logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Janusz Pyda OP
My z wioski Amiszów cz.II
Miesięcznik W drodze
 


Wykluczenie nie jest rzeczą przypadkową: należy do istoty wewnętrznego kręgu. (…) Ze wszystkich ludzkich namiętności pragnienie dostania się
do wewnętrznego kręgu najskuteczniej skłania człowieka,
który nie jest jeszcze wielkim łotrem,
do czynienia bardzo złych rzeczy.

C.S. Lewis 


czytaj część I artykuł

Odwrócenie pojęć - czyli o fałszywym rozumieniu aggiornamento

Lęk przed wykluczeniem ze świata spowodował, że katolicy ostatnich czasów postanowili przeinterpretować orędzie i podstawowe pojęcia Soboru Watykańskiego II tak, aby uniknąć wspomnianego ostracyzmu. Dla wszystkich, którzy liczyli na stałe członkostwo w klubie świata nie tylko pomimo, ale wręcz dzięki swojemu chrześcijaństwu, jednym z ulubionych pojęć kluczy stało się słowo aggiornamento. Pojęcie to, opisujące ideę bardzo ofensywnego wyjścia Kościoła do świata po to, aby go ewangelizować, nabrało bardzo specyficznego znaczenia w umysłach wszystkich, których paraliżował i paraliżuje lęk przed wykluczeniem.

Wymyślili oni, że aggiornamento nie jest nakazem wyjścia do świata, aby go zmieniać, ale zgodą na wpuszczenie "ducha świata" do serc chrześcijan, aby tym wygodniej i znacznie mniej kolizyjnie żyło się w świecie. Dokładne odwrócenie znaczenia tego właśnie słowa, przeinaczenie przesłania wielkiego i ogromnie ważnego Soboru stało się alibi dla tchórzostwa i konformizmu. Części osób tego typu hermeneutyka pozwoliła zrobić medialną i uniwersytecką karierę. Niestety, pozostała część - ci, którzy zachowali wiarę bez kompromisów - poczuła się zagubiona. Pierwsi otrzymali stałe członkostwo w klubie tego świata, drudzy zostali usunięci na margines. Przykłady można mnożyć. Ja chciałbym przytoczyć tylko jeden. Czytelniczka bloga, który prowadzę na stronie dominikańskiej (podpisana nickiem A. Kowalska), w jednym z komentarzy napisała tak:


Zło moralne aktów homoseksualnych nie bierze się stąd, że są one homoseksualne, tylko stąd, że są pozamałżeńskie - to teza artykułu A. Sporniaka w "Rzeczpospolitej", będąca elementem dyskusji toczącej się na katolickim skądinąd portalu Tezeusz. A. Sporniak to dziennikarz gazety, która również deklaruje się jako medium katolickie ("Tygodnik Powszechny"). Artykuł ma w treści szereg odniesień do Pisma Świętego i nauczania KK. Może Ojciec ustosunkowałby się do tej tezy. Wydaje mi się niesłuszna. (…) Jest oczywiście argument "Bóg tego zakazał", wielokrotnie pojawiający się w Biblii. Do tej argumentacji odnosi się A. Sporniak (i szereg innych publicystów), wskazując, że jest to zakaz historyczny i uwarunkowany kulturowo, a tym samym dziś nieobowiązujący. Może Ojciec wskazałby też inne tropy myślenia? Czasem mam wrażenie, że próbując być wierną nauczaniu Kościoła, jestem przez część tegoż Kościoła spychana do kruchty z napisem "zaściankowi, nietolerancyjni, niedouczeni" [podkreślenie J.P].


Nie będę komentował tego wpisu, bo nie trzeba. To on właśnie ma być ilustracją tego, co napisałem dotychczas. Ale jedno jest przerażające – czy to już nie tylko ze świata można być wykluczonym za swoją wiarę, ale i z "Kościoła"? A może ten "Kościół", z którego można być wykluczonym za wyznawanie wiary, nie jest już Kościołem Chrystusowym, ale światem, który udaje Kościół?

