logo
Wtorek, 26 marca 2019 r.
imieniny:
Dory, Olgi, Teodora, Emanuela, Małgorzaty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Rafał Kołodziej
Męska przygoda
Gazeta Świecka
 


Wyrwać z wygodnego fotela

Bóg będzie starał się ze wszystkich sił wyrwać nas z wygodnego fotela, do stanu większej bliskości z Nim. A jakże zrobić to lepiej jak nie przez konieczność opuszczenia tego, co znamy?

Czy naprawdę potrzebujemy kolejnej książki dla mężczyzn? Nie. Potrzebujemy czegoś innego. Potrzebujemy pozwolenia. Pozwolenia, abyśmy byli tym, kim jesteśmy - mężczyznami stworzonymi na obraz Boga. Pozwolenia na życie z głębi serca, a nie według listy "powinienem" i "muszę"... – pisze we wstępie do swojego Dzikiego serca John Eldredge.

Co z tą przygodą?

Książka oprócz znakomitej analizy męskiej tęsknoty za ojcem, zawiera objaśnienie trzech największych pragnień, jakie leżą w głębi serca każdego mężczyzny. Jednym z nich jest chęć przeżycia przygody. Pragnienie to można rozumieć literalnie. Wtedy pcha ono faceta, aby pojechał w góry albo odbył daleką podróż po egzotycznych krajach, albo wziął udział w rajdzie samochodowym, albo zrobił jeszcze coś innego, co wyrwie go z wygodnego fotela ustawionego naprzeciw ekranu. Taki wyczyn wiąże się zazwyczaj z wyłożeniem pewnej sumy pieniędzy oraz z odrobiną wolnego czasu.

Jednak pan Eldredge nie poprzestaje na tym znaczeniu. Pokazuje także inne, głębsze rozumienie przygody. Bez porównania niebezpieczniejsze, w którym nie chodzi o chwilowy dreszczyk emocji. Istotą jest wypuszczenie z mocnego uścisku sterów naszego życia, całego życia. Każdy człowiek ma tendencję do kontrolowania. Do tego, aby porządkować otaczającą rzeczywistość i doprowadzać ją do możliwie największego stopnia przewidywalności. Tak, aby nie wydarzyło się nic niepożądanego. Abyśmy w pełni panowali nad naszym finansami, nad uczuciami, nad słowami, nad rodziną, nad otoczeniem, słowem – nad wszystkim. Odcinamy się od tego, co nieprzewidziane i zaskakujące. Z bólem serca przyjmujemy zdarzenia losowe. Nawet jeżeli idziemy w nieznane miejsce czy towarzystwo, to i tak mamy już gotowy scenariusz, jak sprawy powinny się potoczyć.

Być jak rajdowy samochód

Jak na ironię, wraz ze wzrostem przewidywalności naszego życia, czujemy się nim coraz bardziej znudzeni. Zaczynamy szukać jakichś tanich podniet, które wywołają u nas chociaż ciut silniejsze emocje; a to się upijemy, a to pójdziemy na huczną imprezę, a to obejrzymy horror czy inne kino akcji. Byle choć przez kilkadziesiąt minut poczuć w żyłach troszkę adrenaliny. Notabene, większość tzw. męskiego kina gloryfikuje bohaterów, którzy ryzykują, którzy nie tracą czasu na zabezpieczanie tyłów, ale zdecydowanie stawiają czoła niebezpieczeństwu. Ich życie tak ich pochłania, że nie mają czasu na wykupowanie dodatkowych polis ubezpieczeniowych, zapinanie pasów czy jedzenie zdrowych, pożywnych śniadań.

 
1 2  następna
Zobacz także
rozmowa z o. dr. Kazimierzem Fryzłem CSsR
Na kryzys praktyki spowiedzi trzeba patrzeć w kontekście szerszego kryzysu życia religijnego: nie da się przeżywać głęboko sakramentu pojednania bez życia duchowego w przyjaźni z Bogiem, które wyraża się w modlitwie, w solidnym pełnieniu swojego powołania, w życiu eucharystycznym itp...
 
Ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Bernard Nathanson, urodzony w 1926 r. profesor z Cornell University, był ateistą i jednym z największych na świecie zwolenników aborcji. Dążył uparcie do tego, by w USA uczynić aborcję legalną, tanią i dostępną. W 1968 r. był jednym z założycieli National Abortion Rights Action League (Narodowej Ligi Walki o Prawo do Aborcji). Prowadził największą klinikę aborcyjną w Stanach Zjednoczonych. Przyznaje się do dokonania 75 000 aborcji. Mówi teraz z wielkim bólem: "w tej liczbie jest także zabicie mojego nie narodzonego dziecka, które uśmierciłem własnymi rękami". W życiu Nathansona dokonał się jednak cud przemiany umysłu i serca. Z czołowego światowego aborcjonisty stał się przodującym obrońcą życia dzieci nie narodzonych. Po wielu latach przygotowań, w 1996 r. przyjął chrzest w Kościele Katolickim.
 
Monika Florek-Mostowska
Życie duchowe zaczyna się tam, gdzie człowiek nie patrzy tylko na siebie. Zachwyca się zachodem słońca – i jest to wymiar transcendencji, choć niekoniecznie jest to odniesienie do transcendencji Bożej. Później można mówić o transcendencji religijnej – człowiek odnosi zachwyt, jaki mu towarzyszy, do rzeczywistości wyższej, Boga, Allacha, Kogoś, kto jest poza mną. 

Z o. Tadeuszem Kotlewskim SJ, psychologiem i teologiem duchowości, rozmawia Monika Florek-Mostowska
 
 
___________________
 
 reklama