logo
Czwartek, 06 maja 2021 r.
imieniny:
Beniny, Filipa, Jakuba, Judyty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Kwaśniewski
Miłość, przypadek czy tajemnica? Logika działania Opatrzności
materiał własny
 


Wstęp

Niemal każdego, kto nie wyklucza istnienia Boga, dopada kiedyś pytanie, jak może On tolerować zło, skoro nas kocha  a do tego jest wszechmocny i wszechdobry. Ta kwestia rozważana jest przez wieki i począwszy od Leibniza ma swoją nazwę - teodycea, czyli teoria usprawiedliwienia Boga wobec fizycznego i moralnego zła w świecie. Ma też olbrzymią literaturę.

Do klasycznych trzech problemów teodycei (wszechmocny i kochający Bóg a istnienie zła) należy jednak dodać czwarty: Bożą Opatrzność, która działa aktywnie i powodowana miłością, ale z punktu widzenia zwykłego człowieka są to działania zupełnie arbitralnie. Niezrozumienie a nawet sprzeciw budzi zwłaszcza brak działania Opatrzności w wielu, wydawałoby się oczywistych sytuacjach. Problem jest więc taki: jak istnienie dobrego i wszechmocnego Boga daje się pogodzić nie tylko z istnieniem zła, ale i z działaniem Boskiej Opatrzności, która ingeruje w świat, kieruje się miłością, a równocześnie nie zapobiega wielkim potwornościom, jak choćby zagłada Żydów czy ludobójstwo w Kambodży. Moje pytanie brzmi zatem: dlaczego Bóg, aktywnie ingerujący w świat, jedno zło toleruje a innemu zapobiega?

Człowiek Zachodu i pragnienie Transcendencji

Bez względu na to, jak odpowiemy na pytanie, czy i jak można pogodzić istnienie zła z istnieniem Boga, człowiek Zachodu nadal Go pragnie i szuka. Choć może nie tego z nudnych kazań, katechizmu i świętych obrazków. Większości z nas problem Boga nie spędza snu z powiek, ale wyrwani do tablicy znajdujemy w sobie wiarę, choć często odległą od dogmatów.

Pomimo wszystkich różnic między krajami, pokoleniami, poziomem wykształcenia i zróżnicowaną tradycją, pytanie o Boga pozostaje. Ale brzmi ciszej. Sekularyzacja robi swoje.  Wobec Kościoła i zorganizowanych, tradycyjnych form kultu nabieramy coraz większego dystansu, ale nie jest to dowodem zaniku pragnienia Transcendencji. Teologowie, zwłaszcza protestanccy, oraz badacze kultur pokazują, że takim zjawiskom jak desakralizacja czy dechrystianizacja towarzyszy równoczesne powstawanie nowych form poszukiwania i adoracji Transcendencji.  Theodor Luckmann nazwał to niewidzialną religią. Tworzona jest poza oficjalnym kanonem, przemieszcza się do mało sformalizowanych instytucji (np. kluby, fundacje). Sfera sacrum jest wyraźna, ale zdefiniowana indywidualnie. Powstaje prywatna religijność, nazywana religijnością ukrytą, rozproszoną, subiektywną.

W ciągu ostatnich czterdziestu lat udokumentowano bardzo wiele ruchów i zjawisk nacelowanych na szukanie i adorację Transcendencji poza tradycyjnymi instytucjami religijnymi. Niewidzialna religia stanowi potwierdzenie tezy o człowieku jako istocie religijnej a równocześnie jest wielkim wyzwaniem dla chrześcijaństwa.

Szukanie sensu i transcendencji poza Kościołem i oficjalnymi strukturami nie likwiduje trudnych pytań. Może nawet odwrotnie. Nowa, słabo zinstytucjonalizowana religijność, nieskrępowana dogmatami, odważniej stawia takie pytania. Na przykład, co z Bożą miłością? Skoro Bóg nas kocha i ciągle ingeruje w świat, by go doskonalić, dlaczego Jego Opatrzność dopuszcza tyle cierpienia? Widziałem śmierć mojej matki i czas poprzedzający tę śmierć. Była bardzo dobrym człowiekiem i bardzo cierpiała. Dlaczego Bóg na to pozwolił? Ale cóż znaczy jej i moje cierpienie w porównaniu z hekatombą Żydów w czasie drugiej wojny?  Wyobraźcie sobie samych siebie, jak stoicie w niewiarygodnej ciasnocie i przerażeniu, bo już wiecie, że to nie będzie prysznic. Z góry spadają pojemniki i stojąc, ściśnięci jak śledzie w puszce, umieracie w męczarniach przez pół godziny a może przez trzy kwadranse, bo niemieccy oficerowie albo oszczędzają gaz, albo chcą sobie dłużej na was popatrzeć. Przed wami zagazowano już dzisiaj dwa tysiące ludzi, po was czeka w kolejce reszta transportu. A może siedzicie na trawie w wielkiej grupie właśnie czekając, aż przyjdzie wasza kolej na gaz? Wasze maluchy, nieświadome czekającej je za chwilę tortury zagazowania, przegryzają beztrosko jabłka. Niektórzy byli więźniowie Auschwitz pytają: gdzie był wtedy Bóg?

 
1 2 3 4 5 6  następna
Zobacz także
Maciej Zinkiewicz OFMCap
I z czego się tu cieszyć? Może zamiast zapijać środki znieczulające kolejną colą, dobrze byłoby zatrzymać się w pędzie, zmierzyć się z trwogą, zastanowić się, czy nuda nam jednak o czymś nie mówi. I odkryć nadzieję, która przekracza wymiary tego świata. Odkryć radość, która jest za darmo. 
 
Fr. Justin
Gdzież żyją nadal nasi zmarli i jak żyją? Nie wiemy o tym prawie nic. "... ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdoła pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują" - pisze św. Paweł (l Kor 2, 9). Pismo Święte mówi jedynie, że będziemy żyć (l Kor 15, 12 nn.).
 
Najczęściej mamy jakiś wspaniały pomysł – błogosławiony pomysł na swoje, albo na czyjeś życie. Potem zaczynamy go wprowadzać w życie, a gdy napotykamy trudności zaczynamy prosić Boga, żeby pomógł nam realizować naszą własną wolę. Próbujemy Mu wmówić, że przecież to Jego pomysł, albo że tak się złożyło lub buntujemy się, że przecież nie tak się umawialiśmy.  
 
___________________
 
 reklama