Chrześcijanie jak amisze

Jest jeszcze jeden sposób dogadania się z tym światem za plecami Pana Jezusa i uniknięcia tym samym bólu wykluczenia. Można się zgodzić na bycie "wewnętrznym kręgiem" w obrębie tego świata - czyli zgodzić się na rolę skansenu, folkloru, dziwactwa uroczego i dla świata nieszkodliwego. Chrześcijanie mają prawo żyć jak amisze - w swoich zamkniętych wspólnotach, ze swoimi oryginalnym kolorytem. Od czasu do czasu mogą nawet zorganizować dla świata jakiś festyn albo coś światu podrzucić w prezencie: zupy siostry Leokadii, produkty benedyktyńskie, jarmarki św. Jacka, festiwal pierogów, pokaz strojów zakonnych i duchownych, św. Mikołaja. Takie kontakty z chrześcijanami świat nie tylko toleruje, ale i lubi. Jakiekolwiek inne przenikanie chrześcijan do świata jest zabronione – zazwyczaj dlatego że jest mieszaniem się do polityki, brakiem tolerancji dla odmienności i różnorodności ludzi, wynoszeniem się ponad inne religie.

Tego typu akcje są wykluczone i do wykluczenia chrześcijan prowadzą. Możemy jako chrześcijanie gotować światu zupy i robić nalewki, piwa i sery, ale nie wolno nam bronić poczętych dzieci. Jeśli się na to zgodzimy, zostaniemy uznani za jeden z podklubów ogromnego klubu świata. Nie zostaniemy wykluczeni. Problem polega na tym, że mamy być solą tej ziemi i światłem tego świata, a nie jego centrum festynowo-rozrywkowym.

Kilka rad na koniec

Widząc to wszystko, co widzieć trzeba, należy zachować pamięć o kilku podstawowych sprawach. Po pierwsze, każdy, kto choć raz doświadczył uczucia wolności płynącej z przełamania lęku przed wykluczeniem ze świata z powodu przynależności do Chrystusa, nigdy już nie będzie się oglądał na dom niewoli - owe światowe wewnętrzne kręgi, z których można być wykluczonym. Wolność dziecka Bożego jest nieporównywalna ze zniewoleniem tego świata. Po drugie, trzeba pamiętać, że jakkolwiek świat chrześcijan nienawidzi, to jednak chrześcijanie nie mają prawa uciec ze świata - tak jak dusza nie ma prawa "uciec" z ciała, nawet jeśli męczy się strasznie i ciągnie stale w inną stronę. Kościół jest i musi pozostać katolicki - czyli powszechny. Wioska amiszów bardzo się różni od Kościoła. Po trzecie wreszcie, aby być chrześcijaninem trzeba sporo poćwiczyć na płaszczyźnie czysto przyrodzonej. Mam tu na myśli zwykłe ćwiczenie codziennej cnoty odwagi cywilnej. Ilekroć uda nam się stanąć w obronie słabszego i powszechnie krytykowanego człowieka, ilekroć będziemy mieli odwagę, aby powiedzieć, że nie lubimy filmu, który wszystkim się podoba, ilekroć odważnie wypowiemy swoje zdanie, zawsze wtedy przygotowujemy swoje serce do tego, by było sercem chrześcijanina - kogoś z definicji wykluczonego. 

Janusz Pyda OP
W drodze 1 (449)/2011

 
Zobacz także
Józef Augustyn SJ

Z chrześcijaństwem Wietnam po raz pierwszy zetknął się na początku XVI wieku. Europejczyk, o brzmiącym z hiszpańska imieniu Ińigo, przybył do Wietnamu w 1533 roku i rozpoczął w tym rolniczym kraju pracę misyjną, kontynuowaną i rozwijaną później przez dominikanów i jezuitów.

 

Z o. Nguyen Huu Viet, wietnamskim jezuitą, rozmawia Józef Augustyn SJ

 
Krzysztof Osuch SJ
W miesiącu sierpniu przybywają na Jasną Górę tysiące pielgrzymów. Najwięcej jest ich w pobliżu Uroczystości Wniebowzięcia NMP i Uroczystości Najśw. Maryi Panny Częstochowskiej. Wystarczy wyjść za nasze ogrodzenie, by na pielgrzymów popatrzeć i może uszczknąć coś z łask, które spłynęły na nich w trudzie wędrowania. Cennym sposobem kontaktowania się z jasnogórskimi pielgrzymami są radiowe wywiady i rozmowy z nimi.  
 
Jadwiga Lepieszo
Drobne kłamstwa i małe oszustwa wcale nie są takie niewielkie, jak nam się wydaje, i powodują ogromne spustoszenie w nas oraz szereg nieporozumień, kłótni, agresji w rodzinie. Dlaczego kłamstewko staje się "niezbędnym" elementem komunikacji? Co chce zapewnić sobie kłamca? Głównie komfort psychiczny...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー