logo
Wtorek, 21 września 2021 r.
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca, Hipolita – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Wojciech Rzeszowski
Powołanie jako dialog
Pastores
 


Dramatyzm obu sytuacji wyrasta z ich zafałszowania. Człowiek, który go doświadcza, żyje jakby poza sobą i nie dotyka realiów swojej egzystencji, sam dokładnie nie wie, kim jest. Zamykając się na Boga oraz innych ludzi, doświadcza duchowej izolacji, która rodzi w nim przykry stan osamotnienia i niezrozumienia. To z kolei prowadzi do zgorzknienia, poczucia krzywdy i odrzucenia.
 
Opisane sytuacje są „atrakcyjnym” polem działania złego ducha, który skrzętnie wykorzystuje ludzkie słabości. Nie musi on wówczas pociągać do zła, wystarczy, że przytrzyma osobę w jej wyniosłości lub zgorzknieniu. Człowiek zamknięty w ciasnej i ciemnej skorupie swojej biedy nie może wzrastać i rozwijać się, jego uwarunkowanie (w rzeczywistości on sam) nie pozwala, by dotknęło go Boże światło uzdrowienia. Stając na modlitwie przed Bogiem, będzie „nędznym robakiem”, upokorzonym, niegodnym uwagi i miłości albo duchowym aktywistą, który musi zapracować na to, by spokojnie i bez poczucia winy się modlić. Będzie więc podejmował ciągle nowe wyzwania i prace, by nigdy nie stawać przed Panem z pustymi rękoma. Dopiero zmęczenie da mu poczucie pokoju i satysfakcji. Upodobni się wówczas do starszego syna z ewangelicznej przypowieści, który całe życie pracował dla ojca i zawsze pozostawał najemnikiem. Choć był synem i mieszkał w rodzinnym domu, to jednak – we własnym odczuciu – nie był domownikiem; czuł się akceptowany za to, co robi, ale nigdy kochany dlatego, że jest (por. Łk 15,11 nn.).
 

Wewnętrzna wolność i emocjonalna równowaga
 
Pozytywne i twórcze przeżywanie powołania domaga się wolności. Im bardziej człowiek jest emocjonalnie uporządkowany, zdolny do przekraczania siebie, otwarty na innych ludzi i samego Boga, tym więcej jest podatny na Jego działanie. Widać to wyraźnie w życiu świętych, którzy pozwalali się prowadzić Bogu. Łaska Boża „przelewała” się przez ich życie bardzo obficie. Dzięki wierze przeżywanej w wolności serca pozwalali Bogu działać, to On był Reżyserem ich życia. Nie byli skoncentrowani na sobie, nie stawiali warunków i nie czekali na to, aby Bóg zaspokoił ich potrzeby. Przeciwnie – z pasją szukali Bożej woli i wypełniali ją. Wewnętrzna wolność uzdalniała ich do współpracy z łaską i czyniła życie tak bardzo pięknym i owocnym, że świętym.
 
Człowiek pozbawiony wewnętrznej wolności staje się niewolnikiem samego siebie. Jego obawy, lęki i pragnienia koncentrują go na sobie w taki sposób, że wszystko zaczyna kręcić się wokół osi własnego „ja”. Podejmowane powołanie i wszystkie związane z nim dzieła zostają podporządkowane człowiekowi. Nawet misternie budowana religijność pozostaje wówczas religijnością „monologu”, która zamyka się na doświadczenie Boga. Zamiast otwierać się na Tego, który jest źródłem uświęcenia i przemiany, człowiek zbyt mocno zajęty jest sobą, prowadząc nieustanny dialog z własnymi potrzebami i ranami. Osoba obdarzona powołaniem, a jednocześnie tak uwarunkowana emocjonalnie, nie pyta: „Panie, co chcesz, abym czynił?”, ale raczej oczekuje, aby Bóg odpowiedział na jej potrzeby i spełnił neurotyczne pragnienia. Zdarza się wówczas, że modlitwa – z adoracji Boga – przemienia się w emocjonalny „koncert życzeń”.
 
W ten sposób w życiu osoby powołanej powstaje paradoksalna sytuacja: zamiast służyć i oddawać chwałę Bogu, w mniejszym czy większym stopniu służy samej sobie. W konsekwencji dochodzi do swoistej, często niezauważalnej, reorientacji powołania, gdzie Bóg przestaje być najwyższym celem, a staje się środkiem do zaspokajania nieuświadomionych potrzeb. Możliwość współpracy z łaską powołania jest wówczas znacznie ograniczona, a czasem nawet zupełnie niemożliwa. Powołanie przeżywane w taki sposób, choć na początku było przyjmowane z optymizmem i radością, szybko staje się niezadowalające i trudne, zarówno dla danej osoby, jak i wspólnoty, w której ona przebywa.
 
Relacja z Bogiem, która nie wyrasta z wyzwalającego doświadczenia miłości, nie może pogłębiać się i przynosić duchowych owoców. Tylko człowiek wyzwolony i wewnętrznie uporządkowany buduje otwarte i twórcze relacje. Im więcej wolności od siebie i emocjonalnej równowagi, tym mniej duchowych ograniczeń, roszczeń i warunków stawianych Bogu. Każda osoba powołana, która chce żyć ewangelicznymi wartościami, zaproszona jest do tego, by dobrze poznać i uporządkować swój wewnętrzny świat. Jeśli natomiast doświadcza trudności emocjonalnych i związanych z nimi ograniczeń, najpierw musi zatroszczyć się o powiększenie zakresu wewnętrznej wolności. Dopiero, kiedy doświadczy uzdrowienia serca, „uwolni” się od siebie i bardziej otworzy, będzie mogła duchowo wzrastać. Wtedy też w jej życiu dokona się swoisty przewrót kopernikański. Przestanie koncentrować się na sobie i kręcić wokół własnej osi, a odnajdzie się na orbicie odwiecznego Słońca i zacznie żyć Jego światłem. Wówczas wybór powołania, modlitwa i całe życie duchowe będą nie jałowym monologiem, ale pięknym, twórczym i owocnym dialogiem z Panem.
 
Ks. Wojciech Rzeszowski
- (ur. 1966), teolog, ojciec duchowny w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie.
   
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Jowita Guja
W miłości między kobietą i mężczyzną obecne są dwa elementy: agape i eros. Agape to miłość bliźniego, miłość do drugiego człowieka ze względu na niego samego, niezależnie od tego, czy odpowiada on na nasze potrzeby i czy odwzajemnia nasze uczucia; można nią darzyć nawet nieprzyjaciół. Agape nie jest wprost związana z naszą płciowością i seksualnością, ale jest umiejętnością wyjścia poza własny egoizm i otwarcia się na coś więcej...

Z Jackiem Prusakiem SJ, teologiem i psychoterapeutą rozmawia Jowita Guja
 
Jowita Guja
Mnisi, podobnie jak inni ludzie, jednym pociągnięciem potrafią zrujnować swoje życie w odwecie za niespełnione marzenia, doznane cierpienia i niemoc w zrozumieniu sensu tak właśnie ułożonego i funkcjonującego świata. Ale to tylko jedna z wielu oznak rozpaczy, której korzeniem jest zwykłe samolubstwo. Zdaje się, że jej formą szczególnie niebezpieczną jest nosząca wszelkie pozory spokoju klasztorna, zakrzepła wegetacja, pod skorupą której tli się niebezpiecznie upór...
 
Jowita Guja

Jezus mówił, że powołuje tych, których chce. Jesteśmy zatem posyłani do pracy w różne miejsca i chyba tylko wiara w moc Ducha Świętego pozwala być spokojnym, że zostaliśmy posłani na taką misję, do której mamy odpowiednie predyspozycje.

 

O tym, jakie zadania przed kapłanami stały dawniej i jakie czekają na nich dzisiaj oraz co dla księży powinno być najważniejsze, opowiadają Paulinie Smoroń duchowni – ks. Wiesław Wielmański (55 lat) i ks. Marcin Stopka (26 lat).

 
___________________
 
 reklama