logo
Sobota, 08 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Izy, Rajmunda, Seweryna, Dominika, Cypriana – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Marian Zawada OCD
Nadzieja w czasach trwogi
Zeszyty Odnowy
 


Nadzieja w czasach trwogi

Spochmurniało nam niebo początku tysiąclecia. Kultura i cała rzeczywistość nasączona została czymś co nazwano postmodernizmem (dekonstruktywizm - jest to nurt w sztuce, literaturze i filozofii, stanowiący krytykę współczesnej cywilizacji). Niewybredne sprzeciwy postmoderny skierowane przeciwko wszystkiemu co uporządkowane, posiew nicości i delektowanie się zepsuciem, znaczą nasz czas dotkliwie. Pustka ziejąca z głębi kultury i zamieszkująca coraz bardziej nonszalancko ludzkie serca, sprawia że człowiek - jak mówił Sartre - stał się pasją niepotrzebną. Sukcesy świętuje duch przewrotności, domagający się królowania miernoty i bezguścia. Nowo kreujące się medialne autorytety typu krzykliwych piosenkarzy, dziennikarzy czy sportowców rzadko proponują sensowną wizję świata, natomiast szalone zmiany stały się synonimem dynamizmu i namiastki życia.

Na to wszystko nałożył się wrześniowy dramat, gdzie w upadających drapaczach chmur, tej bliźniaczej amerykańskiej dumie, runęły podstawy zaufania do społecznych i politycznych środków bezpieczeństwa. Człowiek poczuł się bezbronny, bezradny wobec uderzającego go znienacka zła. Okrucieństwo tego dnia objawiło, jak bardzo skutecznie można zorganizować się przeciw człowiekowi.

Kryzys nadziei

Wewnętrznym nurtem współczesności jest kryzys nadziei. Objawia się on najpierw w wypłukaniu sensu życia, czy nawet niemożności życia. Traci się chęć i przekonanie do życia. Jakże różnobarwna i złowieszcza jest współczesna pasja śmierci. Poczynając od spojrzeń, słów, okrutnych deklaracji, a kończąc na doskonalonych systemach zabijania. Trudno zrozumieć, dlaczego tak wielu zamienia swe serca w łagry, w komory gazowe, gdzie czyha na bliźniego niewola i śmierć. I dlaczego tak konsekwentnie zainteresowani są szerzeniem śmierci?

Następną cechą charakterystyczną naszych czasów jest wątpienie. Narasta ono od dawna, zamieszkuje niemal powietrze. Wątpienie w Boga, w człowieka, w darowany czas, zatapia te obszary, gdzie człowiek uczył się myśleć, kochać i żyć. Może najbardziej wątpienie ogarnęło właśnie myślenie, miłowanie i chęć życia. U podstaw wątpienia leży skorodowana nadzieja. Wątpienie zamyka w umieraniu każdy rodzący się dzień. Dla wątpienia nie ma narodzin, nie ma radości początku. Wątpienie jest wielką rezygnacją z życia, a nawet celebrowaniem śmierci. Wątpiący wegetuje jak potępiony, a potępienie staje się dominującą postawą: co jest jeszcze do zakwestionowania, co jest jeszcze do potępienia? Tu znajduje wyjaśnienie konsekwentna negacja wszystkiego co jest, co żyje, co pragnie żyć. Wątpienie rozrasta się w bukiet: podejrzliwości, malkontenctwa, nostalgii za nieobecnym, niszczenia, podkopywania, odzierania z piękna. Czyż nie można zarzucić współczesnej kulturze, że nieustannie odziera człowieka z piękna? Sztuka, zwłaszcza ta wiązana ze schorowaną absurdalną twórczością swoiście pretenduje do kategorii "piękna": zobacz, jak człowiek jest ohydny; zobacz, jak jest przerażający. Pytam więc, czy jest jeszcze coś, co można zohydzić? A łudzono się, że pożegnaliśmy bezpowrotnie epokę barbarzyńców.

Oprócz pustki i wątpienia mamy do czynienia z nasyceniem duchowej atmosfery paraliżującym lękiem. Eskalacja lęku doprowadza do zamykania, chronienia siebie, izolowania. Człowiek pozamykany, ukryty za płotami, unikający spotkań, czuwający, by nie został zaatakowany czy zraniony przez napierających "agresorów", wycofuje się coraz bardziej w krainę bez miłości.

Współczesności doskwiera również coś, co można by nazwać kryzysem przyszłości. Staje się ona nie tylko coraz bardziej apokaliptyczna, ale dla wielu po prostu jej nie ma. Tacy żyją odwróceni od życia i od siebie. Stracili zaufanie do rzeczywistości, do historii, utracili jakiekolwiek punkty odniesień. Miejsce przyszłości zajęła rzeczywistość alternatywna, wirtualna, pełna cyborgów, androidów czy supermanów.

