logo
Poniedziałek, 30 listopada 2020 r.
imieniny:
Andrzeja, Maury, Ondraszka, Konstantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Powiedz, co ty miłujesz!
Mateusz.pl
 
fot. Carolyn V | Unsplash (cc)


„Powiedz mi, co ty miłujesz, a ja ci powiem, kim ty jesteś.
Jeśli ziemię miłujesz, ziemią jesteś;
jeśli niebo miłujesz, niebem jesteś,
a jeśliby Boga miłujesz, Bogiem jesteś” (Św. Augustyn).

 

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Mt 22, 34-40).

 

Najważniejszy drogowskaz


W dzisiejszej ewangelii (z Niedzieli 30., rok A) pada jedno ważne pytanie i jedna wielka odpowiedź. Pytanie zadają faryzeusze. Zadają je zresztą w złej intencji: żeby wystawić Jezusa na próbę! To znaczy, żeby Go „przeegzaminować” i sprawdzić, czy zna najlepszą tradycję Izraela. Pomińmy jednak tę niecną okoliczność... W końcu niejeden wierzący Żyd chciałby szczerze dowiedzieć się od kogoś tak wyjątkowego, jak Jezus, czym się ma w życiu kierować! Powód? Wyjątkowość Mistrza z Nazaretu, a także zbijający z tropu fakt, iż żydowscy rabini sformułowali wiele praw (choć to pewno „nic” wobec opasłych tomów dzisiejszego prawa cywilnego, karnego, unijnego); nakładano 248 nakazów i jeszcze więcej zakazów, aż 365! W sumie 613 przykazań pisanych, nie licząc ustnie przekazywanych. Trudno było wszystkie zapamiętać, a cóż dopiero wiernie je wypełnić!

 

Faryzeusze skorzystali z nadarzającej się sposobności, żeby dowiedzieć się, jak się Jezus zapatruje na te dość zawiłą kwestię. Być może sądzili, że Jezus się potknie; że zagubi się w gąszczu nałożonych zobowiązań... Ponadto, nie chcąc się skompromitować czy narazić, dyplomatycznie uchyli się przed odpowiedzią. Stało się jednak inaczej.

 

Padła wielka i śmiała odpowiedź! Okazało się jeszcze raz, że to, co dla pytającego człowieka jest wielce skomplikowane, u Chrystusa znajduje olśniewające uproszczenie. Warto – gdy „życie” nam się komplikuje – pamiętać o tej Jezusowej mocy rozwiązywania trudnych ludzkich problemów i czynieniu zawiłych zagadnień prostymi.

 

Jedno jest pewne, że Jezus przemienił zastawioną pułapkę i osobistą próbę w wielkiej wagi Objawienie najważniejszego Prawa, którym powinien kierować się człowiek na ziemi! (Oczywiście, słowa Jezusa autorytatywnie potwierdziły najważniejsze życiowy drogowskaz, dany Izraelitom już w Starym Testamencie). Jezus zapytany: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? – odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

 

Jest dla nas oczywiste, że ludzie szukają sensu. Są go złaknieni, choć nie zawsze tak to nazywają. Nikt, sam z siebie, nie sądzi, że „idzie znikąd donikąd”. Każdy chciałby wiedzieć skąd i dokąd podąża! Chcemy też upewnić się, że dobrze rozgrywamy swoje życie (a nie byle jak); że nie pomijamy czegoś najważniejszego. I że mijając codziennie wiele osób i rzeczy, nie pomijamy i i nie rozmijamy się z Kimś Najważniejszym! Byłaby to największa porażka. – Jeśli nieznajomość znaków drogowych może kierowcę drogo kosztować..., to co powiedzieć o nieznajomości czy nonszalanckim lekceważeniu tego Przykazania, o którym mówi dziś Jezus!

 

Praktycznie znaczy to, że co dzień – i to w każdym świadomym działaniu – winniśmy potwierdzać, że nasze wybory wypływają i kierują się ku Bogu jako naszemu największemu Dobru, najbardziej cennemu, cenionemu i miłowanemu! Jeśli takiego imperatywu (już lub jeszcze) nie odczuwamy i nie radujemy się Bogiem jako Najwyższym Dobrem, to powinno zapalać się nam „czerwone światełko” ostrzegawcze. Jeśli treść życia wewnętrznego (uczucia, myśli, pragnienia) i nasze codzienne wybory nie potwierdzają, że to naszego Stwórcę i Ojca cenimy i kochamy całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, to powinniśmy się poważnie zaniepokoić i zastanowić, by uznać swój bardzo poważny błąd (grzech)! Powinniśmy się szczerze zasmucić i mocno żałować, gdy Bóg – Najwyższe Dobro i Piękno – przestaje nas fascynować i przyciągać, a Jego miejsce zajmują różne rzeczy, doznania, przemijające wartości... To naprawdę wielki błąd w sztuce życia prawdziwie ludzkiego, gdy mniemamy – otwarcie czy skrycie – że pełnia szczęścia jest (już i jedynie) w intensywnych relacjach z ludźmi, ze światem i wytworami ludzkiej kultury. Tak wielu zdaje się dzisiaj tak żyć i uważać.

 

Wszyscy bardzo potrzebujemy dopuścić do głosu ważne pytanie zadane przez faryzeuszy: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?

 

Na nasze szczęście – niezależnie od różnych zmieniających się okoliczności, trendów i wyrafinowanych (a coraz częściej już brutalnych) nacisków ze strony kreowanych „poprawności” – wciąż blisko nas jest Boski Nauczyciel i Jego niezmienne Prawo! Można je poznać i mądrze mu się poddać. Trzeba jednak zdobyć się na odrobinę cywilnej odwagi wobec zewnętrznych nacisków i manipulacji; należy też wykrzesać w sobie pokorę wobec Prawdy, która (tak pięknie i pociągająco) jaśnieje w głębi ludzkiej osoby, w stworzonym Kosmosie, a także w Historii Zbawienia (w Bożym Objawieniu)! Tchórząc, na pewno daleko nie zajdziemy! A ulegając pysze, z całą pewnością zejdziemy na manowce.

 

Pełnia Prawdy jest w Jezusie Chrystusie – w Jego Wcieleniu, Życiu, Nauczaniu, zbawczej Śmierci i Zmartwychwstaniu! A także w jasno sformułowanym drogowskazie i prawidle sensownego życia: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.

 

Święci to potwierdzają


Kolejny raz, za parę dni, będziemy radować się Uroczystością Wszystkich Świętych. Jedno z pierwszych skojarzeń jest być może takie. Oto mijają wieki, a Oni są wciąż obecni są w pamięci Kościoła – i ci z pierwszych wieków, i z epoki Średniowiecza, i z paru ostatnich wieków, z przedwczoraj i wczoraj... Cóż Oni takiego (u)czynili, że my ich szczerze czcimy, wiernie wspominamy, nierzadko prosimy ich o wstawiennictwo u Boga; na nich się wzorujemy?

 

Zapewne, niektórzy z nich wyróżnili się (aż) męczeństwem czy wielu wybitnymi (heroicznymi) cnotami, a także licznymi darami, oddanymi na usługi kościelnej wspólnoty, ubogich bliźnich... To wszystko jest prawdą. Jednak parę wielkości jest im wspólnych, a są one dokładnie zbieżne z treścią dzisiejszej ewangelii.

 

(1) Wszyscy Święci nieustannie starali się, by BÓG był nie (jedynie) słownym „ozdobnikiem” ich życia, lecz żeby był naprawdę, i to co dzień od nowa, szukany – z pasją poznawany – i miłowany ze wszystkich sił – a także naśladowany w miłowaniu i pokornej, konkretnej służbie...

 

(2) Inny aspekt ich więzi z Bogiem, to ich żywa wiara w Niego: ufne oparcie się na Jego Wszechmocy i Dobroci! Wsparcie się na Bogu, i to niejako całym ciężarem swego bytu, zarazem wspaniałego i biednego – a więc codziennego życia, kreślącego krzywą linię wzlotów, słabości i upadków... oraz zwycięskich powstań...

 

(3) I na pewno jeszcze to. Wraz z Jezusem, patrząc Jego oczami, Święci i Błogosławieni rozpoznawali i widzieli w każdym człowieku właśnie Jezusa Chrystusa (por. Mt 25,31-46). Widząc Jezusa w każdym człowieku, nie mogli go (Go) nie miłować, cenić, służyć mu i przebaczać...

 

Jezus Chrystus i Święci robią nam dziś „niezły” rachunek sumienia, to znaczy zapraszają nas do pogłębionego – odformalizowanego – badania siebie, naszych serc, postaw, sposobów rozeznawania i podejmowania decyzji... Mamy się ze sobą „rachować” i badać siebie, tak naprawdę i w pewnym sensie jedynie, w blasku MIŁOŚCI! Tej Miłości, którą – nigdy o tym nie wolno zapomnieć – jako pierwszy zaofiarowuje nam Bóg, Boskie Osoby. I tej Miłości, która zstępując z góry (por. Rz 5,5), zwraca całe nasze jestestwo (umysł, serce, uczucia, siły, talenty) ku Bogu, ku bliźnim. I oczywiście, także ku nam samym jako że i my też – każda i każdy, na ziemi czy w łonie matki – jesteśmy wymarzonym arcydziełem Boskiej Miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego.

 

A nawiązaniu do ostatniego zdania chciałbym napomknąć o (choćby tylko) tytule mojej nowej książki: „Drogocenni w oczach BOGA. Wszystko jest grą miłości”. We Wstępie „tłumaczę się” – jak najbardziej biblijnie – z takiego tytułu... Pozostawiając na boku nieco … autoreklamy, chcę skorzystać ze sposobności, by ubogacić to rozważanie (a poniekąd i moją książkę) takim oto cytatem, niedawno odkrytym:

 

„Poza wszelkim cierpieniem i lękiem rozpościera się najważniejszy składnik autorefleksji: drogocenność mojej własnej egzystencji. Moje serce czuje, że moje życie jest wyjątkowe, bez precedensu, bezcenne, a ja opieram się myśli, że można zatracić poczucie jego ostatecznego znaczenia” (A.J. Heschel).

 

Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl | 25 października 2014

 
Zobacz także
ks. Eligiusz Piotrowski
O zazdrości Boga można mówić jedynie w Jego relacji, która ze wszech miar ma charakter osobowy. Nie ulega wątpliwości, że określenie Jahwe jako zazdrosnego Boga wypływa z jego niepodzielnej i niezmierzonej miłości wobec swego Ludu. To ona jest źródłem tego rodzaju „emocjonalnego związku” (przy całym antropomorficznym zastrzeżeniu), który domaga się, wręcz żąda wyłączności. Ścisły związek Jahwe, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, nie może tolerować żadnego w tej reakcji rywala. 
 
kl. Karol Szlezinger SCJ
Bóg na wiele sposobów pokazuje człowiekowi, że go kocha. Jednak dla wielu katolików miłość Boża jest pojęciem abstrakcyjnym. Nie mogą powiedzieć, że doświadczyli Bożej miłości, a tym bardziej że na niej zbudowali swoje życie. Problem leży głównie po stronie człowieka, który nie chce albo nie potrafi zauważyć czy przyjąć tego, że Bóg go kocha. Jakie są przejawy Bożej miłości względem nas? W jaki sposób Bóg przekonuje nas o swojej miłości? 
 
Magdalena Rzeszotek
Doskonałym przykładem na to, że nie ma jednoznacznego modelu świętości, a każdy święty to indywidualność, jest królowa Jadwiga Andegaweńska. Nie była ona zakonnicą, dziewicą, wdową ani mistyczką. Nie była również z prawdziwego zdarzenia męczennicą, choć poświęciła wiele, a mimo to dla wielu pokoleń stała się wielką świętą. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー