Katolik.pl - M jak Mission impossible
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Stanisław Morgalla SJ
M jak Mission impossible
Posłaniec
 


Emocjonalny analfabetyzm

W obliczu rosnącej niezdolności do miłości współcześni psycholodzy i psychiatrzy biją na alarm. Najbardziej radykalnie brzmią przestrogi zza oceanu. – Jesteśmy puści w środku! – twierdzi jeden z amerykańskich naukowców. Wewnętrzna pustka jest wspólnym mianownikiem powszechnego dziś niskiego poczucia własnej wartości, różnorakich nałogów i uzależnień, chronicznej i kompulsywnej konsumpcji, utraty sensu życia, zamieszania w świecie wartości, głodu duchowości itp. Tak jakbyśmy w miejscu serca mieli pustą otchłań i próbowali ją wypełnić wszelkimi dostępnymi sposobami. – Rośnie społeczeństwo narcyzów – przestrzegają inni – czyli ludzi zapatrzonych w siebie, zimnych i wyrachowanych, realizujących jedynie własne cele, oczekujących podziwu i sławy bardziej niż czegokolwiek innego na tym świecie, gotowych zrobić wszystko, byle tylko zobaczyć własne odbicie w szklanych ekranach telewizorów i komputerów. Kolejne edycje Big Brothera, Idola itp. potwierdzają trafność tych prognoz także w odniesieniu do naszego katolickiego społeczeństwa.

Jak zatem zaradzić tej pustce? Jak ratować ludzi przed zalewem narcyzmu? Całą serię odpowiedzi i dobrych rad można znaleźć w "lawinie" publikacji o uczuciach i emocjach, bijących rekordy poczytności. Tak specjaliści, jak i zwyczajni ludzie przeczuwają, gdzie leży problem, ale – moim zdaniem – niewiele się zmieni. Nie tak prosto można trafić przez rozum do serca, a jeśli już, to bliżej jest do serca poprzez przysłowiowy żołądek. Nie można tak po prostu rozumowo dostarczyć komuś czegoś, co rozumowe nie jest i co zwykle otrzymuje się wraz z mlekiem matki, tj. tego podstawowego zaufania i pewności, iż jest ktoś na tym świecie, kto gotów jest oddać własne życie, by mi się nie stała krzywda. Nie zastąpi tego nic, nawet najlepsza książka czy program TV. Może to uleczyć jedynie druga osoba. Właściwie każdemu z nas należałaby się długa i kosztowna psychoterapia, by usunąć definitywnie ten emocjonalny analfabetyzm.

Miłość po ludzku niemożliwa

W naszych czasach, gdy miłość kojarzy się tylko z jednym (i to bynajmniej nie z hymnem św. Pawła), tylko miłość chrześcijańska wydaje mi się jedyną, która potrafiłaby rozwiązać sygnalizowany problem. Bezinteresowny dar z siebie – tylko on może zaspokoić próżnię w drugim człowieku i uleczyć jego zranienia. Lecz do tego zdolny jest jedynie ktoś, kto własne dobro opiera na osobistym doświadczeniu bezwarunkowej miłości Boga. Tylko ona bowiem tłumaczy postawy, które po ludzku są niemożliwe: bezinteresowną służbę ubogim, odrzuconym, opuszczonym, nieuleczalnie chorym, niepełnosprawnym itp.

Przy człowieku, który kocha taką miłością, filmowy bohater Mission impossible to mały chłopczyk z drewnianym mieczykiem, walczący ze strachami na wróble. Kochający chrześcijanin to bohater, który realizuje swój arcytrudny plan bez wsparcia nowoczesnych gadżetów, nie dbając o wysportowane i piękne ciało; i lekce sobie waży ostatnie osiągnięcia technik relaksacyjnych czy chirurgii plastycznej. On jest tak zwyczajny i prosty jak Matka Teresa wśród kalkuckiej biedoty lub tak prozaiczny i przyziemny jak ojciec cierpliwie karmiący swe upośledzone dziecko. A jednak przy tym całym ubóstwie środków dokonuje rzeczy niemożliwej i na dodatek "ściśle tajnej", bo ukrytej przed wścibskimi kamerami telewizji i mikrofonami radia. Kto ratuje jedno życie, ratuje świat cały. Trudno o lepszy kamuflaż dla zadań, które mogą ocalić ten świat od ostatecznego upadku i potępienia. Dlatego nie należy się dziwić, że chrześcijan w historii zawsze oskarżano o spiski, bo w tej prostocie i przejrzystości ich miłości jest coś tak niepojętego i tajemniczego, że musi to wzbudzać nieufność i podejrzliwość. Czyż nie jest to niepojęte i niesłychane, że Bóg zechciał mieszkać w ludzkim ciele? Niemożliwe ciągle staje się możliwe, bo cokolwiek uczyniliście temu najmniejszemu, Mnieście uczynili... (por. Mt 25, 40). 
  
ks. Stanisław Morgalla

 
Zobacz także
Adam Dylus
Okazuje się, że szczęście nie jest zależne od swoiście pojmowanej wolności. Wydaje się raczej, że proponowaną przez współczesnych psychologów i terapeutów wolność trzeba nazwać dowolnością albo samowolą. A to nie gwarantuje szczęścia, powoduje raczej, że życie człowieka może staje się pasmem cierpień...
 
Jacek Salij OP
Prawda o wywyższeniu Chrystusa dotyczy Jego ludzkiej natury. Bo w boskiej naturze Syn Boży przedwiecznie jest jedno ze swoim Ojcem. Aż dwadzieścia razy pojawia się na kartach Nowego Testamentu obraz zwycięskiego Jezusa, który siedzi po prawicy Boga.
 
Stanisław Przepierski OP

Maryjo, nowina, którą przekazał Tobie św. Archanioł Gabriel, zaskoczyła Cię. Św. Łukasz opisał to tak: „Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miało znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1, 29). Co Cię tak dotknęło, o Niepokalana? Co w pierwszej kolejności zaczęłaś rozważać? Usłyszałaś przecież jedno krótkie zdanie: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą” (Łk 1, 28). Które z tych określeń miało tak przedziwną moc? 

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー