logo
Wtorek, 02 marca 2021 r.
imieniny:
Halszki, Heleny, Karola, Pawła, Radosława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Stanisław Morgalla SJ
M jak Mission impossible
Posłaniec
 


Emocjonalny analfabetyzm

W obliczu rosnącej niezdolności do miłości współcześni psycholodzy i psychiatrzy biją na alarm. Najbardziej radykalnie brzmią przestrogi zza oceanu. – Jesteśmy puści w środku! – twierdzi jeden z amerykańskich naukowców. Wewnętrzna pustka jest wspólnym mianownikiem powszechnego dziś niskiego poczucia własnej wartości, różnorakich nałogów i uzależnień, chronicznej i kompulsywnej konsumpcji, utraty sensu życia, zamieszania w świecie wartości, głodu duchowości itp. Tak jakbyśmy w miejscu serca mieli pustą otchłań i próbowali ją wypełnić wszelkimi dostępnymi sposobami. – Rośnie społeczeństwo narcyzów – przestrzegają inni – czyli ludzi zapatrzonych w siebie, zimnych i wyrachowanych, realizujących jedynie własne cele, oczekujących podziwu i sławy bardziej niż czegokolwiek innego na tym świecie, gotowych zrobić wszystko, byle tylko zobaczyć własne odbicie w szklanych ekranach telewizorów i komputerów. Kolejne edycje Big Brothera, Idola itp. potwierdzają trafność tych prognoz także w odniesieniu do naszego katolickiego społeczeństwa.

Jak zatem zaradzić tej pustce? Jak ratować ludzi przed zalewem narcyzmu? Całą serię odpowiedzi i dobrych rad można znaleźć w "lawinie" publikacji o uczuciach i emocjach, bijących rekordy poczytności. Tak specjaliści, jak i zwyczajni ludzie przeczuwają, gdzie leży problem, ale – moim zdaniem – niewiele się zmieni. Nie tak prosto można trafić przez rozum do serca, a jeśli już, to bliżej jest do serca poprzez przysłowiowy żołądek. Nie można tak po prostu rozumowo dostarczyć komuś czegoś, co rozumowe nie jest i co zwykle otrzymuje się wraz z mlekiem matki, tj. tego podstawowego zaufania i pewności, iż jest ktoś na tym świecie, kto gotów jest oddać własne życie, by mi się nie stała krzywda. Nie zastąpi tego nic, nawet najlepsza książka czy program TV. Może to uleczyć jedynie druga osoba. Właściwie każdemu z nas należałaby się długa i kosztowna psychoterapia, by usunąć definitywnie ten emocjonalny analfabetyzm.

Miłość po ludzku niemożliwa

W naszych czasach, gdy miłość kojarzy się tylko z jednym (i to bynajmniej nie z hymnem św. Pawła), tylko miłość chrześcijańska wydaje mi się jedyną, która potrafiłaby rozwiązać sygnalizowany problem. Bezinteresowny dar z siebie – tylko on może zaspokoić próżnię w drugim człowieku i uleczyć jego zranienia. Lecz do tego zdolny jest jedynie ktoś, kto własne dobro opiera na osobistym doświadczeniu bezwarunkowej miłości Boga. Tylko ona bowiem tłumaczy postawy, które po ludzku są niemożliwe: bezinteresowną służbę ubogim, odrzuconym, opuszczonym, nieuleczalnie chorym, niepełnosprawnym itp.

Przy człowieku, który kocha taką miłością, filmowy bohater Mission impossible to mały chłopczyk z drewnianym mieczykiem, walczący ze strachami na wróble. Kochający chrześcijanin to bohater, który realizuje swój arcytrudny plan bez wsparcia nowoczesnych gadżetów, nie dbając o wysportowane i piękne ciało; i lekce sobie waży ostatnie osiągnięcia technik relaksacyjnych czy chirurgii plastycznej. On jest tak zwyczajny i prosty jak Matka Teresa wśród kalkuckiej biedoty lub tak prozaiczny i przyziemny jak ojciec cierpliwie karmiący swe upośledzone dziecko. A jednak przy tym całym ubóstwie środków dokonuje rzeczy niemożliwej i na dodatek "ściśle tajnej", bo ukrytej przed wścibskimi kamerami telewizji i mikrofonami radia. Kto ratuje jedno życie, ratuje świat cały. Trudno o lepszy kamuflaż dla zadań, które mogą ocalić ten świat od ostatecznego upadku i potępienia. Dlatego nie należy się dziwić, że chrześcijan w historii zawsze oskarżano o spiski, bo w tej prostocie i przejrzystości ich miłości jest coś tak niepojętego i tajemniczego, że musi to wzbudzać nieufność i podejrzliwość. Czyż nie jest to niepojęte i niesłychane, że Bóg zechciał mieszkać w ludzkim ciele? Niemożliwe ciągle staje się możliwe, bo cokolwiek uczyniliście temu najmniejszemu, Mnieście uczynili... (por. Mt 25, 40). 
  
ks. Stanisław Morgalla

 
Zobacz także
o. Mateusz Pindelski SP
Po przyjęciu Sakramentu Chorych można jeszcze żyć długie lata, stanowi on dobrą okazję, żeby pomyśleć o przygotowaniu się na śmierć. Bardzo ważną rolę odgrywają przy tym bliscy i przyjaciele chorego: z różnych powodów ludzie boją się tego Sakramentu – trzeba im pomóc poprzez modlitwę i życzliwą rozmowę...
 
Józef Augustyn SJ
Święto Ofiarowania Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej to nie tylko zapowiedź Jego wydania się i poświęcenia na trudy, cierpienie i krzyż dla naszego zbawienia, ale także wyraz wdzięczności Maryi i Józefa wobec Boga za dar Nowego Życia. Przyniesienie Dzieciątka do Świątyni to wyznanie wiary, że należy Ono wyłącznie do Boga, że jest Ono łaską. Dzieciątko Jezus było dla Jego Rodziców najczystszym darem. 
 
ks. Wojciech Przybylski
Adwent. Czas modlitwy, tęsknoty, oczekiwania, wewnętrznej pracy. W Adwencie módlmy się: "Dobry Boże, odeszliśmy od Ciebie. Szukaliśmy szczęścia poza Tobą, ale nie znaleźliśmy. Nasze dusze i serca wyschły jak studnia. Teraz błąkamy się, jesteśmy spragnieni. Źle nam bez Ciebie. Przyjdź"...
 
 
___________________
 
 reklama