Nadzieja nowego poranka

Powyższe akapity stanowią tło naszych rozważań, które są próbą odpowiedzi, na pytanie: jak uporać się ze współczesnością. Odpowiedzią jest nadzieja - najmłodsza ze wszystkich córek stworzenia.
Nadzieja jest szczególną siłą, która nie należy do tego świata, a która wydobywa życie. Wywodzi się z elementarnego otwarcia człowieka. To otwarcie znajduje swe źródło (o dziwo!) w tajemnicy niedoskonałości. Ponieważ człowiek jest niedoskonały, może stawać się większy od siebie, może wzrastać. Tej zdolności przekraczania siebie nie ma końca. Ta otwartość sprawia, że człowiek posiada niewyczerpany i nieogarnięty wymiar swego jestem, które zakorzenia coraz bardziej w Jestem Boga.

Tajemnicę niedoskonałości Bóg uczynił na planie zbawienia możliwością nieogarnionego sposobu życia, można by rzec - nieskończenie otwartego i otwierającego się na życie. Dotyczy to zwłaszcza życia samego Boga, pragnienia zbawienia.
Na tym tle możemy osadzić nadzieję, jako zaproszenie do nieskończoności Boskiego życia, do przemierzania wielkości Boga: byśmy wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość (Ef 3,18). Św. Faustyna zauważa, że po wielu tysiącach lat życia wiecznego może okazać się, że dopiero co zaczęliśmy poznawać i miłować tajemnicę nieskończonego Stworzyciela.

W swej tajemnicy nadzieja jest posiadaniem Boga. Łatwo nam zrozumieć różnicę między widzeniem a posiadaniem. Co innego jedynie widzieć jakiś zapierający dech w piersiach samochód czy kunszt architektury, a co innego być tego właścicielem, móc dysponować, używać. Nigdy nie będziemy wiedzieć, co tak naprawdę oznacza posiadać Boga. Do tego jednak się przygotowujemy naszą chrześcijańską nadzieją.
Aby posiadanie to było pełne, nadzieja musi być doskonała, a więc całkowicie otwarta i nieskończenie pusta, by mogła przyjąć nieskończonego Boga. Dlatego św. Jan od Krzyża poucza nas o potrzebie wewnętrznego ogołocenia, a bł. Henryk Suzo o duchowej nagości. Nadzieja to jedyny godny niebios sposób posiadania.

Wielkim niebezpieczeństwem dla nadprzyrodzonej nadziei są nasze małe, karłowate, codzienne nadzieje, które nas rozpraszają i wprowadzają ciągłe zamieszanie. Wielką nadzieję należy oczyszczać z tych małych chwastów. W ten sposób nie dajemy się już uwodzić i oszukiwać i napełniamy sensem swe serca, które żywią się jedynie prawdą Boga. W takiej nadprzyrodzonej nadziei znajdujemy ochronę przed spustoszeniem bezsensu i wypłukaniem życia w nihilizmie, gdzie pogasły już wszystkie światła. Nadzieja nadprzyrodzona uczy prawdziwej ekonomii. Nie można koncentrować się na kilkunastu czy kilkudziesięciu latach życia, nie interesując się, jak będzie wyglądać nasza wieczność. Proporcji nie ma żadnych: to małe, krótkie życie na ziemi jest niczym w porównaniu z chwałą nieba.

Poza tym nadzieja ufa Bogu, a nie ludziom. Juliannie z Norwich, chyba największej mistyczce angielskiej (XIV w.), Chrystus w objawieniach powiedział, gdy dręczyło ją pytanie o grzech i potępienie: "Wszystko będzie dobrze, wszystkie rzeczy będą uzdrowione". Są ludzie, którzy uwielbiają zadręczać siebie i innych rozciągając wizje prawdopodobnych katastrof na niebie i na ziemi. Do takich ludzi nie należy nadzieja.

Nadzieja, jak zauważa Charles Peguy, rodzi się w nocy. Noc jest właściwa dla jej narodzin. Bóg stwarzając noc, stworzył coś najpiękniejszego, gdyż w jej przemożnym wpływie wszystko może powrócić do Stwórcy. Powierzając się nocy, zasypiając, stworzenie jednocześnie powraca do Boga. I budzi się odnowione, odmłodzone, słowem - pełne nadziei. Jest to tajemnica każdego brzasku. Dlatego też noc jest symbolem ojcowskiego, opatrznościowego ogarnięcia, miarowego - zgodnie z cyklem dni i nocy - ponownego zbierania przez Boga, który pozwala stworzeniu odpocząć. Bóg pragnie, by człowiek odpoczął. Sam, po dziele stworzenia, odpoczął; również Jego Syn, po ostatnim, przerażającym dniu na ziemi, powierzył Ojcu wszystko, co straszne i przegrane. W taki właśnie sposób nadzieja powierza wszystko Bogu.

Noc jaką przeżywamy - noc świata i Kościoła - może przerażać swą rozległością i spustoszeniem, może wprowadzać w wątpienie, ale czyż Bóg nie jest mocniejszy i nie jest zdolny, by nas jak Chrystusa wyprowadzić spośród umarłych (Rz 10,7)? Nadzieja jest zdolnością przywracania życia, szczególnie tego, które się tli pod ciężarem dni.
Nadziei należy się powierzyć i nie mieć innych "podpórek". Jeżeli ktoś bardziej ufa sobie niż Bogu, wprowadza wielkie zamieszanie w swoje dni i noce. Niepotrzebnie wzbudza nocne upiory ludzkich lęków. Nadzieja zawierzenia natomiast nosi głęboki spokój, że historia należy do Boga.

Jest jeszcze jeden wymiar nadziei, może najbardziej potrzebny. Jest męstwem bycia pośród trudności, ucisku. Już św. Jan Apostoł świadom trudu, pisał do swoich: wasz brat i współuczestnik w ucisku i królestwie (Ap 1,9). Niezwykła jest wzajemność ucisku i królestwa. Ucisk ma pewne zadanie: objawia nam naszą słabość, niemoc. Św. Paweł wie o pewnej tajemnicy: ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny (2 Kor 12,10). Dlatego własna słabość go nie obezwładnia, ale wydobywa duchowy wymiar mocy: w słabości moc się doskonali. Ucisk jest potrzebny dla odnowy nadziei, właśnie dlatego gdyż człowiek nie spodziewa się już znikąd ratunku poza Bogiem. Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi (Rz 12,12), zachęca Apostoł Narodów. A czy nasza nadzieja jest źródłem chrześcijańskiej radości, czy też smutku?

Ucisk kształtuje, radykalnie oczyszcza nasze czekanie. Siła doświadczanego "jeszcze nie" nie wrzuca w beznadzieję wewnętrznego upadania, ale hartuje ducha odważnego. Nadzieja, ta najstarsza miłośniczka życia, otwiera przed nami drzwi niebios. Gdy człowiek czegoś oczekuje, a zwłaszcza, gdy miłuje, to samo oczekiwanie może nadać sens jego życiu. Ponieważ chrześcijaństwo jest religią obietnicy, oczekiwanie jest najbardziej upragnioną postawą. To obietnica kształtuje naszą wyobraźnię religijną. Mieć nadzieję, to znaczy też mieć tak plastyczną wyobraźnię, by rozwiązać problem przyszłości. Jedynie Chrystus przychodzący po nocach ciemnych, o brzasku poranka nowego świata zapala jedyne światło, nadzieję ostatecznego spełnienia.

O. Marian Zawada OCD

O. Marian Zawada jest karmelitą, autorem wielu książek z dziedziny duchowości. Obecnie pełni funkcję rektora w Kolegium Filozoficznym WSD Karmelitów Bosych w Lublinie. Jest duszpasterzem sióstr studentek na KUL-u, członkiem Redakcji Życia Konsekrowanego przy Radiu PLUS w Lublinie.

 
Zobacz także
ks. Marek Dziewiecki
Już małe dzieci marzą o tym, by żyć w kochającej się rodzinie, a gdy stają się nastolatkami, zaczynają marzyć o tym, by spotkać jakąś niezwykłą osobę, którą pokochają na dobre i złe, na zawsze, i która ich pokocha podobną miłością. Nie jest jednak łatwo zrealizować marzenia o wielkiej miłości. Pierwszą przeszkodą w dorastaniu do wielkiej miłości są rozczarowania innymi ludźmi – zwłaszcza bliskimi w rodzinie – a także rozczarowanie samym sobą i własną słabością.
 
ks. Marek Dziewiecki
Wielki Post nie jest jedynie czasem przygotowania do Świąt Wielkiej Nocy, ale jest ćwiczeniem, doświadczeniem nowego życia w Duchu Świętym. Duch Święty, który nam wciąż towarzyszy, nie pozostawia nas nigdy samymi sobie. Duch Boży wciąż nas prowadzi, dodaje nam sił w naszej słabości i uzdalnia do pełnej dyspozycyjności w wypełnianiu Bożego planu. 
 
ks. Tomasz Schabowicz
Kiedy próbuję odkrywać istotę wydarzeń Triduum Sacrum, mogę zatrzymać się na poziomie poruszających scen. Ale przecież nie chodzi tu o przelotne, szybko mijające chwile uniesień doznanych w spotkaniu. Ewangelia to nie łzawy melodramat! To jest objawienie konkretu Boga ze mną i dla mnie. To właśnie ten konkret stanowi źródło wzruszenia, zawstydzenia, przerażenia, radości...  
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー