logo
Piątek, 22 października 2021 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Elżbieta Marek
Miłość jako życzliwość
Droga
 
fot. Joe Yates | Unsplash (cc)



Miłość jest najpełniejszą realizacją wszystkich możliwości jakie tkwią w człowieku. Oczywiście dzieje się tak, kiedy miłość jest prawdziwa (czyli taka, która zwraca się do prawdziwego dobra w sposób odpowiedni do natury tego dobra).

 

Miłość do osoby musi być życzliwa, żeby można ją było nazwać prawdziwą (to trzeci z kolei omawiany składnik miłości). Nie wystarcza chcieć drugiej osoby jako dobra dla siebie i zarazem chcieć dobra dla drugiej osoby, bo to jest dobre dla mnie. Chodzi o to, że życzliwość odrywa się od wszelkiej interesowności.

 

Tak więc bezinteresowność w miłości to „pragnę twego dobra”, a nie „pragnę ciebie jako dobra”. Przez życzliwość przybliżamy się do tego, co stanowi „czystą istotę” miłości. Taka miłość najlepiej rozwija obie osoby: kochającą i kochaną.

 

Prawdziwa miłość życzliwości w relacjach między kobietą i mężczyzną idzie w parze z miłością pożądania pod warunkiem, że to ostatnie nie zdominuje wszystkiego, co jest zawarte w miłości między nimi.

 

Ważną cechą miłości jest wzajemność, czyli coś co istnieje między osobami. Wtedy mamy do czynienia nie z dwoma psychologicznymi faktami, ale z jedną całością. Można powiedzieć, że miłość jest czymś „w osobie” i „pomiędzy osobami”. Karol Wojtyła pisze, że jeśli tym, co wnoszą obie osoby we wzajemną miłość, jest ich miłość osobista – ale miłość rozumiana jako cnota (stała umiejętność bycia w relacji, pragnienia i czynienia dobra dla drugiego) – to sama wzajemność nabiera cech stałości, pewności, zaufania. Można wtedy na drugiej osobie polegać, myśleć o niej jak o przyjacielu.

 

Taka miłość jest źródłem radości i pokoju (a jak wiemy są to owoce miłości). W takiej miłości nie ma zazdrości ani interesowności. Żeby taka relacja była możliwa, każda z osób musi do niej dojrzeć, wychować siebie do niej. Tutaj leży odpowiedź dla tych, którzy „nie wierzą” w prawdziwą miłość. Ogromnie wiele zależy od samowychowania tej cnoty w sobie, a nie od „wiary? lub „niewiary” w miłość. Trzeba dodać, że pragnienie wzajemności wcale nie wyklucza bezinteresownego charakteru miłości. Jaka jest ta wzajemność, zależy od tego, czy osoby wnoszą w nią nastawienie konsumpcyjne (egoizm), czy też właśnie miłość – cnotę. Jeśli wnoszą nastawienie konsumpcyjne, które nigdy nie zespala ludzi na dłuższą metę, gdy skończy się dostarczanie przyjemności czy korzyści, pryska złudzenie wzajemności. Papież taką „wzajemność” nazywa harmonią egoizmów.

 

Karol Wojtyła podkreśla, że należy zawsze dobrze „sprawdzić” miłość, zanim się ją oświadczy, zanim uzna się ją za własne powołanie i zacznie budować na niej życie. Sprawdzić trzeba to, co jest w każdej osobie i co jest między nimi. Sprawdzić wcale nie znaczy zamieszkać razem, bo wtedy jest to zafałszowanie miłości – nic się nie wie o tym, co naprawdę łączy dwoje ludzi, a wtedy nie da się nic trwałego zbudować. Miłość potrzebuje czasu, by dojrzewać. Karol Wojtyła pisze: „Miłość może przetrwać tylko jako jedność, w której zaznacza się dojrzałe „my”, a nie przetrwa jako zestawienie dwu egoizmów, w których osnowie zaznaczają się dwa „ja”. Miłość ma strukturę międzyosobowej wspólnoty”.

 

Elżbieta Marek
Droga 6/2014

 
Zobacz także
Cezary Żechowski
Przebaczyć i żyć tak, aby zachować własną godność. A może nie przebaczyć? Przecież przebaczyć i zapomnieć to w jakiś sposób zrezygnować z siebie. Komu potrzebne jest przebaczenie: temu kto skrzywdził czy temu kto został skrzywdzony? A może kulturze, społeczeństwu, aby mogło ono unikać poczucia winy albo stawiania trudnych pytań?  
 
Cezary Żechowski
Przyszłość chrześcijaństwa w Europie stoi dzisiaj pod znakiem zapytania. Chrześcijańska Europa nieraz stawała na historycznym zakręcie, ale obecna próba może być groźniejsza od doświadczeń związanych z inwazjami islamu, bolszewizmu czy nazizmu. Zawsze bowiem łatwiej opierać się temu, co zagraża z zewnątrz, niż zmagać się z własnymi słabościami. A tym razem zagrożenia tkwią głównie w nas...
 
Magdalena Damian, Małgorzata Stępień-Kęsik

Człowiek przychodzi na świat niezdolny do samodzielnego życia. Jego dalszy wzrost i rozwój uzależniony jest od tego, czy opiekujące się nim osoby dorosłe, zwłaszcza matka, zapewniają pełne zaspokojenie jego potrzeb, ochronę przed niebezpieczeństwem i niekorzystnymi czynnikami otaczającego świata. W pierwszym okresie życia wytwarza się symbiotyczna więź między niemowlęciem a matką. Więź ta uzyskuje z obu stron bardzo silne dodatnie wzmocnienie emocjonalne – u matki jest to miłość macierzyńska, a u dziecka szybko powstające przywiązanie do matki.

 
___________________
 
 reklama