logo
Sobota, 25 maja 2019 r.
imieniny:
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny, Bedy, Grzegorza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Piotr Mazurkiewicz
Niepotrzebnie nie drażnić
Pastores
 


 Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś, że nie zna człowieka, który straciłby wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale za to zna kilku, którzy stracili ją po rozmowie z własnym proboszczem. Słowa te, co nie dziwi, wzbudziły spore oburzenie wśród duchowieństwa. Wyrażają one jednak pewną intuicję, której nie warto zbyt pospiesznie lekceważyć.
 
Ewangelia sama w sobie zawiera coś, co powoduje, że bywa odbierana jako „trudna mowa”, której lepiej nie słuchać. Chrystus zadający się z celnikami i grzesznikami bywał postrzegany przez swoich słuchaczy jako gorszyciel i z tego powodu kontestowany przez ludzi przyzwoitych.
 
Podobny los może spotkać każdego, kto przypomina Jego naukę i stara się żyć w zgodzie z Jego przykładem. Nieraz sama obecność księży w koloratce wywołuje wśród uczestników różnych naukowych sesji bądź też innych spotkań zdezorientowanie czy nawet irytację. Z taką reakcją można się spotkać nie tylko w tak zwanych środowiskach laickich, ale również w gronie „postępowych” teologów.
 
Zdarzyło mi się nawet, a miało to miejsce już za pontyfikatu Benedykta XVI, że po wygłoszeniu przeze mnie referatu ktoś podszedł do mnie i powiedział życzliwie: „Trzeba być odważnym, żeby cytować tu Ratzingera”. Oczywiście, reakcje tego typu nie są wystarczającym powodem, żeby Ratzingera nie cytować. Czasem jednak, spodziewając się, że czyjeś nazwisko, na przykład Rocco Buttiglionego, spowoduje zamknięcie się słuchaczy, może nie warto wymieniać go w tekście, a wystarczy jedynie umieścić w przypisie. Wydaje się, że nie ma powodu, by drażnić niepotrzebnie, skoro celem referatu nie jest zdobycie poparcia dla takiej czy innej osoby, ale pozyskanie słuchaczy dla wygłaszanych treści.
 
Kultura ministra
 
Powtarzano niegdyś anegdotę o jednym z literatów, który, cały drżący, siedział w poczekalni w Ministerstwie Kultury, oczekując na audiencję. Ktoś wyszedł z gabinetu i, zorientowawszy się w sytuacji, zaczął go uspokajać: „Niech się Pan nie boi, to przecież minister kultury”. W odpowiedzi zaś usłyszał: „Ja się nie boję ministra kultury, tylko kultury ministra”. Ludzie siedzący przed drzwiami kancelarii parafialnej w zdecydowanej większości nie odejdą od wiary z powodu dzieł Marksa z tej prostej racji, że w ogóle nie będą ich czytać. Przychodzą jednak na ogół w bardzo trudnej dla siebie sytuacji emocjonalnej, która sprawia, że także drżą, bez względu na to, jak bardzo lubią swojego proboszcza. Zapewne drżą również niektórzy studenci przed wejściem na egzamin do księży profesorów, co tym ostatnim wcale nie ułatwia wydobycia z nich właściwych odpowiedzi na stawiane pytania. Cóż, nie każdy z nas ma taki talent, jak na przykład poeta Jerzy Zagórski; gdy tylko zrobił groźną minę, dzieci wybuchały śmiechem. Zapewne im bliżej trzeciego wieku, tym łatwiej o postawę życzliwej dobroduszności, której już nikt się nie boi.
 
Słyszy się niekiedy, że najpierw trzeba być dobrym człowiekiem, potem dobrym chrześcijaninem, a dopiero później można stawiać sobie pytanie, czy jest się dobrym księdzem. Owa dobroć (humanitas) z całą pewnością obejmuje zwyczajną ludzką wrażliwość na drugiego człowieka, której minimalnym poziomem jest osobista kultura. Obejmuje także dobroć ewangeliczną zapisaną w tekście Kazania na Górze. Polega wreszcie na naśladownictwie Boga, który jest „ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem” (Ps 68,6), oraz Jezusa Chrystusa, który „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz [z miłości do nas] ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,6-7).
 

 
 
1 2  następna
Zobacz także
Przemysław Radzyński
Próbowałem, ale nie mogłem. Powołanie trzeba rozeznawać. Nie każdy pomysł, który przychodzi człowiekowi do głowy wpisuje się w jego powołanie. Powołanie do kapłaństwa, trzeba rozeznawać w Kościele, a więc trzeba przedstawić je Kościołowi. Zwłaszcza w mojej sytuacji...

Z ks. Antonim Kieniewiczem rozmawia Przemysław Radzyński
 
Przemysław Radzyński
Czy macierzyństwo jest trudne? Nie, skądże. Ostatnio na portalach internetowych rekordy popularności bije film, na którym widać mamę opowiadającą o tym, jak to bardzo chciałaby zjeść obiad ciepły, nawet nie gorący, no i pogryziony, a nie połknięty. Nawet śmieszne. Z reguły jednak matkom w naszej kulturze nie wolno narzekać. Przyjrzyjmy się tym kilku nieistniejącym problemom. 
 
Tadeusz Basiura
Ci, co chodzą regularnie do kościoła, aby uczestniczyć w niedzielnej Mszy św., zauważą zapewne zmieniającą się na przestrzeni roku liczbę wiernych biorących w niej udział. Gdyby tę liczby przenieść na wykres, otrzymalibyśmy linię zbliżoną do sinusoidy o, niestety, dość dużej amplitudzie...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 


 
Cost-Club.com: Best Cosplay Costumes for Sale