logo
Sobota, 26 września 2020 r.
imieniny:
Kosmy, Damiana, Justyny, Łucji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Leon Knabit OSB
Ksiądz w mediach?
Magazyn Salwator
 


Ksiądz w mediach?

Czego szukam w mediach? Pytanie postawione mi przez redakcję kojarzy się z niezbyt uprzejmym: "Czego tu szukasz?", kierowanym zwykle do kogoś, kto znalazł się nie na swoim miejscu. A ja nie szukam. Jestem po prostu od czasu do czasu zapraszany, by opowiedzieć, jak to się jest księdzem - mnichem w dzisiejszej rzeczywistości; albo, co się myśli o dzisiejszym świecie, jeśli się jest księdzem - mnichem. Próbuję więc mówić. Wielu ludzi odbiera to widać pozytywnie, skoro od blisko już ośmiu lat w mniejszym lub większym wymiarze pojawiam się na srebrnym ekranie.

Obyczaje benedyktyńskie uczą mnie, człowieka zwykle rozmownego, cnoty milczenia. Udział zaś w programach telewizyjnych pomaga w opanowaniu mowy, jak najbardziej zgodnie z Regułą św. Benedykta, która mówi w siódmym rozdziale: "jeżeli mnich, gdy nawet otworzy usta, mówi powoli i bez śmiechu, pokornie i z powagą, niewiele, ale w sposób przemyślany i nie nazbyt krzykliwie, bo jest napisane: Mądry daje się poznać w kilku słowach". Dla przykładu podaję dyrektywę, którą otrzymałem podczas jednego z nagrań: "A teraz proszę w dwudziestu sześciu sekundach to wszystko zgrabnie podsumować". Jęknąłem w duszy... Przecież ja się rozkręcam dopiero w czwartej minucie kazania! Ale zebrałem się w sobie i podobno jeszcze trzy sekundy zostały nie zagospodarowane.

Właśnie! Uczestniczyłem kiedyś w takiej dyskusji na temat mediów, w której znany ksiądz profesor, wielki erudyta, autor wielu książek i wykładowca pełen swady, zdecydowanie sprzeciwiał się obecności kapłanów w mediach. Uważał, że język, którego wymagają media, albo zniekształca problem, albo ośmiesza duchownego, który miota się w zbyt ciasnych jak na jego styl ramkach i niekiedy wypada nieprzekonująco, a czasem wręcz żenująco.

Jak można, według tego kapłana, wypowiedzieć się w paru zdaniach na temat eutanazji, homoseksualizmu, ekumenizmu, masonerii itp.? Ja - mówi - gdy otrzymam problem do omówienia i zbiorę tylko materiały wstępne, to wychodzi mi z tego książeczka na parędziesiąt stron. A właściwe, wyczerpujące opracowanie to paręset stron...

Myślałem wiele na temat takiej postawy, rozmawiałem z ludźmi, przypominałem zasłyszane zdania... Owszem, niektórzy zgorzkniali antyklerykałowie, nawet katolicy, gdy zobaczą duchownego na ekranie, często wyłączają telewizor. Znów ci czarni! Po co się pchają? CZEGO SZUKAJĄ? A niektórzy gorszą się poziomem wypowiedzi czy też łatwością, z jaką kapłan daje sobą manipulować. Wiadomo, że dziennikarz, dobry fachowiec i psycholog, może przy pomocy operatora z każdej gwiazdy zrobić łamagę, a z każdej łamagi - gwiazdę.

Rodzi się więc oczywista refleksja: że w takim razie trzeba staranniej dobierać kapłanów, którzy mają występować w mediach. Jeśli program ma charakter edukacyjny i prelegent może wypowiedzieć się obszerniej na tematy religijne, niech tam idzie profesor. Ilustracją takiej postawy są cieszące się wielkim uznaniem, nawet u wielu malkontentów, katechezy w Radiu Maryja. Jeśli natomiast istnieje potrzeba dawania świadectwa, a więc apostolstwa, językiem medialnym, niech idą ci, którzy to umieją. Można powiedzieć, że słowo "apostolstwo" przełożone na język dzisiejszego promowania idei i produktów, to jest po prostu REKLAMA. A przecież, by coś zareklamować, nie produkuje się filmów dokumentalnych. Reklamy trwają parędziesiąt sekund, a jak wielki wpływ mają na człowieka. Przemyślnie opracowane wprost zniewalają odbiorców.

Zamiast się tylko dąsać i wylewać żółć, trzeba przemyślnie opracowywać promowanie treści religijnych. Krótko atrakcyjnie, przekonująco. Oczywiście ta sprawa ma głębsze korzenie. Ludzie bardzo się cieszą, gdy stwierdzają, że reklamowany towar jest i użyteczny i wysokiej jakości, a złorzeczą, gdy zostaną nabrani. Podobnie, radosne głoszenie Ewangelii w mediach i promowanie właściwych postaw, musi mieć oparcie w tym, co się w Kościele dzieje. Promuje się na przykład akcję pomocy, przynajmniej doraźnej, bezrobotnym i zachęca, by ratować choćby jedną różę nawet, gdy płoną lasy. Człowiek patrzący czy słuchający idzie do lokalnego Kościoła, by tam wprowadzić w czyn to, co usłyszał. I jeśli trafi na duszpasterzy akurat nie zainteresowanych problemem i nie widzących potrzeby choćby modlitwy w tej intencji, to potem uważa "kościelne wstawki reklamowe" za jeszcze jedno pustosłowie.

Nowa Ewangelizacja w trzecim tysiącleciu winna być na wskroś nowoczesna i totalna, a zarazem szanująca człowieka i apelująca do jego wolności. I jeszcze jedno. Apel do wszystkich katolików pracujących w mediach: Uwierzcie w to, że dobro jest medialne. Zmobilizujcie całą swą wiedzę i doświadczenie, proście Boga o charyzmat, by dobro przedstawiać w mediach w sposób atrakcyjny i zachęcający do naśladowania. Często ludzie zaangażowani skarżą się, że tyle dobrych inicjatyw i wydarzeń zupełnie nie budzi zainteresowania mediów także katolickich. Tak niewiele przecież jest czasu antenowego dla spraw ducha, nie warto więc wypełniać go rzeczami banalnymi lub nieciekawie podanymi, czasem wręcz błazeństwami...

Tak (dalej) być nie może! To nie jest hasło określonej formacji politycznej, ale Pismo św. - List św. Jakuba rozdział trzeci, wiersz dziesiąty. A więc, szable w dłoń, mości Panowie! "Potrzeba nowego rozmachu w apostolstwie...!" (Jan Paweł II, Novo Millenio ineunte).

o. Leon Knabit OSB

 

 
Zobacz także
ks. Ryszard Nowak

Anegdota mówi, że kiedyś zakonnicy w klasztornej kaplicy odprawiali nieszpory. Na dworze trwała burza. Narastające błyski światła i potężne grzmoty, rodziły coraz większy przestrach mnichów. Wreszcie jeden z nich nie wytrzymał i zaproponował, „bracia, zostawmy te nieszpory, a pomódlmy się, aby ta przerażająca nawałnica ustała"... Czy nigdy nie doświadczyłeś takiego napięcia, że modląc się jakąś formułą, do której się zobowiązałeś, miałeś ochotę skończyć to jak najszybciej, aby bez tej wewnętrznej presji po prostu pobyć przed Panem?

 
Ludmiła Grygiel
Obserwując historię Kościoła, nietrudno zauważyć, że od początku swego istnienia przeżywał różnorakie formy kryzysu, które zawsze pokonywał dzięki reformom, inspirowanym zazwyczaj przez świętych. Ci natchnieni reformatorzy nie opracowują uczonych rozpraw i nie zajmują się socjologicznymi analizami, lecz podejmują konkretne działania, podyktowane miłością do Boga i Jego Kościoła.
 
Paweł Sawiak SJ
Pomysł na wcielenie się Boga w życie człowieka nie pochodzi od nas, chrześcijan. Wystarczy prześledzić historię ludzkości od jej zarania, a szybko przekonujemy się, że człowiek od zawsze marzył o bliskości ze swoim bogiem i o tym, aby choć któryś z jego synów stał się człowiekiem. 
 
 
___________________
 
 reklama