielem Zgromadzenia Salwatorianów...
 
ks. Krzysztof Fijałkowski SJ
Rachunek sumienia jest praktyką konieczną dla każdego wierzącego. Jako bezpośrednie przygotowanie do spowiedzi jest czymś trudnym i często niezrozumiałym. Oderwany od doświadczenia nawrócenia, którego zewnętrznym przejawem jest sakramentalna spowiedź, wynaturza się w praktykę introwersji, której celem jest osobiste doskonalenie się. Rachunek sumienia powinien zmierzać do przypomnienia sobie grzechów; winien nas ustawić w prawdzie o sobie...
 
o. Mirosław Pilśniak OP, Marta Wielek
Precyzyjne rozpoznanie swoich grzechów jest dobrą praktyką duchową, ale nie można jej utożsamiać z sakramentem pokuty. W spowiedzi najważniejsze jest spotkanie i pojednanie z Bogiem. Drogą do tego jest rachunek sumienia, ale - chociaż jest ważny - nie stanowi istoty sakramentu...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー